monia76
23.01.10, 16:21
Ponad dwa tygodnie temu urodziłam moje pierwsze dziecko i, mimo że
poród był bardzo szybki, jedna rzecz wciąż nie daje mi spokoju -
chodzi o zachowanie pielęgniarek szpitalnych w stosunku do
pacjentek.
Ze względu na cukrzycę i obciążony wywiad kilka dni przed porodem
spędziłam na patologii ciąży i to tamtejszemu personelowi zgłosiłam
odejście wód płodowych. Po ok. godzinie podłączono mnie do ktg, a
ponieważ bóle były już bardzo silne, nie bardzo byłam w stanie leżeć
na wznak, czego żądała ode mnie pielęgniarka krzycząca, że nie chcę
współpracować i niech się położna ze mną użera. Twierdziła, że ona
tu nie widzi żadnych skurczy, a ja jeszcze nie wiem co to ból
porodowy. Obrażona odłączyła mnie od ktg i zostawiła samą sobie. Na
moje szczęście, krótko po tym do szpitala dotarła moja (opłacona)
położna, która zbadawszy mnie od razu posadziła mnie na wózek i
zawiozła na salę porodową, ponieważ miałam już pełne rozwarcie.
Córkę urodziłam 20 min później i gdyby nie ta położna, pewnie
urodziłabym ją na korytarzu oddziału patologii ciąży.
Sam poród wspominam bardzo dobrze i pewnie zapomniałabym o "dziwnym"
zachowaniu pielęgniarek z patologii, gdyby nie powtórzyło się ono na
oddziale poporodowym. Muszę tu pokreślić, iż wszyscy lekarze, z
którymi miałam do czynienia byli przemili, odnosili się do pacjentek
z ogromnym szacunkiem i cierpliwie odpowiadali na wszelkie pytania,
natomiast pielęgniarki zajmujące się kobietami po porodzie i
noworodkami były opryskliwe, a wręcz złośliwe. Kiedy poprosiłam
jedną z nich o pomoc w przystawieniu dziecka do piersi (być może są
kobiety, które rodzą się z taką wiedzą, ja niestety do nich nie
należę) wyśmiała mnie w obecności swoich koleżanek mówiąc, że to
moje dziecko i jeśli je naprawdę kocham i chce karmić piersią,
znajdę sposób. Podobnie potraktowane były prośby innych pacjentek z
mojej sali. To personel wyższego szczebla poświęcał nam i naszym
dzieciom, których się przecież dopiero "uczyłyśmy", więcej czasu i
uwagi, okazując przy tym szacunek i zrozumienie.
Nie należę do pacjentów roszczeniowych i jestem świadoma jak ciężka
i słabo opłacana jest praca pielęgniarek, ale mimo upływu czasu, nie
bardzo mogę zrozumieć jak ktoś kto pracuje z niemowlakami i
kobietami w szczególnym momencie życiowym może być tak opryskliwy i
złośliwy; i nie mówię tu o pojedyńczych przypadkach, a jakimś
zbiorowym szaleństwie. Mam też nadzieję, że nie miałam poprostu
szczęścia, a takie sytuacje nie zdarzają się w innych szpitalach.