Co było przyczyną?

12.02.10, 00:25
Pani Kasiu na sąsiednim forum ciąża i poród trafiłam na taki post
forum.gazeta.pl/forum/w,585,107129949,107129949,porod_koszmar_na_Karowej_.html
straszna tragedia. Zastanawiam się co rzeczywiście jest przyczyną takiego
stanu maluszka? Pytam bo sama jestem po cięciu i też chyba jak większość z nas
dostawałam przeciwbólowo morfinę, jednocześnie karmiąc piersią. Jeśli morfina
jest rzeczywiście tak szkodliwa dla dzieci to może nie powinno się karmić w
trakcie jej brania? Co Pani o tym myśli? Z góry dziękuję za odpowiedź.
    • magdakingaklara Re: Co było przyczyną? 12.02.10, 17:43
      jak przeczytalam ta historie to az mi sie lza zakrecila w oku i
      ciarki przeszly przez plecy. Straszna historia. sama jestem po cc i
      nawet nie wiem co mi podawali musze to sprawdzic w karcie
      • icarium2009 Re: Co było przyczyną? 12.02.10, 19:56
        Ja dostawałam relanium i dolargan. Dolargan jest pochodną morfiny. Czy
        też może wywołać coś takiego?
        • keyti77 Re: Co było przyczyną? 12.02.10, 20:56
          Takie historie zdarzają się nie tylko przy cięciu i mogło nie mieć
          tu nic wspólnego. bezdechy występują też u dzieci urodzonych sn i
          takie historie kończą się podobnie. generalnie uważa się że dzieci
          matek po cc mają większe ryzyko ale można przetyczać podobne
          historie kobiet które straciły dziecko w podobny sposób po
          normalnych porodach w chwili gdy się zdrzemnęły.
          Przypadki co prawda rzadkie ale zdarzają się :( :( :(
          Bardzo to smutne....
          _________________________
          Pamiętam i kocham 09.2007, [*] 08.2008
          Czekamy na lutowego Szkraba :-)
        • olenka1211 Re: Co było przyczyną? 14.02.10, 05:11
          > Ja dostawałam relanium i dolargan. Dolargan jest pochodną morfiny. Czy
          > też może wywołać coś takiego?


          Podobno też :(
          Ja dostałam Dolargan w czasie porodu sn. Mnie powiedziano, że to zwykły lek
          przeciwbólowy, zupełnie niegroźny.
          Teraz im więcej o tym czytam tym więcej dowiaduję się o jego skutkach ubocznych.
          Nie wiem jak przetrwam ten poród ale już nie chce Dolarganu.
          • robin2510 Re: Co było przyczyną? 14.02.10, 09:00
            I ja czytałam tamtą wypowiedź. Tragedia , i szok!. Jednak mnie bardziej
            interesuje gdzie były położne ??? te od rodzących i te od dzieci???. Przecież
            autorka wątku mogła równie dobrze zemdleć a nie przysnąć i nie wiedzieć, że jej
            dziecku dzieje się jakaś krzywda. Wg mnie po cc które jest jednak operacją ,
            kobieta powinna być doglądana częściej przynajmniej przez jakiś okres czasu.
            Będąc po 2 porodzie leżałam na sali z dziewczyną , która co prawda nie miała cc
            ale bardzo ciężki poród sn. Pielęgniarka przyniosła jej dziecko (już umyte
            ubrane zawinięte) , przystawiła do piersi i poszła. Ta dziewczyna ledwo dychała
            nie wiedziała jak złapać córeczkę w beciku , jak ją przystawić (mała puściła
            pierś) bo nie mogła się dobrze ruszać. W pewnym momencie chyba usnęła mi też oko
            na chwilę się przymknęło. Zbudził mnie (i resztę) wrzask położnej na tą
            dziewczynę ze przydusiła piersią dziecko i mała była lekko sinawa. Na szczęście
            wszystko dobrze się skończyło ale od tego momentu położne co jakiś czas
            przychodziły na salę i do każdej połoznicy podchodząc pytały się jak dziecko.
          • anettchen2306 Re: Co było przyczyną? 14.02.10, 16:31
            Przy pierwszym porodzie tez nafaszerowano mnie dolarganem
            (pielegniarka powiedziala tylko, ze to "cos przeciwbolowego". Po
            pierwszej dawce odplynelam calkowicie (bol bynajmniej sie nie
            zmniejszyl, tylko nie mialam sily nawet krzyknac). Druga dawke
            podano mi nawet nic nie mowiac, nie prosilam o nia, bo fatalnie
            czulam sie po pierwszej, nie wiedzialam za bardzo co sie ze mna
            dzialo. Syn urodzil sie z powaznymi zaburzeniami adaptacji
            oddychania (porod nie byl zbyt dlugi ani wyczerpujacy, nie
            zanotowano spadkow tetna podczas porodu - dopiero po porodzie).
            Powiedziano mi wprost na oddziale noworodkowym OIOMu, ze to "typowe"
            i "normalne" przy dolarganie. Przy morfinie istnieje ewidentne
            przeciwwskazanie do karmienia piersia. Informacje taka mozna znalezc
            na praktycznie kazdej stronie poswieconej anestezjologii.
            Najwazniejszym i najtragiczniejszym zdarzeniem w tym wszystkim jest
            to, ze nafaszerowanej narkotykami (bo trzeba to ujac wprost)
            kobiecie (polprzytomnej w dodatku) zostawiono noworodka, ktory juz
            podczas porodu mial znaczace spadki tetna i zaniki akcji serca i
            dlatego na szybko zedycdowano sie na cc. Po tak szybkim cc nikt nie
            monitorowal dalej dziecka? Z jakich powodow te zaniki tetna byly? To
            tak, jakby odreanimowana osobe wyslac do domu, no bo przeciez
            przezyla...
            Co do morfiny: Jakos nacpanej narkomace nikt niemowlecia by nie
            powierzyl, od razu do sadu rodzinnego by pognano ... W szpitalu
            wiele zas rzeczy uwaza sie za "normalne" choc sa na pograniczu
            patologii.
          • icarium2009 Re: Co było przyczyną? 15.02.10, 14:05
            olenka1211 napisała:

            > > Ja dostawałam relanium i dolargan. Dolargan jest pochodną
            morfiny. Czy
            > > też może wywołać coś takiego?

            >
            > Podobno też :(
            > Ja dostałam Dolargan w czasie porodu sn. Mnie powiedziano, że to
            zwykły lek
            > przeciwbólowy, zupełnie niegroźny.
            > Teraz im więcej o tym czytam tym więcej dowiaduję się o jego skutkach
            ubocznych
            > .
            > Nie wiem jak przetrwam ten poród ale już nie chce Dolarganu.

            No to 'świetnie'. Wychodzi na to, że będąc w szpitalu trzeba cały czas
            patrzeć lekarzom na ręce i jeszcze samemu się o wszystko dowiadywac ze
            źródeł innych niż lekarze. Przez kilka dni dostawałam Dolargan i
            karmiłam piersią - dziecko, które już i tak było po niedotlenieniu. A z
            drugiej strony, jak trzeba było podać antybiotyk, to powiedziano, że
            nie dostanę, bo karmię. Oczywiście nie mnie to powiedziano, tylko
            dopytującej się rodzinie.
    • katarzynaoles Re: Co było przyczyną? 15.02.10, 12:27
      Ta straszna historia znana jest mi już od dawna, z całkiem innego
      źródła. Nie napiszę wprost, co myślę, bo mam kłopot z wyważonym
      przedstawieniem swojej opinii. W zasadzie zgadzam się z z
      wypowiedzią anettchen2306, ale też rozumiem (co nie znaczy, że
      usprawiedliwiam) mechanizm, który przyczynił się do tragedii.
      Szpital daje pracującym w nim ludziom pewne poczucie braku
      bezpośredniej odpowiedzialności za przebieg wydarzeń, w psychologii
      określa się to terminem "zbiorowa odpowiedzialność". To trochę takie
      myślenie "a czemu ja mam się wychylać?". Dla mnie zatrważające jest
      to, co bardzo jasno widać w opisach tego nieszczęścia: w naszych
      szpitalach ważniejsza niż człowiek staje się dokumntacja, podobnie
      przecież było w sprawie dziecka, które upadło na podłogę. A to
      dlatego, że wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jeśli stanie się
      cokolwiek złego, albo pojawią się jakieś wątpliwości to pierwszą i
      decydującą rzeczą będzie odpowieź na pytanie "co jest w
      dokumentacji?". I wtedy małe znaczenie dla prokuratora będzie miało
      to, że położna siedziała koło rodzącej i masowała ją po plecach i
      wspierała psychicznie. Zapewniam, że wiem, co piszę... Rozumiem, że
      nie da się odwrócić tej tendencji, ale w praktyce powinno to
      oznaczać zwiększenie zatrudnienia białego personelu - a jest wręcz
      odwrotnie. Będę brutalna i napiszę, że szpitalowi bardzej opłca się
      zatrudnić prawnika i ewentualnie od czasu do czasu wypłacic
      odszkodowanie niż przyjąć do pracy na stałe kilkadziesiąt osób...
      Niestety nie wiem, czy jest jakaś inna metoda zmiany tego stanu
      rzeczy niż dofinansowanie służby zdrowia. To bardzo smutne
      rozważania, wiem, ale i powód, który je wywołał jest bardzo smutny.
Pełna wersja