Dodaj do ulubionych

to gdzie mam urodzić? na chodniku?!

18.02.10, 17:06
jest taka akcja: skurcze, brzuch boli,dzieć się nie rusza to mój drugi poród,
ale jedziemy do szpitala żeby sprawdzić czy wszystko oki bo ja panikara
jestem. W Poznaniu są dwa oddziały położnicze i dwa szpitale
ginekologiczno-położnicze.
Pierwszy szpital: mówię na IP o co chodzi, że skurcze, że nie wydaje mi się
aby to był poród ale dzieć się nie rusza więc mnie to niepokoi. Pani w IP
nawet nie zaproponowała mi KTG tylko od razu wywaliła do innego szpitala bo
nie ma miejsc na porodówce i jeśli to jest poród już to oni nie będą mogli
mnie przyjąć.No nic, jedziemy do drugiego. Ta sama sytuacja, wywalają mnie
dalej. Trzeci i czwarty szpital/oddział to samo. W żadnym szpitalu nawet mnie
nie zbadali. Przy czym nikt nie potrafił mi powiedzie gdzie mam jechać.
Dodam,że nie mam samochodu, a nikt w żadnym szpitalu nie zaproponował
ewentualnego transportu.
Wszystko się uspokoiło, wróciliśmy do domu, na razie jest ok. Ale załóżmy że
zaczęłam naprawdę rodzić. I co teraz? Gdzie mam iść? Rodzić na chodniku?
Obserwuj wątek
    • red-truskawa Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 18.02.10, 17:28
      Nastepnym razem zażądaj na pismie (jest obowiazek wydania takiego zaswiadczenia
      na zyczenie pacjenta) odmowy zbadania i ew przyjecia na oddział z uzasadnieniem
      i z zaznaczeniem, ze nie skierowano Cie do konkretnego szpitala (a to ich
      obowiazek znalezc miejsce gdzie Cie przyjma) i nie zapewniono Ci transportu.
      Maja obowiazek Cie zbadac i ew wtedy moga odesłac jezeli poród nie jest
      zaawansowany (pojecie wzgledne).
    • kawo-szka Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 18.02.10, 18:17
      Przerażające.. też ostatnimi czasy nie zaznałam niczego dobrego - tyle, że w moim wypadku to troszkę inna historia (Wrocław, pierworódka, konieczność wykonania cesarki w związku z miednicowym położeniem dziecia, a lekarz wyciąga w pierwszej kolejności łapska po kasę - opowiedziałam o tym na forum "poród domowy" - tu nie będę niepotrzebnie zaśmiecać nie mojego wątku). Dziś przeczytałam na gazecie wrocławskiej, że nasze porodówki są przepełnione, a najgorsze w moim odczuciu jest to, że właśnie zbliża się pełnia księżyca (przypada na 28 lutego) i wtedy spodziewam się totalnego sajgonu w szpitalach :(

      Nie wiem, jak pocieszyć.. Red-truskawa słusznie myślę radzi - żądać pisemnego uzasadnienia, a ja ze swojej strony dodam - niech mąż załatwi sobie koszulkę TVN, miejcie kamerę i wszystko nagrywajcie! A jak nie, to dyktafon. Zgroza.. Czy oni myśleli, że wyż demograficzny nie będzie rodzić dzieci? Przecież już w ubiegłym roku była tragedia na porodówkach.. liczyli że 2010 będzie inny??? Przerażające..

      Trzymam mocno kciuki, Zefirek1612, za powodzenie mimo wszystko i DOBREGO PORODU!
      • lilly811 Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 18.02.10, 19:16
        To prawda- teraz jest masakra na porodówkach- wyż rodzi wyż-moja
        mama leżała na korytarzu na polnej w poznaniu i ja też na polnej
        czekałam 4 godziny na korytarzu aż będzie sala do porodu ( z
        zastrzeżeniem, że do tego czasu mam nie rodzić ...)
        Ale uważam, że nie mają prawa odmówić przyjęcia do szpitala -
        zwłaszcza polna- bo to szpital wojewódzki- nie daj się wyrzucić-
        muszą ci zrobić ktg
        • margaretka04 Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 18.02.10, 19:44
          muszą cie zbadać jak już jesteś-to ich zasrany obowiązek.
          napiszę jak było podczas mojego ostatniego porodu. Pojechałam na IP do szpitala
          w którym chciałam rodzić bo zaczął się poród-delikatne skurcze i odchodzący
          czop. Zbadano mnie, powiedziano ze rzeczywiście porod się zaczął ale kompletnie
          nie mają miejsca w szpitalu i jak zacznę rodzić to chyba na tym fotelu
          ginekologicznym na IP. Ale położna posadziła mnie na krzesełku i rozpoczęła
          maraton telefoniczny bo wszystkich szpitalach w warszawie-szukając mi miejsca. W
          koncu znalazł się szpital na drugim koncu warszawy gdzie były miejsca i mogłam
          jechać. Spytano czy jestem z mężem samochodem czy może jestem sama bo jak chcę
          to oni dowiozą mnie karetką.
          Opisałam to bo tak to powinno wygladać i jak juz bedziesz gdzieś na IP to nie
          daj się spławić-muszą cie zbadać, jak nie mają miejsc muszą znaleźć szpital
          który je ma i muszą cie jeszcze zawieść jak nie masz czym jechać !!!!!!!!
    • mysiamarysia Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 18.02.10, 20:46
      straszne!!!!!! wspólczuje! jak tak czytam to sie zastanawiam czy nie
      moze byc w Polsce normalnie?? jak w innych cywilizowanych krajach,ze
      jak kobieta zachodzi w ciąże to po pierwszej wizycie u lekarza
      przychodnia wysyła info do szpitala z przewidywana data porodu?
      potem czekaja na kobiete z otwartymi rękami,przygotowana sala i
      usmiechnieta połozna!!

      mam nadzieje, ze uda Ci sie bez stresu,trzymam kciuki
    • mamadda Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 19.02.10, 05:16
      Ja jestem w 37 tygodniu i byłam u gina na wizycie. Zbadał mnie tylko
      wziernikiem,po czy stwierdził,że wszystko ok. Wyznaczył datę następnej wizyty na
      20 marca (termin mam na 15!!!!). Oczywiście poinformowałam go o tym więc
      wyznaczył na 8 marca z zaznaczeniem,że jak urodzę do wizyty to mam koniecznie
      zadzwonić i odwołać termin,bo on wpisze inną pacjentkę!!! Nie wiem nic: ile waży
      dziecko,jak jest ułożone,nie mam skierowania do szpitala. Za to okazało się,że
      mam bakterie w moczu i przepisał mi na to urosept (zero posiewu) nie dostałam
      też skierowania na krew (aby była aktualna). Czy tak ma wygladać być może
      ostatnia wizyta? Chyba pójdę gdzieś prywatnie...
      • xeniaczek999 odp mamadda 19.02.10, 10:38
        Ja wczoraj byłam na ostatniej wizycie(jestem w 39 tc) i tak jak Ty
        nie wiem nic, ile waży dziecko, co mam zrobić jak minie termin, bo
        przecież musze wiedzieć czy wszystko jest ok.Dodam jeszcze że chodze
        prywatnie. Więc nie wiem już jak powinna wyglądać ostatnia wizyta,
        w moim wyobrażeniu zupełnie inaczej. Termin mam za 8 dni.
        Pozdrawiam
        • matysiaczek.0 ostatnia wizyta 19.02.10, 10:49
          Też miałam bakterie, dostałam i furagin i urosept (ani teraz ani w zyciu posiewu nie robiłam, po co?), po skończonej terapii miałam powtórzyć badanie moczu, wyszło OK. Z tym wszystkim poszłam na OSTATNIĄ WIZYTĘ (37TC). Gin zbadał ułożenie dziecka rękoma, stwierdził położenie główkowe, wysokie. Dla SWOJEJ ciekawości zrobił USG, zeby zobaczyć jak duże jest dziecko, o wszystkim mnie poinformował. Spytał, czy chcę żeby zbadał szyjkę, nie uważałam tego za konieczne, więc zmierzył ciśnienie, posłuchał serducha, zważył mnie. Na koniec dodał, ze gdyby coś się działo, to mam przychodzić do niego bez uprzedzenia, a jak doczekam sama, to zadzwonic jak poszedł poród i zapisać się na wizyte kontrolną.
    • matysiaczek.0 procedury 19.02.10, 07:22
      to co ponizej napiszę, to raczej obowiązek, ale być może dobra wola szpitala.
      Zaczynasz rodzic i jedziesz do szpitala, który w danej chwili ma ostry dyżur. Mają obowiązek Cię przyjąć, jeżeli odmawiają, jak pisano wyżej, muszą dać na piśmie odmowę, dodatkowo, MUSZĄ zapewnić transport, do najbliżeszego szpitala majacego wolne miejsca na porodówce.

      Myślę, że nie wywalono by Cię na bruk, gdybyś faktycznie zaczęła rodzić. Tylko trzeba o swoje walczyć.
      byłam swiadkiem takiej sytuacji.
      Siedzę na IP i czekam na KTG (już 2 godz), jestem w 39tc, skurcze mam co 5 min - bolesne...no zaczęło się :) Ale siedzę spokojnie, czekam na swoją kolejkę. nie ma ostrego, ale umówiona jestem z lekarzem znajomym.
      Wpada na izbę inna ciężarna, zwija się z bólu, krzyczy, ze rodzi, oni na to, ze ostry jest gdzie indziej, ciężarna w płacz, ze nie da rady. Położna każe czekać. Dziewczyna siada obok mnie i z usmiechem mówi, ze była już na ostrym i kazali jej na KTG czekać 3 godz. dlatego przyjechała tu, skurcze wcaale nie takie straszne, raczej twardnienia. Za kilka min położne proszą ją na zapis...potem to nie wiem, bo się z nia rozminęłam.

      A w ogóle, to jak już zaczniesz rodzić, to wołaj karetkę i tyle, z doświadczenia wiem, ze pacjentki z karetek są przyjmowane bez kolejek, i przynajmniej nie zostawia cie pod szpitalem, tylko do tej pory będą wozić, aż znajdą miejsce. Ostatecznie poród odbierze ratownik w karetce :)
      • zefirek1612 Re: procedury 19.02.10, 08:42
        Postanowiłam że jak zacznie się poród to będę czekać do ostatniej chwili, wezwę
        karetkę i tyle. Z karetki chyba mnie nie wyrzucą, no nie?
        Tak się zastanawiam od wczoraj, pochodzę z miasta gdzie jest jeden oddział
        położniczy, w zasadzie to nawet pół oddziału bo po lewej stronie jest patologia
        ciąży a po prawej położniczy, dosłownie kilka sal po 4 łóżka. I tam problemu nie
        ma! Fakt, jest to miasto w którym mieszka 48 tyś ludzi, więc się nie umywa do
        Poznania, ale podlega pod ten szpital jeszcze 15 okolicznych gmin, a do innego
        miasta gdzie jest oddział ( bo szpital położniczo-gin dopiero e Szczecinie)
        odległość wynosi około 40 km.
        Naprawdę jest tak bardzo źle jak w zeszłym roku, czy szpitale już się
        przyzwyczaiły do wymówki że nie ma miejsc?
        • icarium2009 Re: miejsca na porodówce 19.02.10, 11:05
          W moim mieście są 2 porodówki, obie mają fatalną opinię. W zeszłym roku
          (IV 09) zdecydowałam się na jedną z nich z powodu lekarza prowadzącego
          tam pracującego. I rzeczywiście ten oddział to byla jakaś pomyłka.
          Widać inne kobiety miały więcej rozumu niż ja i uciekły rodzić do
          innych miast, bo sale zialy pustkami. Przez 2 tyg pobytu na 4-osobowej
          sali prawie cały czas leżałam z 1 osobą, a jak wychodziłam to mieli 12
          wolnych miejsc na 40 możliwych ;) Ciekawe czy w tym roku też mają takie
          pustki ;)
        • genie.in.the.bottle Re: procedury 19.02.10, 14:12
          zefirek1612 napisała:

          > Postanowiłam że jak zacznie się poród to będę czekać do ostatniej
          chwili, wezwę
          > karetkę i tyle. Z karetki chyba mnie nie wyrzucą, no nie?

          Nie dziw sie jak odmowia przyjazdu.Albo powiedza,ze przysla jak
          bedzie wolna zaloga.Porod to nie jest stan zagrozenia zycia.Wiec
          Twoj 'problem' pierwszenstwa miec nie bedzie.Karetka to nie taksowka.
          • matysiaczek.0 Re: procedury 19.02.10, 14:22
            mylisz się moja droga...poród moze być zagrożeniem życia dla dziecka i matki, jeżeli odbywa się bez fachowej opieki.
            A przyślą szybko, jeżeli poród postepuje szybko (a o tym mówi się przez telefon, więc nie maja mozliwości weryfikacji). A jak już będą, i poród faktycznie postepuje, to w domu samej kobieciny nie zostawią. Radziłabym nie rozsiewać nieprawdziwych info.
            Przed chwilą zresztą zadzwoniłam na pogotowie, odp dyspozytorki: "do porodu o każdej porze DNIA i nocy ma pani prawo wezwać karetkę, przyjeżdżamy najszybciej jak się da, w razie bardzo szybko postępującego porodu proszę jeszcze kontaktować sie telefonicznie"
            • genie.in.the.bottle Re: procedury 19.02.10, 14:53
              matysiaczek.0 napisała:

              > mylisz się moja droga...poród moze być zagrożeniem życia dla
              dziecka i matki, j
              > eżeli odbywa się bez fachowej opieki.
              > A przyślą szybko, jeżeli poród postepuje szybko (a o tym mówi się
              przez telefon
              > , więc nie maja mozliwości weryfikacji). A jak już będą, i poród
              faktycznie pos
              > tepuje, to w domu samej kobieciny nie zostawią. Radziłabym nie
              rozsiewać niepra
              > wdziwych info.
              > Przed chwilą zresztą zadzwoniłam na pogotowie, odp
              dyspozytorki: "do porodu o k
              > ażdej porze DNIA i nocy ma pani prawo wezwać karetkę, przyjeżdżamy
              najszybciej
              > jak się da, w razie bardzo szybko postępującego porodu proszę
              jeszcze kontaktow
              > ać sie telefonicznie"

              Mialam praktyki w pogotowiu.Wiem to wyglada.
          • icarium2009 Re: procedury 19.02.10, 15:48
            genie.in.the.bottle napisała:

            > Nie dziw sie jak odmowia przyjazdu.

            W przyszpitalnej szkole rodzenia mówiono nam, że karetki nie chcą
            przyjeżdżać do rodzących. Tłumaczą to tak - ma 9 miesięcy czasu, wie że
            będzie rodzić, to na pewno ma czas żeby zorganizować taksówkę lub inny
            transport. U nas powiedziano to wprost. Nie wiem co na to przepisy.

            Acha, jeden z pobliskich szpitali 'reklamuje się', że uruchomiono
            specjalny całodobowy nr, pod który można dzwonić w razie porodu - więc
            może jednak wyjazd karetki zależy od dobrej woli szpitala?
            • zefirek1612 Re: procedury 19.02.10, 15:58
              icarium2009 napisała:

              > genie.in.the.bottle napisała:
              >
              > > Nie dziw sie jak odmowia przyjazdu.
              >
              > W przyszpitalnej szkole rodzenia mówiono nam, że karetki nie chcą
              > przyjeżdżać do rodzących. Tłumaczą to tak - ma 9 miesięcy czasu, wie że
              > będzie rodzić, to na pewno ma czas żeby zorganizować taksówkę lub inny
              > transport. U nas powiedziano to wprost. Nie wiem co na to przepisy.
              >
              > Acha, jeden z pobliskich szpitali 'reklamuje się', że uruchomiono
              > specjalny całodobowy nr, pod który można dzwonić w razie porodu - więc
              > może jednak wyjazd karetki zależy od dobrej woli szpitala?

              Oczywiście że mamy 9 miesięcy, tylko że akcji porodowej przewidzieć się nie da.
              Jeśli będzie postępować tak szybko, ze kobieta ma już główkę miedzy nogami, to
              co? Ma w biegu łapać dzieciaka i do taxi bo pogotowie nie przyjedzie?
              • zilaneczka-net Re: procedury 19.02.10, 17:07
                Dokładnie. Oni są od tego jak du... od sra... żeby przyjechać (sorry za
                wyrażenie) zresztą do mojej znajomej przyjechali w ciągu 15 minut więc może nie
                jest tak źle jak to nie którzy opisują.
                • genie.in.the.bottle Re: procedury 19.02.10, 23:18
                  zilaneczka-net napisała:

                  > Dokładnie. Oni są od tego jak du... od sra... żeby przyjechać
                  (sorry za
                  > wyrażenie) zresztą do mojej znajomej przyjechali w ciągu 15 minut
                  więc może nie
                  > jest tak źle jak to nie którzy opisują.

                  Pogotowie ratunkowe jest od ratowania zycia.Gdyby w Polsce bylo
                  normalne prawo,to za polowe wyjazdow karetki wystawiaolby sie
                  rachunki.Pogotwie to nie jest przychodnia na kolkach,ani transport
                  sanitarny.I jestem ciekawa jakbys zaaregowala gdyby Twoje dziecko
                  zostalo potracone przez samochod,a pogotwie mogloby by przyjechac za
                  pol godziny bo zaloga wlasnie odwozi ciezarna do szpitala.Ktora
                  spokojnie moglaby pojechac prywatnym transportem.
                  I uwazaj,komu nadeptujesz na palec,bo moze jest polaczony z du..,do
                  ktorej byc moze kiedys bedziesz musiala wejsc.
                  • zilaneczka-net Re: procedury 20.02.10, 08:37
                    genie.in.the.bottle napisała:

                    > zilaneczka-net napisała:
                    >
                    > > Dokładnie. Oni są od tego jak du... od sra... żeby przyjechać
                    > (sorry za
                    > > wyrażenie) zresztą do mojej znajomej przyjechali w ciągu 15 minut
                    > więc może nie
                    > > jest tak źle jak to nie którzy opisują.
                    >
                    > Pogotowie ratunkowe jest od ratowania zycia.Gdyby w Polsce bylo
                    > normalne prawo,to za polowe wyjazdow karetki wystawiaolby sie
                    > rachunki.Pogotwie to nie jest przychodnia na kolkach,ani transport
                    > sanitarny.I jestem ciekawa jakbys zaaregowala gdyby Twoje dziecko
                    > zostalo potracone przez samochod,a pogotwie mogloby by przyjechac za
                    > pol godziny bo zaloga wlasnie odwozi ciezarna do szpitala.Ktora
                    > spokojnie moglaby pojechac prywatnym transportem.
                    > I uwazaj,komu nadeptujesz na palec,bo moze jest polaczony z du..,do
                    > ktorej byc moze kiedys bedziesz musiala wejsc.
                    Ja nie mówię o osobach które maja prywatny transport lecz tak jak napisała
                    zefirek "Oczywiście że mamy 9 miesięcy, tylko że akcji porodowej przewidzieć się
                    nie da.
                    Jeśli będzie postępować tak szybko, ze kobieta ma już główkę miedzy nogami, to
                    co? Ma w biegu łapać dzieciaka i do taxi bo pogotowie nie przyjedzie?". A propos
                    przydeptałam może Twój paluszek? och to przepraszam.
                  • matysiaczek.0 Re: procedury 20.02.10, 10:49
                    genie, ty zilaneczki nie strasz, bo to nie o to chodzi...jeszcze raz powtarzam: poród jest zagrożeniem życia dla matki i dziecka, jeżeli przebiega bez opieki medycznej..nijak się do tego nie ustosunkowałaś. Wg ciebie co powinna zrobić matka, która nie ma własnego transportu, ani nie stać jej na taxi? ma jechac autobusem? różne sytuacje przytrafiają się w zyciu i domyślam się, ze niewiele ciężarnych woła do porodu karetkę, ale jeżeli sytuacja jest taka jak przedstawiona powyżej - nie ma innego wyjścia. Dziwi mnie jedno: dlaczego uparcie przeciwstawiasz się rodzącej, wywalanej ze szpitali, dlaczego uparcie bronisz stanowiska pogotowia, które tak, czy inaczej ma OBOWIĄZEK zawieść rodzącą do szpitala.
                    Dlaczego uważasz, że potrącone przez samochód dziecko ma większe prawo do karetki niż kobieta z główką dziecka między nogami, która jest zdana na samą siebie?

    • marylisek1 Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 19.02.10, 08:42
      SKANDAL! Niestety nie masz wyjścia chyba i następnym razem, jeśli
      nie sama to poprosić męża, czy kto tam będzie Cię zawoził do
      szpitala, żeby był bardziej asertywny. Są sytuacje, ludzie i
      miejsca, gdzie bez małej rozpierduchy ani rusz. Moja znajoma, gdy
      była w 42 tygodniu ciąży i poraz n-ty chcieli ją odesłać do domu,
      powiedziała, że się nie ruszy stamtąd dopóki jej nie przyjmą na
      wywołanie porodu. Przyjęli, nie mieli wyjścia. Poza tym zapoznaj się
      może z przepisami prawa, bo coś mi się zdaje, że jeśli w danym
      szpitalu nie mają miejsca, to mają obowiązek znaleźć Ci miejsce w
      innym, a jeśli nigdzie takiego nie będzie, to muszą Cię przyjąć
      choćby nie wiem co.
    • katarzynaoles Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 19.02.10, 21:07
      Drogie Panie: pogotowie musi przyjechać na wezwanie rodzącej,
      a każdy szpital, w którym jest sala porodowa ma obowiązek
      zająć się zgłszającą się kobietą w ciąży lub rodzącą.
      Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, rozdz.2 Prawo
      pacjenta do świadczeń zdrowotnych, art.6 pkt.2: Pacjent ma prawo,
      w sytuacji ograniczonych możliwości udzielenia odpowiednich
      świadczeń zdrowotnych, do przejrzystej, obiektywnej, opartej na
      kryteriach medycznych, procedury ustalającej kolejność dostępu do
      tych świadczeń.
      czyli po ludzku mówiąc nie ma takiej możliwości,
      żeby powiedzieć: nie mamy miejsc i niech Pani radzi sobie sama. I
      dalej: art.7, pkt.2 W przypadku porodu pacjentka ma prawo do
      uzyskania świadczeń zdrowotnych związanych z porodem.
      Tyle
      ustawa. W praktyce oznacza to, że nikt nie może odesłać rodzącej na
      ulicę i kazać jej szukać sobie miejsca w innym szpitalu. Należy
      także w razie konieczności zadbać o transport - czyli to szpital
      szuka miejsca i wzywa pogotowie. Jeśli dzieje się inaczej to bardzo
      przydatna jest przytoczona już metoda: prosi się o odmowę na piśmie.
      Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś to podpisał... Bardzo to smutne, że
      musimy debatować o takich rzeczach. Trzymam kciuki za wszystkie
      Panie :)
        • misiaku83 Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 19.02.10, 23:51
          Matko!
          Faktycznie masakra jakaś!
          Sama przygotowuje się do porodu w Poznaniu (<3tyg.) i przeraża mnie
          sama myśl o braku miejsc w szpitalu!
          Nastawiłam się na konkretny szpital i nie wyobrażam sobie jeżdżenia
          z jednej do drugiej porodowki:/
          No cóż mam nadzieje, że będę miała więcej szcześcia:P

          Powodzenia wszystkim poznanskim ciezarowkom:)!
        • katarzynaoles Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 20.02.10, 13:44
          Przeczytałam. To ja proponuję jeszcze lekturę Ustawy o zakładach
          opieki zdrowotnej rozdz.3 art.28, pkt1: Świadczenia zdrowotne w
          razie wypadku, urazu, porodu, nagłego zachorowania lub nagłego
          pogorszenia stanu zdrowia powodujących zagrożenia życia są udzielane
          w szczególności przez jednostki systemu Państwowe Ratownictwo
          Medyczne na zasadach określonych w ustawie z dnia 25 lipca 2001 r. o
          Państwowym Ratownictwie Medycznym (Dz. U. Nr 113, poz. 1207).
          .
          Od razu pragnę zaznaczyć, że chodzi o rodzącą, a nie o kogoś,
          komu odeszły wody i nie ma skurczów, albo o kogoś, kto ma
          nieregularną akcję skurczową.
      • kicia_beauty Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 21.02.10, 17:17
        Do szpitala pogotowie ot tak nie przyjedzie ( szpital musi mieć swój własny
        transport, wymaga tego NFZ do zawarcia umowy ). Traktuje o tym ustawa o
        ratownictwie medycznym. Aby do szpitala przyjechała karetka systemowa ,trzeba
        mieć zgodę koordynatora ratownictwa medycznego. A zgody czasem nie ma nawet
        wtedy, kiedy pacjenta po zatrzymaniu krążenia, na respiratorze trzeba przewieźć
        na OIOM. Natomiast ze swojego doświadczenia lekarza PR stwierdzam, że wyjazdy do
        porodu to w 90% nieporozumienie. Skurcze co 20 minut, torebeczka spakowana, dama
        czeka na darmowe taxi w domku, a na podwórku samochód. Przez kilka lat pracy w
        PR na kilkadziesiąt wyjazdów do porodu tylko raz trafiła mi się pacjentka ,
        która rodziła w domu ( wezwanie : C IX, poród IX, wody odeszły). Szkoda gadać.
        • elly2 Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 21.02.10, 21:22
          Zgadzam się z kicia_beauty - ciąża i poród to przecież fizjologia ,
          jak wszystkie Panie na tym i pokrewnym forum twierdzą więc nie wiem
          dlaczego ma rodzące obsługiwać pogotowie , które jeździ do nagłych
          przypadków zagrożenia zdrowia i życia . Sami wiemy , że tych karetek
          nie ma aż tak dużo. Co innego gdy rodząca w domu zacznie krwawić itp
          lub znacznie sie pogorszy jej stan ogólny.
          • matysiaczek.0 Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 22.02.10, 07:11
            "Od razu pragnę zaznaczyć, że chodzi o rodzącą, a nie o kogoś,
            komu odeszły wody i nie ma skurczów, albo o kogoś, kto ma
            nieregularną akcję skurczową." - napisała p.Kasia. I o wezwanie do takiej rodzącej chodzi.
            A jeżeli autorka wątku ma życzenie jechać karetką do szpitala po takich "przeżyciach", które opisała w swoim pierwszym poście, to wcale się nie dziwię.
            Jak zwykle przytaczacie tu ekstremalne przypadki, takie jak "paniusia z torebką" i "skurcze co 20 min". Nikt przecież nie będzie popierał takich pomysłów.
            A z drugiej strony - uważacie, ze poród to fizjologia, to nie zagrożenie życia, a w innych wątkach wieszacie psy na Fundacji Rodzić Po Ludzku, ze jest przeciwna zzo...skoro to taka fizjologia, skoro to takie naturalne - nie wymagajcie, zeby wam Fundusz dopłacał do znieczulenia, którego mniej potrzebujecie niż karetki w skrajnych przypadkach, czyli podkreślam: postępująca akcja porodowa, brak własnego transportu.
            • quick-share Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 22.02.10, 10:01
              ale jaki brak własnego transportu? autorka pierwszego posta
              przyznała sie że mają transport tylko karetka jest wge nie jsposobem
              dostania sie do szpitala

              poza tym co ma oznaczać brak środka transportu? taksówki nie można
              wezwać? jest ogromna szansa ze przyjedzie szybciej niż pogotowe..
              • matysiaczek.0 Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 22.02.10, 10:26
                dlatego oddzieliłam syt. autorki, podkreślając "po tym co przeżyła". A brak własnego transportu moze również oznaczać brak gotówki na taxi (ja gotówki nie mam praktycznie nigdy, wsio na koncie i płacę kartą - ale oczywiście - na tę okoliczność można sobie stówkę odłożyć), albo brak gotówki w ogóle w danym momencie.

                Tak, tak...jak Cię nie stać na taxi, to po jaki gwint robiłas sobie dzieciaka...

                bez sensu jakieś błędne koło zataczamy, nie wypowiadam się już w dyskusji.

                Pozdrawiam wszystkie w przyszłości rodzące, życzę, żebyście nigdy nie stanęły w takiej syt. jak autorka w pierwszym poście, a przedstawicielkom Ratunkowej Służby Zdrowia - żeby nie musiały wybierać między potrąconym przez auto dzieckiem a będącą w II fazie porodu rodzącą w samotności kobietą
            • kicia_beauty Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 25.02.10, 15:39
              To nie jest skrajność. To typowe wezwanie do porodu w naszym kraju. Pewna grupa
              kobiet traktuje PR jako darmowe taxi. Ale są jeszcze ciekawsze przypadki : pewna
              pani w ciąży była u ginekologa w ciągu dnia i dostała skierowanie do szpitala (
              już nie pamiętam z jakiego powodu ). Z poradni K udała się do domu ( autobusem
              ), spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i o godzinie 23 zadzwoniła po karetkę
              twierdząc , że boli ją brzuch. Na miejscu okazało się, że nie ma żadnych
              dolegliwości, ale potrzebuje , żeby ją zawieźć do szpitala ( bo przecież nie
              będzie nikt z rodziny wydawać na paliwo ani na bilet ). Na pytanie dlaczego nie
              pojechała sama odpowiedziała, że jej autobus nie pasował. A potem ludzie się
              dziwią, że na karetkę do naprawdę potrzebującego długo się czeka. Między innymi
              z powodu takich sytuacji zrezygnowałam z pracy w PR.
    • genie.in.the.bottle Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 20.02.10, 12:38
      Autorka z premedytacja chce czekac do ostatniej chwili,tylko po to
      zeby wezwac pogotwie.Nie jest to sytuacja w ktorej wystepuje szybko
      postepujacy porod,pojawia sie krwotok z drog rodnych.Jest to
      swiadoma dezycja kobiety,ktora chce zeby pogotwie zawiozlo ja do
      szpitala.I jeszcze moze ze wskazaniem do jakiego szpitala?Jest to
      odpowiedzialne zachowanie ?Brak pieniedzy na taksowke ? To moze
      warto sie zastanowic czy stac Cie na dziecko ?Porod fizjologiczny
      jest zagrozeniem dla zycia ? W takim razie za porod w domu powinno
      grozic wiezienie,za swiadomie narazanie zycia dziecka.Bo jakie masz
      zaplecze medyczne w domu? Polozna? Co polozna zrobi bez sprzetu
      specjalistycznego?
      • matysiaczek.0 Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 20.02.10, 13:00
        Poród w domu odbywa się właśnie w towarzystwie położnej, która jest odpowiednią osobą do przyjęcia tego porodu, i posiada chociażby aparat do mierzenia tętna dziecka (czyli podstawa w takim przypadku). Poza tym potrafi stwierdzić np sposób ułożenia dziecka bez specjalistycznej aparatury, stan wód płodowych...czyli wg mnie to co najważniejsze. Jak sobie wyobrażasz poród bez osób trzecich, a już na pewno bez położnej? Wg ciebie poród fizjologiczny nie moze być zagrozeniem życia? To po co nam w ogóle porodówki i poołożne, skoro to taka prosta sprawa?

        "Autorka z premedytacją..." itd. Śmieszna jesteś. Dbać o dobro swego dziecka bedę zawsze i wszędzie, nawet jeśli miałabym naginać prawo dla swoich potrzeb. Bo jeśli miałabym wybierać między porodem gdzieś w taxi, a wzywaniem "bez powodu" karetki i porodem w niej, to..nie musze chyba mówic.

        Z mojej str dyskusja z tobą juz zakonczona, bo mam wrażenie, ze próbuję osła przekonać, zeby szedł, a on uparcie stoi w miejscu.
        • genie.in.the.bottle Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 20.02.10, 13:47
          matysiaczek.0 napisała:

          > Poród w domu odbywa się właśnie w towarzystwie położnej, która
          jest odpowiednią
          > osobą do przyjęcia tego porodu, i posiada chociażby aparat do
          mierzenia tętna
          > dziecka (czyli podstawa w takim przypadku). Poza tym potrafi
          stwierdzić np spos
          > ób ułożenia dziecka bez specjalistycznej aparatury, stan wód
          płodowych...czyli
          > wg mnie to co najważniejsze. >

          A jaki posiada sprzet i leki do ratowania zycia ? Niech zgadne,worek
          ambu?

          > Z mojej str dyskusja z tobą juz zakonczona, bo mam wrażenie, ze
          próbuję osła pr
          > zekonać, zeby szedł, a on uparcie stoi w miejscu.

          I vice versa.
        • kaeira Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 22.02.10, 09:05
          matysiaczek.0 napisała:
          > Jak sobie wyobrażasz poród bez osób trzecich, a już na pewno bez położnej?

          W krajach anglosaskich, szczególnie w USA, bywają fanki takiego rozwiązania -
          można wyguglać sobie Unassisted Childbirth albo "UC". (Na ile to popularne, w
          każdym razie w teorii, może świadczyć fakt, że po wpisaniu do Google'a "unass"
          jest to drugi w kolejności wynik). Oszołomstwo straszne, jak dla mnie.

          PS. Co oczywiście nie znaczy, że poród bez położnej jest jakimś straszliwym
          zagrożeniem i najprawdopodobniej skończy się tragicznie. Pewnie że nie.
      • katarzynaoles Re: to gdzie mam urodzić? na chodniku?! 20.02.10, 13:56
        W domu położna zrobi dokładnie to samo, co i lekarz - wyposażenie,
        którym dysponujemy przy porodzie jest wystarczające, żeby zareagować
        w razie nagłego zagrożenia (leki obkurczające macicę, zestaw
        p/wstrząsowy, płyny infuzyjne, ambu) - potem i tak trzeba dokonać
        transferu (wzywa się zwykle pogotowie), bo jest potrzebne zaplecze
        zabiegowe. Nasza praca polega na wyeliminowaniu zagrożeń (min. na
        podstawie b.dokładnego wywiadu i wielu badań wykonanych w ciąży) a
        potem na wnikliwej obserwacji tego co się dzieje. Planowanay poród w
        domu to zupełnie co innego niż nieplanowany - który może być
        traktowany w kategoriach zagrożenia, bo nie jest ani tak dokładnie
        przygotowany, ani nie ma przy rodzącej fachowca, żeby zareagował w
        razie czego, a stresująca sytuacja sprzyja powikłaniom. Zawsze będę
        protestowała przeciw wrzucaniu do jednego worka planowanych i
        nieplanowanych porodów domowych - to zupełnie inne wydarzenia z
        zupełnie inną statystyką jeśli chodzi o bezpieczeństwo.
      • zefirek1612 genie.in.the.bottle 20.02.10, 16:09
        chcę czekać do ostatniej chwili i wezwać pogotowie bo jak pojechałam sama
        własnym autem to nawet nikt nie raczył mnie zbadać tylko mnie przeganiali
        ze szpitala do szpitala.
        Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
        No sorry, ale sami mnie do tego zmuszają. Teraz mogłam sobie krążyć po
        szpitalach, bo nie był to jednak poród, a następnym razem mogę urodzić w aucie.
        • zefirek1612 korekta;-) 20.02.10, 16:13
          dodam ,że auto jest pożyczone od siostry męża, bo nie mamy własnego, a na
          okoliczność zbliżającego się porodu była tak uprzejma że teraz stoi ono pod
          naszym blokiem.
          W zasadzie to powinnam napisać własnym transportem.
        • quick-share Re: genie.in.the.bottle 20.02.10, 17:33
          czyli jednak byliście "własnym" środkiem transportu? to czemu masz
          pretensje że odsyłając Was z kolejnych szpitali nikt nie
          zaproponował karetki? po co Wam była?
          a po drugie to nie wiem czy sobie zdajesz sprawe ale jak wzywasz
          karetke to nie przyjeżdża w niej zespół ginekologów-położników tylko
          lekarz który akurat ma dyżur..
          • zefirek1612 Re: genie.in.the.bottle 20.02.10, 17:52
            bo pani z IP nie wiedziała czy jestem autem, taxi czy tramwajem. Chodzi o brak
            zainteresowania pacjentką która być może już rodzi.Nie zainteresowali się
            zupełnie niczym. O to chodzi.
            • red-truskawa Re: zefirek1612 20.02.10, 19:54
              ja tez jestem z Poznania i nie radzilabym Ci czekac na karetkę, a jak jeszcze
              bedziesz rodzic w godz szczytu to wiesz jak u nas jest... Ja kiedys wyzwałam
              karetke do faceta który przewrócił się na ulicy i stracił przytomnosc (lato,
              upał, duchota) było to w ok Makro a karetka jechała z stacji ratunkowej z
              Serbskiej (dla niewtajemniczonych 10 min piechota)- karetce zajeło to 40 min !!!!
              • red-truskawa Re: zefirek1612 20.02.10, 20:02
                Aha, Zefirek, pewnie odwiedziłas i Polną i Sw Rodzine, a musisz wiedziec ze
                Polna jako szpital referncyjny zawsze "trzyma" kilka wolnych miejsc na ciezkie,
                skomplikowane porody które sa kierowane własnie tam ze wzgledów medycznych wiec
                nie ma mozliwosci ze w ogóle nie ma ani jednego wolnego miejsca. Z drugiej
                strony, moja kumpela rodziała tam 3 lata temu, tez w jakims natłoku i lezała 2
                doby na korytarzu bo faktycznie nie było jej gdzie "upchnac".
            • red-truskawa Re: zefirek 20.02.10, 20:15
              Zefirek daj spokój i nie dyskutuj z fanatycznymi obrońcami polskiej służby zdrowia, bo i tak wszyscy wiedza, ze to jeden wielki burdel. Niejednokrotnie stawałam po stronie lekarzy, położnych ze wzgledu na ich wiedze, ale nóż mi się w kieszeni otwiera jak patrze na traktowanie pacjenta przez słuzbe zdrowia (a to nie ma nic współnego z NFZ i ich rozporządzeniami i ustawami), i zasada jest prosta- im niżej w hierarchii tym głosniej szczekaja i maja wyższe mniemanie o sobie. Także odpusc sobie to co pisza, rób tak zeby Tobie było dobrze i wygodnie. Jak chcesz czekac "z premedytacja na ostatnią chwile i wzywac karetke" to zrób tak (!) i miej w 4 literach zdanie postronnych!!!
              • eli-mama red-truskawa 20.02.10, 20:40
                Podpisuję się pod tym co napisałaś.

                Generalnie kobieta rodząca po raz pierwszy może być przekonana, że to już są mega skurcze i zaraz urodzi, od tego jest położna czy lekarz aby wyprowadzić ją z błędu, uspokoić i ewentualnie odesłać do domu.
                Kobieta rodząca kolejny raz może miec już jakieś pojęcie i w większości przypadków jedzie jak ją naprawdę przyszpili.
                Co ważne: może być też taka sytuacja, że coś jest nie tak z dzieckiem, matka jest niespokojna, źle się czuje itp.

                Generalnie należy taką kobietę zbadać bez względu na powód pojawienia się na IP. A nie odsyłać w nicość. To jest niedopuszczalne.
                Jeżeli Zefirek dała się odesłać, to ile jeszcze takich kobiet również odesłano z kwitkiem?
                • quick-share Re: red-truskawa 20.02.10, 21:04
                  ja nie bronie naszej służby zdrowia, wręcz przeciwnie - mam im wiele
                  do zarzucenia ;)
                  ale czy Wy nie rozumiecie że postawa typu "poczekam ile sie da i
                  wezwe karetkę" nie jest najlepszym pomysłem? po pierwsze dla samej
                  rodzącej bo naprawde ma małą szanse że przyjedzie ginekolog, poza
                  tym to nie jest tak że wskazujesz gdzie chcesz jechać tylko zawiozą
                  Cie pewnie najbliżej..
                  a po drugie to pomyslcie ze ktoś może tej karetki bardziej
                  potrzebować a Ty zefirku już sie "przyznałaś" że dysponujecie
                  samochodem

                  o wiele lepszym wyjściem byłoby egzekwowanie swoich praw jak już sie
                  znajdziecie w szpitalu, niech mąż sie wykaże, w przypadku braku
                  miejsca niech Wam wskażą gdzie możecie jechać, ewentualnie poproście
                  o odmowe na piśmie..

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka