ewa.bronk
09.03.10, 11:39
Od momentu kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski wiedziałam, że chcę tę ciążę i ten, drugi dla mnie, poród przejść w najbardziej naturalny sposób jak tylko możliwe. Nie mieszkam w Polsce, a tutaj opieka prenatalna znajduje się na bardzo niskim dla Polek poziomie- nie badają wewnętrznie, tylko raz ok 14 tyg pobierają krew,którą sprawdzają tylko w kierunku: żelaza, grupy, hbs, odporności na różyczkę i HIV. Następnie przy każdej wizycie-ciśnienie,mocz,ważenie, usg. Wizyty nie są tak częste jak w PL, dopiero od 36 tyg każą przychodzić co 2 tygodnie. Nie sprawdza się tu krwi pod kątem toksoplazmozy, cmv. Jestem w 37 tyg i nic nie wiem o stanie mojej szyjki macicy.
Mój pierwszy poród był koszmarem. Rodziłam w Polsce, 5 lat temu. Byłam młodziutka(20lat),nie miałam pojęcia o radzeniu sobie z bólem, na porodówce leżałam podpięta pod ktg, bez możliwości ruchu, samotna i przerażona. Gdy zaczęłam odczuwać bóle parte, położna nie badając mnie stwierdziła,że jeszcze 12 godzin przede mną i poszła gdzieś. W tym czasie urodził się mój synek- razem z wodami, na ten moment weszła położna i zaczął się szał-przybiegła jeszcze jedna, z podziemi wyrosła salowa z jakimś wózkiem z tlenem. Na szczęście mały tego nie potrzebował, sam oddychał, wszystko z nim było w porządku. Czuję ,że położna mogła obawiać się konsekwencji pozostawienia mnie samej, bo nacięła mi krocze gdy miałam maleństwo na brzuchu, aby, jak powiedziała, zamknąć mi buzię. Do dziś nie wiem o co jej chodziło.Gdy mnie zszywała to myślałam ,że umrę. Poród to pikuś. W konsekwencji miałam 7 szwów i tygodnie makabrycznego bólu bez powodu.
Co ciekawe- sama urodziłam moje pierwsze dziecko,instynktownie, bez odpowiedniego zaplecza wiedzy, bez parcia na komendę. Nie wiem jak do tego doszło-nie myślałam, byłam po prostu instynktem, intuicją na ten moment. A poród był szybki-2 godziny od pierwszego skurczu, może godzina na porodówce w szpitalu.
Teraz jestem już starsza i mam nadzieję mądrzejsza. Znam książkową fizjologię porodu, wiem czego mogę oczekiwać. Jestem przygotowana na najgorsze, lecz spodziewam się najlepszego.Przygotowałam mój plan porodu, przedyskutowałam go na poprzedniej wizycie w szpitalu. Chcę by mój poród był najbardziej naturalny jak to tylko możliwe w szpitalu - bez leżenia non stop, bez oksytocyny i kroplówek( do nawodnienia wystarczy mi butelka wody), bez ciągłego monitorowania, napisałam,że nie chcę żadnych procedur medycznych ani żadnych interwencji w przebieg porodu do póki nie będzie ku temu faktycznych wskazań. Chcę rodzić w wybranej przez siebie pozycji. Pani w szpitalu zaakceptowała mój plan,powiedziała, że to wszystko jest możliwe o ile pójdzie wszystko bez komplikacji.
A ja oczywiście zdaję sobie sprawę,że dużo zależy od położnej na którą akurat trafię. Wierzę też, że jeśli przyjadę do szpitala jako świadoma, spokojna kobieta ,która chce naturalnie urodzić a nie jako rozwrzeszczona panikara to będę mogła liczyć na poważne potraktowanie mnie.
Wiem,że zdarzają się okropne szpitale,położne i lekarze, ale nie zapominajmy,że istnieją też okropne rodzące.
Jestem całkowicie anty w kwestii medykalizacji porodów. Oczywiście wiem ,że niekiedy dzieje się coś złego i wtedy trzeba dać działać lekarzom by ratować mamę i dzieciątko.Takie sytuacje zdarzają się jednak b. rzadko, a często też są spowodowane niepotrzebną ingerencją(czy zwróciłyście uwagę jak wiele porodów stymulowanych oksytocyną kończy się operacyjnie?). Kobiety rodzą od zarania dziejów,jeszcze przed początkiem powstania kolebki medycyny-jakoś rodzaj ludzki nie wyginął. Podłączać kobietę pod wszystkie te sprzęty, sterować porodem wg książkowych schematów-to dopiero jest nie fizjologiczne. Każdy poród ma swój własny charakter i rytm. Ingerować w ten proces, tak jak to się robi obecnie to jak dać ptakom kompas, aby wiedziały gdzie lecieć!!!! Widziałyście kiedyś klucz dzikich gęsi uposażonych w kompasy i mapy? Ja nie.