atram-encik
20.03.10, 17:07
Pochwalę się swoim udanym porodem i pomimo tego ze nie wierzyłam do końca w
to,że uda się całkowicie naturalnie-udało się!!!
Pierwszy poród był całkowicie sztuczny tzn. lewatywa, oksytocyna, przebicie
pęcherza, rutynowe nacięcie, znieczulenie zzo i cała masa innych drobiazgów,
które mnie denerwowały.
Tym razem chciałam naturalnie, może nawet w domu ,ale ze względu na koszta
zrezygnowałam. Postanowiłam jak najdłużej pozostac w domu aby uniknąć podania
oksytocyny i napisałam sobie katreczkę z prosbą o nie nacinanie. W dzień
porodu czułam sie jakoś dziwnie, dużo jadłam przespałam się do południa co
nigdy mi sie nie zdarzało i powiedziałam mężowi że pewnie dziś lub jutro
urodzę. Zaczął mi odchodzić czop śluzowy i czułam takie rozpieranie kości
miednicy. Około 15 poczułam pierwsze skurcze dość nieregularne. Poczekałam na
męza aż wróci z pracy i razem ze starsza córcią oglądałysmy filmy i piekłyśmy
ciasteczka. Potem córcia pojechała z tesciami na zajecia taneczne naszym
samochodem, skurcze też takie jakieś co 15-12 minut. Postanowiłam zrobić sobie
lewatywę w domku i wziąć prysznic. Po tych zabiegach akcja nabrała zawrotnego
tempa. Przez moment zastanawialiśmy się nad taksówką ale stwierdziłam ze dojde
jeszcze do szpitala oddalonego o 2 minuty drogi. Po drodze mąż dzielnie mnie
obejmował w czasie skurczu i tak dotarliśmy na porodówkę. Początek był
nieciekawy gdyż nikt nie pojawił się po trzech dzwonkach w sali przyjęć.
Dyżurka położnych była zamknięta. Ponieważ znałam wcześniej szpital to weszłam
na salę przedporodową i stwierdziłam że chyba jest mi pisane rodzic bez
asysty. Czyste łózka były, ktg pod ręką, mąż by sznurówke wyjął z buta do
zawiązania pępowiny :)
Na szczęśćie mąż wydostał jakoś z podziemi położną i już po chwili gnałam na
wózku na salę porodową a wszyscy wdziewali zielone ubranka i rękawice.
Pojawiła się lekarka i pani neonatolog.W przerwie między skurczami podałam
lekarce dane z ostatniego USG i termin porodu. Było pełne rozwarcie, wody nie
odeszły więc przebito pęcherz i zaczęły się parte. Pozycję chciano mi narzucić
leżącą , ale ja sobie siedziałam na skraju łóżka. Panie skapitulowały po
dwukrotnej prośbie położenia się i podniosły oparcie pionowo, przysunęły
oparcia na nogi abym mogła się złapać rękami. Obyło się bez nacięcia, malenkie
otarcie złapano jednym wkłuciem. Dostałam ciepłą córcię na brzuszek, okryto ją
kocykiem. Przyjazna atmosfera personelu szpitala i poszanowanie intymności
sprawiły, że byłam w pełni szczęśliwą mamą. Bardzo optymistyczne jest to że
udało mi się zrealizowac w pełni wsystkie marzenia odnosnie porodu. W Polsce
tez to jest mozliwe, nie bójmy się walczyc o swoje prawa i racje.