zielonooka
21.03.10, 12:16
Po pierwszym porodzie - wywoływanym w ostatnim dniu 42 tyg i 2 tyg leżenia na
patologi ciąży, oxytocyną, która dała bardzo bolesne skurcze, które ustały po
5 h, a rozwarcia było na 2 cm... no i cesarka. Po tych bólach bałam się wręcz
panicznie porodu sn. No ale moja córka miała własne zdanie na ten temat. W
niedzielę 14 marca ok. 11 miałam pierwszy skurcz w dole brzucha promieniujący
do kręgosłupa, no ale myślę sobie, nie pierwszy i nie ostatni... ale za 35 min
kolejny i tak jeszce ze 2 razy. Następny był po 25 min i wtedy zadzwoniłam już
do męża, bo był w pracy. Przyjechał po do 20 min a ja już miałam skurcze co 15
min. Stwierdziłam ze nie ma co czekać, trzeba do szpitala (tym bardziej, że
jakbym w weekend nie urodziła miałąm się w poniedziałek zgłosic na patologię).
Jak dojechałam do szpitala skurcze miałam co 10 min i to w sumie ze 4 tylko,
bo chwilę później jak lekarz mnie badał miałam co 6 min i rozwarcie na 1,5 cm.
Połozyli mnie na przedporodową i podłączyli do ktg. Skurcze tylko dołu
brzucha. Męża odesłałam do domu, bo nie wiedziałam jak to długo potrwa. O 17
zszedł mi czop, po 19 lekarz mnie zbadał i 9 cm rozwarcia, no więc na salę.
Dzwoniłam do męża między skurczami, że ma natychmiast przyjeżdżać. O 20
odeszły mi wody. A o 21.20 miała córcię już na swoim brzuchu... uczucie
rewelacyjne, całkowicie mi nie znane, bo pierwsza była rodzona przez cc, a co
za tym idzie pokazana mi z odległości 2 m...
Tak więc mam już tygodniowe dziecię w domu :)
Każdej życzę tak szybkiego porodu.