Dodaj do ulubionych

Mój fałszywy poród - długie..

26.03.10, 18:07
Witam!
Chciałam się z Wami podzielić wrażeniami z mojego „fałszywego” porodu...
Mam niewydolność szyjki i 2 tygodnie temu lekarz prowadzący stwierdził że
szyjka jest zgładzona do zera, rozwarcie na 3 cm, czop odchodzi i poród „wisi”
nade mną w przeciągu kilku godzin albo kilku dni... Był to tydzień 34/35.
Pogodzilismy się z mężem z tym faktem i z niecierpliwością czekaliśmy aż
zacznie się poród. Codziennie wystepowały skurcze, były nieregularne.. choć
niekiedy były np. co 7 minut albo co 5 minut.. Ale niewiedziałam czy to już..
i zawsze wszystko przechodziło... Przestałam nawet leżec plackiem w łożku,
zaczęłam coś krzątać się po mieszkaniu, zakupy, seks.. Chcielismy już
urodzić. Wg usg Malutka rosła i jest zdrowa...

W poniedziałek wczesnym popołudniem zaczęły się bardziej regularne skurcze i
bardziej bolesne niż zazwyczaj.. Postanowiliśmy pojechać do wybranego
szpitala, z nadzieją że to już to..
Jak dotarliśmy do szpitala skurcze były regularnie co 7 minut, jechalismy na
spokojnie, mimo że szpital jest oddalony o 28 km od miasta w którym mieszkamy,
a na śląsku przy takich odległościach i w godzinach szczytu jest różnie...
Na izbie przyjęć położna zbadała tętno Malutkiej detektorem i wszystko było
ok. Lekarka mnie zbadała, okazało się że rozwarcie tak na 4-5 cm. I że
rodzimy... :)
Zarówno lekarka jak i połozna bardzo miłe, zabawne, fachowe, atmosfera
generalnie super. Formalności było sporo ale to norma. Wszędzie powywieszane
tablice, że nie ma rutynowego nacinania krocza, że lewatywa i golenie na
prośbę pacjentki. I tak też było. Położna zapytała się czy chciałabym lewatywe
i golenie. Na golenie się nie zgodziłam. Natomiast na lewatywe tak (choć przez
połowe ciąży byłam przeciwna temu zabiegowi, ale po prostu czułam że cos mi
ciąży na jelitkach i na pewno bede czuła się po tym lepiej).
Lewatywa nie była bolesna. Mogłam ubrać własna koszule do porodu, ale połozna
zaproponowała mi szpitalną. Nie była zła, była do kolan, wszystko zakrywała,
co prawda była flizelinowa, i dość szybko zaczęłam się w niej pocić bo nie
przepuszczała powietrza, i w połowie „porodu” jednak zmieniłam na swoją.
Ok. 18stej trafiłam na porodówkę. Jest tam 5 sal porodowych oddzielonych
ścianami i z jednej strony na całej długości jest tylko przejście dla
personelu. Są nowoczesne łóżka, worki sako, materace, piłki, krzesełka
porodowe, wanna do porodu w wodzie.. Dosłownie wszystko.
Zostałam podłączona do ktg, a potem, ćwiczenia na piłce i spacerowanie.
Skurcze skracały się w czasie. Wieczorem były nawet co 2-3 minuty, ale za to
słabły w sile..
Do północy rozwarcie nie drgnęło. Zrobili mi jeszcze raz ktg. Lekarka chciała
mnie oddać na patologie ciąży. Ale ja nie chciałam. Chciałam rodzić. Nie
chciała dac mi nic na przyspieszenie, ze względu na to że to był by
przedwczeny poród. Wspólnie postanowiliśmy, że jednak zostaniemy na sali
porodowej wspólnie z meżem, i zobaczymy czy coś się rozwinie. A rano na
obchodzie ordynator zdecyduje co dalej. Czas między skurczami się wydłuzał do
10-15 minut a nawet i dłuzej , ale za to były silniejsze te skurcze.
Próbowalismy coś spać na worku sako ale przy krzykach innych rodzących kobiet
nie było to mozliwe, polecam wziąć na salę porodową odtwarzacz mp3 i słuchawki
– świetnie zagłusza wrzaski innych i przynajmniej się tak nie stresowałam.
Spalismy może 30 minut.
Rano na obchodzie, ordynatorka stwierdziła rozwarcie tak na 5-6 cm. Zapytała
się czy zgodzę się na oksytocyne. I choć jestem za porodem naturalnym tylko
czekałam aż dostane kroplówkę, skurcze wkońcu rusza z miejsca i urodzę.

Dostałam kroplówkę, skurcze zaczeły być naprawdę silne i częste, trudno mi
byuło wytrzymać, choć na ktg zapis skurczy dochodził zaledwie do 30 :( Bardzo
pomagało mi oddychanie i mąż, który mnie do niego mobilizował i oddychał razem
ze mną.
Położna zachęcała mnie do spacerowania, do skakania i ćwiczeń na piłce, sama
zaproponowała kąpiel w wannie. Gdy naprawdę tak bardzo mnie bolało, chciałam
wziaść znieczulenie (jest płatne) początkowo połozna się zgodziła, ale
najpierw chciała mi zaproponować te niefarmakologiczne metody. Poźniej
niestety wspólnie doszłyśmy do wniosku, że znieczulenie wszystko wyciszy, bo
rozwarcie dalej nie drgnęło, a skurcze zaczęly się robić trochę rzadsze mimo
ciąglę kapiacej do żyły oksytocyny. Po południu, gdy kroplówka się
skończyła... skończyła się tez akcja porodowa.. Skurcze praktycznie wyciszyły
się zupelnie, rozwarcie stanęło na ok 6-7 cm na skurczu.
Po dobie męczarni spedzonej na porodówce zapadła decyzja o przeniesieniu mnie
na patologie ciąży, na obserwacje. Byłam załamana, chciałam urodzić, mimo że
to był skończony 36 tydzień. A tu nie pomogło mi nic, chodzenie, piłka ,
lewatywa, oksytocyna, nic... Widocznie macica nie jest jeszcze gotowa do
porodu. Byłam załamana, że zostane teraz sama na oddziale bez męża.
Nastepnego dnia, na ktg skurczy nie było zadnych, tętno Malutkiej ok, w usg
wszystko ok, rozwarcie było ok 3-4 cm. Ordynatorka nie chciała mnie wypuścić
ale podjęlam decyzje o wyjściu na własne żądanie. Co prawda, wybrałam
naprawdę świetny szpital, ale ja generalnie bardzo źle psychicznie znoszę
jakikolwiek pobyt w szpitalu, i dlatego chciałam wyjść. Szczegolnie że
żadnych leków na zatrzymanie akcji nie mogli mi dać, bo ciąża już „za stara” a
na przyśpieszenie też niczego nie chcieli bo ciąża „za młoda”. Więc tylko bym
lezałam na oddziale, bez zadnych leków. A to moge robić w domu, gdzie czuje
się spokojna i bezpieczna.

Teraz jestem w domu i czekamy z mężem kiedy zaczniemy rodzic. I choć wypisałam
się na własne żądanie, usłyszałam że jak zacznie się coś dziać w domu to mam
przyjechać. Ze wypisanie się nie zamyka mi furtki do rodzenia w tym szpitalu.
Mamy tylko nadzieję, że zdażymy dojechać do tego szpitala, gdyż naprawdę jest
świetny i jest przyjazny mamie i dziecku.
Poczawszy od izby przyjeć, poprzez porodówke (gdzie poznałam 3 zmiany
połoznych), a skończywszy na oddziale patologii ciaży, wszyscy byli bardzo
mili, uprzejmi, weseli,i fachowi w tym co robili. Nawet położna z izby przyjeć
jak zaszła na drugi dzień na sale porodową w sprawie jakieś pacjentki, i
zobaczyła nas, że dalej tam tkwimy, to podeszła, pogadała z nami, pocieszyła,
pozartowała. :)
Byłam zachecana do aktywności (chodzenie, piłka, wanna), badania ktg nie były
za często, i nie trzeba było do nich lezec plackiem, mogłam sobie np. wygodnie
siedzieć na worku sako, natomiast położna bardzo często badała tętno Malutkiej
przykładając do brzucha detektor albo czujnik z ktg na ok minutę. Badania
rozwarcia tez nie były często, wg potrzeby. Zawsze byłam pytana czy można
mnie teraz zbadać, jak czułam ze nadchodzi skurcz, to prosiłam żeby chwilę
poczekać i zawsze usłyszałam, że „tak, oczywiście”. Raz połozna chciała mnie
zbadac na skurczu (oczywiście informując mnie o tym wczesniej) ze względu na
to, że na skurczu dokładniej można okreslić rozwarcie. Jak zapytałam czy to
koniecznie, to usłyszałam, ze nie, jeśli nie chcę, to nie będzie mnie badac na
skurczu. Przy nastepnym badaniu sama się zgodziłam, gdyż chciałam wiedzieć ile
tych cm dokładnie jest.
Skurcze przy oksytocynie były bardzo bolesne, ale najbardziej bolały mnie
badanie wewnetrzne. Ale mnie zawsze badania bolały, nawet u mojego lek.
prowadzącego.
Położna informowała mnie o wszystkich lekach, jakie mogła i chciała mi podać.
Mało tego nawet pytała się czy „sobie życzę” (np. nospę z papaweryna na lepsze
rozszerzanie szyjki lub kroplówkę z glukozą bo padałam z sił).
Byłam w szpitalu Wielospecjalistycznym w Gliwicach na ul. Kościuszki 1.

I choć wycierpiałam się przy tych skurczach z oksytocyny, i choć był to
fałszywy poród, taki przedsmak tego co mnie czeka, bardzo ciesze się z tego,
że trafiłam do tak wspaniałego szpitala.
Wszystkim Mamom i wszystkim rodzącym życzę takiego fantastyczne
Obserwuj wątek
        • kaeira Re: Mój fałszywy poród - długie.. 02.04.10, 14:23
          Koleżanki chyba nie zauważyły tego stwierdzenia:
          "to był skończony 36 tydzień."
          Jak wiadomo, za poród o czasie uznaje się porod po skończonym 37t, tydzień
          wcześniej to żadne halo.

          (A w 34/35 - cóż, jeżeli lekarz stwierdził, że poród tuż-tuż, i nie podjął
          żadnych kroków, aby go opóźnić - nie za bardzo rozumiem, co wg was miała robić?
          Jak właściwie "nie wykazywać chęci do rodzenia przed terminem"?
          • czarna-owieczka Re: Mój fałszywy poród - długie.. 02.04.10, 19:54
            Witam.
            Tak to był skończony 36 tydzień. leciał już 37...
            Wg mojego lekarza, na usg Mała była wtedy zdrowa, wszystko ok, stwierdził że
            płucka są już dojrzałe, waga Małej (wtedy w szpitalu jak już byłam na patologii
            ciązy i zrobili mi usg) to wyszła 2800g. wiec o moją dzidzie nie miałam podstaw
            się martwić, skoro wszystko z nią było (i nadal jest) ok. dlatego po skończonym
            36 tygodniu, jak juz byłam na porodówce to chciałam urodzić :)
            Dodam, że i ja i mój M jestesmy niskiego wzrostu i nie spodziewamy się
            wielkoluda :) (chyba ze to po listonoszu :P). Ja sie urodziłam z wagą 2700g, a
            te 25 lat temu to wiadomo jak to było w medycynie.

            A tak wogole to moj lekarz ostatnio stwierdził, że jestem wielkim zaprzeczeniem
            medycyny i położnictwa, bo kobieta w mojej sytuacji i to dawno juz powinna
            urodzić np w 30 czy w 32 tygodniu a ja spokojnie dotrzymałam. W chwili obecnej
            mam skończony 37 tydzień, leci mi już 38... Termin mam wg usg z 3 tc na 19
            kwietnia (tak tez jest wpisane w karcie ciąży) a z terminu miesiączkowego
            wychodzi mi na 17 kwietnia. Mała cała i zdrowa, a ja w ciągu ostatniego tygodnia
            zajęłam sie sprzątaniem przedświatecznym, zakupami, chodzeniem po schodach itp.
            I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, ze 3 dni temu na wizycie kontrolnej było
            6 cm rozwarcia. A akcji porodowej brak ... Obym tylko zdążyła dojechać do
            szpitala jak się zacznie...
            Mała nas postraszyła od 30 tygodnia ciazy a teraz wybitnie jej sie zachciało
            siedzieć w brzuszku. :)
            Choć może zrobi nam prezent na zajączka... Zobaczymy...
            Wszystkim życzę Wesołych, zdrowych Świąt Wielkiej Nocy!.
            Pozdrawiam :)

          • swinka-morska Re: Mój fałszywy poród - długie.. 02.04.10, 23:25
            > (A w 34/35 - cóż, jeżeli lekarz stwierdził, że poród tuż-tuż, i
            nie podjął
            > żadnych kroków, aby go opóźnić - nie za bardzo rozumiem, co wg was
            miała robić
            > ?

            Cytat z autorki wątku:
            "Przestałam nawet leżec plackiem w łożku,
            zaczęłam coś krzątać się po mieszkaniu, zakupy, seks.."
            Właśnie to mnie dziwi jako zachowanie w 34/35 tyg.
            • dagmara-k Re: Mój fałszywy poród - długie.. 03.04.10, 14:59
              ja dopiero w skonczonym 37 wstalam z lozka, wlazlam do kuchni, zaczelam sprzatac
              i mam zamiar wrocic do seksu, ale rozumiem, ze mozna miec dosc lezenia. ja
              wylezalam 22 tygodnie ciazy. warto bylo dac dziecku szanse urosnac i dojrzec. u
              mnie odwrotnie, skurcze piekne, co 7-10 minut, na 80-100. ale co z tego, mecze
              sie bolami a rozwarcie na 1cm...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka