Dodaj do ulubionych

Jeszcze o nacięciu

12.04.10, 12:39
Nurtuje mnie ten temat, jestem przed porodem. Tak realnie napiszcie
dziewczyny, która z Was urodziła pierwsze dziecko bez nacięcia? W Polsce. Jest
na to szansa?
Czy nie jest tak, że wiara w herbatki, masaże, rozciąganie, wiesiołek, maliny
i inne domowe metody za każdym razem rozbija się o niepostępowe podejście
lekarzy i położnych, którzy nawet nie podejmą próby ochrony krocza tylko od
razu tną, bo tak szybciej i wygodniej? Jak to wygląda w praktyce?
Dla mnie lepsze wydaje się rozcięcie brzucha niż krocza, które trudno się goi
i (jak to sobie wyobrażam) uniemożliwia szybki powrót do normalności, np.do
współżycia, jazdy rowerem.
Obserwuj wątek
    • vangie Re: Jeszcze o nacięciu 12.04.10, 14:58
      ja!
      urodzilam bez naciecia i bez pekniecia dziecko o wadze 4300
      da sie, masowac masowalam srednio
      trzeba po prostu wybrac szpital, gdzie nie stosuja nacinania rutynowo, albo, jesli takiego nie ma w zasiegu, to twardo nie zgadzac sie na naciecie jesli nie ma potrzeby
      jasne, ze moga twierdzic, ze musza naciac, ale do tego musza cie uprzedzic i wytlumaczyc dlaczego
      a poza tym, jesli nie rodzisz na lezaco, to masz wieksze szanse krocze ochronic
      • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 13.04.10, 08:41
        Nie wiadomo na jaką położną się trafi. Słyszałam, że wystarczy, że pani spieszy
        się do domu, bo jej się dyżur kończy i jednak ciacha nożyczkami krocze. W takim
        wypadku wolę cc, tyle, że nikogo nie interesuje co ja wolę.
      • ja.martula Re: Jeszcze o nacięciu 14.04.10, 13:01
        Nieprawdą jest,że krocze dłużej się goi niż brzuch po cesarce.Byłam
        nacięta i miałam 5 szwów,które ściągnięto po tygodniu.Po ściągnięciu
        mogłam normalnie siadać i wykonywać wszystkie czynności.Bałam się
        seksu i myślałam,że będe "większa" (Synek mial ponad 4 kg wagi)a
        blizna po szwach boleć.Jednak wszystko ok,żadnego rozluźnienia ani
        bólu nie ma:)Po cesarce dłużej dochodzi się do siebie,wiem po
        przykładzie mojej siostry.Nie mogła wykonywać sama wiele
        czynności,problem przy dziecku-podnoszenie,schylanie itp.W końcu
        przy cesarce rościna się skóre,powłoki brzuszne,macicę,także dłużej
        goi się taka rana.Chyba nie da się jednoznacznie określić czy
        szpitale dają możliwość porodu bez nacięcia bo to zależy tylko od
        położnej i sytuacji porodu.A czy można urodzic bez nacięcia,chyba
        tak, choć mi było obojętne to,bo zależało mi tylko na urodzeniu
        dziecka:)
    • joana.mz Re: Jeszcze o nacięciu 12.04.10, 17:22
      urodziłam bez nacięcia 2 razy
      Pierwszy raz z dobrą położną która prowadziła ochronę, nie było pęknięcia tylko
      jakieś otarcia, drugi poród z beznadziejną położną w wymuszonej pozycji prawie
      leżącej (miałam błyskawiczny poród i nawet nie zdążyłam zareagować) miałam
      malutkie pęknięcie na 2 szwy. Dzieci 3030 i 3700. Nie ćwiczyłam wcześniej nie
      robiłam masaży, nic w tym stylu.
      Jest cała masa kobiet które rodziły bez nacięcia - zobacz na forum CIP. No i
      poza Polską jest ich zdecydowanie więcej.
      Moim zdaniem 2 najważniejsze sprawy to pozycja przy porodzie oraz ochrona krocza
      w tej właśnie kolejności. Więc faktycznie od personelu dużo zależy. Choć nie
      wiem czy tej ochrony krocza się nie przecenia - jak poczytasz relacje kobiet
      które rodziły same (tak im się zdarzyło) a więc w spokoju i bez popędzania i bez
      rozkazów parcia na rozkaz to zobaczysz, że przy takich porodach pęknięcia są
      niezmiernie rzadko a jesli już to niewielkie, duzo mniejsze niż nacięcia.
    • jul-kaa Re: Jeszcze o nacięciu 12.04.10, 21:40
      Urodziłam synka o wadze 3580 bez nacięcia, parłam na rozkaz, bo miałam
      znieczulenie i nie czułam skurczy. Położna z tych, które dbają o krocze. Piłam
      liście malin, jadłam wiesiołek, nie masowałam. Mam niewielkie pęknięcie i na
      razie dokuczają mi troszkę szwy.
      • sabrina_30 Re: Jeszcze o nacięciu 12.04.10, 21:56
        1 dziecko z małym nacięciem na 2 szwy 2 dziecko już bez. Nie obawiaj się aż tak
        tego nacięcia dobrze wykonane i zszyte nie powoduje żadnego dyskomfortu.
        Nacięcie przy 1 dziecku było 4 lata temu po tygodniu było już w porządku.
        Problemu ze wsłżyciem czy jazdą na rowerze też nie było;))). 2 dziecko urodziłam
        bez nacięcia 13 miesięcy temu też nie odczuwałam po porodzie i do tej pory
        dolegliwości z wcześniejszego nacięcia. Tak jak pisały tu już dziewczyny, trzeba
        znaleśc odpowiedniego lekarza lub położną, która(y) bez potrzeby nie nacina.
        • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 13.04.10, 08:35
          Obawiam się, bo często słyszę, że kobiety najgorzej z całego porodu wspominają
          nacięcie. Najpierw czytam, że ból porodowy trwa tylko podczas porodu po czym
          pojawiają się słowa, iż byłoby tak gdyby nie ciągnące szwy. Że okaleczenie
          powoduje problemy z siedzeniem, że dziewczyny boją się wrócić do współżycia, że
          odsunęły się od męża. Zastanawiam się nawet czy to nacięcie nie jest jedną z
          głównych przyczyn depresji poporodowej.
          Szczerze mówiąc boję się go najbardziej z całego porodu. Wręcz zaczynam panikować.
          • szampanna Re: Jeszcze o nacięciu 13.04.10, 13:49
            Nie świruj, julkacebulka ;)
            Urodziłam troje dzieci, wszystkie z nacięciem (z przyczyn
            obiektywnych - taką mam budowę, że było konieczne) i samego
            nacinania nie wspominam źle w najmniejszym stopniu, natomiast po
            trochę gorzej, ale naprawdę do zniesienia. Jako największą
            dolegliwość poporodową typuję zwijanie się macicy :) - mnie bolało
            za każdym razem strasznie (ale jak widać, przeżyłam ;)).
            Problemy z siedzeniem są, przez pierwsze dni, pomóc może dmuchane
            kółko - siada się w tę dziurę i po sprawie. Jeśli chodzi o to
            odsuwanie się od męża, to jest złożona sprawa i uważam, że przy
            dobrych relacjach naturalna obawa przed powrotem do współżycia nie
            powinna stanowić problemu. Trochę cierpliwości, zaangażowania i
            przede wszystkim chęci - i wystarczy. Z perspektywy moich
            doświadczeń oceniam, że znacznie większym problemem jest w tym
            okresie zmęczenie i nisko latające libido ;), niż sama blizna.
            Reasumując - trzeba walczyć z rutyną, jasne, ale jeśli nie uda się
            urodzić bez nacięcia, nie ma co tragizować, tylko pomóc sobie
            doraźnie i potem w dojściu do formy - i jest ogromna szansa, że
            wszystko będzie jak dawniej :)
            • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 14.04.10, 08:27
              Świruję, bo nie chcę być niepotrzebnie okaleczona. Jeśli zajdzie taka
              konieczność to ok, ale na wyrost, dla czyjejś wygody czy widzimisię nie
              chciałabym zostać nacięta.
              Mam koleżanki, które do dzisiaj, a minęło już kilka miesięcy, nie potrafią
              wrócić do współżycia.
            • schola1 Re: Jeszcze o nacięciu 02.05.10, 23:24
              Popieram! Też rodziłam 3 razy i zawsze z nacięciem (taka budowa, nie to co moja
              teściowa- 17 porodów bez jednego cięcia i pęknięcia!) Samo cięcie i szycie jest
              do zniesienia, a już zapewne w obecnym czasie. Troche gorzej z gojeniem, ale
              trwa to do momementu usunięcia szwów. Więc nie daj sie zastraszyć! Jak mus to
              mus! Lepsze proste cięcie niż pokręcone pęknięcie :-)
              • sroka75 Re: Jeszcze o nacięciu 03.05.10, 12:02
                >Lepsze proste cięcie niż pokręcone pęknięcie :-)
                To że na tym forum jeszcze można przeczytać takie kity-mity już mnie przestaje
                dziwić...
                >Więc nie daj sie zastraszyć! Jak mus to
                > mus!
                Może jeszcze nie zauważyłaś ale cały czas mówimy o rutynowym nacinaniu a nie
                syt. gdzie jest ono konieczne (np. budowa anatomiczna)
                No i nie wiem o co Ci z tym straszeniem chodzi...
    • makika7_0 Re: Jeszcze o nacięciu 13.04.10, 07:48
      urodziłam bez nacięcia chłopca o wadze 3980 - pękłam trochę na wardze tylko dlatego, że mały rodził się z rączką przy głowie. sądzę, że nie bez wpływu był masaże robione prze męża od 36 tc oraz oczywiście ochrona krocza przy porodzie przez panie położne (był dwie)szwy miałam łącznie 3 - 2 na wardze (chociaż została mi dziurka...) i jedna na szyjce.

      ważne, żeby dowiedzieć się czy w danym szpitalu nacinają czy nie - ostatecznie do nacięcia dochodzi kiedy położna widzi że i tak nie obejdzie się bez pęknięcia, u mnie to była inna sprawa z tą rączką, ale leżała ze mną dziewczyna, którą nacinali, a i tak pękła - gdzie i jak ewentualnie pękniesz wie tylko natura
      • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 13.04.10, 08:39
        Do nacięcia często dochodzi rutynowo. Z przyzwyczajenia położna po prostu tnie
        bez prób ochrony. Jak poznać czy prawdziwe są słowa, że trzeba naciąć? Jak
        poznam czy personel nie chce w ten sposób skrócić czas porodu?
    • maallaa_net Re: Jeszcze o nacięciu 13.04.10, 09:28
      Ja też bardzo bałam się nacięcia, uważałam, że to musi być najgorszy
      moment w czasie porodu. Osobiście nie stosowałam ani liści malin,
      ani wiesiołka, nie ćwiczyłam mięśni kegla. Miałam wykupioną położną,
      poród przebiegał wzorcowo, akcja postępowała szybko i obyłoby się
      bez nacięcia, ale synkowi drastycznie spadło tętno kiedy główka była
      już widoczna i wtedy trzeba było działać - aby przyspieszyć poród
      położna mnie nacięła i powiem ci, że nawet nie wiem kiedy. Nie
      bolało w ogóle, malutki szybko przyszedł na świat (10 pkt) a rana
      bolała troszkę przez dosłownie kilka dni, jeśli chodzi o siadanie na
      tyłku to bardziej miałam psychiczną barierę - jak już się odważyłam
      to siadałam bez większego dyskomfortu. Teraz jestem 6 tyg. po
      porodzie, szew cieniutki jak niteczka, żadnych dolegliwości nie mam.
      A na rower to mogłam śmiało wsiąść po ok 2 tyg od porodu. Jeśli
      chodzi o moje zdanie to szkoda psuć sobie nerwy w czasie ciąży
      myśleniem o nacięciu krocza, jak się dba o higienę po porodzie to
      goi się "jak na psie" a ponadto nie wygląda to drastycznie (ogólnie
      spodziewałam się grubej krechy i długiej rany a jak zerknęłam w domu
      w lusterko to byłam mile zaskoczona). Trzymaj się dzielnie, życzę
      szybkiego porodu bez żadnych komplikacji. Ciesz się okresem ciąży,
      któy jest naprawdę piękny...póniej bywa różnie :)ja właśnie
      wykorzystuję chwilę, w której wreszcie mój mały książę zasnął :)
      • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 13.04.10, 10:02
        Dziękuję za optymistyczne słowa. Rzadko słyszę pozytywne opinie o nacinaniu.
        Wiem, iż niekiedy jest ono koniecznością, nie neguję tego, ale większość nacięć
        to rutyna, która przysparza kobietom niepotrzebnych dolegliwości. Martwię się
        nacinaniem i chciałabym go za wszelką cenę uniknąć.
        A Tobie życzę samych radości z maleństwem :)
        • madziab83 Re: Jeszcze o nacięciu 13.04.10, 13:56
          Urodziłam 2 dzieci bez nacięcia.
          Córkę prawie 4 lata temu, waga 3350, 58cm dł, 34 cm główka, 34 cm klatka, poród
          37tc. Nie pękłam, miałam lekkie otarcia
          Synka miesiąc temu, ułożony pośladkowo, waga 3805, dł 64 cm, 36cm główka, 38 cm
          klatka, 38tc, lekkie pęknięcie, 3 szwy, siadałam bez problemu juz 2h po porodzie.
          • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 14.04.10, 08:23
            Tzn.mam wynająć sobie położną? Jak się takiej szuka? W danym szpitalu popytać
            czy może mojego lekarza prowadzącego? I jaka jest gwarancja, że położna nie
            zostanie 'zmuszona' przez dyżurnego doktora do cięcia?
            • settimana Re: Jeszcze o nacięciu 15.04.10, 20:51
              wejdz na strone rodzicpoludzku.pl i wyszukaj w banku informacji
              szpital w ktorym chesz rodzic. Tam najpewniej dowiesz sie z ocen
              innych kobiet czy w wybranym przez Ciebie szpitalu jest szansa
              urodzic bez naciecia. Udaj sie tez do tego szpitala i porozmawiaj z
              poloznymi. Rozmowe z lekarzem na ten teamt sobie daruj. Przykre jest
              to ze czesto na plskich porodowkach lekarze a polozne to dwa obozy -
              ten poloznych czesciej jest za nie nacinaniem. :/a lekarze twierdza
              ze to koniecznosc..
              • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 16.04.10, 08:29
                Dziękuję za radę! To świetny pomysł, zaraz poszukam na tej stronie. Patrzyłam
                już na forum 'szpitale', ale nie znalazłam interesujących mnie informacji.
                Zwykle jedna dziewczyna pisze, że jest świetnie, a inna, że nie poleca danego
                szpitala. Chyba zależy na kogo z personelu się trafi w danym dniu.
                A lekarze, niby tacy wykształceni i światli, wolą nacinać?! Z własnej wygody,
                jak sądzę. Brak słów.
    • settimana Re: Jeszcze o nacięciu 14.04.10, 09:30
      czesc, ja urodzilam bez naciecia pierwsze dziecko 8 tyg temu. Mysle
      ze w duzej mierze zalzy to od poloznej. Przy moim porodzie tez byla
      moja przyjaciolka, stazystka na oddziale porodowymi, mowila mi ze
      mimo iz w szpitalu w ktorym rodzilam polozne zawsze chronia krocze to
      niewielu dziewczynom udalo sie urodzic tak jak mi, bez cicia i
      pekniecia. Upatrujemy z moja przyjaciolka przyczyny tego w tym, ze
      od 34 tc stosowalam masaze krocza. Przyjaciolka mowi mi ze to moglo
      bardzo pomoc w uniknieciu naciecia i pekniecia. A wiec recepta jest
      na pewno polozna i odpowiednie przygotowanie - cwiczenie miesni dna
      miednicy i masaze- wtedy duze szanse ze sie uda:) powodzenia!
            • ognista998 Re: Jeszcze o nacięciu 17.04.10, 21:01
              lonely.stoner napisała:

              > bleeee, ohyda nacinacie krocza, jak u jakiejs krowy rozplodowej.

              chyb NIE MASZ WGL POJĘCIA co to poród.....albo jesteś jakimś nastoletnim
              niedouczonym szczylem, alno miałaś cesarkę na życzenie lub nie na życzenie.

              może i jest masa minusów tego zabiegu, ale co kobieta to zdanie. jednym sie
              dobrze goi i jest git innym gorzej i obolałe chodzą, a jeszcze inne znoszą to
              inaczej. sama się obawiam tego zabiegu, ale jak ma to pomóc mojemu dziecku w
              wyjściu na świat to wolę się dać rozpruć niz żeby dziecko miało jakieś kłopoty
              zdrowotne zw. z cieżkim porodem. a poza tym lepoej naciąć niż być pękła.
              pęknięcie jest gorsze do leczenia nić nacięcie. i moim zdaniem cesarka jest
              gorsza, bo rozcinają brzuch, trudniej potem wrócić do sił, opiekować sie
              maleńswtem i są pewne problemy przy nast. ciążach. a poza tym cesarka
              kwalifikuje się jako operacja.

              jeszcze nie słyszałam, żeby tym ktoś się tak brzydził jak ty....a pomyśl sobie o
              ginekologu, który wyk, ten zabieg.


              straszny mięczak z ciebie;)))))))
              • katarzynaoles Re: Jeszcze o nacięciu 17.04.10, 21:40
                ognista998 napisała:
                > a poza tym lepoej naciąć niż być pękła.
                > pęknięcie jest gorsze do leczenia nić nacięcie.

                A skąd te informacje?
                Lepiej pęknąć niż być naciętą. Pęknięcia goją się znacznie lepiej
                niż klasyczne nacięcia.
                Pozdrawiam :)
    • epb3 Re: Jeszcze o nacięciu 19.04.10, 14:58
      julkacebulka napisała:

      mialam to samo co Ty przed porodem - schizę zeby mnie nie okaleczono(moj pogląd
      na ten temat sie nei zmienil i nie potrafię zrozumieć kobiet, ktorym jest to
      obojętne, albo ktore sie ot tak poddaja - bo trzeba).
      zrobilam tak: zapytalam lekarza czy moze mi polecić polożną. polecil. poczytalam
      o niej w necie (owszem sa rozne opinie - no ale uwazam ze polozna to taka osoba,
      ktora musi ci poprostu pasować jako czlowiek, dlatego mogą byc rozne opinie, bo
      zawsze 2 osoby mogą sie niedogadywac i juz, nie kazdy musi kazdemu pasowac).
      okazalo sie ze opinie sa raczej dobre, spotkalam sie z nią. byla bardzo
      konkretna, ale mi pasowalo.
      poród odbyl sie bez komplikacji, bez nacięcia (polozna bronila mnei przed
      lekarzem, ktory popędzal).

      owszem mozesz trafic na taka polozna na dyzurze. ale ja wolalm nie ryzykowac
      (moja kolezanka tak trafila, polozna zapytala czy chronimy krocze i udalo jej się).
      a jak nie trafisz na taką to cię natną. bo mi sie wydaje, ze one poprostu nie
      umieją inaczej.
    • eliza_dm Re: Jeszcze o nacięciu 20.04.10, 14:35
      szansa moze i jest, ale chyba nie z tymi poloznymi. Jestem 2 tyg po
      porodzie, po ktorym mialam mega depreche. Mialam oxy, naciecie i bog
      wie co jeszcze, bo oczywiscie nikt mnie nie putal o zdanie.
      Oczywiscie zalapalam sie jeszcze na pomoc lekarska przy wypchnieciu
      dziecka, chociaz mysle, ze w tym przypadku byla ona uzasadniona. Nie
      mam jeszcze na tyle sily zeby opisac moj porod. W kazdym badz razie
      jestem rozczarowana podejsciem poloznych do tematu. Oczywiscie
      rodzialm w pozycji standard, nie wazne, ze nie moglam w niej
      wypchnac dziecka ( parte ponad 3 godziny) i prosilam zeby urodzic w
      kucki( tutaj czulam ze cos idzie). Polozna powiedziala, ze w takiej
      pozycji to sie nie da dziecka odebrac. Szkoda ze bylam w
      takimstanie, ze nie mialam sily sie z nia klocic. Szwow 12. Plus
      taki,ze chyba niezle sie goi, nie czuje zbyt dyskomfortu.
      • katarzynaoles Re: Jeszcze o nacięciu 20.04.10, 22:04
        Bardzo mi przykro, że ma Pani takie wspomnienia z porodu. Pozostaje
        mi mieć nadzieję, w imieniu rodzących i swoim, że będzie coraz mniej
        położnych o takim podejściu do rodzących. Pozdrawiam serdecznie :)
        • cytrynowa.lemoniada Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 10:33
          a ja mysle ze temat naciecia jest wyolbrzymiany. w pierwszej ciazy
          tylko tego sie bałam, ze mnie poszatkują i takie tam. otóż miałam
          naciecie, od razu po porodzie siedziałam, szwy sie albo wchloneły
          albo sama je sobie wyjelam pod prysznicem po 2 tyg.. dzis, pod 4
          latach blizna prawie niewyczuwalna. to chyba kwestia zszycia, które
          u mnie jak widac bylo perfekcyjne. jak Cie nie natna to mozesz miec
          pekniecie do odbytu i rozne takie historie, znajoma leczy sie u
          proktologa, wiem co mówie. to jest dopiero koszmar.
          • sroka75 Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 12:21
            >jak Cie nie natna to mozesz miec
            > pekniecie do odbytu i rozne takie historie,
            a jak cię natną to też pękniecie do odbytu możesz mieć i różne takie historie
            też - o tym że nacięcie nie chroni przed takimi atrakcjami znajdziesz w wielu
            odpowiedziach p. Oleś na tym forum i to że jeszcze takie "mądrości ludowe" jak
            twoje powracają jak bumerang świadczy o tym, że ten temat wcale nie jest
            wyolbrzymiany, a raczej ciągle...niewyczerpany i niedoceniany;)


            • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 13:00
              Zgadzam się z Tobą. I jak mantrę powtarzam, że najbardziej boję się nacinania.
              Ból porodu jest 'chwilowy', mija z chwilą wyjścia dziecka na świat, ale nacięte
              krocze dokucza tygodniami, a nawet -jak czytam na forum- miesiącami utrudnia
              powrót do normalności. Np. czy potem sex może jeszcze sprawiać radość?
              • mini-menstruacja Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 14:25
                Rozumiem, Cię najzupełniej. Dla mnie ryzyko nacięcia jest ( między wieloma
                innymi ) powodem podjęcia decyzji o cc.

                Blizna na brzuchu nie spowoduje u mnie okaleczenia w sensie psychologicznym.
                Blizna na kroczu - tak.
                Traktuję swoje narządy płciowe jako części ciała służące dostarczeniu mi
                rozkoszy. Jako fizyczny symbol i znak mojej kobiecości. Nacięcie krocza byłoby
                okaleczeniem tej kobiecości.
                Upokorzeniem płci. Symbolika szwu na kroczu jest, w moim przekonaniu, bliska
                tradycyjnej kastracji dziewczynek u niektórych plemion afrykańskich (
                największymi zwolenniczkami tej kastracji, są o dziwo, właśnie kobiety ).
                Symbolika bliska takiemu "muzułmańskiemu" widzeniu ciała kobiety.

                Niektórym trudno może być pogodzić ze sobą myśl o waginie jako tej
                najdelikatniejszej, intymnej, przynoszącej rozkosz, seksualnej, estetycznej
                części ciała z agresją jaką jest poród, z bólem, z możliwością bezpardonowego
                rozcięcia jej nożycami, z okaleczeniem, ze szwami, trwałym znakiem że moje ciało
                kobiece jest narzędziem do rodzenia i można w tym imieniu dowolnie je rozrywać.

                Powłoki brzuszne nie mają takiego wymiaru. Nie są symbolem kobiecości. Są
                neutralne. Ich przecięcie nie budzi skojarzeń z gwałtem, z dewiacją seksualną.
                Już kiedyś o tym pisałam. Agresja wobec brzucha jest czymś zupełnie innym niż
                agresja wobec atrybutów płci. To drugie ma wymiar seksualny.

                Gdyby ktokolwiek włożył do mojej pochwy przedmiot wielkości dziecka, przerywając
                tkanki, bądź rozpruł moje krocze zostałby oskarżony o gwałt ze szczególnym
                okrucieństwem lub napaść seksualną ze szczególnym okrucieństwem. Gdyby okaleczył
                mój brzuch byłoby to widziane zupełnie inaczej. Jako zwykła agresja. I przez
                pryzmat tego, proszę, czasem spójrzcie na kobiety które wzbraniają się przed sn.

                Gdyby moje okolice intymne zostały rozcięte, obawiam się, że miałabym poważne
                problemy aby powrócić do swojej normalnej seksualności, cieszyć się swoją płcią
                i mieć zdrową relację z mężem.
                Nie tylko ze względu na ból fizyczny ale przede wszystkim na psychiczny,
                poczucie upokorzenia i poczucia dysproporcji miedzy widzeniem przeznaczenia
                ciała męskiego a kobiecego w sensie seksualnym.

                Tłumaczenie, że okaleczenia pochwy są niczym wielkim i agresywny proces porodowy
                jest naturalny przynosi taki sam skutek, jak gdyby ktoś tłumaczył mi, że gwałt
                jest naturalny i żebym nie histeryzowała bo mężczyźni są silniejsi i tak to
                stworzyła Matka Natura.

                Pozdrawiam
                • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 15:30
                  O właśnie, trafiłaś w sedno :-) Bycie matką nie musi być jednoznaczne z oddaniem
                  się dziecku i zakończeniem bycia kobietą lubiącą rozkosze cielesne. A, niestety,
                  zwykle okaleczenie nacięciem znacznie obniża możliwość doznań intymnych.
                  Też rozważam opcję cc, bo wolę mieć szramę na brzuchu niż w kroczu. Wydaje mi
                  się, że poród to pomyłka natury.
                  Pewnie za głośne wyrażenie swoich przekonań na forum zostaniesz zbesztana przez
                  zwolenniczki tradycyjnych 'tortur' porodowych..
                  • klarysa1111 Re: Jeszcze o nacięciu 04.05.10, 17:35
                    A ja bym już chyba wolała malutką bliznę "tam", niż większą na brzuchu.
                    Brzuch bardziej widać, blizna na nim bardziej się rzuci w oczy. Ja mam
                    nadzieję, że z tego względu nie będę musiała mieć cc.
                  • rudy_eco Re: Jeszcze o nacięciu 30.05.10, 23:33
                    poród to nie pomyłka natury. medykalizacja porodu to pomyłka
                    medycyny. poród naturalny może być naprawdę dodającym skrzydeł
                    uczuciem, żadne tam tortury. ale największa szansa na taki poród
                    jest we własnym domu w sumie... a seks po dobrym porodzie (nie od
                    razu, realistycznie rzecz biorąc 2-3 tygodnie): bezcenne :)
                • icarium2009 Re: Jeszcze o nacięciu 27.05.10, 21:37
                  No proszę, jak to ładnie ujęłaś :) Żałuję, że sama tak nie potrafię :)
                  Niestety mało się orientowałam w temacie nacinania krocza przed porodem
                  i gdybym wiedziała o tym to co wiem teraz (tzn. że nacina się rutynowo,
                  a w szpitalu, który wybrałam urodzenie bez nacięcia graniczy z cudem)
                  to na pewno nie zdecydowałabym się na sn. Ale ostatecznie skończyło się
                  cc i po obejrzeniu realiów szpitala 'od środka' bardzo się z tego
                  cieszę. Przy drugim dziecku na sn nikt już mnie nie namówi.
            • cytrynowa.lemoniada Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 15:30
              ta mądrość ludowa wydarzyła się w warszawskim szpitalu klinicznym.
              dochodzenie potwierdziło błąd w sztuce lakarskiej spowodowany nie
              nacięciem krocza. dziewczyna leczy się od kilkunastu m-cy. powtarzam
              raz jeszcze - po nacięciu nie miałam absolutnie żadnych
              dolegliwości, który to fakt skrupulatnie w swojej odpowiedzi
              pominełaś
              • sroka75 Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 17:29
                >po nacięciu nie miałam absolutnie żadnych
                > dolegliwości, który to fakt skrupulatnie w swojej odpowiedzi
                > pominełaś
                przepraszam, a jaki to miało związek z tym, że nacięcie nie daje 100% pewności,
                że nie będzie rozległych powikłań?..bo możemy zacząć tu też "skrupulatnie"
                wymieniać posty w których dziewczyny nie miały nacięcia oraz żadnych
                dolegliwości - i zapominasz, że mówimy tu głównie o RUTYNOWYM nacinaniu
                krocza...a nie sytuacjach gdy jest ono konieczne,a nie zostało wykonane - co
                niewykluczone miało miejsce w przypadku twojej znajomej...
                Naprawdę, było na tym forum bardzo dokładnie opisane jakie są najczęstsze
                przyczyny rozległych uszkodzeń krocza w trakcie porodu. I nacięcie/lub jego
                brak, było jedną z wielu przyczyn (to także wielkość dziecka, tempo porodu,
                anatomia kobiety itp.), które się na siebie często nakładają (źle prowadzony
                poród też) i mogą owe uszkodzenia spowodować. Przypadek twojej znajomej, nie
                jest dowodem na to, że nacinanie jest remedium na wszystkie obrażenia krocza
                jakich można w czasie porodu doświadczyć, a twój, że zawsze się wszystko kończy
                cudnie i bezboleśnie.
                Jest wiele dziewczyn, którym nacięcie się dobrze goi - pytanie czy było ono w
                ogóle konieczne? I dlaczego w innych krajach gdzie nacięcie jest wykonywane
                sporadycznie nie wzrosła drastycznie liczba tych "straszliwych" pęknięć, którymi
                notorycznie straszy się dziewczyny w Polsce?
                A tak na marginesie - to dziwne, że w szpitalu klinicznym nie wykonano nacięcia
                - właśnie tam jest ich największy odsetek - no ale jak widać - nie mają tam
                personelu, który potrafiłby "bezkolizyjnie" przyjąć poród bez nacięcia..:(
                • cytrynowa.lemoniada Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 18:12
                  Nie bede tu wymieniac nazwy szpitala w kazdym razie jeden z 3 klinicznych o
                  najwyzszym stopniu referencyjnosci. Ja sie natomiast zastanawiam dlaczego tyle
                  sie dyskutuje o nienacinaniu, ktore, to prawda, fizjologiczne nie jest, ale
                  dobrze zrobione i zszyte nie powoduje powiklan, natomiast nie mowi sie o
                  sztucznie wywolywanych porodach, oksytocynie, przebijaniu pecherza itd. sztuczny
                  porod moze spowodowac powiklania u dziecka i nie ma absolutnie zadnego
                  uzasadnienia medycznego, natomiast naciecie raczej pomaga w porodzie.
                  Zaznaczam ze tez przed porodem panicznie sie tego balam, jak widac nie ma czego.
                  • kaeira Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 19:06
                    cytrynowa.lemoniada napisała:
                    > natomiast nie mowi sie o sztucznie wywolywanych porodach, oksytocynie,
                    przebijaniu pecherza itd.

                    Erm - że co??! Gdzie się nie mówi? Na tym forum w każdym razie mówi się o tym
                    wszystkim w kółko, a i na innych forach ciążowych należy to do stałych tematów.
                    Inna sprawa, że wiele kobiet akceptuje te wspomniane przez ciebie praktyki, bo
                    wydają im się nieszkodliwe i w zasadzie "co to szkodzi" a "nacięcie krocza"
                    wydaje się inwazyjne, bolesne, i łatwiej się przeciw temu buntować.

                    > sztuczny porod moze spowodowac powiklania u dziecka i nie ma absolutnie
                    zadnego uzasadnienia medycznego,
                    > natomiast naciecie raczej pomaga w porodzie.

                    Tak samo nacięcie jak i wspomniane przez ciebie praktyki są bardzo, bardzo
                    nadużywane, co nie znaczy, że czasami nie są konieczne albo pomocne.
                    Oczywiście, że zastosowanie indukcji czy oksytocyny czasami jest zupełnie
                    uzasadnione i sensowne.
                    • eliza_dm Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 20:23
                      ech ja tam mialam naciecie a i tak czeka mnie wizyta u proktologa.
                      Mamtekie hemoroidy zaparcia, ze zeby zrobic to co nalezy musze
                      przyjmowac podwojna dawke czopkow i przez chwile mam wrazenie ze
                      koszmar porodu powraca.
                    • cytrynowa.lemoniada Re: Jeszcze o nacięciu 22.04.10, 20:27
                      oczywiscie ze czasami sa koniecznie, ja jak sie domyslasz mam na mysli szpitale,
                      ktore wszystkim rodzacym na dzien dobry aplikuja oksytocyne. w Warszawie jest
                      taki jeden, bardzo renomowany.. mam po prostu wrazenie ze indukcja porodu jest
                      generalnie bardziej akceptowalna i wywołuje znacznie mniej emocji niz temat
                      "nacinac czy nie" i raczej wiecej jest takich dyskusji niz "dawac oksytocyne czy
                      nie"
    • jul-kaa Re: Jeszcze o nacięciu 29.04.10, 18:18
      Rozmawiałam dziś z kolegą, którego żona jest w 30tc. Stwierdził, że nacięcie
      jest znacznie lepsze od pęknięcia, bo czyste cięcie lepiej się goi i mniej boli,
      niż pęknięcie, które ma nieregularne krawędzie. I że pęknięcie jest ZNACZNIE
      poważniejsze od nacięcia.

      Z kolei w szpitalu, w którym rodziłam jedna z dziewczyn strasznie narzekała, że
      jej nie nacięli (a miała pęknięcie I stopnia), bo "nacięcie lepiej się goi i
      mniej boli".

      Kto im naopowiadał takich bzdur..?

    • iw1978 Re: Jeszcze o nacięciu 29.04.10, 19:05
      Mnie się przy pierwszym nie udało, ale rodziłam w szpitalu, gdzie pierworódki tną rutynowo.Nacięto mnie na 7 szwów. Bolało nacinanie, bolało po porodzie. Przez tydzień odczuwałam ból, przez kolejny dyskomfort. Szczęście w nieszczęściu szycie było zrobione super i mam piękną bliznę. Powrót do seksu po połogu był bez dolegliwości, ale z dużymi obawami.
      Drugie dziecko (4100 i 38 obwód głowy) urodziłam bez nacięcia. Udało się uniknąć nawet otarć. Dwie godziny po porodzie czułam lekkie pieczenie. Potem minęło i to :). Czuję się jakbym odzyskała swoje ciało, naprawdę. Powrót do seksu - bez obaw i dolegliwości. Warto zadbać o położną, która ochroni krocze.
      P.S. Znajomaurodziła bez nacięcia pierwsze dziecko o wadze 4400. Pękła na jeden czy dwa szwy. Także szanse są.
      • rach.ell Re: Jeszcze o nacięciu 29.04.10, 19:18
        Ja nie mialam nacinanego krocza ani przy pierwszym ani przy kolejnym
        porodzie. Sadze, ze na podejscie lekarza miala wplyw swiadomosc, ze
        jak bedzie probowal to go kopne w twarz. Trzeba po prostu wczesniej
        uprzedzic. Trzeba sie komunikowac...
        • kaeira Re: Jeszcze o nacięciu 30.04.10, 12:55
          rach.ell napisała:
          > Sadze, ze na podejscie lekarza miala wplyw swiadomosc, ze
          > jak bedzie probowal to go kopne w twarz. Trzeba po prostu wczesniej
          > uprzedzic. Trzeba sie komunikowac...

          Ale czy to znaczy, że wcześniej uprzedziłaś personel, że jak będą próbowali
          nacinać, to ich kopniesz w twarz? :-D

          • eliza_dm Re: Jeszcze o nacięciu 30.04.10, 20:59
            la mnie mimo wszystko najgorsze bylo podejacie poloznej pt" o jejku
            przeciez porod musi bolec" , dodam iz sie nie darlam , nie
            wrzeszczalam , zwijalam sie z bolu. Chyba z tydzien sie z dola
            psychicznego zbieralam. Nie wiem kiedy zmieni sie podejacie
            personelu, pewnie az sie stara kadra wyrotuje, bo jak inaczej nazwac
            61 letnia pnia, ktora nic innego nie robila tylko nacinala. Ja
            mialam 12 szwow, nie wiem czy pekalam i mnie nacieli czy tkie
            glebokie bylo naciecie. Ogolnie porod, a w zasadzie jego szpitalna
            czesc, wspominam jako koszmar i najgorsze jest to, ze z bolu nie
            mialam sily, zeby kopnac kogos w twarz , a przynajmniej o tym
            uprzedziec ;-)
    • lenkowamama Re: Jeszcze o nacięciu 01.05.10, 23:10
      Witam!
      To ja dorzucę swoje dwa słowa, że jednak da się urodzić bez
      nacinania krocza. Urodziłam córeczkę niecałe osiem tygodni temu,
      ważyła 3,5 kg i nie było żadnego nacinania na "dzien dobry" i przy
      dobrych chęciach położnej, która prowadziła mój poród obyło się
      również bez pęknięcia. Na standardowej wizycie u ginekologa po
      sześciu tygodniach po porodzie usłyszałam, że wszystko wygoiło mi
      się tak, iż wyglądam, jakbym nigdy nie rodziła. Nie wiem jaka w tym
      zasługa moja, jaka położnej a jaka matki natury, ale w ciąży jednak
      było ćwiczenie mięśni kegla, smarowanie olejkiem, pływanie i joga.
      Może pomogło a może nie, ale miałam świadomość, że w razie czego
      robiłam co mogłam. a naprawdę bardzo zależało mi na tym, żeby nie
      być naciętą, bo bałam się tego bardziej niż samego porodu i już
      wcześniej zastrzegałam to położnej, która naprawdę się przy mnie
      nagimnastykowała, więc jej zasługa w tym jest spora. Morał jest
      jeden - da się i myślę, że warto twardo obstawać przy swoim - jeśli
      nie ma potrzeby to niech nas nie potrzebnie nie "kroją".
      pozdrawiam
      • karj-oka Re: Jeszcze o nacięciu 03.05.10, 11:59
        Urodziłam bez nacięcia w szpitalu. Pomogła świadomość moja i męża, nasza duża
        determinacja i oczywiście współpracująca położna. Postawiliśmy sprawę jasno "nie
        chcę nacięcia i proszę o pomoc w ochronie krocza". Lekarz zapytał obcesowo "czy
        jest pani świadoma, że przy samoistnym pęknięciu mogą pani pęknąć także
        zwieracze odbytu?". Znając fizjologię porodu i bezzasadne zamiłowanie większości
        lekarzy do straszenia i szukania patologii odpowiedziałam krótko "tak, jestem
        świadoma ewt. konsekwencji". Dostałam oświadczenie do podpisania, podpisałam
        i... urodziłam bez pęknięcia. Ważne: rodziłam w pozycji wertykalnej. Odmówiłam
        wejścia na łóżko porodowe.
    • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 04.05.10, 12:13
      Dziękuję za odpowiedzi na temat. Rozpoczęła się dygresyjna, niepotrzebna
      dyskusja o zabiegach stosowanych podczas porodu, a przecież pytałam o samo nacięcie.
      Jak widzę niewiele kobiet urodziło bez nacinania. I to mnie bardzo martwi :(
      • an_o Re: Jeszcze o nacięciu 04.05.10, 23:15
        To moze ja Ci poprawie troche humor: urodzilam w Polsce w Plocku 26
        sierpnia 2008 roku dziewczynke 3350 i 52cm bez naciecia. To byl moj
        pierwszy porod, zaznaczylam, ze nacinana byc nie chce, ale mialam
        wynajeta polozna, ktora w dodatku byla oddzialowa. Peklam delikatnie
        tak, ze nawet nie poczulam i mialam zalozone 3 szewki - szycia tez
        nie czulam. Nie masowalam wczesniej krocza, nie stosowalam
        wiesiolka, a jestem bardzo szczuplej budowy - przed ciaza wazylam 49
        kilo. To, czy krocze jest rozciagliwe, czy nie zalezy moim zdaniem
        raczej od genetyki, niz stosowanych 'zabiegow' - masaze, wiesiolki.
        Mam kolezanki, ktore je stosowaly i byly nacinane - moja najlepsza
        kumpela dwa razy byla nacinana (w tym samym szpitalu co ja rodzila).
        I znam takie, ktore nie stosowaly i nacinane nie byly - ja sama tez
        jestem tego najlepszym przykladem. Czuje delikatna blizne po szwach
        ale mi w niczym nie przeszkadza. Za to moja kumpela (ta nacinana)
        mysli o plastycze krocza, bo twierdzi, ze teraz stosunki seksualne z
        mezem to masakra. Moja mama tez byla nacinana i tez na to narzeka.
        Jestem zaciekla przeciwniczka nacinania rutynowego i ciesze sie
        ogromnie, ze akurat mnie ta 'przyjemnosc' ominela. Czego Ci rowniez
        zycze.
        • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 05.05.10, 08:50
          Dzięki Ci kobieto za te słowa, jesteś światełkiem w tunelu. Cały czas jestem
          przekonana, że większość porodów mogłaby obyć się bez nacięcia. Sporo moich
          koleżanek ma po takim 'zabiegu' ogromne problemy z samoakceptacją, a relacje z
          mężem poważnie podupadają. Jak dla mnie to poważny problem i z całego porodu
          najbardziej boję się właśnie nacięcia.
          • an_o Re: Jeszcze o nacięciu 07.05.10, 23:02
            Alez nie masz za co dziekowac, cala przyjemnosc po mojej stronie. Po
            prostu musisz miec kogos, kto bedzie po Twojej (a nie 'ich')
            stronie. Nie zgadzaj sie na naciecie tylko li po to, aby
            przyspieszyc porod. Takie zabiegi ma sie wykonywac tylko dla
            ratowania zycia i zdrowia pacjenta (dziecka, matki), a nie dla
            wlasnego widzimisie, albo bo chce mi sie isc do domu.
            • villemo86 Droga Julko 14.05.10, 22:30
              Możesz mi wierzyć lub nie, ale ja przeszłam prawie przez cały poród (skurcze
              rozwierające do momentu partych), mimo tego skończyło się na cc i uwierz mi, że
              z zazdrością patrzyłam na kobiety, które jednak urodziły sn. W szpitalu w którym
              rodziłam ogólnie chroni się krocze, więc polecam gorąco. Z tego co widzę to
              chyba mieszkasz gdzieś niedaleko mnie? Piszesz, że chcesz rodzić w katowicach.
              Ja jestem z Jaworzna, może mogę Ci coś podpowiedzieć? Rodziłam w czerwcu 2009
              • julkacebulka Re: Droga Julko 19.05.10, 08:46
                Dziękuję Ci za opinię. Wierzę, że po kilkugodzinnym cierpieniu wolałabyś urodzić
                sn, niestety, nie zawsze sprawy toczą się po naszej myśli. Też miewam chwile
                zwątpienia, czuję się załamana i przekonana, że będę nacięta, a do tego pęknę,
                tracę wiarę, że uda mi się uniknąć inwazji. Po prostu cholernie się boję.
                Zazdroszczę Ci, że masz już poród za sobą i zostawiłaś ten moment daleko za sobą.
                Gdzie rodziłaś?
    • gochalek82 Re: Jeszcze o nacięciu 14.05.10, 11:53
      Ja rodzilam w szpitalu, w ktorym ochrona krocza jest jak yeti - wielu slyszalo, nikt nie widzial :) Mnie tez nacieto, ale pociesze cie - mialam tylko jeden szew i mysle, ze duza role odegraly tu cwiczenia miesnia Kegla. Jestem tam w rozmiarze XXXS (mialam z tego powodu wiele problemow), wiec jesli jestes odrobinke "wieksza" niz ja to na pewno masz duza szanse urodzic bez naciecia, tylko jak pisaly wczesniej dziewczyny, trzeba miec dobra polozna. I zeby nie bylo - dziecko 3400 i 34 cm glowka :)
    • wspinaczka73 Re: Jeszcze o nacięciu 17.05.10, 16:51
      julkacebulka napisała:

      > Nurtuje mnie ten temat, jestem przed porodem. Tak realnie napiszcie
      > dziewczyny, która z Was urodziła pierwsze dziecko bez nacięcia? W
      Polsce. Jest
      > na to szansa?
      > Czy nie jest tak, że wiara w herbatki, masaże, rozciąganie,
      wiesiołek, maliny
      > i inne domowe metody za każdym razem rozbija się o niepostępowe
      podejście
      > lekarzy i położnych, którzy nawet nie podejmą próby ochrony krocza
      tylko od
      > razu tną, bo tak szybciej i wygodniej? Jak to wygląda w praktyce?
      > Dla mnie lepsze wydaje się rozcięcie brzucha niż krocza, które
      trudno się goi
      > i (jak to sobie wyobrażam) uniemożliwia szybki powrót do
      normalności, np.do
      > współżycia, jazdy rowerem.
      Twoje twierdzenie, że lepsze rozcięcie brzucha niż krocza jest dość
      dziwne jak na fakt, że żyjemy w XXI wieku i obecnie zamiast mitami
      kierujemy się w życiu i medycynie wiedzą a nie przesądami. Chyba nie
      masz pojęcia co to jest cesarskie cięcie, jest to operacja
      chirurgiczna ze wszystkimi jej konsekwencjami - przecięte zostają
      powłoki brzuszne, przecięta zostaje macica itd. Chyba nigdy sama nie
      miałaś żadnej operacji i nie znasz nikogo kto byłby operowany. Po
      opracji powrót do zdrowia i formy nie trwa 5 minut lecz kilka
      tygodni. Nacięcie krocza to w sumie pikuś, wiem o czym piszę bo mam
      za sobą normalną operację wycięcia wyrostka robaczkowego oraz
      nacięcie krocza przy porodzie siłami natury. Rodziłam bez
      znieczulenia, samego nacięcia nie czułam tak byłam pochłonięta samym
      porodem i parciem. Krocze zostało zszyte, po ok. tygodniu się
      zagoiło, nie mam problemow związanych ze współżyciem, nic mnie nie
      boli, mąż nie narzeka. Co ważne po 6 tygodniach po normalnym porodzie
      można już bezpiecznie uprawiać seks, sport, praktycznie normalnie
      funkcjonować i zajmować się dzieckiem, po operacji cesarskiego cięcia
      na pewno minie dużo więcej czasu niż wszystko (macica, brzuch) się
      zagoi. Najlepiej porozmawiaj z lekarzem i nie nakręcaj się przed
      porodem. Wg mnie "moda" na cesarskie cięcie to zła moda, która mąci
      kobietom w głowach - nikt za Ciebie dziecka nie urodzi, a cesarskie
      cięcie stosuje się w sytuacjach, które tego wymagają, ale strach
      jakim Ty się kierujesz nie jest wystarczającą przesłanką do CC
      • julkacebulka Re: Jeszcze o nacięciu 19.05.10, 08:39
        Chyba jednak zbyt pochopnie oceniasz mój brak doświadczenia w kontaktach ze
        szpitalami. Mam za sobą dwie poważne operacje oraz dwie choroby nowotworowe
        (chłoniak oraz rak tarczycy), a częste pobyty w szpitalu zmusiły mnie do
        oglądania cierpienia innych ludzi. Tak więc wiem co to inwazja w ludzkie ciało i
        z tą wiedzą w pełni świadomie nie mam ochoty na wielogodzinne cierpienia
        zakończone 'naznaczeniem' moich intymnych miejsc niczym kobieta z kenijskiej
        wioski. Jeśli da się urodzić z ochroną i pewnością, że nacinać będą wyłącznie
        przy zagrożeniu zdrowia dziecka to rozumiem, podejmę takie ryzyko, lecz nie chcę
        zostać kolejnym seryjnie naciętym przypadkiem. Dlatego szukam osób, które dadzą
        mi nadzieję, że w tym kraju można zostać matką bez 'obowiązkowej' blizny w kroku.
        Może moje podejście Cię zdziwi, może uznasz, że kobieta, która nie chce cierpieć
        nie ma prawa do macierzyństwa, ale uważam, że w XXI wieku powinno się mieć
        możliwość wyboru sposobu przyjścia na świat swojego dziecka, którego notabene
        ogromnie pragnę.
        I jeszcze jedno, w razie gdybyś chciała zarzucić mi młody wiek: mam 35 lat, więc
        już nie jestem podlotkiem.
        • wspinaczka73 Re: Jeszcze o nacięciu 19.05.10, 21:43
          Co do bólu - możesz zawsze skorzystać ze znieczulenia, a jeśli chodzi
          o nacięcie - zapewniam nic mnie nie bolało,(zresztą akurat rodziłam
          bez znieczulenia), ładnie się nacięcie zagoiło, nie czuję się jakaś
          seryjnie nacięta i naznaczona jednocześnie. powiem też, że przed
          porodem naczytałam się o ochronie krocza i byłam zdecydowana robić
          podczas porodu awanturę jeśli spróbują mnie naciąć, ale potem mi to
          samo jakoś wywietrzało z głowy, mało tego - po porodzie cieszyłam
          się, że było nacięcie gdyż końcówka parcia mnie porządnie wykończyła,
          miałam wrażenie, że zaraz zemdleję i niech ktoś urodzi za mnie :)
          jestem Twoją rówieśniczką, no może ciut starsza - mam 37 lat. Myślę,
          że niepotrzebnie się tak tym nacinaniem i ochroną krocza nakręcasz.
          Sama po sobie zapewniam, że to wcale nie jest w praktyce takie
          straszne i naprawdę w życiu intymnym też mi to nie przeszkadza.
          • an_o Re: Jeszcze o nacięciu 20.05.10, 18:50
            Kobieto, wznies sie ponad swoje wlasne doswiadczenia i spojrz
            rowniez na doswiadczenia innych. To, ze Ty nie mialas problemow po
            nacieciu (nie bolalo, ladnie sie zagoilo, cieszylas sie, ze masz juz
            porod za soba), nie oznacza, ze inne kobiety ich nie maja, albo miec
            nie beda. RUTYNOWE nacinanie jest nie do przyjecia, i o to martwi
            sie autorka postu. PO CO byc nacinana jesli nie ma takiej potrzeby?
            Sama autorka przyznaje, ze jesli bedzie taka potrzeba, to oczywiscie
            jakos to naciecie przezyje, ale nacinanie po to, zeby naciac, albo
            szybciej pojsc do domu (personel) jest raczej chore, nie uwazasz?
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka