madziab83
13.04.10, 13:15
Urodziłam 12.03.2010r w szpitalu MSWiA w Bydgoszczy. Wybrałam ten szpital nie
przypadkowo, bowiem tylko tam nikt nie dziwił się, że chcę synka urodzić
drogami natury a nie przez cc.
Do szpitala stawiłam się chwilkę po 8 z regularnymi skurczami co 5-8 minut,
skurcze były jeszcze niezbyt bolesne, nawet zastanawiałam się, czy nie
przyjechałam za szybko. Powiedziałam, że maluch pośladkowy, że chcę urodzić
naturalnie, położna potwierdziła u lekarza, czy przyjmie taki poród, tym
bardziej, że wielkość mojego brzuch wskazywała, że synek raczej nie urodzi się
poniżej 3500. Lekarz przyjął to z wielką aprobatą, położna zresztą też, oboje
pogratulowali mi rozsądku, tego że nie ulegam modzie na cc.
Po badaniu okazało się, że mam rozwarcie na 4 cm, cóż pomyślałam nie wiele,
biorąc pod uwagę, że tydzień wcześniej miałam na 3 cm:(
Po wypełnieniu dokumentów zaprowadzono mnie i męża na salę porodową ( w tym
szpitalu mają tylko indywidualne sale porodowe, więc poród tam odbywa się w
naprawdę super warunkach), podłączono mi KTG i kroplówkę nawadniającą, ze
względu na fakt, iż synek był położony poślakowo, lekarz zdecydował
zabezpieczyć się w razie konieczności wykonania cc, żeby w razie spadku tętna
lub innych problemów móc od razu ciąć. KTG i kroplówkę miałam podawaną w
pozycji siedzącej, takiej jaką sobie zażyczyłam, w międzyczasie przyszedł
lekarz i ponownie sprawdził rozwarcie, było już 8 cm, co mnie zaskoczyło, bo
nie miałam żadnego kryzysu 7 cm, ból był całkiem do zniesienia. Po 30
minutowym KTG wstałam do toalety, tam też odeszły mi wody. Jak wróciłam już
nie siadałam na łóżku, tylko chodziłam/kucałam/stałam podłączona do KTG i
kończyłam przyjmowanie kroplówki. Ból nadal był niezbyt mocny, położna, która
była cały czas przy nas i inne, które zaglądały spytać się jak się czuje,
podziwiały mnie, że mimo rozwarcia na 8 cm, mnie w ogóle nie słychać. Kiedy
skończyła się kroplówka, odłączono mi KTG i położna zaproponowała pomóc małemu
w przeciskaniu się przez kanał. Mąż stał za mną i trzymał mnie pod pachami a
ja z całych sił spychałam małego w dół ( wtedy było mnie już słychać, te
skurcze były bolesne a do tego jeszcze wysiłek). Całe szczęście ta część
porodu była dość krótka ( chyba 5 takich skurczu silnych miałam) i położna
stwierdziła, że rodzimy małego.
Musiałam usiąść na łóżku, bo poród pośladkowy przyjmuje lekarz i musi wykonać
zabieg Credego ( chwycić malucha podczas wychodzenia za barki i go obrócić).
Całe szczęście fotel mogłam sobie ustawić dowolnie, dzięki czemu skurcze parte
nie były wcale straszne. Położna zawołała lekarza, który zajrzał i stwierdził,
że przyjdzie za kilka minut, bo to jeszcze potrwa, całe szczęście nie odszedł
daleko, położna, go zawołała, lekarz wszedł, razem z nim chyba cały personel
medyczny szpitala ( wszyscy się zbiegli na hasło: pośladki idą:)). Położna
zawołała lekarza, gdy zauważyła, że mam mega silny skurcz, najpierw wyszły
małego jąderka i siusiaczek - to wiem z relacji męża, później cała reszta,
wszystko odbyło się na tym jednym skurczu. Synek przyszedł na swiat o 10.38,
2,5h po stawieniu się w szpitalu.
Nie byłam nacięta, lekko pękłam, miałam 3 szwy.
Synek urodził się spory: waga 3805, dł. 64 cm ( czyt. sześćdziesiąt cztery
cm), gł 36 cm, klatka 38 cm. Synek urodzony w 38 tc.
W pierwszej minucie dostał 9 pkt apgar ( jeden odjęty za kolor skóry), później
już 10.
Sale poporodowe w szpitalu też na najwyższym poziomie, 3 osobowe z łazienką,
także nie trzeba wychodzić na korytarz by skorzystać z toalety czy wziąć prysznic.
Personel medyczny bardzo miły i kompetentny.
Ze szpitala wyszliśmy równo po dobie, o godzinie 11 w sobotę 13 kwietnia.
Dzisiaj synek ma miesiąc, waży 5 kilo, nosi ubranka w rozmiarze 68/74, więc
spore z niego niemowlę:)