Pomiar dna macicy, małe dziecko.

20.05.10, 02:39
Jak wiarygodny jest pomiar wysokości dna macicy?
Tu gdzie mieszkam to podstawowe badanie jakiego dokonuje położna w czasie wizyty kontrolnej. Właśnie skończyłam 39tc. Wczoraj byłam na badaniu. Położna okresliła wymiar dziecka na 33tc (badanie i pomiar zewnętrzny). Zawołała drugą i ta potwierdziła, 33-34tc. Zrobiła się lekka panika, skierowanie na USG. Mam je w piątek.
Nie wiem co o tym myśleć. Miesiąc temu wszystko było w porządku. 2 tygodnie temu badała mnie studentka. Powiedziała, że dziecko małe ale w normie. Ostatnie USG miałam w 20tc, kiedy pytałam o następne (to około 36tc) powiedzieli, że nie potrzeba bo to połówkowe niczego niepokojącego nie wykazało. Badania krwi w normie, tętno dziecka bardzo dobre, ułożenie prawidłowe, główka nisko. Ruch dziecka ok. Jednego dnia wierci się niemiłosiernie, innego cisza ale ogólnie te 10 ruchów na 12 godzin mam. Pierwszy syn urodził się w terminie z wagą 2.8kg więc do gigantów nie należał.
Nie mam pojęcia dlaczego wcześniej nikt niczego nie zauważył, jeżeli dysproporcja jest taka duża? A może nastąpiła pomyłka? Nawet USG nie gwarantuje dokładnego określenia wagi.

Pytanie kieruję w szczególności do naszej kochanej pani ekspert, której rady i doświadczenie bardzo sobie cenię.
    • go-jab Re: Pomiar dna macicy, małe dziecko. 20.05.10, 05:27
      w tak zaawansowanej ciazy mogl juz "opasc" brzuch - stad dno macicy nizej i
      pomiar niemiarodajny :) a co do ilosci ruchow - wydawalo mi sie ze powinno ich
      byc 10 na godzine, ale moze sie myle... powodzenia :)
      • olenka1211 Re: Pomiar dna macicy, małe dziecko. 20.05.10, 07:43
        Dzięki piękne za odpowiedź :)
        Coś tam położne marudziły, że może to dlatego, że dziecko niziutko i brzuch
        opadł. Pewne nie były i dlatego to USG.
        Wielkich zmain w kształcie brzucha nie widzę ale faktycznie jakby trochę się
        obniżył. Pozatym pobolewa mnie w pachwinach, biodrach i ogólnie na dole brzucha.

        Co do ruchów to tu na forum czytałam 10 na godzinę w okresie aktywności. Mi
        jednak kazali sprawdzać w ciągu 12 godzin i też ma być minimum 10.
    • olenka1211 Jadę na wywołanie. 21.05.10, 05:25
      Jestem po USG i konsultacji z miłą panią doktor. Dziecko małe około 2.6kg
      Pępowina pracuje dobrze, tętno super, inne parametry też ok. Niestety mam mało
      wód i właśnie dlatego postanowili wywoływać.
      Wszystko się zacznie za pare godzin.
      A miało być tak naturalnie...
      Chcą mi podać specjalny żel Prostaglandin, ewentualnie przebić pęcherz. Oxy w
      ostateczności i mam nadzieję, że się obejdzie bez.
      • katarzynaoles Re: Jadę na wywołanie. 23.05.10, 00:06
        Trzymam kciuki bardzo mocno!
    • olenka1211 Urodziłam :) 25.05.10, 01:08
      Po godzinie od podania żelu poczułam skurcze. Dość silne i regularne.
      Niesamowicie mnie to ucieszyło bo bałam się długiego wywoływania.
      Pierwsze cztery godziny spędziłam w przytulnym, dwuosobowym pokoiku na
      poporodowym, było cichutko bo w nocy. Krążąc wokół łóżka, robiąc różne
      ćwiczenia radziłam sobie całkiem dobrze przez pierwsze 3 godziny, później mój
      nastrój się zmienił, nie pomagało już nic oprócz szarpania poduszki ;) Ciepły
      prysznic a potem na porodówke. Sala pojedyńcza, ostre światło, było mi już
      wszystko jedno. Położną miałam fantastyczną. Odbierała tej nocy jeszcze dwa inne
      porody a mimo to stać ją było na pełne zaangażowanie. Rodziłam sama, mąż został
      w domu ze starszym synkiem (nie mamy tutaj rodziny). Ta położna była właściwie
      jak mama. Nic mi nie narzucała, wystarczała jej obecność, ciepło i życzliwość.
      Bóle miałam koszmarne, nie ma co udawać, wydawało mi się, że umrę. W piątej
      godzinie porodu rozwarcie było dopiero na 4 centymetry. Załamałam się,
      poprosiłam o dolargan (bardzo chciałam tego uniknąć).
      Czułam jednak, że kilku godzin w tym stanie nie wytrzymam a tyle to mogło
      potrwać przy mojej opornej szyjce. Dolargan nie działa na mnie przeciwbólowo a
      rozluźniająco i przyspieszająco. W ciągu następnej godziny, rozwarcie doszło do
      10 cm, potem kilka minut parcia i synek przyszedł na świat :) Między partymi
      szłyśmy z pod prysznica na łóżko gdzie urodziłam na klęczkach. Parłam kiedy mi
      pasowało i jak mi pasowało. Bez nacięcia, bez pęknięcia, bez otarć.
      Przy pierwszym porodzie byłam zagubiona i bezbronna i nieporadna. Przy tym
      czułam się jak samica, praktycznie zero skrępowania, sama fizjologia.
      Poród oceniam na bardzo dobry. Szpital mały, państwowy ale super. Tak wiele
      zależy od podejścia personelu. Rodziłam w Australii ale mam wielką nadzieję, że
      i w Polsce będzie można kiedyś uświadczyć takiej obsługi.

      Synek ważył 2870 czyli dokładnie co mój pierworodny. Zdrowy chłopak. Jeszcze w
      tej samej dobie wypisano nas do domu.
      Wód chyba faktycznie za mało bo wcale nie wiem kiedy wypłynęły. Pęcherz nie był
      przebijany.

      Mały ma dziś 3 dni a ja sypiam tylko po 2 godziny na dobę. Jest cudny, jesteśmy
      w nim zakochani ale daje nam popalić. Zwłaszcza w nocy. W domu zamiesznie,
      czuję, że nad niczym nie panuję. Tak naprawdę tych pierwszych tygodni po
      porodzie bałam się
      bardziej od samego porodu. Całe szczęście, że fizycznie wracam do formy
      błyskawicznie. Brzuch zanika, macica się pięknie obkurcza, krwawienia skromne.
      Nic mnie nie boli. Myślę, że to zasługa Dobrego Porodu :)

      Dziękuję za to forum i za wsparcie :) Życzę wam kobitki wspaniałych porodów a
      pani Katarzynie Oleś ogromnej satysfakcji z pracy której się podjęła.

      Ola
Pełna wersja