kasia_750
17.06.10, 11:48
To był mój drugi poród - zaczął się podobnie jak pierwszy - odejściem wód
płodowych (wody zaczęły odchodzić ok. 22), żadnego skurczu nie czułam.
Zadzwoniliśmy do umówionej położnej, która doradziła aby udać się do szpitala
i sprawdzić czy wszystko ok. Zapewniliśmy opiekę 3-letniej córce i zjawiliśmy
się na Izbie Przyjęć tuż przed północą. Nic mnie nie bolało, więc nie mogłam
uwierzyć, że to JUŻ.
Tam oczywiście standard - wypełnianie dokumentów, KTG (na leżąco), itp. O
godzinie 1 w nocy odesłano męża do domu a ja zostałam na Oddziale i próbowałam
zasnąć. O godz. 1.40 COŚ poczułam i to COŚ stawało się coraz bardziej
regularne. Chodziłam sobie po korytarzu, co jakiś czas notując jak często się
pojawiają i ile trwają skurcze. W pewnym momencie sama nie wiedziałam czy mam
notować czy biegać pod prysznic (tam było mi naprawdę dobrze;)). Przed godziną
3-cią podeszłam do dyżurnej położnej i poinformowałam, że mam dosyć częste i
regularne skurcze. Podczas badania okazało się, że mam już 2-3 cm rozwarcia:)
W ciągu 10 min zostałam zawieziona na porodówkę, w międzyczasie zadzwoniłam do
męża i naszej położnej, żeby przyjeżdżali. Tam znowu KTG (niestety na leżąco),
skurcze stawały się nie do zniesienia, nie mogłam też oddychać, bo cały czas
wymiotowałam. Po 10 minutach miałam wrażenie, że czuję skurcze parte. Okazało
się, że mam już 10 cm rozwarcia i rodzę!!! Byłam w takim szoku, że nie mogłam
skoncentrować się na porodzie. Zamiast cieszyć się z takiego rozwoju sytuacji
prawie płakałam że jeszcze nie jestem gotowa... Na szczęście za chwilę dotarł
mój mąż, zaczęliśmy rodzić z położną dyżurną, po chwili przyjechała "nasza"
położna (ledwo zdążyła;)) i o 4.10 nasz ukochany synek pojawił się na
świecie:))) dostał 10 pkt i myślę, że poród można uznać za udany.
Ja jednak przez kilka dni nie mogłam dojść do siebie, ponieważ czułam do
siebie żal, że mogłam rodzić lepiej. Przez większość czasu nie potrafiłam
współpracować z położną, spokojnie oddychać, ostatecznie rodziłam w pozycji
półsiedzącej (próbowałam innych pozycji, ale pod wpływem bólu nie potrafiłam
właściwie ustawić się i przeć). Prosiłam o znieczulenie bądź cesarkę
(oczywiście wiedząc, że na wszystko jest już za późno;)). W pewnym momencie
zorientowałam się, że skurcze robią się coraz rzadsze (i może słabsze?). Wtedy
wystraszyłam się i dopiero zaczęłam współpracować z położną. Miałam nacięcie,
za które byłam bardzo wdzięczna, bo po tym od razu urodziłam:) Pierwszy poród
trwał dużo dłużej (wody odeszły o północy, skurcze od 6, urodziłam o 15), ale
czułam satysfakcję z tego porodu, ponieważ robiłam wszystko najlepiej jak
umiałam, słuchałam położnej, itp. A podczas tego porodu myślałam tylko o tym,
że to wszystko dzieje się zbyt szybko i nie jestem jeszcze gotowa...
Minęły prawie 3 tygodnie i tak naprawdę dopiero teraz czuję, że poród miałam
całkiem fajny :)
A gdybym nie posłuchała położnej i jechała do szpitala dopiero jak skurcze
będą regularne (tak było przy pierwszym porodzie) mogłabym zacząć rodzić w
samochodzie!!! A ja myślałam, że takie szybkie porody zdarzają się tylko w
filmach;)