ku pokrzepieniu :)

10.08.10, 00:00
Wprawdzie podczas ciąży nie odzywałam się na tym forum, ale sumiennie je
czytałam i pamiętam jak podnosiły na duchu pozytywne relacje. Więc dokładam i
swoją.

W połowie maja urodziłam drugą córeczkę. Pierwszy poród poszedł ekspresem,
więc nastawiałam się że i z drugą panną pójdzie szybko. I faktycznie. Rano
miałam umówioną wizytę, doktor po badaniu stwierdził że 'coś się zaczyna
dziać' i zalecił żeby po południu wpaść do szpitala na kontrolne KTG. Ok,
zawieźliśmy z mężem starszą córkę do dziadków, spakowana torba w bagażniku,
podjechaliśmy na izbę przyjęć. Była mniej więcej godz. 17. Ktg wykazało, że w
zasadzie coś się dzieje, rozwarcie na jakieś dwa palce, ok, wierzę na słowo,
nic nie boli. Pani położna zastanawiała się przez dobre półtorej godziny, czy
nas jednak nie puścić na dłuższą chwilę do domu, ale ponieważ było to piątkowe
popołudnie, a ulice Wrocławia lubią się korkować to jednak aby oszczędzić
sobie nadprogramowych wrażeń pozostaliśmy w szpitalu :)
Godzina 20, rozwarcie postępuje, nadal nic nie boli, acz skurcze się pojawiły,
owszem. Pod postacią 'stawiającego się brzucha'. Sprawdziliśmy na ile są one
regularne, otóż książkowe 30 sek skurczu i półtorej minuty przerwy. Nadal nic
nie boli. Aha- cały czas mogłam sobie chodzić, skakać na piłce, siedzieć pod
prysznicem, ktg dało się zrobić na stojąco przy łóżku.
Godzinę później do sali zajrzał nowy pan doktor, orzekł że wprawdzie rozwarcie
jest na 8 cm, ale 'pani jeszcze nie rodzi, pani się za bardzo uśmiecha'. No
fakt, nic nie boli, można se pożartować :) I złożył propozycję nie do
odrzucenia: przebijamy pęcherz. Na co ja mu że mowy nie ma. Pan doktor ponowił
sugestię, ale byłam twarda. Głos wewnętrzny mi mówił, że to nie ma sensu,
ładnie się wszystko w swoim tempie rozkręca to po co przyspieszać. Pan doktor
coś tam pomarudził, że tak to ja może po północy urodzę i sobie poszedł. Koło
godziny 22 skurcze zaczęły być odczuwalne, acz nie jakoś masakrycznie. Ot,
trochę pobolało i przestawało, ale był to już najwyższy czas na przećwiczenie/
skonsultowanie pozycji do porodu. Łóżko i pozycja na wznak odpadła w
przedbiegach. Na stołeczku (takim bardzo klasycznym, na jakim rodziły nasze
praprapraprababki) było imho niewygodnie. W klęku też niewygodnie. Najfajniej
stało mi się przy łóżku. Pęcherz pękł sam kwadrans po dziesiątej, niecałe
dwadzieścia minut później Malutka była już na świecie, 3400 g i 57 cm. Położna
chroniła krocze, największym problemem było dla mnie wstrzymać się z akcją w
momencie rodzenia się główki. Ale jakoś się udało, a w nagrodę tyłek cały :)
Żadnych nacięć, bez pęknięć, bez otarć, miodzio jednym słowem. Przy starszej
córce niestety krocze trochę popękało (ale bez nacięcia!:)) i mam porównanie.
Wniosek: warto się tę chwilę przemęczyć i jak położna mówi żeby nie przeć to
faktycznie nie przeć. Trudne, ale do zrealizowania :)

BTW mam wrażenie że położne i lekarze obecni na tym dyżurze jakieś zakłady
sobie robili z wyżej podpisaną w roli głównej. Stan krocza po porodzie oceniła
dwuosobowa komisja, a z rozmów w tle wynikało, że ktoś tam zakład przegrał i
ciacho wszystkim stawia :))))

Trochę po czasie, ale mam pytanie do p. Kasi: najmniej przyjemnym etapem
porodu było rodzenie się główki. Czy to prawda, że ćwiczenie mięśni Kegla
przed porodem sprawiają, że chwile te są nieco mniej dokuczliwe?
    • settimana Re: ku pokrzepieniu :) 10.08.10, 09:25
      super! gratuluje:) uwielbiam czytac takie relacje i wspominac swoj
      rownie udany porod, ale zdecydowanie bardziej odczuwalny w fazie
      rozwierania sie szyjki:) kazdej kobiecie zyczyc takiego porodu:)
    • lothos Re: ku pokrzepieniu :) 10.08.10, 10:32
      Gratuluję Ci dobrego (jak czytam zupełnie do zniesienia) porodu i posiadania
      własnego zdania. Ja obawiam się wszelkich zbędnych interwencji jak właśnie
      przebijanie pęcherza albo leżenie na łóżku w ostatniej fazie. Rodzę w Holandii,
      tu też się to zdarza. Krocze nacinają rzadziej. Mam pytanie - skąd mogę
      wiedzieć, czy przebicie pęcherza jest konieczne? Jestem pierwszy (i może i
      ostatni) raz w ciąży, będę mamą po 40, mam skończone 41 lat.
      • chocco79 Re: ku pokrzepieniu :) 10.08.10, 12:06
        gratuluje. zycze sobie i innym podobnych relacji:)
        Tez bede rodzila w Holandii - cieszy mnie to, bo tutaj mniej jest
        interwencji lekarskich i staraja sie jak moga, zeby porod byl
        mozliwie naturalny.
        No i moim zdaniem polozne maja wiecej czasu i osobiste podejscie do
        kazdej kobiety.
      • settimana Re: ku pokrzepieniu :) 10.08.10, 14:16
        o przebijaniu pecherza plodowego:

        www.rodzicpoludzku.pl/Porod/Amniotomia-przebicie-pecherza-plodowego.html
    • katarzynaoles Re: ku pokrzepieniu :) 11.08.10, 01:05
      Dziękuję i gratuluję serdecznie :)
Pełna wersja