Za duża wiedza niesprzyja porodowi...

08.12.10, 13:37
W czasie ciąży regularnie czytałam to forum, chodziłam do szkoły rodzenia itd...wiedziałam jak przebiega poród, co chcę a czego kategorycznie nie chcę-na to szczególnie uczuliłam męża-żeby wiedział na trzeźwo co i jak w razie, gdyby mi się wyłączyło myślenie:)
Ale teraz-6 mies. po porodzie tak sobie myślę,że chyba psychicznie byłoby mi ciut łatwiej, gdybym nie wiedziała paru rzeczy.A tak (nie jestem z tego dumna) mówiłam,że chcę cesarkę, chcę próżnociągu -choć moja położna oczywiście mówiła,że teraz tego się nie stosuje, że na cesarkę za późno itd..-a ja, z wiedza wszelaką się z nią kłóciłam,że owszem:) Ona chciała oczywiście dobrze-pewnie bała sie,że się poddam-choć akurat fizycznie to chyba nie da się zatrzymać rozwierania szyjki... i nawet nie chodziło tu o brak zaufania do położnej-bo była to moja wybrana położna i miałam do niej zaufanie,ale raczej czułam złość,że mi kit wciska.
Suma sumarum-fajnie,że można wiedzieć wiele rzeczy,wiele przeczytać,ale chyba co za dużo, to niezdrowo:) Ot takie moje przemyślenia.
Pozdrawiam.
    • yoka1 Re: Za duża wiedza niesprzyja porodowi... 08.12.10, 14:22
      zgadzam się w 100%. W pierwszej ciąży dobrych paręlat temu wiedziałam mniej, bo też w internet nie patrzyłam, nie wyczytywałam, nie wypytywałam, nie było USG 3D i byłam spokojniejsza i szczęśliwsza, a teraz to tylko się stresuję cały czas.
    • sroka75 Re: Za duża wiedza niesprzyja porodowi... 08.12.10, 15:13
      niektórym to trudno dogodzić..;)
      • ieb Re: Za duża wiedza niesprzyja porodowi... 08.12.10, 16:27
        Nie do końca się zgodzę. Jeśli mamy pewność, że będziemy rodzić z położną, której na 100% ufamy, to wiedza nie jest potrzebna, wystarczy poddać się instynktowi i o nic nie martwić. Natomiast jeśli musimy rodzić w polskim szpitalu, to trzeba mieć wiedzę, żeby walczyć o swoje zdrowie (np. ochrona krocza), komfort i godne traktowanie, żeby nie dać sobie wmówić, że "tak ma być i już", kiedy personel patrzy na swoją wygodę, a nie na dobro pacjentki i jej dziecka.
    • kropkaa Re: Za duża wiedza niesprzyja porodowi... 09.12.10, 23:59
      E tam. Ja, gdybym nie wiedziała co się święci, trafiłabym do szpitala;)
    • katarzynaoles Re: Za duża wiedza niesprzyja porodowi... 10.12.10, 10:14
      No, ja Pani postu wyciągnęłabym zupełnie inny wniosek :). Bo to, że kobieta na pewnym etapie porodu zaczyna prosić o to, żeby go zakończyć w jakikolwiek sposób albo ją dobić, jest zupełnie normalnym etapem, który przechodzą rodzące. Dzieje się to zazwyczaj pod koniec fazy rozwierania, niedługo przed II okresem porodu. Ten lęk, który się wtedy odczuwa (nawet dość gwałtowny lęk przed swoją śmiercią) to wybieg organizmu, który potrzebuje stymulacji do wydzielania adrenaliny. Adrenalina to hormon, który mobilizuje wszystkie siły organizmu w sytuacji podbramkowej - właśnie to pobudzenie i przypływ sił są potrzebne na ostatnim etapie porodu. Czyli u Pani wszystko było jak najbardziej prawidłowo i wychodzi na to, że wcale nie wiedziała Pani zbyt wiele, a raczej nie dość :). Pozdrawiam serdecznie :)
    • hydrazine Re: Za duża wiedza niesprzyja porodowi... 10.12.10, 11:34
      Hmm... Z jednej strony, gdyby nie wiedza zdobyta na tym forum, to pewnie dałabym się namówic lekarzowi na oksytocynę (na pytanie "po co?", opowiedział tylko o zaletach, a właściwie o jednej - że szybciej urodzę). Ja tu super-skurcze, rozwarcie postępujące błyskawicznie, a doktorek chciał jeszcze przyspieszać - nie chcę wiedzieć, co by było, gdybym się zgodziła.
      Z drugiej jednak strony, nadmiar wiedzy w moim odczuciu mi zaszkodził - do teraz mam wrażenie, że nie potrafiłam się do końca "wyluzować" i wyłączyć myślenia. Ciągle coś mi przeszkadzało, ciągle analizowałam sytuację w głowie, coś w stylu "acha, to teraz dzieje się to, a potem będzie tak, a jeśli nie, to co ja zrobię?". Uważam, że mnie to rozpraszało, niestety...
    • nisiabu Re: Za duża wiedza niesprzyja porodowi... 11.12.10, 22:00
      Urodziłam dwoje dzieci w domu i uważam, że wiedza jak najbardziej mi pomagała. W pierwszej ciąży bardzo dużo czytałam zarówno relacji, opisów, chodziłam do szkoły rodzenia. Ważne jest to, że dowiedziałam się, że porodem steruje stara część mózgu, którą nie umiemy sterować. Przeszkadza w tym myślenie logiczne (np. wywiad w izbie przyjęć itd). Czyli musimy się poddać temu co się dzieje, choć nie jest to łatwe - trzeba zaakceptować ból. Wiedziałam też, że jest coś takiego jak kryzys 7cm i to mi pomogło w odpowiedniej chwili. Oba porody były fantastycznym przeżyciem, a drugi bardziej, bo byłam jeszcze bardziej świadoma tego co się dzieje, szczególnie w drugiej fazie.
Pełna wersja