chocco79
14.03.11, 11:47
W 36 tyg i 3 dniu po poludniu (godzina 15) siedzac sobie spokojnie na kanapie poczulam lekki bol i pekl mi pecherz plodowy....chlusnelo woda na kanape.
Wiedzialam doskonale, ze jest za wczesnie na porod domowy (na taki sie szykowalam) wiec zadzwonilam do poloznej. Ona nie odbierala, zostawilam wiadomosc na linni alarmowej i spokojnie zadzwonilam do M. zeby porzucil prace i przyjchal do domu, bo sie mala pcha na swiat:)
W miedzyczasie polozna oddzwonila i wiedzialam juz ze musze przyjechac do szpitala. Wiec sie spakowalismy spokojnie i okolo 16.30 bylismy w szpitalu. Mialam lekkie bole, ale ze zmienna regularnoscia.
Po podlaczeniu do KTG przez okolo godzine mialam ciagle bole, ale nie pokazywaly sie na wykresie, wiec polozne stwierdzily, ze jeszcze mnie poobserwuja, ale prawdopodobnie porod sie nie zaczal.
Dostalam kolacje i po kilku gryzach kanapki stwierdzilam, ze boli znacznie bardziej...
okolo 18 mialam juz solidne bole z regularnoscia okolo 5 minut i najwygodniej mi sie stalo oparta o lozko.
Jak przyszla polozna, to zdecydowala sie mnie zbadac i zobaczyc czy jest rozwarcie - ja ja do tego przekonywalam, bo czulam ze cos musi sie dziac:) ona sie smiala, ze to za szybko i na KTG nic nie bylo widac, wiec na rozpoczecie porodu bede musiala jeszcze poczekac.
Jak mnie zbadala, to stwierdzila z zaskoczeniem, ze mam 5 cm rozwarcia!
Dla mnie ulga niesamowita...czyli jednak sie zaczelo i te bole nie sa tylko zapowiedzia.
Przeszlismy do sali porodowej, znowu podlaczono mnie do KTG i juz bylo widac peaki:)
za godzine (okolo 20) bol byl juz naprawde silny a skurcze nachodzily falami i prawie nie bylo miedzy nimi przerwy...na zmiane stalam przy lozku i troche lezalam..
W pewnym momencie poprosilam polozna o zastrzyk przeciwbolowy - zanim go dostalam zbadala mnie ponownie i stwierdzila z usmiechem - juz niepotrzebny, mam 10 cm i mozesz przec:)
Dziecko bylo mniejsze niz powinno, wiec zeby mu ulatwic porod zostalam nacieta, przeciwko czemu lekko protestowalam:) ale przy wczesniakach taka jest procedura..do tego mala ustawila sie twarzyczkowo wiec musial sie szybko urodzic.
Nacieto mnie w znieczuleniu i przy 3 serii partych moja coreczka pojawila sie na swiecie - bylo godzina 21.30
Czyli cala akcja porodowa trwala 2 godziny 30 minut:)- bol zapomnialam natychmiast..nie wierzylam ze to mozliwe, a jednak...
Zaluje tylko, ze musialam rodzic w szpitalu, ze na koniec sama sie dobrowolnie polozylam na plechach, ze musialam zostac nacieta i ze z racji niskiej wagi coreczki porod byl pospieszany i ze musiala trafic do inkubatora, wiec nie moglysmy sie spokojnie poznac. Dostalam ja na piersi, ale na bardzo krotko..
Ciesze sie niesamowicie, ze wszystko dobrze poszlo, inaczej niz sobie wyobrazalam, ale nie mialam na to wplywu..