niebigran
22.03.11, 12:26
Witam
Od mojego porodu minelo pol roku, a ja wciaz sie zastanawiam, czy rzeczywiscie nie mozna bylo uniknac reanimacji synka zaraz po porodzie i jego 5-dniowego pobytu na oddziale neonatologiczym (rodzilam poza Polska). Synek jest teraz super zdrowy, rozwija sie pieknie, ale wydarzenia "okoloporodowe" byly dla nas bardzo ciezkie, tym bardziej, ze zupelnie nieoczekiwane.
Ale od poczatku:
Ciaza moja przebiegala wzorowo, nie mialam zadnych wiekszych problemow poza oczywistym zmeczeniem pod koniec. Bylam bardzo aktywna, plywalam regularnie 2x w tygodniu, pracowalam do 3 tyg przed wyznaczona data porodu. USG 32 tyg. ciazy (ostatnie) wskazalo, ze synek wazy 2,5 kg, czyli w 40 tyg powinien wazyc miedzy 3,8 a 4,2 kg (absolutnie wg lekarki nie bylo to wskazaniem do cesarki ani do jakiegos specjalnego monitorowania wielkosci dziecka).
Synek sie spoznial, w 4-tym i 7-mym dniu po wyznaczonej dacie porodu mialam KTG- ok, skurcze byly, ale nie za czeste. Po poludniu ok 14 godz. 7-go dnia po dacie zaczely sie coraz bardziej regularne skurcze. O 17 godz. weszlam do wanny, skurcze nie ustapily, o 23 godz. pojechalismy do szpitala- mialam juz 4 cm rozwarcia. Nie chcialam na razie epiduralu, do 2 w nocy rozwarcie doszlo do 7 cm. Weszlam do wanny, po godz. zadnego postepu rozwarcia. Polozna zaproponowala przerwanie pecherza plodowego, aby przyspieszyc skurcze, zgodzilam sie, swiadoma, ze oznacza to wiekszy bol. Rzeczywiscie, bol byl wiekszy, ale postepu rozwarcia dalej niet. Wyszlam z wanny, przybyla ginekolog, zaordynowala epidural i dzialanie na przyspieszenie rozwarcia (oksytocyne). Od 7 do 10 godz. "odpoczelam", o 10: 30 mialam juz 10 cm i moglam przec. Monitoring akcji serca dziecka caly czas ok. Parcie trwalo...godzine, 'maly' byl wcale niemaly (ponad 4 kg jak sie okazalo po fakcie). W momencie wyjscia glowki ginekolog zauwazyla, ze szyjka byla okrecona pepowina. Przeciela pepowine od razu...ale dziecko zablokowalo sie w kanale rodnym, ramionka byly za szerokie. Kiedy wreszcie wyszlo cale (po tym jak polozne rzucily sie cala sila na moj brzuch) bylo przyduszone, z zanieczyszczonym plynem owodniowym w plucach. Reanimacja przez 6-osobowa ekipe pediatrow i pielegniarek w salce obok, 15 min pod tlenem, zobaczylam synka sekunde w inkubatorze gdy transportowany byl na oddzial intensywnej terapii noworodkow.
Potem w skrocie: 5 dniowa obserwacja, badania, na szczescie wszystko dobrze sie skonczylo. Ale ja sie zastanawiam: gdzie byl blad? Czy ja cos moglam zrobic zeby uniknac takiej sytuacji? Czy do drugiej ciazy zmienic ginekolog prowadzaca, czy gdzies byl jej blad (zlekcewazenie wagi dziecka? za wczesne przeciecie pepowiny?).
Dziekuje z gory za opinie. Dobrze jest to wszystko wyrzucic z siebie :)