bunny_blue
03.04.11, 21:47
Witam,
wiem, że to może nie do końca miejsce na mój post, ale może doświadczone mamy coś poradzą.
Miesiąc temu urodziłam Hanię ;)
Zostałam niestety nacięta, w dodatku praktycznie w tym samym miejscu co w czasie pierwszego porodu.
Szwy "wyjmowalne" zostały wyjęte, zostały mi tylko rozpuszczalne.
Powoli poprawiała się, że tak powiem, jakość życia i nagle,
kilka dni temu, zaczęłam odczuwać straszliwy ból w miejscu cięcia.
Byłam u lekarza po sąsiedzku i podjechałam nawet na izbę przyjęć.
Podobno wszystko jest zagojone prawidłowo. :/ Żaden szew nie puścił.
Lekarz na IP powiedział, żebym wzięła apap i czekała aż przejdzie. (Pani jest przewrażliwiona)
A ja ledwo chodzę. Ledwo mogę siedzieć. Boli mnie nawet jak kicham albo się śmieję :S
W miejscu cięć mam dosyć duże zgrubienie. Jakieś 3cm.
Czy faktycznie coś takiego może się pojawić i rozejdzie się samo? Co to może być za cholerstwo?
Jutro będę u swojego lekarza prowadzącego, ale może ktoś miał podobne doświadczenia.
Jestem strasznie sfrustrowana, bo nikt nie pytał mnie o zgodę na cięcie. :(
Chwilę po tym, jak na świecie pojawiła się Hania, usłyszałam:
" Musieliśmy Panią naciąć. Jeżeli chce Pani żebym panią zszyła musi Pani podpisać zgodę na cięcie. Jak pani nie podpisze - nie zszywam, he he"
Jak już tną człowieka, to mogliby chociaż zadbać, żeby wrócił do stanu względnej używalności.
Wrrr