Moje dwa porody.

01.05.11, 09:07
Czytałam to forum jeszcze PRZED, potem miałam dużo innych zajęć ;-) A teraz wreszcie mogę napisać.

Pierwszy - od A do Z w szpitalu, wywoływany oksytocyną, "poganiany" oksytocyną, dalej zzo, mąż nie wiadomo po co, ból do zniesienia, ja spokojna i "kulturalna", rutynowe nacięcie krocza. Całość trwała 14 godzin, męczących od początku. Po porodzie byłam wykończona, córeczka też.

Drugi - większość czasu w domu. Pierwsze skurcze ok. 18, na porodówce byliśmy o 8 rano. Poród nastąpił o 11. Bez oksytocyny, bez zzo, bez nacięcia. Bolało jak diabli, mąż - najcudowniejsze lekarstwo, super pomoc, bez niego nie dałabym rady. Wrzeszczałam, kopałam, nigdy nie zachowywałam się gorzej. Po którymś skurczu partym położna każe dotknąć mi ręką krocza - czuję główkę!!! Cud, prawdziwy cud. O dziwo po drugim porodzie byłam o wiele mniej wymęczona, a dziecko nadzwyczaj spokojne.

No i podsumowanie: jeśli jesteście przekonane, że dacie radę urodzić tylko ze wspomaganiem, to ja jestem przykładem, że niekoniecznie. Że warto znieść ból porodowy, że da się, i że na końcu zdarza się prawdziwy cud. A wy o dziwo będziecie w lepszej formie, po porodzie po prostu wstaniecie. Jeśli będę miała trzecie dziecko, urodzę je w 100% naturalnie, bo tak jest po prostu lepiej.

Dodam, że rodziłam w b.dobrym szpitalu, gdzie mogłam wybrać pozycję do porodu, byłam tylko z mężem i położną, a dziecka nie zabrano na ważenie i mierzenie, tylko otulono ciepłymi pieluszkami "wygrzanymi" na klacie męża :-) i położono przy mojej piersi.

    • katarzynaoles Re: Moje dwa porody. 01.05.11, 12:10
      Jak to dobrze czytać takie posty! Gratuluję narodzin :). Bardzo to ważne dla tych, które się boją i dla tych, którym brakuje wiary we własne siły - dziękuję, że zechciałą się Pani podzielić z innymi swoimi przeżyciami. Pozdrawiam :)
      • justcam Re: Moje dwa porody. 03.05.11, 14:32
        Gratuluję właśnie świetnie ujełaś to co tak trudno wytłumaczyć osobie która nigdy wczesniej nie rodziła naturalnie lub wcale
    • milamala Re: Moje dwa porody. 03.05.11, 23:13
      Niestety nie ma jednej obowiazujacej reguly co jest lepsze (np. brak znieczulenia). Ludzie sa rozni i roznie reaguja na bol, rozne maja porody itp. Rozne tez bywaja efekty. Moja przyjaciolka dzieki znieczuleniu urodzila. Umordowana po podaniu znieczulenia odzyskala sily na parcie.
      Gratulacje, ze tak dobrze poszlo. I tylko wielak szkoda, ze w kwestii porodow nie da sie ustalic jednej obowiazujacej, najlepszej reguly.
      • vanilla4 Re: Moje dwa porody. 04.05.11, 13:30
        zgadzam się z przedmówczynią. Mnie akurat zzo pomogło a i opis drugiego porodu skłania mnie ku niemu raczej niż odstrasza ;-). Serdecznie gratuluję!
    • dziub_dziubasek Re: Moje dwa porody. 04.05.11, 14:23
      To ja też napiszę.
      Pierwszy poród- oksy na dzień dobry, ktg i łóżko, zero informacji o postępach, lewatywa, masaze szyjki, nacięcie itd. W sumie 20 godzin (zzo pod koniec było wybawieniem, a anestezjologa do konca życia postrzegac będę jak anioła). Dziecko oczywiście bez słowa natychmiast zabrane na oddział- podobno trzeba było, ale nikt mi nic nie wyjaśnił. Potem na oddziale położniczym brak pomocy, opryskliwy personel (były wyjątki- połozne i lekarze z powołania, ale generalnie kiepsko), brak informacji- czułam się jak piąte koło u wozu..
      Drugi poród- pojechałam już z rozkręconą akcją (skurcze co 3 minuty) do innego szpitala, położna na IP zaspana, ale bardzo sympatyczna, trafiliśmy do osobnej salki, nikt mi nie dawał żadnych kroplówek, położna zaproponowała piłkę, co jakiś czas zaglądała sprawdzić co tam słychać. Jakiś taki spokój był w tym szpitalu. Jak odeszły mi wody nie byłam w stanie oddychać tak silne miałam skurcze, to kazała mi się nie wstydzić tylko krzyczeć, bo wtedy też się oddech łapie. No to się darłam, położna razem z mężem masowali mi plecy i po godzince takiej męczarni córka po prostu ze mnie wyskoczyła w drugim skurczu partym. dzieko wylądowało na moim brzuchu i sobie tam leżało, lekarz zerknął na małą, powiedział, zer zdrowiutka i dopiero po karmieniu pojechala z tatą na dokładniejsze oględziny. Oddzial połozniczy- bajka w porównaniu z pierwszym szpitalem- miły, pomocny personel- nawet przeziębienie mi wyleczyli :)- pomoc o każdej porze dnia i nocy.

      Z perspektywy widzę różnice w zachowaniu moich dzieci- starszak jest bardziej nerwowy, niecierpliwy, płaczliwy, a Młoda jest oazą spokoju i mam wrażenie, że ma to wiele wspólnego własnie z początkami na tum świecie.
      • maman3 Re: Moje dwa porody. 04.05.11, 22:40
        Dziubasek, pochwal się, gdzie rodziłaś drugi raz :) , im też będzie miło.
        • dziub_dziubasek Re: Moje dwa porody. 05.05.11, 08:05
          Św. Zofia w Warszawie. Jesli przyjdzie mi rodzić kolejny raz to tylko tam, chocby i na korytarzu IP ;)
          • silvik Re: Moje dwa porody. 05.05.11, 10:44
            Witam:-)
            To może ja też opiszę swoje porody?:-)

            Pierwszy: Podobno najlepszy szpital, z najlepszym sprzętem...
            Przyjechałam ze skurczami co 4 minuty, rozwarcie na 4 cm. Decyzja- pani szybko urodzi!:-)))
            Było to o godz. 22.30...
            Podłączono mnie do KTG, dano oksytocynę, kazano cały czas leżeć...Na początku słyszałam: "Pani zaraz urodzi..." Potem przestano...Koszmarny ból, nie było widać końca tej rzeźni. Mąż załamany, widział, że coś jest nie tak...Ja prosiłam tylko, żeby to się skończyło...Nie mogłam nic pić w tym czasie (ani jeść- to akurat mi nie przeszkadzało...) ale PIĆĆĆĆ. Mogłam mieć tylko zwilżane usta. KOSZMAR
            Dziecko za duże, nie mogło się przecisnąć (synek po urodzeniu miał 4 070g). Usłyszałam tylko, że za późno na cesarkę:-( MUSZĘ urodzić naturalnie...
            W końcu o godzinie 15.55 przy użyciu próżnociągu i wyciskaniu urodził się synek- siny, wymęczony. Dostał 6 punktów...Ja przerażona, czy dziecko jest zdrowe...

            Przez kilka lat bałam się zdecydować na drugie dziecko...W końcu decyzja- chcę drugie dziecko, różnica między dziećmi 7 lat...i strach jaki będzie poród?

            Poród drugi: Osiem miesięcy temu:-)
            Inny szpital,ja tym razem sama (mąż nie chciał "powtórki z rozrywki"- ja nie miałam wyjścia:-PPP
            O 0.15 odeszły mi wody (byłam już w szpitalu- bo już po terminie), rozwarcie na 3 cm, delikatne skurcze co 4 min.
            Zaprowadzili mnie na porodówkę. Miałam do dyspozycji prysznic, worek sako, długi korytarz na którym mogłam całą noc spacerować, nieograniczoną ilość wody do picia, miłe położne z którymi rozmawiałam z przerwami na moje skurcze, gdy gubiłam wątek rozmowy:-)))
            Przyszły skurcze parte, ja jeszcze na worku sako (tam miałam nawet podłączone KTG- wszystko z myślą o rodzącej:-) Dopiero na sam koniec przejście na łóżko i w trzech skurczach partych wyskoczyła córeczka- różowa, zadowolona- zaraz ją dostałam w objęcia).Nawet nie zapłakała. Waga 4220g. Była godzina 8.20.
            Nikt nie musiał mi mówić, że wszystko jest dobrze, ja to czułam- mała dostała 10 punktów:-)))
            To był najcudowniejszy moment mojego życia- jeszcze ją widzę w tych pierwszych sekundach, minutach po urodzeniu...Ciągle powtarzałam zapłakana- DZIĘKUJĘ, JAKA ONA ŚLICZNA, DZIĘKUJĘ I ZNOWU ŁZY CIURKIEM MI LECĄ:-))))
            Gdyby taki był pierwszy poród, szybciej zdecydowałabym się na drugie dziecko...
            O godz. 11 byłam już pod prysznicem a dwa dni po porodzie zostałyśmy wypisane do domu.

            Nie było żadnego baby blues (jak za pierwszym razem). Ja spokojniejsza, szczęśliwsza. Córka- ostoja spokoju, ładnie śpi, prawie wcale nie płacze, jest ciągle uśmiechnięta...
            Wszystkim życzę takiego porodu:-)))
            Pozdr. mama uroczej dwójeczki:-)
            • klarci Re: Moje dwa porody. 05.05.11, 19:42
              jak Was czytam, to mi się uśmiech pojawia na buzi.
              i ja na to liczę, że po pierwszym trudnym (w subiektywnej ocenie) i zmedykalizowanym porodzie, o drugi zadbam na tyle, że kiedyś napiszę podobnie jak Wy :)
Pełna wersja