malwes
12.12.11, 13:17
...co przyniosły ostatnie dwa lata.
Piszę, bo naszły mnie właśnie takie refleksje...pierwszego synka rodziłam na Karowej. W 2004 roku. Mimo dostępności literatury i powolutku klujących się "zalążków" odmedykalizowania porodów, to były jeszcze niestety czasy kiedy rządziła kroplówka z oxy i leżenie na plecach. Nie wspominam tych czasów dobrze - mimo, że wtedy wydawało mi się, że byłam świetnie zaopiekowana. Dopiero lektura publikacji Ireny Chołuj, i to forum, dzięki Pani Katarzynie, otworzyły mi oczy, że to jak rodziłam wtedy, to nie było najlepsze co mogło spotkać mnie i moje dziecko. Na szczęście wtedy mimo wszystko miałam intuicję, która np. kazała mi wykorzystac sprzeczkę między położną a lekarzem (:/) i ukucnąć, dzięki czemu urodziłam od razu, a nie jak sugerował lekarz, przy pomoc kleszczy (czego chciała uniknąć położna, stąd sprzeczka).
Przy drugiej ciąży "obłożyłam się" więc odpowiednią literaturą czyli Ireną Chołuj, Preeti Agrawal, itp, oraz laptopem głownie z tym Forum plus oczywiście Funbdacja Rodzić po Ludzku, strona Dobrze Urodzonych, Chustomania, filmy Birth as You Know it...itp. Zaparłam się, że urodzę w szpitalu przy Żelaznej, umówiłam się z położną....no i cały poród zajął mi niespełna godzinę z czego osiem minut w Św. Zofii a wcześniej dom i taksówka. Jakbym wiedziała, że tak będzie, to bym się nie ruszyła z domu :D. A tak na poważnie to sprawdziło się wszystko, o czym pisała pani Irena - i ta dziwna "świadomość tego co się dzieje", i jakaś magiczna siła, determinacja i "dzika radość" że to już, ciężko nawet powiedzieć, że to mnie jakoś szczególnie bolało. Urodziłam trochę stojąc, trochę klęcząc, w zasadzie bezparciowo (oj sprawdziła się ta opisywana przez panią Irenę siła skurczów tak, że nie byłam w stanie podnieść nogi, tak mnie ciśnienie "wbiło w ziemię". Maluszek nie płakał, pepowina spokojnie przestała tętnić...była cała ta magia o której czytałam. Do tego stopnia, że załapałam chwilową depresję rozpaczając, że nie wiedziałam tego wszystkiego przy starszym dziecku, że nie dałam mu szansy na tak dobry początek...
Potem dzieciaki rosły zdrowo a ja pilnie śledziłam plan wprowadzenia standardów do szpitali....
Potem starszak poszedł do szkoły, młodszy do przedszkola i trochę inne problemy zaczęły zaprzątać głowę.
Ale idą Święta, rodziłam obu synów w styczniu więc ten czas grudniowego oczekiwania nadal mam w pamięci....i napiszcie mi proszę....czy te ostatnie dwa lata coś zmieniły, czy rzeczywiście udało się wdrożyć w życie te wszystkie standardy o które Fundacja i w zasadzie my wszystkie pośrednio, z panią Kasią na czele....
Pani Kasiu - a jak z Pani perspektywy....jak z doświadczeń....? Czy ostatnie lata przyniosły znaczącą zmianę?