zabelka24
23.02.12, 23:13
02.02.2012 - Szymon przyszedł na świat w ekspresowym wprost tempie - o 17.03 wjechałam na teren szpitala a o 18.06 był już z nami :-). Bałam się, że nie dojadę do szpitala. Skurcze zaczęły się ok 15.30, ale że już wcześniej miałam kilka fałszywych alarmów postanowiłam poczekać chwile w domu (o szpitala mamy jakieś 20 minut, ale nie wzięłam pod uwagę, mogących wystąpić w tym czasie korków) Jednak o 16 byłam już ostro spanikowana i dzwoniłam po przyjaciółkę oraz do szpitala, że jadę. M na szczęście czekał już przed szpitalem na nas.
Rodziłam z fantastycznymi położnymi, które 'kazały' mi robić to co dyktuje mi moje ciało i one były naprawdę dla mnie. Oddychały ze mną, proponowały różne pozycje, w których byłoby mi najwygodniej. Były bardzo delikatne, pytały czy mogą mnie zbadać, czy chcę skorzystać z gazu albo czegoś przeciwbólowego. Do pęknięci pęcherza płodowego, siedziałam na piłce, trzymając się M, a moja przyjaciółka trzymała mi na plecach gorące prześcieradło. Potem przeszłam do klęku i tak właśnie chyba w pięciu parciach, urodził się Szymon. Jest bardzo duży - 4740 to jego waga urodzeniowa, więc trochę popękałam, ale ani razu nie czułam bólu czy ciągnięcia po szyciu, jak i później - naprawdę kawał dobrej roboty.
Szymon, ze względu na wagę, miał robione trzy próby cukrzycowe, wyniki są idealne, więc na szczęście jest po prostu dużym, zdrowym chłopcem :-).
Już następnego dnia wieczorem wypisali nas do domu.
Wiem, że wiele osób narzeka na opiekę medyczną w Irlandii, ale jeśli rodzić to tylko tu ;-)