brze-czyk
03.09.12, 16:09
kolejna 3 ciąża a właściwie 3 poród.
Najpierw kontrola bo 40 tydz. ciąży i okazało się rozwarcie na 4 cm. lekarz kieruje mnie na szpital a ja postanawiam zaczekać na męża bo skurczów brak
na ktg zapisany był 1 skurcz 80%
Następnego dnia była sobota a mąż w domu więc wypiłam olejek na przeczyszczenie Zadziałał miałam mega biegunkę i dostałam 3 mega skurczy a potem się wyciszyło ale nie całkowicie. Skurcze były co 7 a potem spadło szybko do 4. bolały mnie plecy i czułam że to TE skurcze. jednak w ciągu 4 gdz nie nasiliły się co prawda wydłużyły się z 25 do 40 sekund ale nie były uciążliwe. Leżenie, chodzenie, kąpiel nie wyciszyły skurczy. W końcu gdy nie mogłam znieść spojrzenia męża mówię jedzmy zobaczyć co się dzieje.
W szpitalu jeszcze bardziej się wyciszyły i pisały się na poziomie 18%, potem prawie zanikły. Zostałam przyjęta na oddział po 2 gdz pękł pęcherz i pojawiły się znów słabiutkie skurcze.
Tym razem zapis na ktg był zadziwiajacy. jak miałam skurcz to spadał a jak rozkurcz to wzrastał do 20%. śmiesznie mało. Położna z ginekologiem coś między sobą rozmawiali i naradzali się. Stwierdzili poczekamy. po gdz zapisów ból się trochę nasilił i był męczący ale ktg nadal nie pisało skurczy a najwyższy poziom to 25%. Mówiłam im że coś nie tak z maszyną kilka razy ustawiali czujniki ale zapis bez zmian. decyzja idziemy na usg. Aja wstając z łóżka mówię że strasznie mnie tyłek boli. Po przejściu kilku kroków proszę by nie tak szybko bo nie dojdę. położna się pyta czy mam skurcz a ja mówię że nie tylko czuję że zaraz malec mi wypadnie. Młodsza położna co jest? Starsza dawaj szybko łóżko bo ta pani rodzi 3 raz i wie co mówi. Okazało się że mam rozwarcie na 8 i zgłosiłam im poczatek skurczy partych. w rekordowym tępie obijając łóżkiem ściany zawiozły mnie na usg a potem spowrotem na porodówkę do zdziwionego męża bo jeszcze przed usg gadaliśmy że chyba nieprędko urodzę położna przytaknęła wtedy bo analizowała wykres który określiła na słabiutki.
Wróciłam na porodówkę znów podpieli mnie pod maszynę. Kazali mi przeć ale wtedy jeszcze nie miałam potrzeby parcia- zrobiłam co mi kazali. po 5 czy 6 sekundach nastąpiły 2 samoistne skurcze. położna krzyczy że mam nie przeć a ja że nic nie robię(nawet mi się te skurcze podobały bo nie bolały) potem nastąpiło coś czego nie rozumiem. przy następnym skurczu ginekolog naparł mi ramieniem na brzuch i wycisnął dziecko 4 kg dziecko. Sądzę że to nie było potrzebne tylko potwornie bolesne.
Mam wrażenie ze zapis na ktg był czymś bardziej ważnym dla nich niż moje odczucia.
Po urodzeniu dziecka pochwalili mnie i stwierdzili ze jakby wszystkie tak rodziły to nikt by nie wiedział gdzie jest porodówka.
Dlaczego więc zachciało im się wyciskania? Tętno było ok wszystko ok a ja miałam jeszcze tyle siły...
I jak to się stało że mając tak słabe skurcze urodziłam? w szpitalu powiedzieli mi że mam się cieszyć że miałam taki ładny poród. W sumie poród 2 dziecka też 4 kilogramowego bardziej podobał mi się choć miałam bardzo bolesne skurcze i sama wypierałam dziecko to byłam bardziej zadowolona.
Niestety wszystkie porody były w pozycji leżącej bo tak im bezpieczniej...