mary_an
23.11.12, 15:46
Jeszcze mi zostalo sporo do porodu, ale zaczelam duzo czytac i im wiecej czytam tym wiecej mam pytan.
Juz na innym forum dowiadywalam sie, jak to jest z przebijaniem pecherza plodowego - podobno wcale nie jest to do niczego potrzebne i porod moze sie zaczac nawet, jesli pecherz przedtem nie peknie - bo w koncu i tak peknie. Moze to Pani potwierdzic?
Teraz juz w moich badaniach doszlam do kolejnego etapu porodu, ktory mnie zainteresowal - przecinanie pepowiny. Z tego co wiem, najczesniej przecina sie od razu po przyjsciu dziecka na swiat. Czytalam natomiast, ze sa ludzie co wierza, ze nie powinno sie nigdy przecinac pepowiny (porod lotusowy). Aborygenskie plemiona robia tak od wiekow. Przez kilka dni/tygodni nosza za dzieckiem w misce lozysko przyczepione do dziecka pepowina. Skoro sa ludzie, ktorzy w ogole nigdy nie przecinaja pepowiny, to rozumiem, ze nie jest to wcale pilny zabieg? Rozumiem, ze pepowine sie przecina, bo juz nie jest do niczego potrzeba, a ucina sie jak najkrocej, zeby nie zawadzala. Teraz pytanie - kiedy wlasciwie trzeba ta pepowine przeciac? Mozna poczekac parenascie minut/wiecej czasu? Dlaczego w naszej kulturze standardowo po porodzie pepowine przecina sie praktycznie od razu?