Do P. Doktor - nacinanie krocza

25.11.05, 12:57
Pani Doktor, bardzo proszę o odpowiedź, to dla mnie ważne, nie tyle z
medycznego, co psychologicznego punktu wqidzenia... czy są jakieś ćwiczenia,
masaże, nie wiem - cokolwiek, co mogłoby mi zwiększyć szansę na to, że
podczas porodu nie musiałabym być nacinana? Bardzo mnie to przeraża, spędza
sen z powiek, nie moge spać - koszmary. Mój lekarz się śmieje, traktuje jak
nawiedzoną i twierdzi, że u pierwiastki to jest oczywiste postępowanie
(podobnie zresztą jak położna w przychodni). Wiem, że są kobiety, które nawet
przy pierwszym porodzie nie musiały być nacinane. Może i ja mam szansę? Jak?
    • falafala Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 25.11.05, 14:54
      Na tym i na forum [ciaza i porod] jest duzo watkow na ten temat. Znajdziesz tam
      sposoby na przygotowanie krocza do porodu, nigdy nie masz gwarancji czy nie
      bedzie "koniecznosci" naciecia, ale sprobowac warto. Moze tez w szpitalu
      bedziesz miala polozna, ktora nie bedzie sie "smiac" tylko postara sie o ochrone
      krocza przy porodzie. Dziwny ten twoj lekarz :-(
      • s79 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 27.11.05, 00:44
        Dzięki, wiesz - problem polega na tym, że nie wiem, które z tych wątkowych
        porad są słuszne i skuteczne, bo tez chodzi o to, żeby sobie więcej szkody niż
        pożytku nie narobić...
        • lirio Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 27.11.05, 20:51
          Jest taki balonik za ok. 300zł Epi-No do ćwiczenia krocza - skuteczności nie
          znam, kiedyś był na allegro.
          Jeżeli boisz się bólu to ja jestem 2 miesiące po pierwszym porodzie i byłam
          nacinana. Na początku kombinowałam, żeby coś zrobić, najpierw wymyśliłam poród
          w wodzie - tam też nacinają, potem balonik - cena masakryczna. I nie wciskam
          bzdur, że chciałam sama decydować o swoim ciele itd... po prostu się bałam,
          cały poród czekałam na nacięcie i jak ono nastąpiło to nic, absolutnie nic nie
          czułam.
          Szycie, owszem mało przyjemne ale to z winy lekarza, po pierwsze chamski z
          natury, po drugie zmiana dyżuru, do domu mu się paliło i nie znieczulił dobrze.
          Po porodzie nie czułam nacięcia, śmigałam, siadałam. Przemywałam tantum rosa i
          już.
          Mam nadzieję, że dzięki temu w przyszłości nie będę miała dolegliwości
          zwiazanych z porodem bez nacięcia.
          • s79 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 27.11.05, 22:55
            No to tylko pozazdrościć, że tak łatweo poszło...
    • mal20 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 28.11.05, 13:41
      nacinanie krocza zależy tylko i wyłącznie od lekarza lub położnej, niestety
      żeby wydostać dziecko bez nacięcia to lekarz musi się troche nagimnastykować
      tzn. musi kucnąć nad kroczem, schylić się itd
      teraz lekarz siada na krześle i nacina jak mu pasuje, bo to jest wygoda,
      przy nacinaniu krocza nie chodzi tylko o ból, bo go nie czuć w ogóle, ale o
      blizny na kroczu, które zostają po porodach i negatywnie wpływają na odczucia
      seksualne
      • bozka171 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 28.11.05, 19:09
        Witam
        Ja rowniez mialam nacinane krocze podczas porodu, trafilam na super polozna i
        lekarzy i wykonano to wlasciwie bezbolesnie - na pewno tego nie poczujesz. Gdy
        urodzila sie juz moja coreczka i polozono mi ja na piersiach to w ogole juz nic
        nie czulam, slyszalam tylko zarty lekarza z moim mezem, 9ktory zreszta trzymal
        sie super dzielnie), ze teraz zabieramy sie do rzemiosla tj. szycia. Dzieki
        znieczuleniu w ogole tego nie czujesz a jesli tak to trzeba poprosic o powtorne
        znieczulenie. Dla mnie osobiscie na wszelkie obawy zwiazane z samym porodem
        rozwiazaniem jest porod z mezem, wtedy krzywdy Ci nie zrobia. Moja rana zagoila
        sie bardzo dobrze i szybko, szwy zdjeto mi jeszcze w szpitalu, w ogole nie
        musisz myslec o nacieciu jako o strasznym bolu. Trzeba tylko delikatnie lecz
        dokladnie pielegnowac rane po porodzie (ja tez uzywalam Tantum rosa). Chyba
        lepsze jest naciecie planowane, niz ryzyko pekniecia nieplanowanego, ktore na
        pewno gwarantuje wieksze komplikacje. Takze nalezy je traktowac jako wlasciwe
        postepowanie szczegolnie przy pierwszym porodzie, jesli taka koniecznosc widzi
        lekarz i polozna. Nie obawiaj sie, naprawde to nie jest takie okropne i wcale
        nie ma gwarancji, ze bedziesz miala je wykonane
        pozdrawiam :-)
        • majowa-panna Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 29.11.05, 00:05
          No ale nie wszystkie rodzące kobiety mają takie szczęscie jak ty - przejść
          przez to tak "bezboleśnie" i z humorem. Jeśli w szpitalu w którym chce rodzić
          autorka wątku wszyscy mają takie średniowieczne poglądy na nacinianie jak jej
          położna i lekarz to choćby się nie wiem jak gimnastykowała przed porodem to
          pewnie korzystając z reguły "taśmociągu" czyli tniemy wszystkie jak leci... i
          tak ją natną... smutna ta polska rzeczywistość.
          • s79 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 30.11.05, 01:10
            Też nie umiem tak optymistycznie spojrzeć na tę kwestię - i właśnie chyba
            właśnie ta postawa, z której wynika, że nacięcie to coś normalnego, przez
            co "każda musi przejść" przyprawia mnie o bezsenność. Nie rozumiem dlaczego
            miałabym iść jak kurczak na rzeź nie mjając nic do powiedzenia.. Doceniam
            pociszenia, że da się to przezyc i nie jest takie straszne, ale czy to w
            jakikolwiek sposob ma złagodzić koszty psychiczne takiego "zabiegu".
            przepraszam, jeżeli ktoś uwaza, że jestem małostkowa i sie nad soba rozczulam,
            ale jakoś cięcia najintymniejszych okolic ciała nożycami chirurgicznymi nie
            potrafię potraktować jako czegoś ot po prostu - naturalnego. na szczęście na
            poród wybieram się do szpitala, gdzie ponoć są położne, które starają się tego
            uniknąc, bo gdybym byla skazana na taką postawe lekarza i poloznej do konca, to
            chyba zamiast na porodówce skonczylabym w psychiatryku na oddziale leczenia
            nerwic..
      • kasiaia Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 01.12.05, 20:53
        Niestety mijasz się z prawdą. Czy dojdzie do nacięcia krocza czy też nie, nie
        zależy od widzimi się lekarza. Są pewne wskazania do nacięcia krocza. Jeśli
        kobieta ma mało wytrzymałą skórę na rozciąganie to konieczne jest wykonanie
        nacięcia. Jeśli się tego nie wykona to może dojść nie tylko do samoistnego
        pęknięcia krocza, lecz również pewne nieprzyjemne dolegliwości na przyszłość np
        nietrzymanie moczy czy też stolca w wieku późniejszym.
    • troll30 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 30.11.05, 15:04
      Nie jest prawda, ze "kazda musi przez to przejsc" a tym bardziej kobieta
      rodzaca po raz pierwszy. Urodzilam 3 miesiace temu, nie bylam nacinana bo
      powiedzialam ze nie chce i nikt mnie nie zmuszal. Tez sie tego balam wiec
      zdecydowalam ze nie chce. Rodzilam naturalnie bez zzo (tez moja decyzja), mala
      wyskoczyla ze mnie dosc szybko, moze z 5 razy "popchnelam", naderwala mnie w
      jednym miejscu, zszyli mnie tam w pare minut. Przed porodem cwiczylam troche
      Kegla i z balonikiem Epi-no ale nigdy nie napompowalam do 10 cm. Aha,
      zapomnialam dodac ze nie rodzilam w Polsce, tu gdzie mieszkam decyzja o
      nacinaniu nalezala do mnie, ale gdyby zaszla taka koniecznosc to musieli by
      mnie naciac, na szczecie takowej nie bylo.
    • igulinda Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 30.11.05, 20:54
      ja tez nie bylam nacinana, i nie jest tak ze decyzja zalezy od poloznej czy
      lekarza tylko od elastycznosci i kondycji Twojego krocza. Nie robilam zadnych
      masazy ani nie cwiczylam z balonikiem. Troszke cwiczylam miesnie Koegla i
      rodzilam do wody. Polozne uznaly ze mam wystarczajaco rozciagliwe krocze i
      postanowily nie nacinac choc bylam pierwiastka. Pekla mi leciutko sluzowka i
      mialam jeden szew. Niestety mimo ze nie bylam nacinana szew czulam przez
      pierwszy miesiac wspolzycia po uplywie 4 tyg pologu. Staraj sie cwiczyc miesnie
      Koegla ( podczas siusiania) smaruj sobie krocze oliwka ( w przysiadzie)
      uprawiaj duzo seksu i badz dobrej mysli a na peewno bedzie wszystko ok!
      zycze powodzenia
      Iga
      • falafala Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 30.11.05, 21:03
        Hej hej... podczas siusiania (wstrzymywanie strumienia) cwiczenie miesni Kegla
        nie jest polecane u ciezarnych ze wzgledu na wieksza podatnosc na infekcje drog
        moczowych, za to cwiczyc nalezy w kazdym innym dowolnym momencie ;-)
        Troche o cieciu krocza z Fundacji Rodzic po Ludzku:
        www.rodzicpoludzku.pl/dyskusja/dyskusja_2.html#up
        • s79 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 01.12.05, 00:38
          Oj szczęściary z Was dziewczyny!!
          Obym i ja miała takiego farta..
          Dziś na wizycie, kiedy znów zaczęłam męczyć temat , położna powiedziała: "Nikt
          sie o to nie będzie pytał!!" i zasmiała się..Trudno zatem mówić o "własnej
          decyzji'. na szczęscie nie będę miała jej przy porodzie...
          • magdusia.c Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 01.12.05, 02:34
            Poczytaj sobie
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=10810025Pozdrawiam
          • magdusia.c Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 01.12.05, 02:35
            jeszcze raz

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=10810025
            • s79 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 01.12.05, 09:51
              Dzięki, znalazłam tuż po napisaniu wątku :-))
          • haganna Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 01.12.05, 11:23
            > Dziś na wizycie, kiedy znów zaczęłam męczyć temat , położna
            powiedziała: "Nikt
            > sie o to nie będzie pytał!!" i zasmiała się...

            No to obracasz się na pięcie i mówisz do takiej "profesjonalistki" "do nie-
            widzenia".
            Jak to nikt nie będzie pytał? Mają taki OBOWIĄZEK. Jest to zapisane w Karcie
            Praw Pacjenta, którą szpital ma obowiązek przestrzegać.
            • aisak01 Ja nie miałam nacinania 02.12.05, 21:39
              I to przy pierwszym dziecku. miałam jakieś malutkie pęknięcia i załżyli szwy
              rozpuszczalne, to w ogóle nic nie przeszkadzało. Na oddziale byłam jedną z
              niewielu kobiet, które mogły normalnie siedzieć (zresztą nie tylko siedzieć-
              byłam w pełni sprawna już następnęgo dnia). Pomogło pewnie to, że dziecko
              drobniutkie (i tak mała główka silnie się spłaszczyła), no i miałam "swojego"
              lekarza - nie przypadkowego z dyżuru.
              Radzę poszukać mądrego lekarza, no i pamiętać, kto tu jest klientem i ma prawo
              wymagać.
              I jeszcze jedno - to szycie wcale nie bolało.
    • kubek_w_kubek Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 01.12.05, 21:22
      Wiele dziewczyn pisze, ze lepsze jest naciecie niz niekontrolowane pekniecie,
      ale to chyba nie do konca jest tak. Pewnie co kraj to obyczaj, ale w Holandii,
      gdzie wlasnie mieszkam, nie nacina sie kobiet przy porodzie. Wskazaniem do
      naciecia jest uzycie kleszczy lub proznociagu. Przy "normalnym" porodzie kobiety
      sie nie nacina. Polozne tutaj twierdza, ze pekniecie lepiej i szybciej sie goi
      niz naciecie. Pekniecie jest czesto powierzchowne, peka skora i sluzowka, a
      naciecie zawsze obejmuje wszytskie warstwy - wraz z miesniami. Poza tym w szkole
      rodzenia polozna zapytala jak sadzimy, czy naciecie chroni przed peknieciem? I
      pokazal nam na kawalku materialu, ze latwiej jednak rwie sie cos, co jest
      naciete niz nienaciete. Dla mnie to wiele mowiacy przyklad. Oczywiscie nie jest
      tak, ze nie tna za wszelka cene i pozwalaja peknac az po odbyt. Jesli jest
      koniecznosc, to sie nacina, ale tylko W OSTATECZNOSCI. Tutejsze polozne sa
      wytrenowane jesli chodzi o tzw. ochrone krocza. W odpowiednim momencie zakazuja
      kobiecie przec, tak ustawiaja glowke dziecka zeby jak najdelitakniej wydostala
      sie z pochwy. Poza tym rodzi sie w roznych pozycjach, co tez chroni krocze.
      Jesli chodzi natomiast o przygotowanie krocza do porodu, to polecam Ci s79 masaz
      krocza. Kup w aptece czy sklepie zielarskim olejek ze slodkich migdalow (czysty,
      bez dodatkow). Jesli chcesz zastosowac ten masaz i chcesz dokladniejszych
      instrukcji, to napisz do mnie na adres gazetowy, to Ci posle instrukcje, bo
      teraz nie mam jej pod reka. Pozdrawiam!

      • sineira Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 06.12.05, 18:55
        Kubeczku, ale przy nacięciu ukierunkowuje się ewentualne dalsze rozdarcie w
        bok, a bez - leci po najmniejszej linii oporu. Koleżanka z pracy się upierała,
        że nie chce nacinania, mimo że lekarz w trakcie porodu próbował ją przekonać,
        bo widział, że dziewczyna ma kiepską tkanke łączną i pęka w kilku miejscach.
        Niestety, nakręcona przez matkę - przeciwniczkę nacinania - koleżanka się
        zaparła i skończyło się na kilku (!) pęknięciach, w tym jednym naprawdę
        paskudnym rozdarciem od pochwy aż do odbytu. Leczenie było długie i bolesne, a
        każda wizyta w toalecie... chyba nie trzeba mówić.
        • haganna Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 07.12.05, 17:08
          Uwielbiam takie posty! Koleżanka znajomej z Koziej Wólki popękała aż po odbyt!
          Sineira - sio!
          • sineira Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 07.12.05, 18:16
            Bo co? Nie pasuje do Twojej wizji świata? Mam podawać na necie personalia
            koleżanki??? Myślisz, że byłaby zadowolona? Czy może życzysz sobie jej numer
            telefonu, żeby wypytać o szczegóły?
            A "sio" to sobie możesz w Koziej Wólce do kur mówić!
            • haganna Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 08.12.05, 11:50
              Tu nie chodzi o wizję świata, sineira. Po prostu nie wierzę w rewelacje z
              trzeciej ręki, bo często-gęsto prawda w nich zawarta leży dokładnie pośrodku,
              bo okazało się, że koleżanka nie o wszystkim wspomniała, a tak w ogóle to
              trochę podkoloryzowała, itp. Może koleżanka sama się łaskawie wypowie w necie o
              swoich doświadczeniach z personelem medycznym o wątpliwych kwalifikacjach.

              Poza tym, z "łaciną" to mi tutaj nie wyskakuj, dobrze! Nie sądziłam, że jesteś
              aż tak prosta.

              No i proszę bardzo - podaj mi Jej numer na priv z łaski swojej, jeśli jesteś
              taka chętna (a koleżanka wie, że o niej piszesz na forum?).
              • sineira Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 08.12.05, 20:06
                Haganna.
                Masz prawo nie wierzyć, jednak nie daje Ci to prawa pomawiać kogoś o kłamstwa.
                Swoją niewiarę zachowaj dla siebie, chyba że potrafisz mi udowodnić, że
                zmyśliłam te historię. Lub że zmyśliła ją koleżanka. (Po co miałaby to robić?)
                Szczerze mówiąc, poczułam się obrażona Twoimi insynuacjami, bo kłamać nie
                zwykłam.
                Piszę o koleżance, a nie o konkretnej "Kasi" czy "Marysi" właśnie dlatego, że
                przytaczam jej historię bez pytania o pozwolenie. Pytanie o podanie adresu było
                pytaniem retorycznym i w życiu bym nie przypuszczała, że chciałabyś zaczepiać
                obcą kobietę!
                Przecież tu nie chodzi o to, że pani X urodziła w taki czy inny sposób, tylko o
                to, że takie rzeczy się zdarzają. Autorka wątku ma prawo wiedzieć, że z
                nacinaniem i pękaniem bywa różnie. To, że TY masz na ten temat wyrobione zdanie
                nie znaczy, że Twoje zdanie jest jedynym słusznym.

                Poza tym - jaką "łaciną"??? W którym miejscu użyłam "łaciny"???
                Na przyszłość postaraj się wypowiadać nieco bardziej oględnie. Już w paru
                wątkach Ci wytykano, że jesteś niemiła i naskakujesz na inne forumowiczki.
                • haganna Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 08.12.05, 21:11
                  Nie pomawiam nikogo o kłamstwa. Nie wierzę informacjom z trzeciej ręki i
                  uważam, że cokolwiek nieeleganckie jest pisanie o kimś, kto zwierzył się z
                  kłopotu i podawanie tego za flagowy przykład przeciwko uznanej bądź co bądź (w
                  naprawdę cywilizowanych krajach) metodzie.
                  Jedna osoba na tym forum RAZ wytknęła mi, że jestem niemiła - zrobiłaś z tego
                  regułę. Dzięki wielkie!
                  Co do łaciny, to zwracam honor - przeczytałam inny wątek zaraz przed tym, w
                  którym nieźle rzucano mięchem.
                  • sineira Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 08.12.05, 21:39
                    Koleżanka nie "zwierzała się z kłopotu" i nie szeptała do ucha. Po prostu przy
                    okazji rozmowy w gronie kilku kobiet, będących w różnym wieku i mających różne
                    doświadczenia, opowiadała o swoim przypadku. Nota bene rozmowę zaczęłam ja,
                    jako ciężarna obawiająca się nacinania.
                    Po rozmowach z różnymi kobietami, położnymi i lekarzem wyrobiłam sobie opinię -
                    że jeśli to możliwe, należy unikać nacinania, ale nie stawiać sprawy na ostrzu
                    noża i pogodzic się z koniecznością, jeśli taka nastąpi. Bo różnie bywa.

                    Przepraszam za "regułę", faktycznie, było to raz.
        • kubek_w_kubek Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 07.12.05, 17:24
          No wiesz, podejrzewam (mam nadzieję!), że to nie jest tak, że nie nacinają za
          wszelką cenę. Jeśli widzą, że naciąć trzeba, to pewnie zdarza się, że nacinają.
          Tego jeszcze nie wiem, powiem Ci już niedługo :-))) Ale ogólnie cieszę się, że
          tu nie jest tak, że tną jak leci każdą kobietę (co się niestety w wielu
          szpitalach w Polsce jeszcze praktykuje).
      • kasia.balou Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 04.01.06, 20:08
        Ja również nie rozumien dlaczego wmawia się kobietom że pzrecinanie
        czegokolwiem w intymnych miejscach jest normalne.Moje dzieciątko ma się urodzić
        w czerwcu, ale już teraz kombinuję co zrobić by spotkć trochę postępowych
        lekarzy i położne. Też słyszałam,że nacinaanie krocza w krajach Europy
        Zachodniej to przeszłość. Doprawdy trudno mi się z tym pogodzić,że tak wiele
        kobiet słusznie czuje do tej sprawy awers i obawy (to jest zgodne z odczuciami
        i NATURALNE), a mimo to słyszy się głosy potępiające takie myślenie.Przykre
        jest to że w służbie zdrowia dochodzi do tak przedminotowego i rutynowego
        traktowania człowieka.Cieszę się że moje dziecko będzie płci męskiej będzie
        mogło bez przeszkód chronić swoją intymność.
        • gonia28b Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 21.01.06, 11:04
          U mnie ten temat odżywa co chwila (rodzę za miesiąc). Ale ponieważ nie chcę już
          tworzyć nowego wątku, podnoszę więc ten.

          Bardzo mi się Twoja wypowiedź, Kasiu, spodobała. Też jestem zagorzałą
          przeciwniczką rutynowego (podkreślam: rutynowego) nacinania krocza. Też się
          cieszę, że urodzę syna i moje dziecko nie będzie miało w przyszłości takiego
          dylematu. Aczkolwiek, mam nadzieję, że za ileś tam lat, kiedy sam będzie miał
          żonę i będą spodziewali się potomstwa, będzie on tę kwestię rozumiał. A może
          lepiej miejmy nadzieję, że za ileś tam lat, kobiety nie będą musiały tak
          walczyć o swoją godność i intymność. Bo krocze, jakby na to nie patrzeć, jest
          bardzo intymną częścią ciała.
          Wiesz, na forum "Ciąża i poród" użyłam porównania rutynowego nacinania krocza
          do pewnego innego zabiegu, który (dziwne, że jeszcze żadnemu medykowi nie
          przyszło to do głowy) możnaby rutynowo wykonywać... jeszcze nawet nie
          mężczyznom, ale chłopcom-niemowlętom. Mianowicie chodzi mi o zabieg obrzezania.
          A dlaczego nie robić tego rutynowo??? Przecież tak będzie miał higieniczniej
          i w ogóle wiele problemów (których oczywiście wcale mieć by nie musiał - ale
          tak na wszelki wypadek...) będzie miał z głowy, a taki maluch bardzo szybko
          zapomni, że go tam coś bolało. No dlaczego??? Przecież to by była rewelacja,
          a panowie mogliby być wdzięczni za takie "osiągnięcie" medycyny.
          Ech... Najnowsze publikacje, najnowsze badania Światowej Organizacji Zdrowia
          (WHO) swoją droga, a "ciemnogód" panujący w naszych szpitalach swoją drogą. Po
          co się wysilać. Łatwiej i lepiej chlastać krocza wszystkim rodzącym kobietom.
          Tak, bo wszystkie jesteśmy jakoś wadliwie zbudowane i nie ważne, że tak
          naprawdę statystycznie epizjotomia potrzebna jest tylko kilkunastu proc.
          wszystkich rodzących kobiet. Najlepiej ciąć od razu. Tak na wszelki wypadek.

          Na zakończenie dodam jeszcze tylko mój najsilniejszy argument przeciw
          rutynowemu nacinaniu krocza. Moja Mama urodziła dwoje dzieci (wcale nie małych:
          3,65 kg i 3,75 kg) bez nacinania krocza. Natomiast Jej Mama (czyli moja Babcia)
          urodziła 4 córki - również nikt nigdy krocza Jej nie nacinał. Żadna z tych
          kobiet nie popękała przy porodzie, ani też w późniejszym wieku nie miała
          żadnych innych przykrych konsekwencji, którymi dzisiaj (!) straszy się kobiety
          rodzące, które nie chcą nacięcia krocza. Te dwie - jakże bliskie mi kobiety są
          dla mnie najlepszym dowodem na to, że DA się urodzić bez nacinania krocza.
          Jak również widać z tego, że wypadanie narządów w późniejszym wieku a wykonanie
          bądź niewykonanie zabiegu nacięcia krocza podczas porodu, ma się jak pięść do
          nosa.

          Hmmm... Ten wątek jest już dość długaśny i istnieje od dawna. A pani doktor jak
          się nie wypowiedziała, tak do tej pory się nie wypowiedziała. Nie wie już co ma
          powiedzieć? Może tylko pozostaje jej przyznać nam rację?

          Pozdrawiam serdecznie.
          • femian Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 23.01.06, 00:33
            Dokładnie, pozostaje tylko przyznać rację, bo ja również nie chciałabym być bez
            potrzeby nacinana i chciałabym mieć możliwość rodzenia w dogodnej pozycji a nie
            na wznak. Chciałabym też mieć ZZO i KTG, ale nie wiem, czy dla położników moje
            wymagania nie okażą się zbyt wygórowane i niewykonalne (choć chcę płacić za
            poród). Zazwyczaj jak ktoś chce ZZO a KTG uznaje sie za konieczność to kładą
            kobietę i ta już nie może przybierać pozycji bardziej fizjologicznej do porodu
            a tym samym konieczne okazuje się nacięcie, bo pojawiają się różne dodatkowe
            problemy.
            A jeśli chodzi o rutynowość w szpitalach w różnych krajach, to w USA podobno
            rutynowe nacinanie krocza jakie masowo dokonuje się w Polsce uznaje sie za
            barbarzyństwo. Co ciekawe, w USA na porządku dziennym dokonuje się obrzezania u
            małych chłopców krótko po porodzie. Podobno ze względów higienicznych tak się
            chłopcom "pomaga" i to tam jest normą a wcale nie barbarzyństwem.
    • sylvie1979 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 07.12.05, 22:04
      Powiem tak - w Stanach lekarze byli zszokowani majac widok blizny po nacieciu
      krocza przed oczami. Ponoc jest to barbarzynska metoda, nie stosowana za oceanem
      od wielu lat i uznawana za sredniowieczna.
      • s79 Re: Do P. Doktor - nacinanie krocza 09.12.05, 21:51
        Dzięki za wszystkie odpowiedzi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja