aj2205
29.01.06, 00:01
Witam! Chciałabym opowiedzieć historię, a raczej tragiczne wydażenie i
zapytać-jak to możliwe?! Kobieta w wieku 30lat zachodzi w ciąże upragnioną,
wyczekaną...! Jest początek wiosny 2005r. Dziecko rozwija się prawidłowo,
przyszła mama ma się świetnie, oboje są zdrowi. Termin porodu jest określony
na 21 stycznia. Jest 01.01.06 przykładamy rękę do brzuszka mały ma czkawkę-to
chłopiec-każdy ruch, każdy znak dobiegający ze środka to cud natury,jesteśmy
zachwyceni...to już tak blisko. Maleństwo jest ułożone w poprzeg ale na
wizycie 17.01 lekarz stwierdza, że zaczyna się odwracać i co dziwniejsze
wysyła ciężarną do domu dając jej jeszcze 2tyg.do porodu-jeśli nic się nie
rozpocznie mają się zgłosić na badanie kontrolne 27.01(zaznaczam, że mama
ciężarnej miała przy dwójce dzieci cesarskie cięcie i lekarz był o tym fakcie
poinformowany!) Więc i tak się stało-Przyszła mama z mężem przyjechali na
badanie i co się okazuje-lekarz nie wyczuwa tętna dziecka! Maleństwo Nie
Żyje! Jak to możliwe, dlaczego?! Był zdrowy,silny, ruchliwy. Tak nagle! Boże.
Bardzo ciężko to wyrazić i opisać bo czegoś takiego nie da się opisać a
tymbardziej gdy to miało miejsce wczoraj. Proszę o pomoc, lekarze z tamtego
szpitala twierdzą że to się zdarza ale nie potrafią podać przyczyny-co dalej
robić aby pomóc cierpiącym niemiłosiernie rodzicom. Gdzie szukać odpowiedzi-
noworodek będzie miał sekcję zwłok, ale czy lekarze nie zatają rzeczywistych
wyników...! Pogrążona w bólu i żalu rodzina>