czy "dobra położna" nacina?

21.04.08, 11:05
Jestem po pierwszym porodzie. rodziłam z połozną, która ma bardzo dobrą opinię, między innymi, że chce i potrafi przeprowadzić poród z ochroną krocza. Jednak w sytacji gdy widziała, że krocze nie wytrzyma, zaproponowała- podobno małe- nacięcie. Trudno mi było ocenić co w danej sytuacji jest lepsze wiec zdałąm sie na położną i zostałam nacięta. I teraz mam wątpliwości czy faktycznie ta położna jest taka dobra. Czy zamiast nacinać powinna pozwolić pęknąć (skoro podobno to jest lepsze dla kobiety)? Jaka jest praktyka? A może faktycznie dobra położna potrafi zawsze ochronić krocze i nie ma takich dylematów?
Prosze o odpowiedź, bo dołuje mnie że nie obgadałam tej kwestii przed porodem z położną, żeby wiedziec czego sie spodziewać a po prostu jej zaufałam.
BTW Jak rozumieć "małe nacięcie"? Czy po ilości szwów czy długości blizny się klasyfikuje naciecia? Czy tez naciecie to naciecie i wielkość nie ma znaczenia?
    • 987ania Re: czy "dobra położna" nacina? 21.04.08, 11:24
      Temat był na forum kilkanaście razy. Wpisz w forumową wyszukiwarkę nacięcie,
      krocze, itp. i poczytaj. Info też jest w broszurce fundacji RPL.
      • s.dominika Re: czy "dobra położna" nacina? 21.04.08, 11:55
        W ten sposób w ogóle nie należy zadawać żadnych pytań, bo założę się, że
        wszystkie już były. A to forum jest po to, żeby pytać, najwyżej się nie uzyska
        odpowiedzi - zawsze istnieje ryzyko.

        Co do nacinania, to sama nie mam doświadczeń, ale w szkole rodzenia dowiedziałam
        się, że dużo lepiej jest zostać naciętym przez fachową położną (bo nacina się w
        poprzek) niż doprowadzić do pęknięcia - bo pęka zawsze wzdłuż - w kierunku
        odbytu i może się skończyć pęknięciem odbytu. Ja wolałabym zostać "fachowo"
        naciętą w szczycie skurczu niż doprowadzić do większych kłopotów.
        • 987ania Re: czy "dobra położna" nacina? 21.04.08, 13:11
          No i właśnie, żeby nie było błędnych odpowiedzi, warto przejrzeć forum, gdzie
          Pani Kasia bardzo dokładnie opisała sprawę nacięcia. Myślę, że Pani Ekspert nie
          ma czasu na pisanie czegoś raz jeszcze, skoro już to pisała.
          Dla tych, co nie wiedzą jak szukać:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=548&w=78055228&v=2&s=0
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=548&w=76442445&a=76442445
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=548&w=76635226&a=76635226
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=548&w=76552876&a=76552876
          Post Pani Katarzyny:
          Witam. Tak właśnie myślę. Chciałabym jednak, żeby było jasne, ze nie
          uważam, że należy unikać nacinania za wszelką cenę - są bowiem
          stytuacje, kiedy zastosowanie go jest konieczne. Cały problem z
          zaakceptowaniem pęknięć podczas porodu ma, według mnie, dwie
          podstawowe przyczyny. Jedną z nich jest podejście "historyczne" - to
          znaczy opieranie się na niepotwierdzonych badaniami poglądach, że
          nacięcie krocza chroni przed niedotlenieniem dziecka, oszczędza
          mięśnie dna miednicy, zapobiega obniżaniu narządu rodnego itd. Takie
          poglądy wyznaje w Polsce jeszce większość położników i znacząca
          część położnych. Drugim ważnym powodem, dla którego powszechnie
          stosuje się rutynowe nacięcie jest bariera psychologiczna -
          pęknięcie wydaje się czymś zupełnie poza kontrolą, a większość
          personelu medycznego ma znacznie większą wprawę w nacinaniu i szyciu
          nacięcia. Badania nie potwierdzają takiego punktu widzenia - poważne
          pęknięcia krocza (III i IV stopnia) są najczęściej powikłaniem
          nacięć, a nie samoistnych pęknięć. Nacina się rutynowo, pęka się
          tyle, ile potrzeba. Boczne nacięcia, które stosuje się w Polsce
          odpowiadają pęknięciom II stopnia, czyli naruszają nie tylko pochwę
          i krocze, ale także mięśnie dna miednicy - dlatego krwawienie jest
          większe, a ich gojenie się jest trudniejsze i bardziej bolesne.
          Peknięcie samoistne przebiega w innym miejscu - w dół krocza - mniej
          krwawi a dolegliwości z nim związane są mniejsze. Rzadko zdarza się,
          zeby powikłaniem była utrudniająca życie blizna. Oczywiście, aby
          peknięcie było niewielkie potrzeba przygotowania krocza, współpracy
          rodzącej i położnej i odpowiedniego sposobu prowadzenia II okresu
          porodu, ale o tym już pisałam w innym miejscu (chyba w tym wątku o
          sądzie). Dużo konkretnych informacji na ten temat znajdzie też Pani
          na stronie FRpL - proszę tam zajrzeć. Pozdrawiam serdecznie:)
    • katarzynaoles Re: czy "dobra położna" nacina? 21.04.08, 13:11
      Witam. Na pytanie zadane w tytule odpowiem krótko - jasne, że
      nacina! Pani położna właśnie okazała się dobra, dlatego, że
      postąpiła jak postąpiła. Sama Pani pisze, że wiadomo o niej, że
      potrafi ochronić krocze - to duża umiejętność. Ale jeszcze większa -
      prawidłowa ocena sytuacji położniczej. Sztuka polega bowiem na
      dokonaniu trafnego wyboru. Przecież Pani położna musiała to zrobić
      kierując się jakimiś przesłankami (tego nie da się ocenić zaocznie,
      więc nie będę snuła domysłów)- bo jeśli Pani chciała rodzić bez
      nacięcia, a ona potrafi w tym pomóc - to nie sądzę, żeby ni z tego
      ni z owego pomyślała sobie: a, tę dziewczynę to sobie natnę! W
      dyskusji o słuszności nacinania krocza mówimy o RUTYNOWYM nacinaniu -
      czyli bez względu na okoliczności. Proszę się nie "dołować", bo
      zaufała Pani właściwej osobie:). Nacięcia klasyfikuje się wg tego,
      jakie tkanki zostały naruszone podczas wykonania zabiegu - zwykle
      nacięcie odpowiada pęknięciu II stopnia. Ale nacięcie może mieć
      różną długość - powiedziałabym (choć nie ma takiej skali), że 3-4
      szwy na skórze to niewielkie nacięcie. Pozdrawiam :)
      • jasne_slonko Re: czy "dobra położna" nacina? 21.04.08, 13:36
        Dziekuję bardzo za odpowiedź :-)
Pełna wersja