nacięcie wiem, że było ale:

29.08.08, 17:32
skąd twierdzenie, że dzięki temu szybciej się rodzi?
Pani Kasiu jak to jest? Z jednej strony akcja, żeby się nie dać, a z drugiej
90% położnych grzmi że tak zdrowiej i rodzące wierzą w to święcie...

jak to w końcu jest?
    • matysiaczek.0 Re: nacięcie wiem, że było ale: 29.08.08, 17:43
      Ja wierzyłam święcie, bo powiedziała, że "tam już skórka bieleje, muszę naciąć". I ja mówię, że proszę nie ciąć, a ona, no przykro inaczej nie da się. I gdyby nie to naciącie, to lekarz położnik do niczego nie byłby potrzebny!!! Bo przyszedł dopiero jak trzeba było mnie szyć... To może te nacięcia po to, żeby etat lekarza położnika był zachowany i człowiek ten pracę miał??? Oczywiście żart, ale kto wie? W polskich szpitalach tyle absurdalnych sytuacji..może coś w tym jest? pzdr//
      • katarzynaoles Re: nacięcie wiem, że było ale: 29.08.08, 21:45
        To prawda, że kiedyś tak się mówiło - skóra bieleje, zaraz pęknie,
        trzeba nacinać. Wiele osób nadal postępuje według tego schematu,
        wierząc, że w ten sposób chroni się krocze przed urazami. trudno
        zmienić zasady, według których pracowało się przez wiele lat... Nie
        będę przytaczać argumentów za tym, żeby nie nacinać, a raczej
        pozwolić pęknąć - teraz wszędzie można je znaleźć, zresztą tu na
        forum też już o tym pisałyśmy. Może argumentem w dyskusji będzie
        mało naukowy argument - mianowicie moje doświadczenia. Ucząc się
        zawodu poznałam wszystkie argumenty za nacinaniem krocza i musiałam
        przejść dość długą drogę, żeby zmienić sposób myślenia. Wiem teraz,
        że pęknięcia (oczywiście przy aktywnie prowadzonym porodzie i
        możliwości rodzenia w dowolnej pozycji) są mniejsze, niż zwykle
        robione nacięcia. Znacznie łatwiej się je szyje (wiem, bo to robię),
        mniej krwawią i nie bolą tak bardzo. Po kilkunastu dniach często nie
        ma śladu po takim pęknięciu. Z mojego punktu widzenia - same zalety.
        Mamy też sobie chwalą swobodę poruszania się - np. możliwość
        siedzenia w siadzie skrzyżnym dzień po porodzie. To tyle moich
        obserwacji... Choć od razu chciałabym jasno powiedzieć, że są
        sytuacje, kiedy lepiej jest naciąć. Pozdrawiam :)
        • absit Re: nacięcie wiem, że było ale: 30.08.08, 06:29
          katarzynaoles napisał:

          Wiem teraz, że pęknięcia (oczywiście przy aktywnie prowadzonym porodzie i możliwości rodzenia w dowolnej pozycji) są mniejsze, niż zwykle robione nacięcia. Znacznie łatwiej się je szyje (wiem, bo to robię), mniej krwawią i nie bolą tak bardzo. Po kilkunastu dniach często nie ma śladu po takim pęknięciu.

          To nawet logiczne bo przecież wiadomo, że rana "szarpana" o nierównych krawędziach goi się szybciej od tej gładkiej ( skaleczenie lancetem, żyletką czy nożem w warunkach domowych ).
          • alexkieszek Re: nacięcie wiem, że było ale: 30.08.08, 10:31
            Pani Kasiu,
            bardzo dziękuję za wyjaśnienie... czyli po prostu trzeba dyskutować i nie
            wierzyć w święcie w to co się słyszy...

            w zasadzie o laktacji też masa "mądrości ludowych" a jak się rzetelnie podejdzie
            do tematu to zupełnie inne wiadomości do rąk wpadają :D

            Pozdrawiam
Pełna wersja