basiakrk
28.10.08, 21:29
na początku się pochwalę: urodziłam sn!!! :) 2 lata i 4 mce po cesarce, w 3,5 h
i wszystko ok, prawie... następnego dnia po porodzie zauważyłam u córki ranę
wielkości pięciogroszówki, może nawet ciut większą, na czubku głowy
nikt z personelu szpitala mnie o tym nie powiadomił, nikt się nie przyznał, że
coś takiego się stało
od pediatry usłyszałam jedynie, że to moja wina bo zbyt często prosiłam się o
badanie w trakcie porodu - zachowując się tym samy (cyt.) "skandalicznie", i
prawdopodobnie stąd ów ubytek
jednak w trakcie dalszych dociekań pojawiła się hipoteza, że rana mogła
powstać przy nacinaniu krocza
leżałyśmy w szpitalu 5 dni, bo mała dostawała taromentin - profilaktycznie,
żeby się nie wdało zakażenie
pierwszy i główny stres związany z raną minął
teraz zostaje pytanie - skąd się wziął ten "ubytek"? czy to faktycznie moja
wina? czy któraś mama miała taką sytuację albo o podobnej słyszała? i czy jest
szansa, że w tym miejscu po całkowitym zagojeniu wyrosną mojej córce włosy?