Dodaj do ulubionych

błyskawiczny poród

07.12.08, 18:22
Witam,
chciałam podzielić się moim doświadczeniem porodu sprzed 3 tygodni. To był mój
2. poród, a ja byłam 4 dni po terminie. Tego samego dnia byłam rano na ktg i
nic specjalnego się nie działo, choć od 2 dni miałam rozwarcie na 1cm i od 10
dni skurcze przepowiadające. Więc gdy o 2. w nocy obudził mnie skurcz, nie
przejęłam się za bardzo. Po 15 minutach był następny (już mocno bolesny) i
stwierdziłam, że poczekam, aż zaczną być regularne, wtedy zadzwonię do
umówionej położnej. Wiedziałam przecież, że tak od razu to porodu nie będzie.
Jednak kolejny skurcz był po 5 minutach, następny po 3 i po chwili nie byłam
już w stanie nic robić, bo skurcze były jeden po drugim. Mąż usiłował dzwonić
do położnej, jednak ta nie odbierała telefonu (mimo iż pozwoliła dzwonić do
siebie o każdej porze dnia i nocy). Tymczasem ja już wyłam przy każdym
skurczu, przybierając jedyną pozycję, w której dałam radę wytrzymać - klęcząc
przy łóżku. Udało mi się tylko wydusić, że nie dam rady wsiąść do samochodu.
Mąż zadzwonił po pogotowie, które, byłam przekonana, odbierze poród w domu.
Przyjechało po ok.10 minutach. Mi w tym czasie odeszły wody, wyraźnie
poczułam, że główka schodzi coraz niżej i zaczęłam czuć skurcze parte. Lekarz
z pogotowia nawet nie chciał nic oglądać (dziś myślę, że był to jego błąd),
tylko na siłę wpakowali mnie do karetki, zakazując parcia i zawieźli do
szpitala. Na izbie przyjęć nie byłam w stanie położyć się na łóżku do badania.
Lekarz więc tylko schylił się, zajrzał i powiedział, że główka jest już na
wpół urodzona. Przewieźli mnie na porodówkę i po paru minutach urodziłam. Od 1
skurczu do porodu minęły niecałe 2,5 godziny.
Piszę to głównie po to, żeby przestrzec, że nie zawsze jest tak jak w
książkach. Wiem, że 2. poród zwykle bywa szybciej (1. był zupełnie inny), ale
nie sadziłam, że będzie aż tak.
Obserwuj wątek
    • pilka87 Re: błyskawiczny poród 07.12.08, 18:56
      Mój na razie pierwszy i jedyny trwał 1,5 godz. od odejścia czopa i zakończył się
      w domu przed przyjazdem pogotowia.. Chociaż,że w domu, to się akurat bardzo
      ucieszyłam ;)ale rzeczywiście-jesli skurcze od razu robią się co 5-3 minuty to
      nie są przelewki!pozdrawiam
    • katarzynaoles Re: błyskawiczny poród 07.12.08, 20:49
      Przede wszystkim gratuluję urodzenia malucha!
      Takie szybkie porody zdarzają się dość rzadko, ale jednak się
      zdarzają - sama w swojej praktyce zawodowej kilkukrotnie nie
      zdążyłam do porodu domowego. Dlatego pomyślałam, że Pani post może
      być pretekstem do udzielenia kilku praktycznych rad dla pań, które
      mogą się znaleźć w podobnej sytuacji.
      Kiedy należy brać pod uwagę możliwość błyskawicznego porodu? Jeśli
      poprzedni poród był krótszy niż 4 godziny, jeśli jest się kilka
      tygodni przed terminem porodu, jeśli w rodzinie (mama, siostra)
      zdarzały się przypadki szybkich porodów, jeśli wiadomo, że szyjka
      jest już nieco rozwarta i zgładzona. Czasem jednak błyskawiczny
      poród "pojawia się znikąd". Na pewno trzeba go brać pod uwagę, jeśli
      skurcze szybko robią się intensywne i długie (powyżej 40 sek)- to,
      co się wtedy czuje, dobrze opisała autorka wątku. Jeśli zachowany
      jest pęcherz płodowy, to jest to korzystne dla dziecka i spowalnia
      nieco postęp porodu - ale przy bardzo intensywnych skurczach
      odejście płynu owodniowego może spowodować natychmiastowe urodzenie
      się dziecka. Co zatem robić?
      Przyjąć wygodną pozycję - ciało samo podpowie najlepwszą.
      Starać się głęboko oddychać, szczególnie w przerwach pomiędzy
      skurczami.
      Unikać aktywnego parcia - nie da się zrealizować tego postulatu w
      100%, ale nic nie szkodzi - chodzi o to, żeby maluch nie przechodził
      przez drogi rodne zbyt szybko. W czasie skurczu trzeba starać się
      oddychać szybko i płytko, albo "zdmuchiwać świeczkę". Na kroczu
      można położyć rękę - dotknięcie główki pomaga zapanować nad sytuacją.
      Kiedy dziecko się urodzi należy ułożyć go na gołym brzuchu mamy,
      najpierw z buzią lekko do dołu (wypluje w ten sposób wszystko, co
      ewentualnie ma w ustach), potem już w dowonej pozycji. Najważniejsze
      jest utrzymanie odpowiedniej temperatury ciała dziecka, trzeba go
      więc dobrze okryć. Po chwili można próbować przystawić malucha do
      piersi. Nie trzeba się przejmować odcinaniem pępowiny - sama się
      zaciśnie i może zostać aż do momentu urodzenia się łożyska.
      Jeśli wzywa się pogotowie to trzeba mieć świadomość, że - jeśli nie
      jest to zespół położniczy, który ma jakieś doświadczenie z rodzącymi
      to najczęściej jedynym pomysłem - tak, jak w opisanym przypadku -
      będzie szybki transport do szpitala, co nie zawsze jest
      najszczęśliwszym rozwiązaniem. Ważną informacją jest też to, że w
      olbrzymiej większości takie spontaniczne szybkie porody przebiegają
      bez żadnych komplikacji. Oczywiście, jeśli poród zaczyna się przed
      terminem to należy jak najszybciej znaleźć się w szpitalu.
      Jeszcze raz gratuluję autorce wątku i serdecznie pozdrawiam :)

      • quick-share Re: błyskawiczny poród 09.12.08, 22:26
        Pani Kasiu, pisze Pani ze pępowina sama sie zaciśnie i może zostać
        do czasu aż urodzi sie lożysko
        a co jeśli kobieta rodzi w domu i to łożysko tez sie juz zdąży
        urodzić zanim ktoś kompetentny dotrze? co wtedy?
        • katarzynaoles Re: błyskawiczny poród 10.12.08, 01:36
          No to wtedy jest koniec porodu :). Macica się obkurczy, szczególnie,
          jeśli dziecko jest przy piersi. Trzeba wiedzieć, że zawsze przy
          rodzeniu się łożyska pojawia się trochę wiecej krwi - to normalne.
          Dziecko można wtedy odpępnić (nożyczkami przetartymi np. spirytusem,
          a pępowinę radziłabym jednak, tak na wszelki wypadek, podwiązać od
          strony dziecka - można użyć zwykłej tasiemki (nie powinna być
          śliska). I już:). Wcale nie trzeba czekać na "kogoś kompetentnego",
          bo najbardziej kompetentna w sprawie porodu osoba jest na miejscu :)
          • quick-share Re: błyskawiczny poród 10.12.08, 22:17
            no to juz wiemy co robić gdyby poród był blyskawiczny :)
            pierwszą córcie bardzo szybko urodziłam więc kto wie jak bedzie z
            drugim maluszkiem hihi fajnie by było jakby tez tak szybko poszło :)
      • ju_ka Re: błyskawiczny poród 15.12.09, 11:44
        Poród wspominam super,choć się krótko ale intensywnie nacierpiałam-teraz mam
        taki power,że już niczego się nie boję! :)
        Brzuch pobolewał mnie gdzieś od 12/13 ale bóle były takie 'rozmazane",nagle
        przed 14 skurcze zrobiły się ewidentne,co 4 min.
        po 15 byłam już w szpitalu,O 15:20 zostałam zbadana,3 cm rozwarcia,krwawienie z
        szyjki,więc padła
        decyzja,że zostaję,chociaż gin stwierdził że "szybko to może nie potrwa,ale
        zostaję" (w tej chwili nikt jeszcze nie wiedział,jak bardzo gin się myli ;)
        Podłączono mi KTG,które po 5 min położna wyłączyła,bo stwierdziła,że skurcze
        są co 2 min ale słabe (50/60)
        chodziłam sobie po sali a brzuch bolał coraz bardziej.
        O 16:25 lekarz przebił mi pęcherz płodowy,żeby napędzić skurcze i podać
        ZZO,miałam wtedy 4 palce rozwarcia,po chwili dostałam zastrzyk na zmiękczenie
        szyjki i podłam na łóżko wyjąc się z bólu,a po zastrzyku widząc podwójnie.Gin
        zauważywszy moje cierpienie zarządził podanie ZZO,ale na porodówkę już mąż z
        położną musieli mnie prowadzić,tak bolało.
        Położyłam się na stole,pokonałam jeszcze dwa skurcze na szczycie których
        płakałam na głos,wygięłam plecy do ZZO i przeżyłam wielką traumę-przyszedł
        trzeci skurcz-party.
        Zaczęłam krzyczeć "dziecko mi wychodzi" ;)
        Anestezjolog widząc moje przerażenie,zapytał "spokojnie,proszę powiedzieć,co
        pani czuje"
        powtórzyłam w płaczem to samo,a on mówi:"ale ja się poważnie pytam", po czym
        zarządził "niech ktoś panią zbada",położyłam się na płasko i widok ich min był
        bezcenny,gin pokiwał tylko głową "mhmm,rodzimy".
        Anestezjolog prawie się przewrócił (priorytetem w klinice jest ograniczenie
        cierpienia kobiety do minimum),
        Parte,w ilości trzy to już była bajka,zrobili mi z łóżka fotel,więc parłam w
        dół,wsparcie i doping od lekarza i położnych było jednym z najmilszych
        wspomnień,potem już tylko córeczka ma brzuchu i łzy szczęście-męża i moje.
        Kolejnym zaskoczeniem było to,że ginekolog mnie nie naciął,bo jak powiedział
        "nie było takiej potrzeby",a przecież Mała ważyła 3200g,54 cm - to jak na moje
        gabaryty (przytyłam w ciąży 4 kg-ważyłam 54kg) to kolos.
        Gdybym przy pierwszym porodzie miała taką ekipę to może obyłoby się bez tak
        przykrego baby bluesa-ten poród wspominam super:)
        Po dwóch godzinach już wstałam się umyć,następnego dnia byłyśmy już w domku.
        Więc krocze nie bolało,brodawki również,macica przy karmieniu w pierwszych
        dniach,owszem-sama się przekonałam,że po drugim porodzie obkurczanie się boli
        bardziej.
        Pierwszą córkę urodziłam szybko,druga to był ekspres,pozostaje w następnej ciąży po
        37 tc przeprowadzić się w okolice kliniki ;)
        Pozdrawiam serdecznie :)
        --
        Julia
        [*]
        Laura
    • oldzinka Re: błyskawiczny poród 08.12.08, 10:27
      Gratuluję dobrego porodu i troszkę zazdroszczę. Też chciałabym
      urodzić w domu. Z pogotowiem to niestety jest tak, że nawet jeśli
      już widać główkę i do urodzenia zostały minuty, to oni nie chcą
      ryzykować i brać odpowiedzialności na siebie i biorą do szpitala, co
      niestety nie zawsze jest najlepsze dla dziecka i kobiety.

      Pani Kasiu dzięki za super przydatne informacje. Jak zwykle ;)
      Zaskoczyła mnie ta samozaciskająca się pępowina. Czyli krew nie
      będzie odpływać od dziecka do łożyska w razie nie zaciśnięcia
      pępowiny???
      • ewka027 Tez tak mialam... 08.12.08, 12:02
        Mam dwoje dzieci i obydwa porody byly wywolywane,przy czym od
        pierwszych bolesnych skurczy,do urodzenia dziecka za pierwszym i za
        drugim razem mijalo ok.45 minut;) Za drugim razem zadzwonilam do
        meza ze odeszly mi wody,ale zeby sie nie spieszyl,bo to pewnie
        jeszcze troche potrwa,a po 2 minutach prawie krzyczac mowie zeby sie
        pospieszyl bo nie zdazy:):):)
      • katarzynaoles Re: błyskawiczny poród 08.12.08, 18:55
        Dzięki za miłe słowa:).
        Tak, pępowina zaciska się sama. Gdyby było inaczej, jak na przykłąd
        radziłyby sobie inne ssaki? Widział kto kotkę zaciskającą pępowinę
        nowo narodzonemu kociakowi :)? Naczynia pępowinowe otoczone są
        półprzezroczystą galaretą Warthona, która chroni je w ciąży. Po
        porodzie, w zetknięciu z chłodnym powietrzem, galaretka stopniowo
        tężeje, a ponieważ w tym samym czasie łożysko powoli przestaje
        pracować i zmniejsza się ciśnienie krwi w naczyniach pępowinowych,
        to sztywniejąca galareta zamyka światło naczyń. Żeby obraz był pełen
        to trzeba jeszcze powiedzieć, że w tym samym czasie dziecku zmienia
        się system krążenia z płodowego na ten, który mamy już do końca
        życia - czyli zamyka się przewód Bottala (otwór pomiędzy
        przedsionkami w sercu) - rusza wtedy krążenie płucne, a dziecko
        zaczyna oddychać. To skomplikowane procesy i potrzeba na nie czasu -
        daltego warto poczekać, aż pępowina przestanie sama tętnić, jej
        wcześniejsze podwiązanie lub przecięcie oznacza, że wymuszamy
        przyspieszenie tych procesów. Wszystko, co dzieje się podczas
        narodzin wynika jedno z drugiego, jest precyzyjne i logiczne -
        nieodmiennie wzbudza we mnie zachwyt :). Bardzo mi żal, że nie o tym
        rozmawia się z kobietami, które oczekują dziecka - zamiast opowiadać
        o fizjologii straszy się je możliwymi komplikacjami.
        • myszboz Re: błyskawiczny poród 08.12.08, 21:35
          Jak to przeczytałam, to aż łzy stanęły mi w oczach. Urodziłam trójkę dzieci i
          każdy poród był piękny, ale nic nie wiedziałam o takiej fizjologi i że te moje
          dzieciaczki tak cudnie były przygotowane do przyjścia na świat. Pewnie, że to
          logiczne, ale teraz porody sn są tylko teoretycznie naturalne, bo tyle w nich
          jest ingerencji, że wydaje się ona konieczna i...naturalna. Ehhh... zaraz to
          opowiem mojej kolezance, która jest w pierwszej ciąży:) Pozdrawiam Pani Kasiu i
          dziękuję za te ludzkie akcenty w tej czysto medycznej procedurze jaką jest poród.
          • karolciaa23 Re: błyskawiczny poród 12.12.08, 11:01
            Witam ja swoja drugą córeczkę też rodziłam 2,5 godziny i uważam że poród był
            szybki łatwy,mogłabym tak jeszcze urodzić z dwójkę ale znam przypadki gdzie
            poród trwał zaledwie pół godziny to dopiero jest ekspresowy poród(tyle rodziła
            moja mama moja siostrę)tylko pozazdrościć takich porodów.
            --
            Dla świata możesz być nikim,lecz dla kogoś całym światem
    • eli-mama Re: błyskawiczny poród 12.12.08, 23:40
      Gratuluję i zazdroszczę:) I podziwiam, że nie urodziłaś w karetce... To chyba tylko facet może kazać kobiecie wstrzymać parcie (!) w ostatnich minutach porodu. Gdybym była na Twoim miejscu to chyba bym tę karetkę rozniosła:)
      --
      Michałek 16 kwiecień 2007
      Szymonek 13 sierpień 2008
        • niemonika Re: błyskawiczny poród 14.12.08, 16:39
          Cieszę się, że rozpoczęty przeze mnie wątek się rozwinął. Widzę też, że nie
          jestem wyjątkiem w błyskawicznym porodzie, bo jak widać z powyższych wypowiedzi,
          można urodzić nawet jeszcze szybciej.
          Gdybym wcześniej wiedziała to wszystko, o czym napisała p. Kasia, pewnie w
          takiej sytuacji nie wzywałabym karetki, tylko urodziła w domu. Mąż musiałby
          sobie jakoś poradzić :) Tylko, szczerze mówiąc, bałabym się trochę ewentualnych
          komplikacji. Poza tym w drugim pokoju za ścianą spał wtedy 2,5-letni synek. Cały
          czas się bałam, że przez moje wycie w czasie skurczów on się obudzi, a jak
          zobaczy mamę w takim stanie, to może mu pozostać trauma do końca życia.
          A jeszcze przy okazji dla tych, którzy boją się, że duże dziecko trudno urodzić
          - syn (ten urodzony błyskawicznie) ważył 4420 kg, miał 59 cm, a główka 36cm. Nie
          byłam nacinana (na szczęście nie było kiedy), krocze trochę popękało, ale dużo
          szybciej i zdecydowanie mniej boleśnie się zagoiło niż przy 1. porodzie (z
          nacięciem). Praktycznie niemal zaraz po porodzie mogłam w miarę normalnie siedzieć.
          Pozdrawiam i życzę wszystkim szybkich, bezbolesnych i bezproblemowych porodów!
          • dodi_anuschka Niesamowite!! 07.01.09, 07:46
            Zaraz właśnie wyjeżdżam do szpitala(39tc) na KTG i byc moze juz tam
            zostane..:( Cieszę się więc,że to przeczytałam...chodziłam do szkoły
            rodzenia i tak jak Pani Kasia pisze tematów"poród os str
            fizjologicznej" było mnóstwo a niestety nikt (nikt
            lekarz,położna,pediatra) nie opowiedział czegoś takiego,a
            szkoda..moze wtedy na twarzach "uczennic" zamiast strach malowałby
            się uśmiech i rozmarzenie....

            Pozdrawiam i również dziękuję Pani Kasi..:)
    • maj16 Re: błyskawiczny poród 07.01.09, 22:55
      Gdy czytam co pisze "niemonika", przypomina mi się poród mojego czwartego
      dziecka. Mimo, że poprzedni poród rozkręcał się powoli i leniwie, ten ostatni
      potoczył się bardzo burzliwie. Po odejściu wód natychmiast rozpoczęły się
      skurcze parte. Szybko przyjechało pogotowie i tak jak u "niemoniki" nie
      próbowano przyjąć dzieciaczka w domu - do karetki i sprintem do szpitala. Na
      szczęście w izbie przyjęć nie robiono zbędnych ceregieli, tylko natychmiast na
      łóżko (niestety, znowu leżenie plackiem) i po paru minutach synek się urodził.
      Chociaż po raz kolejny rodziłam w pozycji horyzontalnej i tak byłam szczęśliwa,
      że ominęły mnie liczne badania KTG i na rozwartość szyjki. Nikt nie zdążył mi
      podłączyć kroplówki ani przebić pęcherza płodowego (przy poprzednich porodach
      zawsze były jakieś interwencje).
      Gdybym wtedy wiedziała o samoistnym zaciskaniu się pępowiny, jak również o tym,
      że niekoniecznie trzeba szaleńczo przeć przy skurczach partych, może miałabym
      odwagę urodzić w domu. Pani Kasiu, w szpitalu gdy zaczyna się czas parcia, to
      tak jakby nadszedł czas walki - położna nakazuje przeć długo, do utraty tchu, aż
      na twarzy ukazują się wybroczyny! Do tego jeszcze w pozycji leżącej. To jest
      megasiłownia... A Pani Kasia zaleca by nie przeć aktywnie... Ech, ile jeszcze
      musi się zmienić w naszych szpitalach.
      • silije.amj Re: błyskawiczny poród 09.01.09, 21:06
        Tak Maj16, doświadczyłam tej różnicy. Bolała mnie przepona i okoliczne mięśnie
        od parcia w szpitalu po urodzeniu 4-kilowej córeczki, nie mówiąc o nacięciu.
        4,5 - kilowego synka w domu urodziłam z minimalnym wysiłkiem, bez parcia - z
        oddychaniem, i bez nacięcia.
      • zonkaasia Re: Do Pani Kasi 09.01.09, 21:10
        Pani Kasiu mam pytanie o poród.

        Mój synek był wczesniakiem co prawda poród trwał 21 godzin, ale 18 z tego był
        zatrzymywany. Wychodzi ze urodziłam późnej w 3 godziny.

        Synek jednak mimo małych wymiarów nie mógł się urodzić miałam za wąska miednicę
        i lekarz musiał wypychać dziecko (uważam ze powinien zrobić cc). Przez to miałam
        pęknięta miednice a dziecko straciło puls i wymagało respiratora.

        Teraz jestem w kolejnej ciąży, ponownie na lekach fenoterolu, boje się ponownie
        wczesnego porodu, ale najbardziej boje się ze nie zdażę o szpitala mam ok 1,5
        godziny drogi. Co w sytuacji jeśli poród będzie musiał odbyć się w domu a
        sytuacja się powtórzy?

        Chodzi o wpychanie, stratę tętna i potrzebę reanimacje dziecka jeszcze w domu.
        Co zrobić w takiej sytuacji, jak pomóc dziecku wyjść z brzucha, wypychać? ale
        jak, jak reanimować takiego maluszka? skąd wiedzieć ze pulsu nie ma i trzeba
        działać szybko?

        Dostałam także krwotoku. Nie wiem jak z tym wszystkim sobie poradzić jeśli
        zacznę rodzić w domu:(

        Czy można jakoś wydłużyć poród? Może podwójna dawka fenoterolu troszkę go
        wydłuży? magnez?

        Mam zaplanowane cc ze względu na wąska miednice i jej poprzednie pękniecie na 39
        tydzień.


        --
        Asia - mama Kacperka - wcześniaczka - o2.o8.2oo6r, 2645g, 35 tyg, 3 punkty
        Aniołek - 27.o1.2oo8r.
        Czekamy na córeczkę Wikusie ! - Luty 2009
        • katarzynaoles Re: Do Pani Kasi 09.01.09, 22:33
          Fenoterol na pewnym etapie porodu może go nawet przyspieszyć, to
          samo dotyczy no-spy i innych leków rozkurczowych. Myślę, że Pani
          sytuacji trzeba reagować na pierwsze oznaki porodu i zaraz wybierać
          się w drogę do szpitala. Wczasie porodu najważniejsze jest podążanie
          za tym, co podpowiada ciało - w ten sposób nie zrobi Pani krzywdy
          dziecku ani sobie. Proszę nie obawiać się, że urodzi Pani w domu, bo
          jednak poród przedwczesny trwa zwykle krócej niż taki o czasie.
          Myślę, że dobrze, żeby podzieliła się Pani swoimi obawami z lekarzem
          prowadzącym. Pozdrawiam serdecznie :)
          • zonkaasia Re: Do Pani Kasi 10.01.09, 12:52
            Niestety mieszkam w Irlandii i nie ma tutaj lekarza prowadzącego ginekologa
            tylko lekarz rodzinny. A gdy w szpitalu mówiłam o swoich obawach na wizycie
            lekarz odpowiedział, że nikt nie rodzi w godzinę więc zdążę dojechać:/
            --
            Asia - mama Kacperka - wcześniaczka - o2.o8.2oo6r, 2645g, 35 tyg, 3 punkty
            Aniołek - 27.o1.2oo8r.
            Czekamy na córeczkę Wikusie ! - Luty 2009
            • zonkaasia Re: Do Pani Kasi 10.01.09, 12:54
              I jeszcze jedno pytanie Pani Kasiu, do kiedy można bezpiecznie brać fenoterol
              aby nie przyśpieszył właśnie porodu?
              --
              Asia - mama Kacperka - wcześniaczka - o2.o8.2oo6r, 2645g, 35 tyg, 3 punkty
              Aniołek - 27.o1.2oo8r.
              Czekamy na córeczkę Wikusie ! - Luty 2009
              • katarzynaoles Re: Do Pani Kasi 10.01.09, 20:20
                Myślę, że naprawdę zdąży Pani dojechać. Fenoterolu nie należy brać
                przy regularnej akcji skurczowej, która wygląda (albo jest) jak
                akcja porodowa. Spokojnie, da Pani radę dojechać do szpitala i na
                pewno nikt nie wpadnie juz na pomysł, żeby wypychać malucha na siłę.
                Trzymam kciuki :)
    • bania33 Re: błyskawiczny poród 20.03.09, 15:58
      Chciałam się podzielić swoim doświadczeniem z "błyskawicznego porodu", który
      przeżyłam 4 tygodnie temu. Jeszcze tak na marginesie dodam, że szczęśliwie
      czytałam ten wątek na forum będąc jeszcze w ciąży co okazało się, że było bardzo
      pomocne. A historia przebiegała tak: skurcze zaczęły się około 19.00, ale
      powtarzały się co 20 minut i były całkiem znośne więc spokojnie z mężem
      siedzieliśmy w domku, jedliśmy kolację i oglądaliśmy film :) i czekaliśmy na
      kolejną falę skurczu. Nie chciałam za wcześnie jechać do szpitala, bo miałam
      niezbyt miłe wspomnienia z pobytu w szpitalu podczas swojego pierwszego porodu.
      Gdzieś około godz. 21.30-22.00 skurcze zaczęły być co raz częstsze , raz co 10
      minut, raz znowu co 17-20 minut - zgłupieliśmy i nie wiedzieliśmy jak już
      mierzyć czas. No ale na spokojnie zadzwoniliśmy do rodziców, że mogą podjechać
      bo jednak potrzebna będzie podwózka do szpitala. W tym czasie moje skurcze
      zaczeły być naprawdę co chwilę i co raz mocniejsze. Moja mama, jak już
      przyjechali (może 10 minut minęło) jak mnie zobaczyła (jaki ból mi sprawiają te
      skurcze) to tylko krzyknęła do taty - dzwoń po pogotowie. Ja już klęczałam na
      dywanie, bo tylko w takiej pozycji mogłam wytrzymać, i mówię do nich, że sie
      nigdzie stąd nie ruszam... Nagle odeszły mi wody, złapałam się za krocze i
      czułam jak główka napiera. Mąż z mamą zdążyli zedrzeć ze mnie spodnie, obrócić
      mnie na plecy i moja mama mówi, że widzi główkę i rączkę. Trochę spanikowałam bo
      chciałam poczekać na tą karetkę, ale nie byłam w stanie nie przeć. No i parłam,
      dosłownie ze 2 razy. I już, i malutka wyskoczyła na ręce mojej mamy. Mój tata w
      tym czasie wisiał na telefonie, bo pogotowie akurat nie miało wolnej karetki...
      Mój mąż biegał tylko po domu w poszukiwaniu jakiegoś ręcznika czy pieluszek żeby
      przykryć maleństwo. I tak leżałam i czekałam na tym dywanie, aż przyjedzie
      pogotowie. Minęło naprawdę kilka minut zanim przyjechali. Ale w głowie właśnie
      miałam ten wątek z forum i byłam spokojna, że nie musimy nic robić z pępowiną,
      malutka zapłakała i potem oddychała spokojnie więc tylko czekaliśmy. Pogotowie
      przyjechało i szczerze powiem, że byli totalnie zaskoczeni, że dziecko już się
      urodziło ! Zabrali mnie i dopiero na izbie przyjęć "dokończyliśmy" poród :)
      Urodziłam około 22.30-22.45, wszystko więc trwało 2,5-3 h, a dla mnie to była
      chwila :)
      To też był mój drugi poród, wiedziałam, że może być szybszy, ale że aż tak to
      też się nie spodziewałam :)
      A tak na marginesie to życzę każdej kobiecie takiego porodu - z ukochanymi
      osobami, w domu.
      Acha, dodam jeszcze że oczywiście obyło się bez nacinania, znieczulenia itp.
      "atrakcji", które miałam przy pierwszym porodzie. Założono mi 1 szew.
    • bania33 Re: błyskawiczny poród 21.03.09, 10:37
      Dziękuję :) Faktycznie - moja mama jest bardzo dumna z siebie i w ogóle z nas
      wszystkich, że nie straciliśmy głowy, że nikt nie zemdlał ;) Ale to jest chyba
      ten niesamowity dar, który myślę ma każdy z nas, że w takich sytuacjach działa
      się instynktownie i jakoś tak samo to przychodzi. Tez się śmiejemy, że już
      bardziej rodzinnego porodu to mieć nie można ;) A moja mama tym bardziej jest
      dumna, bo to jest jej pierwsza i wyczekana bardzo wnusia :) Pozdrawiam !
        • ven.to No to i ja się dopiszę :) 23.03.09, 09:51
          Kiedy byłam w pierwszej ciąży wszystkie siostry i ciotki opowiadały mi o MOIM
          przyszłym porodzie. Takie rodzinne "uświadamianie". Oprócz wiedzy zebranej od
          nich, miałam jeszcze do dyspozycji dwie książki o fizjologii porodu. O porodzie
          błyskawicznym nic nie wiedziałam i nawet w marzeniach nie zakładałam takiej
          możliwości. A mieszkaliśmy wtedy godzinę drogi od szpitala. Cała akcja od
          pierwszego skurczu do dziecka w ramionach trwała 40 minut.
          Kiedy zaczęły się skurcze spokojnie czekałam sobie do tych co 10 minut.
          Wszystko spokojnie, bez zdenerwowania (bo i te skurcze były bezbolesne więc
          nawet nie byłam przekonana czy to na pewno TO). Mój mąż poszedł włączyć samochód
          (była zima) i już po mnie wracał. W przeciągu tej chwili skurcze z co 10
          zamieniły się w co 3 minuty, nadal bezbolesne, więc jeszcze się nie
          denerwowałam, bo cały czas nie chciałam wierzyć że to jednak porodowe.
          Przejechaliśmy przez wieś, odeszły mi wody (a było ich tak dużo że nawet nie
          przypuszczałam że może się ich tyle we mnie zmieścić) i poczułam że coś się
          dzieje. Wyczułam główkę. Urodziłam w ostatnim domu na naszej wsi. Oczywiście
          nikt mi nie chciał wierzyć. Bo takie porody są nie możliwe. Zdaniem wszystkich
          ukrywałam skurcze.
          Za rok znowu spodziewałam się rychłego porodu więc przeniosłam się do kuzynki,
          do miasta - 30 minut od szpitala. Urodziłam w nocy, na siostrzanym tapczanie -
          akcja porodowa ok. 20 minut (musiałam początek przespać). Gdy byłam przed
          trzecim porodem lekarz w żartach kazał mi wzywać karetkę przy pierwszym skurczu
          ( przeprowadziliśmy się do miasta, traf chciał że okna naszego mieszkania
          wychodziły na szpital - wooolnym spacerkiem 15 minut). Mąż też się śmiał - do
          trzech razy sztuka, może uda ci się urodzić w szpitalu. Znowu musiałam przespać
          skurcze, wstałam żeby założyć sukienkę (tym razem rodziłam latem) i nie zdążyłam
          nic zrobić, już nie wiedziałam o niczym, świat zniknął a ja rodziłam (pierwszy
          raz czułam dotkliwy ból - córeczka źle się ułożyła). Karetka po mnie
          przyjechała, nie zabierała tylko odebrała poród i gazem do szpitala.
          Nie do uwierzenia, prawda? Mój gin stwierdził że muszę mieć bardzo wysoki próg
          bólu, poród trwa a ja o tym nic nie wiem. Dwa razy mogło tak być, spałam. Ale
          pierwszy zaczął się w dzień. Czułam skurcze. Pani Kasiu? Możliwe żebym nie czuła
          pierwszych skurczy?
          W ogóle przestałam to opowiadać bo nikt mi nie wierzy, w najlepszym wypadku
          traktują moją historię jak kawał. A siostry, ciotki i nawet mama uważają że
          ściemniam, bo "szybki poród to miała Kasia, nie całe 2 godziny, a ty po prostu
          chcesz być lepsza" hihihi
          Teraz niedługo zaczniemy się starać o kolejne dziecko. Tym razem, zdaniem męża,
          w końcówce ciąży ,będzie mnie kontrolnie prowadzał co godzina na spacery pod
          szpital, to może się uda urodzić w szpitalu :)
          • oldzinka Re: No to i ja się dopiszę :) 23.03.09, 12:37
            Dziewczyno! Ty jesteś stworzona do rodzenia dzieci! Gratulacje.
            Takie porody to jak szczęśliwy traf od losu, bo rzeczywiście nie
            zdarzają się za często. Lekkie, łatwe i przyjemne porody domowe.
            Tylko pozazdrościć.
          • katarzynaoles Re: No to i ja się dopiszę :) 23.03.09, 22:46
            A ja Pani wierzę bez zastrzeżeń :). To bardzo, bardzo rzadko się
            zdarza, ale są kobiety, które rodzą tak, jak Pani opisuje.
            Najczęściej zdarza się to przy którymś z kolei porodzie (kiedy
            pierwszy był z tych bardzo szybkich), ale Pani historia przypomniała
            mi dziewczynę, którą przygotowywałam do pierwszego porodu. Mieszkała
            w kamienicy naprzeciw szpitala, kiedy zorientowała się, że rodzi -
            bo odeszły jej wody - to zdążyła dojść na izbę przyjęć, gdzie
            urodziła. Wszystko razem zajęło mniej niż godzinę. Pamiętam też z
            okresu, kiedy jeszcze pracowałam w szpitalu, pacjentkę, która leżała
            na chwilowej obserwacji na sali porodowej i czytała jakieś
            czasopismo. Kiedy podeszłam posłuchać tętna pani powiedziała "o, coś
            mi wychodzi" - i była to główka dziecka. Pewnie bym nie uwierzyła,
            gdybym nie widziała na własne oczy... Miałam też kilka doowych mam,
            do których nie zdążyłam, mam nawet na koncie dwie rekordzistki -
            jedna urodziła w towarzystwie męża pierwszą i drugą córeczkę, a
            kolejna aż trójkę maluchów. W obydwu wypadkach były to jednak mamy,
            które były i tak zdecydowane na poród w domu, co trochę zmienia
            sytuację.
            Zdaję sobie sprawę, że takie szybkie rodzenie "z zaskoczenia" wcale
            nie jest tak komfortowe, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Myślę,
            że nie ma co próbować dostać się do szpitala, tylko przygotować się
            do porodu w domu (służę listą przydatnych rzeczy) i znaleźć położną,
            która zgodzi się Panią pilotować telefonicznie w razie potrzeby.
            Pozdrawiam serdecznie :)
    • augunmonika Re: błyskawiczny poród 24.03.09, 08:43
      Zazdroszczę ci. Mój poród to droga przez męki. Rano poczułam
      pierwsze skurcze, które około południa były już regularne i co 10
      minut. Stwierdziłam, że nie mam co się spieszyć i do szpitala
      pojechałam wieczorem z nadzieją, że niedługo urodzę. Niestety, ale
      ani tego wieczoru ani następnego dnia nie urodziłam. Dopiero
      kolejnego dnia urodziłam około południa. Także o błyskawicznym
      porodzie to mogłam sobie tylko pomarzyć.
    • zebra12 Ale to się fajnie czyta :) 30.11.09, 13:31
      Ja nie miałam długich porodów, ale mój drugi był prawdziwie
      ekspresowy. Trwał 20 minut od pierwszego skurczu jaki poczułam i nie
      mogłam uwierzyć, że już rodzę, dopóki nie poczułam główki dziecka. A
      byłam sobie wtedy w szpitalnej wannie. Przyszłąm bowiem na wywołanie
      porodu. I jak mnie o północy złapały skurcze, to poprosiłam męża o
      nalanie wody do wanny, bo od razu były co minutę i bardzo bolały.
      Nie zdążyłam usiąść, bo gdy się zgięłam do siadu, to poczułam jak
      dziecko się rodzi. Niestety lekarz i położna nie wiedziały na jakim
      etapie jest poród i wyciagały mnie z tej wanny na golasa na łóżko
      porodowe. A ja kurcze nie mogłam iść, bo głowa była już do połowy
      urodzona. Mogłam w sumie urodzić w tej wannie. A ja się przejęłam i
      dyszłam wstrzymując parcie. Co ciekawe dziecko i tak się przesuwało
      i było to miłe i bezbolene uczucie. Zaczęło być bolesne na lądzie :)
      --
      [img]https://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif[/img]
      • epb3 Re: Ale to się fajnie czyta :) 30.11.09, 22:16
        o rany to ja myslalam, ze urodzilam szybko bo wody odeszly mi o 7, w szpitalu
        bylam przed 12 a o 12.30 byl Synek :) ale jednak mój porod byl bardzo dlugi :)
        co prawda większość w domu, ale jednak dlugo :)
        piszę bo przeczytalam o tym parciu.
        ja rodzilam w szpitalu i wlasnie nie parlam. tzn tylko tyle ile mi cialo
        podpowiadalo. polozna mi kazala dmuchac,sapać, kaslac, bujac się i inne dziwne
        rzeczy robic ale nie przec. a maluch i tak wyszedl :)
        • polad1 błyskawiczny poród 22.12.09, 12:48
          Niedawno urodziłam córeczkę, był to mój pierwszy poród. Przed
          porodem czytałam kilka razy to forum i myślałam sobie ale tym
          kobietom dobrze, taki szybki poród to marzenie. Nigdy bym nie
          pomyślała, że mnie coś podobnego spotka. Bałam się porodu,
          nastawiałam się na znieczulenie a tu proszę taka niespodzianka mnie
          spotkała. Otóż w dniu porodu około 13 odszedł mi czop śluzowy, nie
          byłam jednak pewna czy to czop, ponieważ krwi było więcej niż śluzu,
          przestraszyłam się, że coś może się dzieje z dzidzią. Zadzwoniłam do
          lekarza prowadzącego, powiedział, żeby pojechać do szpitala to
          sprawdzić. Pojechaliśmy do szpitala około godziny 15, niestety na
          izbie przyjęć było mnóstwo osób, musieliśmy czekać do 17 na badanie,
          wcześniej położna sprawdziła tętno dziecka, a że było w porządku to
          się uspokoiłam. O 17 zostałam przyjęta przez panią doktor (miałam
          robione ktg i usg- wszystko było ok), która powiedziała, że to czop
          śluzowy i że mam rozwarcie na 3 cm, ale ktg nie pokazywało żadnych
          skurczy (zresztą nic mnie nie bolało), więc powiedziała, że mogę
          jechać do domu bo poród może się zacząc nawet za 3 dni, zrobiła mi
          tylko masaż szyjki (nic nie bolało), bo niby po tym była szansa, że
          się coś rozkręci. Mieliśmy już jechać do domu, ale że były straszne
          korki, postanowiłam z mężem, że zajedziemy do restauracji. W
          restauracji byliśmy około 18, zamówiliśmy dania i czekaliśmy.. o
          18:15 złapał mnie pierwszy skurcz (jeszcze wtedy nie wierzyłam, że
          to poród) następny był za 5 minut, a później już skurcze co 2 minuty
          i były bardzo bolesne, więc się domyśliłam co się dzieje. Nie
          czekaliśmy na zamówione dania, bo mnie bardzo bolało i chciałam
          jechać do domu żeby wziąć prysznic, będąc już w samochodzie
          odczuwałam skurcze coraz silniej, zaczęło mnie zastanawiać, że te
          skurcze są tak często i są takie bolesne. Zmieniłam więc zdanie i
          kazałam mężowi jechać prosto do szpitala (dzięki Bogu, bo chyba mąż
          odbieraby poród) w szpitalu pojawiliśmy się po 19, i znowu kolejka
          na izbie przyjęć. A mnie tak już bolało, że zaczęłam prosić położne
          żeby coś ze mną zrobiły, ale jakoś nikt się mną nie przejmował bo
          przecież przed 18 byłam z małym rozwarciem bez żadnych skurczy. W
          końcu wyszła lekarka, ta która mnie badała, więc mówię do niej, że
          się zaczęlo i to chyba na dobre bo skurcze co 2 minuty (była już
          19:15),a ona że to się dopiero zaczyna i żebym nie panikowała bo ona
          ma pilniejsze przypadki i w ogóle że mam czekać(na izbie przyjęć
          było około 10-15 osób:). Zdenerwowałam się bardzo, bo ból był silny
          tak, żę podczas skurczu nie mogłam mówić. Pomyślałam sobie wtedy
          (zresztą mój mąz również), że jestem nieodporna na ból bo przecież
          poród się dopiero zaczyna i w tym momencie odeszły mi wody, więc
          narobiłam porządnego krzyku (zresztą wcześniej cały czas jęczałam z
          bólu- to mi bardzo pomagało). Polożna poprosiła mnie do gabinetu
          zbadała rozwarcie było 6 cm, i mówi jedziemy na porodówkę, poprosiła
          o dokumenty zaczęła coś spisywać. W tym czasie miałam 3 silne
          skurcze, tak, że "zwaliły mnie z nóg" krzyczałam z bólu i wtedy
          poczułam jak główka wychodzi i zachciało mi się wypróżnić :)
          Krzyknęłam, położne ściągneły ze mnie spodnie, rzuciły mnie na
          łóżko, i biegiem z wielkim krzykiem na porodówkę, 13 minut później
          córka leżała na moim brzuchu. Dziękuję położnym, że były
          przytomniejsze niż lekarka i nie pozwoliły urodzić mi na korytarzu.
          Dla mnie poród był przyjemny bo krótki i był to najpiękniejszy dzień
          w moim życiu. Wszystkim życzę takiego pierwszego porodu. Położne
          mówiły, że trudno uwierzyć, że to mój pierwszy poród. Pozdrawiam

        • iwonagos Re: nie do końca tak dobrze z tym błyskawicznym... 27.12.09, 23:30
          Mnie wzięło w 36 tc. Pierwszy poród w 42 tc przez cc z powodu braku postępów (zero skurczów, rozwarcie pełne), w rodzinie żadna babka nie urodziła przedwcześnie. Położna, z którą byłam umówiona (jak i mój lekarz) powiedziała, że pewno drugie też urodzę po terminie.... Wstałam rano poczułam lekki ból w dole brzucha. Nie wiedziałam jak odczuwa się skurcze.... Zawiozłam mamę do szpitala i sama wstąpiłam do przychodni, żeby gin mnie zbadała. Stwierdziła, że mam rozwarcie na 3 palce i zaczyna się poród. Było ok 11 rano. Zadzwoniłam do męża, był to jego 1 dzień w pracy, ma taką, że cała budowa stoi bez niego. Kierownik powiedział, że zwolni go ok 13. Pojechałam do domu, wykąpała się (nie było skurczów, tylko takie "mulenie" w dole brzucha). Nie miałam jeszcze nawet torby spakowanej do szpitala, więc to zrobiłam. O 13.30 mąż był w domu. Wcześniej zadzwoniłam do położnej, kazała przyjechać. Gdy czekałam na męża na podwórku zaczęły się skurcze co 5 min. Pędziliśmy do szpitala z szybkością błyskawicy.... Skurcze co 3 min..... Wpadłam do szpitala o 15, znalazłam się na IP i przestałam odczuwać skurcze (stes czy co, nie wiem). Zbadał mnie lekarz, dotarłam na porodówkę o 15.45, o 16 urodziłam piękną córeczkę - 2400. Nie odczuwałam żadnego bólu, ani nawet. Bolało jedynie nacięcie, nie wiem czy było konieczne czy nie. Próbowałam doczytać na forach, ale nic nie znalazłam. W każdym bądź razie dwa ciachnięcia,uch okropniasty ból no i masakrycznie bolące szycie.
          Sam poród wspominam rewelacyjnie. Do czego więc zmierzam z tym tytułem mojego postu.....
          U mojej córeczki stwierdzono wylew III stopnia do lewej komory mózgu, co najprawdopodobniej spowodowane było właśnie tym błyskawicznym porodem. Zadaję sobie ciągle pytanie: dlaczego córka urodziła się w tym 36 tygodniu, co się stało? Cała ciaża przebiegała prawidłowo, tydzień wcześniej byłam u mojego lekarza, który stwierdził, że wszystko jest ok.... Nie mam pojęcia.
    • monikanu Re: błyskawiczny poród 28.12.09, 20:21
      Witam
      Ja również urodziłam 3 tyg temu i to był mój 2 poród.
      Trwał 2, 5 godz i też jechałam do szpitala ze skórczami co 3 min .
      gdy dotarłam do szpitala rozwarcie było na 6 cm a za chwilkę już na
      8 i działo się to błyskawicznie . tak więc te szybkie porody mają
      miejsce i u mnie te skórcze pojawiły się nagale i sama nie sądziłam,
      że tak to błyskawicznie się rozwinie.
      Pozdrawiam wszystkie mamy :) i zyczę dużo zdrowia !
      • robin2510 Re: błyskawiczny poród 28.12.09, 20:52
        To może nie mój -bo oba zamknęły się w 6 h, ale mojej mamy. Mnie rodziła
        (pierwszy poród) ok 4h, poród był wywoływany . O 8:00, 10 dni po terminie moja
        mama stawila się z torbą na izbie przyjęć. Papierologia, obowiązkowe golenie,
        lewatywa i prysznic oraz całe przyjęcie trwało ok 2h (to był rok 79). O 10:00
        podłączono jej kroplówkę z oksy o 14:20 ja byłam już na świecie ;-). Moją
        siostrę rodziła 2,5h :-). Prawie nie zdążyła do szpitala, mało tego, jeszcze się
        przespała rodząc!. W trakcie jej porodu był obchód , ona leżała na boku
        przykryta po uszy bo rodziła w lutym do tego jest jasną blondynką (teraz farbuje
        ;-) )więc z daleka wyglądała jak by przekręciła się na tamten świat, podobno
        ordynator doskoczył do jej łóżka z wrzaskiem, że coś się z nią dzieje. Tak
        przestraszył tym moją zaspaną mamę, że myślała iż zawału dostanie , dodatkowo ją
        opieprzył :-) że nie przyjechała tu spać tylko rodzić. Pół h poźniej siostra
        była na świecie. Na pytanie czy ją porody bolały, powiedziała ze dla nie to cyt:
        "takie gorsze zatwardzenie" :-).
        --
        <"Co czyni człowieka człowiekiem???>
    • blackklaudeczka Re: błyskawiczny poród 05.01.10, 00:12
      To jest jeszcze nic!!!
      Moj poród trwał całe 30 minut!!!! Nie czułam nic kompletnie!!! Dobrze ze byłam
      dzień wcześniej już w szpitalu gdyż byłam 6 dni po terminie. Moze zacznę od
      początku..przyjechałam na kontrolne badania do szpitala i okazało się ze mam już
      rozwarcie na 1 cm lekarz stwierdził ze już zostaje w szpitalu. Monitorowano mnie
      przez KTG cala noc. Jakieś skurcze się pojawiły ale ja jako pierworódka nie
      miałam zielonego pojęcia czy to w ogóle skurcz, nie czułam NIC i poszłam spać.
      Rano miałam iść na porodówkę i dostać coś na wywołanie lecz jak wstałam poszłam
      się wykąpać i zasłabłam. Wezwano do mnie położną ta mnie zawiozła na porodówkę
      gdyż nie dałam rady iść sama ( w dalszym ciągu nie czułam skurczów). Na
      porodówce usłyszałam tylko jej słowa...ja bym z nią dłużej nie czekała. Przyszła
      do mnie położna i okazało się ze mam już rozwarcie na 7 cm, przebiła mi wody
      płodowe nio i 30 minut później miałam już dziecko na rekach. Efektem ubocznym
      mojego szybkiego porodu było pękniecie szyjki macicy :( ale wole to niż bóle
      krzyżowe.
      Pozdrawiam
    • bonnie75 Re: błyskawiczny poród 13.01.10, 11:32
      No coz - u mnie (dokladnie rok temu) bylo niemal identycznie i jeszcze szybciej.
      Rozwarta i juz bez czopu sluzowego chodzilam od wigilii (urodzilam 12 stycznia).
      Ktg nic ciekawego nie pokazywalo, ZADNYCH skurczy przepowiadajacych i 12-tego
      rano wlasnie mialam stawic sie na wywolanie, bo to byla ciaza cukrzycowa i moj
      gin nie chcial, zebym przenosila.
      Pierwszy skurcz o 22:50, najpierw co 10, potem od razu co 3 minuty, na IP bylam
      o rowniutko o polnocy z 10 cm rozwarcia, 00:10 pognali ze mna na porodowke,
      00:20 po dwoch partych urodzil sie Wojtus. Pecherz z wodami przebito mi juz na
      porodowce, tak jak przy pierwszym porodzie.
      Na szczescie byl to srodek nocy, wiec w stolicy bezkorkowo i szpital dosc
      blisko, ale gdyby mezul musial stac w korku - prawdopodobnie urodzilabym w aucie...

      • agnie-sia80 Re: błyskawiczny poród 08.07.14, 17:51
        1 poród z córką wywoływany. o 7 podłączono mi kroplówkę, o 9.00zadzwoniłąm po męża zeby przyszedł bo chyba się zaczęło (wtedy pojawiły się pierwsze skurcze)o 9.55 urodziłam córkę :)
        2 poród z synem. o 6 sie obudziłam wykapałam, zjadłam śniadanie, wymalowałam paznokcie. co jakiś czas skurcz. o 7.30 obudziłam męża. o 8 byliśmy w szpitalu gdzie czekałam grzecznie na swoją kolej. był 8.20 jak badał mnie lekarz- widziałam zegar nad głową :) o 8.30 po dwoch partych urodziłam syna.

        ciekawe co przyniesie mi poród trzeci :)

        moja mama urodziła mnie w domu- pogotowie nie zdążyło dojechać:) brat urodził się w szpitalu- 40 minut po tym jak moja mama dojechała:) więc to chyba rodzinne :D

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka