malwes
06.02.09, 14:07
...
Troszkę zdubluję wątek z forum "Szpitale" ale chciałam Wam napisac o
tym, że moje marzenia aby urodzić drugiego synka inaczej niż
pierwszego - bez ingerencji medycznych, w dowolnej pozycji w obu
okresach, bez zbyt szybkiego odpępnienia i mieć mozliwość
nakarmienia go...spełniło się. Wprawdzie pomogła tutaj natura bo od
przyjazdu do szpitala do momentu urodzenia synka minęło...10minut.
A było to tak...jeszcze niedawno pisałam to do Pani Kasi, że lekarze
straszą szybkim porodem bo jest 0,5cm szyjki przepuszczającej lużno
2 palce. Pani Kasia pisała, że owszem może być szybko co nie znaczy,
że zaraz...no ale tydzień potem inna lekarka bardzo się zaniepokoiła
widząc mnie - powiedziała, że dziecko bardzo napiera, że "pęcherz
jest napięty" i jeśli odejdą wody to pójdzie błyskawicznie.
Skierowała mnie na KTG a ponieważ nic nie pokazało wróciłam do domu.
Na drugi dzień wstałam rano o 6.30 głodna, zjadłam kanapkę i poszłam
do toalety zdziwiona, że nie mogę nic zrobić a przecież mi się chce!
Zaczęło mnie też ...boleć jelito - kłucie, rozpieranie, szarpanie.
Spędziłam to na domniemanego hemoroida :) i poszłam pod prysznic myć
głowę. Tam około 7mej dopadły mnie znów te bóle, jednak zaczęły
narastać z wyraznym szczytem, z uczuciem parcia i już promieniujące
na brzuch od razu co 3-4minuty i ponad 40sekund. Chciałam jeszcze
nogi golić :) ale mąż kazał dzwonić do położnej. Zadzwoniłam, było
parę minut po siódmej.
7.30 weszliśmy do taksówki, 7.49 mąż jweszcze wysłał z niej smsa do
pracy, 7.50 byliśmy na IP gdzie wody odeszły silnym strumieniem.
Wszyscy biegiem na porodówkę - kurtki na ziemię. Ja jeszcze byłam w
ubraniu i butach kiedy okazało się, że jest pół główki.
Przypomniałam sobie wtedy książkę Ireny Chołuj gdzie pisało jak
silne są skurcze parte (ileśtam hektopaskali na 2cm ciała) bo
ciśnienie normalnie wbiło mnie w ziemię i nie byłam w stanie
podnieść nogi ,żeby zdjąć buty.
Położna bardzo mi pomogła - mimo tempa udało jej się ochronić
krocze, pomogła mi przyjąć pozycję, która trochę spowolniła akcję
(kolana-łokcie), pokierowała oddechem i już na drugim skurczu
urodził się synek. Od razu mogłam się położyć na plecy i go
przytulić - czekaliśmy jak pępowina przestanie tętnić. Tata mógł ją
przeciąć i tak oto o 8.05 synek stał się "odrębym" obywatelem.
Niestety łożysko nie urodziło się całe (pewnie gdzieś w tej mojej
dwurożnej macicy usadowiło się przy rogach) więc na 10min dostałam
narkozę, w tym czasie synuś był z tatą. Potem się karmiliśmy i
przytulaliśmy przez 2h. Na sam koniec mogłam się spokojnie wykąpać w
wannie, człowieka pomierzyli i zważyli, zbadał go lekarz i wszyscy
już przebrani zostaliśmy przeniesieni na salę. Leżałam już potem w
sali jednoosobowej więc mogliśmy się nadal cieszyć rodzinną
atmosferą.
Tu napisałam więcej o szpitalu i moich refleksjach.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=90956978
Natomiast dodam jeszcze to, że miałam problemy z karmieniem piersią
(z pierwszym synkiem się nie udało) i położne niesamowicie mi
pomogły. Przez kilka dni i nocy cierpliwie ze mną pracowały,
podpowiadały co robić, uspokajały, motywowały, uczyły karmienia
przez rurkę po piersi i po palcu, uczyły używania SNSa, uspokajały
jak synek był "nie-do-dobudzenia" w czasie żółtaczki/naświetlania.
Generalnie gdyby nie one, przegrałabym tę walkę.
Rodziłam w W-wie w szpitalu św. Zofii, naprawdę polecam - leżałam
obok bloku porodowego i nasłuchałam się zza ściany nie jesnego
porodu i muszę Wam powiedzieć że jestem pod wrażeniem serdeczności
położnych, które przez wiele godzin pomagaja ,wpsierają, motywują
rodzące, będąc miłymi i konkretnymi nawet jak współpraca nie idzie
łatwo.
Może za bardzo się "nakręciłam" na "och i ach" ale mam porównanie z
poprzednim szpitalem i ciągle nie umiem sobie poradzić z żalem, że
pierwszego synka nie urodziłam w takiej atmosferze, w takich
warunkach i nie poczułam tej "magii" porodu, mogąc dac synkowi tak
piękny start w życie. Bardzo żałuję, że wtedy zdecydowałam się na
poró w innym szpitalu. Nie było wprawdzie źle, ale wiecie...KTG,
parcie na plecach przez to groźba kleszczy (na szczęście się udało
bez), szybkie odpępnienie i synek zabrany na wiele godzin :(.