justcam
01.05.09, 11:59
Poród jest bolesny, ale naprawdę może być też wspaniałym
doświadczeniem. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że niestety w Polsce
jest to często nie możliwe nawet jeśli poród przebiega dobrze bez
komplikacji , a kobieta dobrze sobie radzi. Pierwsze dziecko
urodziłam w Polsce w Pucku drugie w Anglii w Cambridge. Po tym
doświadczeniu jeszcze jaskrawiej zobaczyłam jak bardzo narusza się
prywatność , intymność i człowieczeństwo na polskich porodówkach.
Jak bardzo brakuje delikatności i poszanowania kobiety rodzącej, jej
potrzeb i intuicji . W Polsce należy się zwykle podporządkować
personelowi gdyż on wie lepiej jak, kiedy i co powinna robić
rodząca . Mam wrażenie zupełnego braku nastawienia na indywidualny
przebieg porodu. Wszystko obwarowane schematami ,gdzie indywidualne
potrzeby rodzącej są ignorowane lub postrzegane w sposób negatywny
jako wydziwiane.
Drugi poród w UK w wodzie to wspaniałe przeżycie jakże bolesne ,
uwieńczone cudem i radością. Bez zbędnego poczucia niesmaku i
naruszenia prywatności , a także uniknięcia personelu z lukami
wiedzy które mogły by mnie skrzywdzić jak miało to miejsce za
pierwszym razem.
Pierwszy i drugi poród rozpoczął się w nocy koło godziny 3. Oba
porody bez komplikacji pierwszy trwał ok. 6 godzin, drugi ok. 4
godz. od pojawienia się pierwszych skurczy, które od samego początku
przy obu porodach były częste i regularne. Również przy obu porodach
towarzyszył mi mąż.
Na sali porodowej, gdy wchodziłam do basenu przy obu porodach pod
wpływem wody skurcze stały się rzadsze z trzech minut zaczęły
występować co 4 min. z tej przyczyny w Pucku kazano mi wyjść z wody
bo „akcja porodowa spowalnia ”usłyszeliśmy od położnej. W Anglii
położna nam wyjaśniła, że to naturalne działanie wody i że zwykle
woda ma właśnie taki wpływ na rodzące co wcale nie spowalnia akcji
porodowej, a relaksuje kobietę i pozwala lżej przejść poród.
W Pucku w ostatniej fazie porodu zostałam zmuszona do przekręcenia
się na plecy bez podania przyczyny i wyjaśnień (mimo mojego
sprzeciwu), parłam z całych sił na okrzyk położnej, za trzecim
skurczem partym zostałam nacięta i urodziłam - wynikiem było
popękane krocze trzeciego stopnia, pozszywane krocze goiło się
całe lato. Nawet obiecane przez położną przeciwbólowe leki nie
dotarły do mnie na salę poporodową. Dopiero zmęczona nocnymi bólami
musiałam wstać i się o nie prosić co wzbudziło oburzenie i
podejrzenie na nocnej zmianie personelu. Dopiero gdy jedna z
położnych postanowiła sprawdzić te fanaberie proszącej się
pacjentki na widok okaleczonego krocza zasyczała i pobiegła po
globulki.
Zaczęłam poszukiwać informacji i przyczyny tak uszkodzonego krocza
w ten sposób trafiłam na forum dobry poród i świetne Rady Katarzyny
Oleś za ich pomocą zrozumiałam dlaczego mój poród zakończył się tak
rozległym uszkodzeniem krocza, ale także jak rodzić następnym razem
aby było lepiej. I udało się!
Miałam aktywny i spokojny poród w wodzie w UK. Kiedy przyszły
skurcze parte podeszła do mnie położna i szepnęła do ucha „teraz
podążaj za intuicją Twego ciała” ja przybrałam pozycje wertykalną i
parłam. Czułam jak za każdym partym mały przeciska się przez kanał
rodny sześć może siedem razy parłam i maleństwo wpłynęło do wody.
Bez okrzyków, bez presji, w wybranej przez siebie pozycji , bez
ingerencji , bez nacinania krocza i BEZ PĘKNIĘCIA! Ani jednego szwa.
Także beż procedury sztucznego oczyszczania macicy przez udeżenie
czy też nachalne naciskanie jakie miało miejsce w Pucku. Tym razem
krwawiłam po porodzie mniej i krócej. Dwie godziny po byłam
wstanie pójść i się wykapać pod prysznicem a powrót do sił był
naprawdę szybki.
Wszystko odbywało się spokojnie razem z mężem z ciepłą i delikatną
położną , która do niczego mnie nie zmuszała. Bardzo miło mnie
zaskoczyła delikatnym pytaniem o sprawdzenie rozwarcia i gestem
zasłonięcia prześcieradłem, które dało mi poczucie intymności i
szacunku (oczywiście we własnej osobnej sali na której znajdowaliśmy
się we trójkę). Gdy wychodziła z sali porodowej i wracała za każdym
razem delikatnie pukała do drzwi.
W Pucku bez pukania i pytania pan ordynator wprowadził podczas
mojego porodu parę oczekującą dziecka, aby zobaczyła sobie jak
wygląda sala z basenem „bo przyjechali z Gdańska”- wyjaśnił. Pani
położna wiedziała lepiej co w danym momencie powinnam robić i była
zbulwersowana , gdy jej odmawiałam wykonywania poleceń np. Gdy nie
chciałam się położyć na łóżko i dać się podłączyć do KTG i to nie
dlatego, że miałam taki kaprys tylko dlatego, że było to dla mnie
niewykonalne (miałam wrażenie, że prędzej chodziła bym po suficie
niż leżała ). Pani położna tłumaczyła, że mam się położyć ,
ponieważ oni maja taką procedurę – to było istotniejsze niż dobro
czy też komfort pacjentki.
Drugi poród jest dla mnie pięknym przeżyciem i doświadczeniem , bez
stresu ,bez pośpiechu, w pięknej atmosferze, „bardzo po ludzku” i ta
niesamowita chwila gdy wyciągnęłam dzieciątko z wody – to było tak
wspaniałe uwieńczenie dobrego porodu. Następnie chwila napięcia gdy
leżymy na łóżku razem z maleństwem i położna opatruje i sprawdza
krocze- w mojej głowie się przewijają myśli czy pękło, czy bardzo
popękało- i następna nagroda pani położna mówi że nie ma
najmniejszego pęknięcia!