Przegrałyśmy? Ważne!

04.06.09, 03:42
Nie mogłam zasnąć, więc wstałam i piszę, bo aż mnie trzęsie.

wiadomosci.24polska.pl/kraj/polki_maja_rodzic_w_bolach_znieczulen_za_darmo_nie_bedzie_36942.html

www.dziennik.pl/polityka/article392123/Polko_Bedziesz_rodzic_w_bolach.html

Powiem od siebie, niektórzy są tam chyba niepoczytalni!

"Liczba anestezjologów, których trzeba by zaangażować do
znieczulania wszystkich rodzących, jest astronomiczna. Szpitale by
padły, bo nie mogłyby już wykonywać operacji""
dlaczego w tym chorym kraju zawsze znajdzie się ktoś, komu wydaje
się, że żyjemy sami na tej planecie. Tyle państw na Zachodzie sobie
radzi z tym bez problemu i jakoś operacje się też odbywają. I wbrew
pozorom, wcale nie kosztuje to więcej. Bo jak kobieta ma świadomośc,
że będzie mogła liczyć na życzliwy personel, zzo i cc (a nie psn za
wszelka cenę łącznie ze skakaniem po brzuchu i późniejszą
rehabilitacją siebie i dziecka) to prawie zawsze bedzie najpierw
próbować rodzić siłami natury.

"Nasz standard ma dotyczyć głównie postępowania podczas porodu
fizjologicznego. A w momencie gdy na salę wchodzi anestezjolog,
który podaje znieczulenie, oraz drugi położnik, poród już nie jest
naturalny - tłumaczy prof. Niemiec."
Czy ten Niemiec uważa wszystkie kobiety za kretynki???????
Ciągłe ktg, przymus oxy, parcie wbrew grawitacji to naturalny
poród????????? W polskich szpitalach NIE MA porodów naturalnych!!!
Dlaczego na wygodę dla pseudolekarzy są pieniądze, a na ulżenie w
cierpieniu kobiecie nie?

Ja nie mówię, że nie nalezy stosować naturalnych metod łagodzenia
bólu, ale tu chodzi o pseudonaturę (wiemy jak wygląda w praktyce)
zamiast jakiegokolwiek znieczulenia. I o to, że gdy inne opcje z
róznych powodów zawiodą, to wyjąca z bólu kobieta nie dostanie
znieczulenia. Bo nie.

"Nie ma mowy o lansowaniu znieczulenia bez powodu. To nie jest
połknięcie cukierka."
A od kiedy ktoś sobie bierze znieczulenie bez powodu?????????? To
chyba logiczne dla zdrowej na umyśle osoby, że znieczulenie się
bierze gdy kobieta cierpi. Takie gadanie "o powodzie" to oznacza w
praktyce traktowanie kobiety jak szmaty pozbawionej mózgu, której
można wmówić, że nie cierpi, ewentualnie że musi cierpieć dla dobra
dziecka. No chyba, że tym powodem ma byc koperta. To by wiele
wyjaśniało!

"Jak tłumaczy, standard opieki związanej z porodem musi brać pod
uwagę "nie tylko matkę, ale i bezpieczeństwo". "
Co za bełkot!!!! Od kiedy to znęcanie się nad rodzącą odmawianiem
ulżenia w cierpieniu jest bezpieczne!!!!

"Jeśli przyszłe matki będą przygotowane do porodu i w szkole
rodzenia dowiedzą się, jakie są inne opcje: nauczą się relaksacji,
psychoprofilaktyki, to wszystko się jakoś ułoży."
A jak się nie ułoży, to ją potem zamkną w psychiatryku?????

Szlag mnie trafia. Po co piszemy petycje, skoro nikt się nimi nie
przejmuje, gdy banda psychopatów i sadystów ustala jak głupie baby
mają rodzić. A rodzić mają podle!

W XXI w. w tym chorym kraju kobieta musi rodzić gorzej niż w
jaskini!!!!!!! Bo w jaskini nikt nie zmuszał jej do leżenia, nie
skakał po brzuchu, nie nacinał przymusowo krocza. Mowa oczywiście o
porodzie fizjologicznym a nie patologicznym.

I jeszcze:
wyborcza.pl/1,76842,6651726,I_jak_tu_rodzic_po_ludzku_.html
"Wytyczne angielskie: kobiety należy poinformować, iż poród jest
ogólnie bezpieczny zarówno dla kobiety, jak i dziecka.

W polskiej wersji ma być inaczej: kobiety należy poinformować, że
poród w szpitalu jest bezpieczny."

"W19-osobowym gronie jest aż 11 lekarzy, większość z tytułem
profesora, trzy położne, dwie przedstawicielki fundacji Rodzić po
Ludzku, jedna osoba z NFZ i dwie z Ministerstwa Zdrowia.
(...)
w Wielkiej Brytanii (...). Zespół liczył tyle samo osób, ale tylko
pięciu lekarzy, trzy położne, trzy przedstawicielki organizacji
kobiecych, dwóch ekspertów ds. ekonomiki zdrowia i sześciu z zakresu
zdrowia publicznego."

W Polsce z organizacji kobiecych nikogo nie poprosili. Baby nie mają
nic do gadania w ich własnej sprawie.
Nie chciałabym urazić, ale te środowisko lekarskie zaczynam odbierać
jako mafię, starającą się przejąć całkowitą kontrolę i władzę nad
rodzącą. Wiem, że są lekarze, którzy się z takimi praktykami ich
kolegów nie zgadzają, ale jak widać są zbyt słabi by coś zmienić. I
my im musimy w tym pomóc.

Jak czegoś NATYCHMIAST nie zrobimy, to niedługo nawet Pani Kasia nie
bedzie mogła legalnie pracować, a porody domowe będą tylko za
granicą.

Macie jakies propozycje? Petycji i tak nikt nie przeczyta i się nią
nie przejmie. Pisać skargi do RPO? Do prokuratury za odbieranie
kobietom prawa do decydowania o własnym porodzie (prawnik
potrzebny)? Uważam że niektóre z wymienionych osób powinny byc
pozbawione prawa wykonywania zawodu! Gdzie zgłaszać na nie skargi?

Na koniec:
wyborcza.pl/1,75515,6648456,Zla_wiadomosc_na_Dzien_Matki.html
    • an_o Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 04:01
      Ginekolodzy wogole, a faceci w szczegolnosci maja jakies chore
      wyobrazenie o tym, co kobieta czuje, czy czuc powinna. A maja o tym
      pojecie jak nie przymierzajac krowa o ladowaniu na ksiezycu. I
      jeszcze bezczelnie pieprza o jakichs frazesach zwiazanych z porodem
      tzw. naturalnym. Mysle, ze tu jakas kampania spoleczna zakrojona na
      szeroka skale by sie przydala, plus szkolenia dla ginekologow
      prowadzone przez specjalistow z innych krajow (niestety). Jak
      zobacza na wlasne oczy i uslysza na wlasne uszy od miedzynarodowych
      ekspertow, jak to powinno sie odbywac, to moze, ale tylko moze, w
      koncu zaczna zmieniac zdanie. Do tego kazde zlamanie prawa pacjenta -
      kobiety rodzacej powinno byc szeroko upubliczniane, zeby sobie
      kartel lekarski nie myslal, ze to tylko takie puste gadanie jest.
      Ciekawe, czy np. rzad moze sfinansowac taka kampanie gdy sie pod nia
      podpisze iles tam osob. Ja bym byla za. W koncu sa tez obywatelskie
      projekty ustaw wlasnie dzialajace na takiej zasadzie - zbierzcie
      iles tysiecy podpisow, to sie ta sprawa zajmiemy. Warto to sprawdzic.
      • lillika Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 04:14
        Kampania nic nie da. Ci faceci są tak nadęci i przeświadczeni o
        własnej nieomylności, że nic to nie da. Nie wiem, dlaczego ich żony
        nie kopną ich w d. Tu trzeba chyba nagonki i mówić dosanie, że są
        sadystami, a miejsce takich jest w kamieniołomach a nie na sali
        porodowej!
        Trzęsie mnie, gdy brakuje niewiele pieniędzy na znieczulenie (kiedys
        podawali dokładnie ile to kosztuje) a wydaje się cieżkie miliony na
        świątynie opatrzności bożej.
        Rząd się nie podpisze, zalinkowałam niżej, bo ma rodzące w d.
        Refundacja viagry dla kombatantów jest ważniejsza.
        • an_o Re: Przegrałyśmy? Ważne! 05.06.09, 04:18
          Moze i faceci sa przeswiadczeni o wlasnej nieomylnosci, ale bardziej
          chodzi tutaj o presje wywierana na nich przez swiadmowe swoich praw
          kobiety. Jakby jedna z druga wiedzialy, ze ordynator to moze ich za
          przeproszeniem w d..pe pocalowac, bo to one decyduja o tym, jaki ma
          byc ich porod i egzekwowaly swoje prawa w calej rozciaglosci, to cos
          w koncu musialoby sie ruszyc. Wiec, jak lekarze po dobroci nie beda
          chcieli, to sie ich zmusi wlasnie takim zelaznym postepowaniem. Ale
          najpierw do kobiet trzeba dotrzec - a taka kampania to najlepsze
          rozwiazanie, zeby dotrzec prawie do wszystkich. Bo teraz wiekszosc
          myslie, ze ordynator ginekologii to swieta krowa i co powie, to
          swiete jest, niestety.
    • lillika Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 04:07
      www.dziennik.pl/polityka/article333431/Panie_Premierze_porody_musza_byc_znieczulane.html

      www.dziennik.pl/polityka/article333196/Poslanki_apeluja_o_darmowe_znieczulenia.html
    • 230408k Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 07:48
      To skandal!!!
      Sama rodziłam w szpitalu uniwersyteckim (nie wspomne miasta przez
      grzeczność), gdzie wydawać by sie mogło, ze ludzie reformowalni itp.
      Lekarza prowadzącego miałam suepr - tak długo jak chodziłam do jego
      prywatnego gabinetu... :? w trakcie porodu, po dwóch godzinach na
      sali porodowej wreszcie się do mnie pofatygował (po porodzie
      widziałam go tylko raz - na własną prośbe zresztą :?). Jaki był, to
      był, ale faktem jest, że tylko dzieki temu człowiekowi podłaczono mi
      zoo. Ale co z tego? Jak tylko mój lekarz zakończył dyżur, i przyszła
      inna P. Doktor (Kobieta) postanowiła zaprzestać podawać zoo, więc w
      efekcie najgorsze etapy porodu miałam bez znieczulenia. WYglądałam
      koszmarnie, naczynka popekane, oczy wypodbijane z wysiłku,
      zakrwawione białka oczne i siniaki na piersi i brzuchu od wypychania
      dziecka przez 3 lekarzy (w tym dwóch mężczyzn wybychało mi przez
      1,5h. synka z brzucha, dopiero jak przyszedł ordynator pokazał im
      jak powinni wypychć małego, i juz przy drugim podejsciu udało się).
      Pani doktor, całkowicie zrezygnowała z zoo, nawet podczas szycia -
      podała mi zastrzyk, który kompletnie nie działa w efekcie czego
      czułam dosłownie kazde pociagnięcie nici... Prosiłam, błagałam, nic
      nie docierało. Na szczęście okazało się że za zoo nie musiałam
      płacić, z reszta i tak nie zapłaciłabym, bo w efekcie to dostałam
      zamiast 3 - tylko 1/2 jednej dawki - więc za co tu płacić???
      Tak byc nie powinno. Kobieta powinna miec prawo do decydowania o
      sobie, technice rodzenia, i przede wszystkim o swoim progu
      wytrzymałości na ból. Co jakis lekarz może wiedzieć na temat tego
      czy wytrzymam jeszcze godzinę czy nie...


      Podpisuje sie obiema rękami pod watkiem... Nalezy coś zrobic w tej
      kwestii, ale co??????????????????????????
    • mamamada co można zrobić? Publiczne wysłuchanie! 04.06.09, 10:50
      Można spróbować zrobić coś, żeby głos samych zainteresowanych -
      rodzących kobiet (tych, które już rodziły i tych, które zamierzają
      kiedyś urodzić) był bardziej słyszalny.

      Można apelować do ministerstwa zdrowia o tzw. publiczne wysłuchanie
      (public hearing) w procesie konsulatacji społecznych rozporządzeń
      dotyczących standardów opieki okołoporodowej. Oni już raz zrobili
      takie wysłuchanie i z tego co pamiętam to były z niego relacje w
      mediach (także w TV).

      Więcej o wysłuchaniu publicznym (na czym polega, jakie możliwości
      stwarza obywatelom) można przeczytać na stronach:

      pl.wikipedia.org/wiki/Wys%C5%82uchanie_publiczne
      www.dobrowol.org/publicznewysluchanie/publicznewysluchanie.html


      Jeśli na skrzynkę mz (adres: kancelaria@mz.gov.pl ) wpłynie dużo
      maili w stylu: "ja, XY domagam się przeprowadzenia publicznego
      wysłuchania w toku prac nad wszystkimi rozporzadzeniami dotyczącymi
      opieki okołoporodowej", jeśli media to podchwycą, to jest szansa by
      kobiety zyskały publiczną przestrzeń, by móc wyrazić swoje
      oczekiwania - i że ten głos zostanie odnotowany w oficjalnych,
      urzędowych dokumentach i będzie musiał zostać wzięty pod uwagę.

      Znajdą się chętne (chętni?)?
      • silije.amj Re: co można zrobić? Publiczne wysłuchanie! 04.06.09, 11:17
        Niedawno było w sejmie publiczne wysłuchanie na temat In vitro.
        Posłowie się wprawdzie nie pofatygowali, ale były media. Wypowiadała
        się pięknie moja koleżanka po in vitro, jej tekst był potem w
        Wyborczej.
        Na skrzynkę MZ mogę słać a jeśli rzeczywiście dałoby się załatwić
        publiczne wysłuchanie to mogę dojechać do Warszawy i palnąć mowę na
        podstawie swoich porodów szpitalnych, domowego oraz tego, w którym
        byłam osobą towarzyszącą.
        • mamamada Re: co można zrobić? Publiczne wysłuchanie! 04.06.09, 13:30
          Jeśli się uda, to ja też tam będę :)
      • lillika Re: co można zrobić? Publiczne wysłuchanie! 04.06.09, 16:10
        Mamamada, piszesz o wysłuchaniu publicznym. Ja już pozbyłam się
        złudzeń. Aby takie wysłuchanie miało sens, ktoś musi chcieć słuchać.
        A główny problem jest taki, że kobiecych problemów nikt nie chce
        słuchać, zwłaszcza jeśli w państwie wyznaniowym (a za taki uważam
        Polskę) głównym argumentem jest tu Stary Testament i rzekoma wola
        Boga.
        Ok. 8 marca był wyświatlany film "poród w ekstazie". Byli zaproszeni
        na pokaz lekarze (w tym ordynatorzy). Z relacji - nie przyszedł
        NIKT. O tym, że może być lepiej wiemy my, ale nie mamy dośc siły i
        władzy by to wyegzekwować.
        A przy okazji, jak poród w ekstazie ma się do tej rzekomej woli
        Boga? A może te rodzenie w bólu to jednak nie wola Boga ale faceta
        piszącego Stary Testament?

        Maile na skrzynki można pisać. Dla mnie w takiej sytuacji jest
        pisanie bez emocji. Mail do MZ to nie to samo co pisanie w nerwach
        na forum.

        Zastanawiam się, czy publicznie nie piętnowac (zgodnie z prawem) już
        konkretne osoby, pokazywac ich ignorancję jak np. Niemiec, który
        poród szpitalny nazywa naturalnych, choć jak wiemy szpitalny nie ma
        nic wspólnego z naturalnym.
        • mamamada Re: co można zrobić? Publiczne wysłuchanie! 04.06.09, 17:04
          Lillika napisała:
          Mamamada, piszesz o wysłuchaniu publicznym. Ja już pozbyłam się
          > złudzeń. Aby takie wysłuchanie miało sens, ktoś musi chcieć
          słuchać. A główny problem jest taki, że kobiecych problemów nikt nie
          chce słuchać (...)

          Lillika, ja nie mam złudzeń. Urzędy znam, można by rzec, od
          podszewki, znam sposób funkcjonowania instytucji publicznych w
          Polsce i nie jest dla mnie tajemnicą, że maile napływające na ten
          sam temat urzędnicy załatwiają jedną standardową odpowiedzią.

          Niezależnie od chęci braku słuchania (i usłyszenia czegokolwiek)
          urzędy muszą się jednak trzymać procedur - np. zamieścić na swojej
          stronie internetowej wraz projektem aktu prawnego (rozporządzenia)
          uwagi strony społecznej czy stenogram public hearing. I nawet jeśli
          tym trazem uda się im jeszcze nie usłyszeć, to ten głos zostanie
          zapisany i nie zostanie zapomniany, a w przyszłości, przy okazji
          następnej debaty będzie się do czego się odwołać.

          Pisałaś o WHO, o instytucjach międzynarodowych - niedawno był w
          Polsce wysoki komisarz unijny ds. zdrowia. Unia pyta polskie urzędy,
          co robią w konkretnych sprawach, także związanych z tzw. zdrowiem
          reprodukcyjnym.

          Wysłuchanie publiczne i korespondencja wpływająca do urzędu na jakiś
          temat może być ważnym sygnałem dla WHO i UE, że coś jest nie w
          porządku, że istnieje poważny problem społeczny, którego - być może -
          nasze władze nie potrafią same rozwiązać w sposób zgodny z
          europejskimi standardami i potrzebami obywateli
          • lillika Re: co można zrobić? Publiczne wysłuchanie! 04.06.09, 20:24
            Mamamada, dobra podpowiedź.
            Czyli zabierajmy się kobietki na początek do pisania pism do urzędów!
    • lillika Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 16:24
      Jak pisałam powyżej zastanawiam się nad publicznym piętnowaniem słów
      niektórych osób (zgodnie z prawem).
      Na przykład (z artykułu):
      "Zespół przygotowuje zasady opieki nad kobietami w ciąży. Jego
      członkiem jest prof. Krzysztof Niemiec, wiceszef Polskiego
      Towarzystwa Ginekologicznego, które domaga się zapewnienia kobietom
      darmowych znieczuleń. Gdy zespół rozpoczynał prace, lekarze z tego
      towarzystwa chcieli, by ich postulat stał się jednym z filarów
      nowoczesnych standardów porodowych. Teraz prof. Niemiec przyznaje,
      że to się zmieniło. I tłumaczy, że temat znieczuleń "wychodzi poza
      zakres prac zespołu". - Nasz standard ma dotyczyć głównie
      postępowania podczas porodu fizjologicznego. A w momencie gdy na
      salę wchodzi anestezjolog, który podaje znieczulenie, oraz drugi
      położnik, poród już nie jest naturalny - tłumaczy prof. Niemiec."

      Z jednej strony z tego wynika, że jednak chcieli darmowych
      znieczuleń, z drugiej strony pada idiotyczny argument o wkroczeniu
      anestezjologa i naturalności, który właściwie jest zaprzeczeniem
      pierwszego stanowiska.
      Poza tym p.Niemiec w życiu porodu naturalnego nie widział na oczy.
      Jak można szpitalny poród ze wszystkimi szpitalnymi praktykami
      nazywać naturalnym? Po końskich dawkach oxy to już nawet
      fizjologiczny nie jest bo nie rodzi się siłami natury a siłami
      chemii. I mięsni lekarzy gdy skaczą po brzuchu.
      I gdzie pisac skargę na niewiedzę p.Niemca? Do Towarzystwa, którego
      wiceszefem jest wspomniany p.Niemiec?
      Może do WHO? Może jego niewiedzę (cynizm?) obnażyć w programach
      informacyjnych TV (pisać do stacji).
      A może do macierzystej uczelni p.Niemca?
      • gonia_23 Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 18:01
        Stary Testament nie ma tu nic do rzeczy. Bóg pozwala nam na dochodzenie do
        mądrości i w niej jest zawarte to że mamy środki na to aby nie bolało. Jeśli
        ktoś nie chce podać znieczulenia to go nie poda i koniec kropka.Jeden lekarz da
        znieczulenie , przyjdzie drugi i zmieni decyzję poprzedniego chociaż z natury
        lekarze nie chcą sobie wchodzić w paradę (w parodię :))) ) Ja też byłam zszywana
        tylko po części w znieczuleniu z połowę szwu byłam szyta na żywca. Najgorsze co
        wspominam to właśnie to szycie. Bóle porodowe zniosę choć trzęsłam się z bólu na
        łóżku jak mi podłączyli mi ktg i nie mogłam się ruszyć.brrrr. Poród z bólem o
        dziwo odbieram za naturalny, ale jeśli lekarz tnie i zszywa mnie na żywca to już
        przesada. Żeby chociaż położna zapytała się czy może mnie naciąć.. Przed porodem
        najwyjmowała nisi, przyrządów do szycia i takich tam, czyli z góry zakładała, że
        mnie ciachnie.Zapytałam się po wszystkim czy było to konieczne i powiedziała że
        tak. Wierzę z natury ludziom, tylko czy powinnam?

        Lekarka przyszła do zszycia mnie zaspana i w nie najlepszym nastroju. Dodam że
        słynie z tego że lubi pić alkohol, miała nawet ostrzeżenie,że poleci jak się nie
        opamięta.Może zrozumiała ze zwolnieniem to bym nie przesadzała bo jest zastępcą
        ordynatora. Smutno mi kiedy do porodu kobieta przychodzi jak na ścięcie.
        Wszystko żale mi z czasem przechodzą zwłaszcza,że synka mam zdrowego i mnie nic
        się nie stało. Co prawda położna powiedziała że jeszcze troczę i dziecko mogłoby
        się udusić (wody odeszły mi o 22 a urodziłam o 4 nad ranem, miałam zielonkawe
        wody płodowe. W sumie mój poród trwał od wtorku do czwartku nad ranem. Mam
        nadzieję że kolejny będzie krótszy :)
        • lillika Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 20:12
          gonia_23 napisała:

          > Stary Testament nie ma tu nic do rzeczy. Bóg pozwala nam na
          dochodzenie do
          > mądrości i w niej jest zawarte to że mamy środki na to aby nie
          bolało.
          Wbrew pozorom ma. Taki argument czasem słyszą kobiety, które
          chciałyby znieczulenia w szpitalu, pomijając techniczne możliwości
          szpitala.
          P.Kopacz też powiedziała coś o znieczuleniu i pozostawieniu "pewnych
          spraw naturze", choć z racji zajmowanego stanowiska nie użyła
          słowa "Bóg" czy "Biblia". Zastanawiające że w temacie np. oxy czy
          epizjotomii też nie chce zostawić pewnych spraw naturze.

          Jeśli
          > ktoś nie chce podać znieczulenia to go nie poda i koniec kropka.
          No właśnie. Tak sobie wyobrażam, że potrzebuję pilnie krwi a lekarz
          nie poda bo nie chce i kropka (może świadek Jehowy). Nie bardzo to
          rozumiem. Pomijając wskazania medyczne (faktyczne a nie
          wyimaginowane czy ideologiczne), to dlaczego widzimisię lekarza ma
          decydować o czyimś(moim) cierpieniu? Nie można takich po prostu
          wywalić z zawodu?
    • okina Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 19:42
      Jestem ciekawa ilu z nich korzysta z dentysty bez znieczulenia?

      ja skonczylam szkole rodzenia i technik relaksacyjnych sie tam nie
      nauczylam.
      • lillika Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 20:20
        okina napisała:

        > Jestem ciekawa ilu z nich korzysta z dentysty bez znieczulenia?
        prof.(?) Dębski (tak, facet!!!) około 4 lata temu powiedział w
        telewizji, że bardziej boi się bólu wyrywanego zęba niż bólu
        porodowego!!! Stwierdził też, że tak jak do wyrywania zęba nie
        bierze się narkozy, tak do porodu nie powinno być znieczulenia.
        Ekspert, no nie?

        > ja skonczylam szkole rodzenia i technik relaksacyjnych sie tam nie
        > nauczylam.
        tak z ciekawości, nauczyli tam być potulną rodzącą?
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=548&w=94341131&a=94341131
    • lillika Re: Przegrałyśmy? Ważne! 04.06.09, 20:38
      Bardzo ciekawy artykuł.
      Kilka cytatów:
      "Poród naturalny nie musi odbyć się w domu. W tej chwili jest to
      konieczność, gdyż w większości szpitali – a może nawet prawie we
      wszystkich – z powodów wyłącznie organizacyjnych nie daje się szansy
      rodzenia naturalnego. Uważam, że porody nie powinny odbywać się w
      szpitalach, bo one kojarzą się z chorobą, a rodzenie to czynność
      fizjologiczna. Należałoby stworzyć specjalne miejsca, które
      zapewniałyby rodzącym pełną opiekę medyczną."

      "W czasie porodu nie wolno stosować żadnych środków
      farmakologicznych ani narzędzi, z wyjątkiem nożyczek do przecięcia
      pępowiny. Kobieta ma prawo rodzić w takiej pozycji, jaką uzna za
      najlepszą. Obecnie w szpitalach porody tradycyjne od początku do
      końca są przeprowadzane na łóżku porodowym. Przy tzw. porodach
      rodzinnych dopuszcza się, by pierwszy okres, czyli do momentu
      całkowitego rozwarcia kanału szyjki macicy i wystąpienia skurczów
      partych, odbywał się w sposób naturalny, w pozycji wybranej przez
      kobietę. Ale kolejne okresy – drugi, kiedy dziecko przeciska się
      przez drogi rodne, i trzeci, od urodzenia się dziecka do urodzenia
      się łożyska – odbywają się nadal w pozycji leżącej, a nawet, co jest
      jeszcze mniej korzystne, na fotelu ginekologicznym."

      "Trzeba prowadzić poród w taki sposób, by ingerencja manualna była
      minimalna, zwłaszcza przy główce dziecka. Lekarz nie przebija
      pęcherza płodowego. Nie wydobywa ręcznie łożyska. W szpitalu na
      poród łożyska czeka się co najwyżej pół godziny, w czasie porodu
      naturalnego nawet do dwunastu godzin. Skutecznie przyspiesza ten
      proces ssanie piersi przez noworodka."

      "Już w latach 80. przyjmował pan porody w domu. W 1990 roku pod pana
      opieką po raz pierwszy w Polsce urodziła w sposób naturalny kobieta,
      która wcześniej miała dwa cięcia cesarskie. Była to pańska żona."

      www.hyppocrates.pl/index.php/Poradnik_Pacjenta/Ciaza_i_porod/Rodzenie_na_zyczenie.html

      Nie do końca w temacie znieczuleń, ale widać, że nie wszyscy są
      zwolennikami wyłącznie porodów szpitalnych z maksymalną ilością
      interwencji medycznych.
      • gonia_23 Re: Przegrałyśmy? Ważne! 05.06.09, 14:25
        Niestety jak lekarz czegoś nie chce to się go nie zmusi. Pamiętam sytuację u
        dentysty, kiedy chciałam coś negocjować to lekarka odparła żebym sama leczyła
        zęby skoro się wymądrzam. Czyli trzeba być potulnym jak baranek bo nie kończyłam
        studiów medycznych i g... wiem. Z ginekologami jest podobnie, moim zdaniem
        pacjentka wg nich nie jest partnerem do dyskusji. Jak niektóre forumowiczki
        piszą, gdy kobieta zaczyna dyskutować pada argument, że to zaszkodzi dziecku, że
        jesteśmy egoistkami i wyrodnymi matkami, no i co w takiej sytuacji zrobić? Ulec,
        niestety. Dla dobra dziecka. Straszne, ale prawdziwe.
    • katarzynaoles Re: Przegrałyśmy? Ważne! 06.06.09, 23:00
      Drogie Panie, rozumiem Wasze emocje i w bardzo dużym stopniu je
      podzielam. Niestety, nie dzieje się dobrze i większość z powodów
      bardzo dobrze Panie wypunktowały. Proszę też jednak pamiętać, że
      czasem informacje z prasy są - jakby to powiedzieć - mało
      precyzyjne. Myślę, że pomysł z wysłuchaniem publicznym jest dobry -
      i wydaje mi się, że wcale nie taki pozbawiony sensu. Warto też pisać
      o tym, jak wyobrażają sobie Panie poród - z moich informacji wynika,
      że prace komisji najbardziej zagrażają porodowi fizjologicznemu -
      ustala się na przykład tempo, w jakim "powinna się" rozwierać szyjka
      macicy. Dla mnie zgroza... Może się też okazać, że będzie jeszcze
      trudniej z porodami pozaszpitalnymi. ZZO nie jest tak zagrożone,
      wbrew temu, co piszą gazety. Nikt nie kwestionuje, że czasem jest
      ono potrzebne, i proszę pamiętać, że powodem jego podania może być
      nadmierna reakcja na ból (powoduje zagrożenie). Fakt, że dobrze
      byłoby najpierw wypróbować inne, mniej inwazyjne metody łagodzenia
      bólu, a to jest możliwe w bardzo ograniczonym stopniu jeśli np. nie
      ma pełnej swobody porusznia się podczas porodu. I choć nie wymaga to
      żadnych inwestycji, to wydaje się na razie niemal nieosiągalne.
      Złości mnie także brak dostępu do bezpłatnych szkół rodzenia,
      niemożność umówienia się do porodu z konkretnymi osobami,
      nieliczenie się z wynikami badań naukowych oraz preferencjami
      rodzącej - ale o tym jakoś nikt nie dyskutuje. Mam wrażenie, że głos
      kobiet właśnie teraz może mieć duże znaczenie i dlatego jak
      najbardziej popieram incjatywę. My (położne)już wykorzystałyśmy
      prawie wszystkie możliwości...
Pełna wersja