theresjust
07.06.09, 16:27
To jak to wszystko działa?
Byłam w moim miejscowym szpitalu, mówię, że chciałabym się dowiedzieć jak poród wygląda, co mi wolno itp. Zostałam oprowadzona i oczekiwano, że sobie już pójdę, ale trza być twardym a nie mientkim, wiec mecze. Czy moge przyjsc z polozna, pani mi odpowiada, ze to zalezy od lekarza prowadzacego porod. Czyli generalnie dowiem sie w czasie porodu, czy moze mi towarzyszyc samodzielna polozna czy nie. To ja sie jej pytam, to skad mam wiedziec, czy ja wpuszcza czy nie. Ona na to, ze nie bede wiedziala, ale ze tu duzo jest poloznych, wiec ona nie rozumie po co mi to.
A ja sie boje isc bez poloznej, bo z tego co slyszalam nasz szpital to klasyk, na plecach z oksytocyna i nacieciem. Boje sie tez isc z mezem, bo on wierzy w potege lekarzy...nie przyda sie na obronce moich praw.
No to sie jej pytam, dobrze a co jesli ta polozna przyjdzie tu ze mna, tak jakby zamiast meza, na zasadzie osoby towarzyszacej. A pani mi na to, co pani nas za idiotow ma? No i glupio mi sie zrobilo i poszlam stamtad. Tak czlowiek mowi, jak to bedzie wielce walczyl o swoje prawa, a tu ofukaja i nie wiem jak to dziala ale czlowiek (znaczy ja) kladzie uszy po sobie.
Raczej tam rodzic sie jednak nie zdecyduje, pewnie w okolicach porodu, zwale sie mojej siostrze na glowe i bede u niej (duze miasto) rezydowac az urodze. No ale w takim razie ja musze wiedziec co i jak jaknajszybciej, by znalezc osobe ktora zdecyduje mi sie towarzyszyc.
No ale jak to wlasciwie dziala. Generalnie z tego co sie zorientowalam, musze szukac miejsca, ktore zaakceptuje fakt, ze ze mna polozna. Ale gdzie nie pojde i pytam, to odpowiadaja, ze i tak prowadzenie porodu nalezy do szpitala...
Czy ja czegos tu nie rozumiem?
Przepraszam, jesli dubluje watek, przeszukalam forum w kwestii praw poloznej i ewentualnych formalnosci prawnych wymaganych.
Porod domowy odpada, serce postanowilo sobie szmerac.
Zastanawiam sie czy nie poleciec gdzies na wyspy rodzic...? Moje kolezanki bardzo sobie chwala...