Pierwszy poród - pytania do p. Kasi

13.06.09, 00:27
Urodziłam na Karowej 25 maja. W związku z obserwacją w kierunku
wielowodzia, 2 tyg przed terminem zgłosiłam się w niedzielę na IP na
KTG. W związku ze spadkiem tętna Dziecka zatrzymali mnie na
obserwację. Zapytali się czy zgadzam się na dostawkę. Zgodziłam się.
Po wykonaniu wszystkich badań postanowili zrobić mi test
oksytocynowy. Ok. Po 9 minutach testu, zanim jeszcze zaczęłam
poważnie odczuwać skurcze - spadek tętna. Natychmiast odłączenie
oxy, uciskanie brzucha. Lekarka zaproponowła indukcję porodu
oxytocyną, bo to już 2 tygodnie przed terminem, Dzidziuś duży, ciąża
donoszona. Zgodzilam się, zadzwoniłam po Tatusia (był poniedziałek
zaraz po północy). Dostałam pojedynczą elegancką, czyściutką salę
porodową, podpięli mnie do KTG na stałe i kroplówka z oxy na stałe,
dawka zwiększna co godzinę. Lekarki, położne i studenci regularnie
zaglądali do nas i kontrolowali wszystko. To był mój pierwszy poród
więc wszystko znalam tylko z teorii. Jak zbadali mnie przyjmując na
oddział szyjka macicy była szczelnie zamknięta i miała 3 cm
dlugości. Co 2 godziny lekarka badała rozwarcie, ale... szyjka się
nawet nie skróciła (dziś wiem, że podobno powinni byli podać mi
prostaglndyny na szyjkę, ale do końca życia tajemnicą pozostanie
czemu tego nie zrobili). Rodziłam sobie i rodziłam, koło 10 rano, po
10 godzinach skurczów, dochodzących siłą do 130, Tatko poszedł do
domu a przy mnie dyżur objęła moja Mama. Po 15 godzinach skurczów
wyłam już z bólu i nie mogłam nawet mówić - słychać mnie było na
podwórku szpitala i we wszystkich salach porodowych. Błagałam o coś
przeciwbólowego - nie. Na znieczulenie za wcześnie bo po 15
godzinach skurczów szyjka się nawet nie skróciła nie mówiąc o
rozwarciu! Przez cały ten czas lekarki i położne z pierwszej zmiany
badały szyjkę co bylo bardzo bolesne (Mama podejrzewa że był robiony
masaż szyjki, ale nikt mi tego nie potwierdził) i uciszały mnie
niezbyt sympatycznie. Jedynie dwie studentki położnictwa
przychodziły często, regularnie pytały o samopoczucie, zwilżały mi
usta i dawały okłady na czoło i kark, pocieszały, tłumaczyły,
wyjaśniały a kiedy bylo potrzeba wołały lekarza. Tak naprawdę to one
mnie tam podtrzymały na duchu bo inaczej nie wiem jak bym
wytrzymała! Wreszcie lekarka drugiej zmiany pozwoliła mnie na 15
minut odpiąć od KTG i kroplówki z oxy i wziąć prysznic. Spocona i
zakrwawiona (od "badania" szyjki) z ulgą się umyłam i z trudem
położyłam, obolała po tylu godzinach bezowocnych skurczów. Około 16
blagałam niemal na kolanach (zresztą już nie pierwszy raz) o cesarkę
ale powiedzieli, że nie ma wskazań. Mama chciała zapłacić za
cesarkę - powiedzieli, że nie ma wskazań. Wreszcie dostałam
przeciwbólowy Dolargan. Mimo podłączonej oxy, organizm wyczerpany,
zasnęłam w ciągu 5 minut i spałam 1,5 godziny. Potem znów skurcze,
oxy podkręcona na maxa, około 20ej wieczorem kolejne badanie szyjki,
znowu lejąca się krew i tryumfalnie lekarka stwierdza, że jest
postęp bo szyjka się skróciła do 1,5cm! I nagle, w trakcie badania -
odeszły mi wody, co również tryumfalnie oznajmiła lekarka. Szczerze
mówiąc nie wierzę, że taki dziwny zbieg okoliczności i przy
zamkniętej szyjce odeszły wody. Podejrzewam, że przebiła mi pęcherz
płodowy - na co ja oczywiście nie wyraziłam zgody bo nawet nie byłam
o to zapytana! Rzeczywiście miałam dużo wód, słaniając się na nogach
znosiłam kolejne skurcze, podpięta 21szą godzinę pod oxytocynę.
Druga lekarka, chciala już mnie kwalifikować do cesarki, przebrali
mnie, podgolili, ale ta pierwsza (lekrz dyżuru czy jakoś tak?) nie
wyraziła zgody. Ja nadal wyłam z bólu i znów sie ktos nade mną
zlitował i dostałam Dolargan. W tym momencie zaczęły się nudności,
zawroty głowy i zaczęłam tracić przytomność, kątem oka zauważyłam na
KTG że tętno dziecka spada do 50 i niżej. Niby monitory od KTG były
przed nosem położnych w ich dyżurce ale nikt się nie pofatygował do
mnie! Ja traciłm przytomnosc... dobrze, że nie rodziłam sama! Mama
pobiegła po lekarki. To było około godz. 21:10. Rzucili się na mnie,
biegiem z łóżkiem na salę operacyjną, tarmosząc mój brzuch i klepiac
po policzkach żebym nie odpływała bo traciłam przytomność. Na sali
kręciło się już z 10 albo więcej osób. I nagle mówią do mnie. Proszę
się przenieść z łóżka na stół operacyjny, my Pani nie przeniesiemy
bo jest pani za ciężka. Rzeczywiście przytylam w ciązy 28kg, ważyłam
prawie 90, ale... Ehh. Przetoczyłam się a w międzyczasie już dwie
kobiety wsadziły we mnie ręce i coś robiły z dzieckiem, kolejna
podtykałą mi do podpisu zgodę na cesarkę (ja nie byłam w stanie
otworzyć oczu bo co chwila traciłam świadomość!), przekręcili mnie
na bok i wbili się w kręgosłup do zzo, ale ponieważ nie byłam w
stanie utrzymać pozycji do tego koniecznej (kazali mi podkulić nogi
do brzucha a ja nie władałam nawet ręką i znowu traciłam
świadomość), zaraz wyjęli z kręgosłupa (do dziś mnie boli miejsce po
wkłuciu, ale twierdzą, że to tylko naruszone zakończenia nerwowe i
nic takiego) i dostałam maskę do narkozy. Ostatnie słowa jakie
słyszałam przed narkozą to coś w rodzju szybciej szybciej bo go
tracimy i intensywne grzebanie w moim brzuchu.
Ocknęłam się około północy na sali pooperacyjnej, cała obolała i z
maską tlenową na twarzy. Jeszcze trochę bełkotalam po narkozie ale
pytam położną co z moim dzieckiem a ona na to, że ona nie jest od
tego. To od kogo mogę się dowiedzieć? Proszę czekać ktoś przyjdzie
to poinformuje. Rano, po takich słowach jakie usłyszałąm przed
narkozą co ja mogłam sobie myśleć? Nawet nie miałam siły płakać i
czekałam tylko aż przyjdzie lekarz lub kto inny poinformować mnie,
że straciłam dziecko. Zaczęłąm się zastanawiać jak na to zareaguje
Tatuś. Pytałam o mojego synka każdą wchodzącą położną, ale każda
odpowiadała, że ona nie jest od tego. Dopiero o 3:15 przyszła ta
druga lekarka z porodówki i powiedziała, że Mały urodził się o 21:25
dostał 2 pkt, był siny, nie ruszal się i nie oddychal i że to przez
Dolargan. Ale dostał tlen, lekarstwa i w 5 minucie miał 9 pkt. Teraz
leży na obserwacji ale wszystko wygląda dobrze i rano go zobaczę.
Potem jeszcze się okazało, że mimo iż całą ciążę prowadziłam na
Karowej, na karcie ciąży i na wszystkich kartach szpitalnych było n
czerwono napisane, że jestem uczulona na penicylinę, to od razu po
cesarce zapisno mi wielką dawkę Augmentinu. Dopiero położna podając
mi zauważyła adnotację i w ostatniej chwili się powstrzymała,
zawołała lekarza. Zmieniono mi antybiotyk, ale w karcie szpitalnej
widziałam że był wpisany Augmentin (resztę znam z opowieści położnej
bo ja jeszcze wtedy byłam nieprzytomna).

Ja staram się psychicznie i emocjonalnie uporać z tym co przeżyłam,
chociaż wątpię czy po takich przeżyciach zdecyduję się na kolejne
dziecko.
Dlaczego nie podano mi tych prostaglandyn?
Czy to były badania czy masaże szyjki?
Czy lekarka przebiła mi pęcherz płodowy? A jeśli tak to dlaczego bez
mojej zgody?
Czy rzeczywiście 20 godzin skurczów bez postępu porodu z zamkniętą
szyjką nie są wskazaniem do cesarki?
Skoro Dolargan zaszkodził mojemu synkowi, dlaczego dopiero przy
drugiej dawce a przy pierwszej wszystko było ok?
Czy rzeczywiście nie ma możliwości podania żadnych środków
przeciwbólowych czy innych żeby ulżyć w tych skurczach po tak długim
czasie?
Co mogę zrobić, aby w przypadku innych pacjentek nie pomylono sie
jak u mnie i nie podano im leku na który są uczulone i informowały o
tym?
Czy jest jakaś szansa, że z taką szyjką i po takim
porodzie "normalnie" urodzę kolejne dziecko? Dodam, że do 37tc ciąża
była prawidłowa, później tylko obserwacja w kierunku wielowodzia.

Z góry dziękuję za pomoc!
    • an_o Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 13.06.09, 04:43
      Matko, co za horror!!! Ja nie pani ekspert, ale dla mnie to sie
      kwalifikuje do zlozenia skargi co najmniej. Albo i publikacji
      ogolnopolskiej np. TVN. Wspolczuje serdecznie i nigdy wiecej do
      takiego szpitala - nastepnym razem wybierz normalny szpital. Dobrze,
      ze ani Tobie ani Twojemu dziecku nic nie jest. Ale wspolczuje
      serdecznie.
      • ma_niusia Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 13.06.09, 07:19
        Dzięki, no najważniejsze, że oboje żyjemy cali i zdrowi, ale może
        mogę coś zrobić żeby inni mogli tego uniknąć, bo mi to już chyba
        nikt i nic tego nie zrekompensuje.
      • stokrotka_2406 Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 13.06.09, 20:26
        Moja Droga wiem co przeżyłaś ja miałam to samo 6 lat temu w jednym ze szpitali w
        województwie świętokrzyskim Tylko zamiast mi zrobić cesarkę, lekarze kłócili się
        z położnymi że nie ma sensu bo i tak urodze. Czułam się jak przedmiot, którym
        się pomiata, brak życzliwości dla cierpiącej kobiety. W końcu jak już nie mogłam
        wytrzymać jeden z lekarzy rzucił mi się najpierw łokciami na brzuch, potem całym
        ciałem i na siłę wyciskał małą. To był horror, przedawkowali oksytocyce, podali
        mi antybiotyk na który jestem uczulona, 10 godzin przed porodem przebili pęcherz
        bez mojej zgody, czułam tylko jak lekarz wkłada mi igłe i każe się nie ruszać,
        potem nacięli nie informując mnie nawet o tym...A tak w ogóle to byłam rzucona
        na łóżko porodowe na 12 godzin bez możliwości przekręcenia się na bok. Po tym
        feralnym porodzie została mi pamiątka - pęknięta szyjka macicy o czym
        dowiedziałam się rok później, gdy inny lekarz po badaniu powiedział że powinien
        być zaraz założony jakiś opatrunek i wygładzona szyjka czy coś takiego. Moim
        zdaniem takie porody kwalifikują się tylko do sądu...
        • ma_niusia Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 14.06.09, 00:09
          A pomijając fizyczne cierpienie i nasze zdrowie, jaki to ma wpływ na
          psychikę! Ja mimo że minęły 3 tygodnie od poorodu ciągle przeżywam
          to na nowo i mimo, że chciałam miec wiecej dzieci - teraz nie wiem
          czy sie odważę. Ale może jest jakiś sposób żeby uchronic przd tym
          inne dziewczyny?
          • dziub_dziubasek Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 15.06.09, 14:10
            Piętnować! Skarżyć gdzie się da- do szpitala, do izby lekarskiej, założyć sprawę
            cywilną, próbować zainteresowac media- próbowac znaleźć tez inne kobiety, które
            przeżyły coś podobnego.
            Im bardziej się nagłosni takie sytuacje tym mniej pacjentek do szpitala
            przybędzie- bo bedzie mial zwyczajnie gorszą opinię. A co do Karowej to
            osobiście wolałabym poród na ulicy niż w tej rzeźni....
            • basiaaa81 Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 16.06.09, 15:32
              Mój Boże!! Płakać się tylko chce jak się czyta o takim traktowaniu.
              Ja mam poród przed sobą i jestem coraz bardziej przerażona...
              Ale z całego serca współczuję wszystkim kobietom, które spotkało tego typu traktowanie, bo żadna na nie nie zasługuje!!
              Nie jestem osobą kłótliwą, ale po takim incydencie zrobiłabym wszystko żeby ten kto zawinił poniósł odpowiednie konsekwencje. Na pewno nie będzie łatwo, bo jeden drugiego broni, ale nie można pozwolić na to, żeby ci wszyscy ludzie czuli się bezkarni!!

              Rzeczywiście może prasa lub jakieś inne media, póki jest to świeża sprawa, póki Ci ludzie tam wciąż pracują. Bo podejrzewam że może być Was więcej poszkodowanych z tego szpitala :(
              Jesteście dzielne kobity!!!
              Wszystkiego dobrego, oby już nigdy więcej podobnych sytuacji...
              ---
              [url=https://www.suwaczek.pl/][img]https://www.suwaczek.pl/cache/07259a1bd6.png[/img][/url]
              • ma_niusia Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 17.06.09, 17:32
                Pani Kasiu, dziękuję bardzo za słowa pociechy, odpoczęłam już nieco
                po przeżyciach ze szpitala i na razie zajmuję się synkiem, ale tego
                tak nie zostawię i gdy tylko będę miała czas i możliwość porusze tą
                sprawę w takim razie w NFZ bo nie wierzę, żeby dyrekcja szpitala nie
                chciała ukręcić sprawie głowy...
                Dziękuję i Wam dziewczyny! I życzę lekkich porodów :-)
    • katarzynaoles Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 14.06.09, 23:23
      Nie mam słów, żeby powiedzieć, jak bardzo Pani współczuję.
      Nie rozumiem sposobu prowadzenia Pani porodu. Nie wiem, dlaczego nie
      zastosowano żadnego sposobu przygotowania do porodu niedojrzałej
      szyjki macicy - wiadomo z badań, że stosowanie oksytocyny w wypadku
      nieprzygotowanej szyjki jest mało efektywne. Nie wiem, dlaczego
      kiedy nie było widać postępu porodu nadal brnięto w nieskuteczną
      procedurę. Nie wiem, czy miała Pani masowaną szyjkę i przebity
      pęcherz płodowy - ale z opisu wnioskuję, że to bardzo prawdopodobne.
      Wiem, dlaczego podano Dolargan (działa często rozkurczowo), ale nie
      rozumiem dlaczego nie próbowano znieczulić Pani w inny, bardziej
      efektywny sposób. Nie rozumiem co się stało, że personel sali
      porodowej nie zaregował na spadające tętno i Pani stan. Ale
      najbardziej wstrząsnęło mną to, co stało się po porodzie - nie wiem,
      jakiego braku empatii trzeba, żeby nie udzielić matce przez tyle
      godzin informacji o stanie dziecka - to po prostu okrucieństwo.
      Przegapienie tego, że jest Pani uczulona na penicylinę to błąd w
      sztuce. Nie wiem, co ma Pani radzić, ale gdyby chodziło o mnie to na
      pewno nie zostawiłabym sprawy bez reakcji. Ma Pani kilka możliwości -
      min. złożenie skargi w dyrekcji szpitala, w okręgowej izbie
      lekarskiej, w NFZ, wreszcie założenie sprawy cywilnej (był wątek o
      tym, jak można działać w podobnej sytuacji - może dziewczyny
      podrzucą linka). Na pewno jednak trzeba się liczyć z tym, że nie
      jest to łatwa droga, a wielu rzeczy nie będzie dało się udowodnić
      (np. przebicia pęcherza). Z drugiej jednak strony mam poczucie, że
      podobne postępowanie powinno być napiętnowane, choć jak znam życie i
      służbę zdrowia, to nikt specjalnie nie będzie się poczuwał do winy
      (to sprawa odpowiedzialności zbiorowej, procedur itd). Nie ma chyba
      jednak innej drogi, żeby wyrazić swój gniew. Bardzo imponuje mi Pani
      postawa troski o inne mamy i dzieci - jest Pani dzielną kobietą.
      Życzę Pani i synkowi, żeby nigdy nie spotkało Was już nic złego.
      Pozdrawiam serdecznie :)
      • izabelag1983 DO stokrotki_2406 31.12.09, 12:19
        a mozesz mi napisac w ktorym szpitalu to bylo, bo ja tez jestem ze
        swietokrzyskiego i chcialabym wiedziec
    • aleksandra1977 Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 17.06.09, 20:17
      poplakalam sie czytajac Twoj post...

      Jak to mozliwe, ze w XXI wieku porod staje sie przezyciem
      traumatycznym? Co i kiedy musi sie wydazyc, aby zmienilo sie
      podejscie lekarzy i personelu do rodzacej? Skad w ludziach na takich
      oddzialach jak poloznictwo czy neonatologia tyle znieczulicy?
    • wiki11110 Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 17.06.09, 20:40
      Jestem przerażona tym co przeczytałam. Zwłaszcza, że Karowa uchodzi za szpital
      dla wcześniaków i ciążami z ewentualnymi komplikacjami maleństwa. To jakiś
      horror. Choć z drugiej strony chodząc do szkoły rodzenia miałam wykłady z byłą
      położną z tego szpitala i zdecydowanie odradzała nam poród w tym szpitalu. Już
      wiem dlaczego. Współczuje serdecznie i mam nadzieję, że maleństwo nadal będzie
      się dobrze chować i cieszyć Cie każdego dnia a w Twojej pamięci nieco zatrze się
      to okropne doświadczenie.
      • agath77 Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 18.06.09, 18:11
        Jestem w szoku!!! Jaki koszmar! To tak brzmi jakbyś rodziła 100at
        temu. Jestem w 35tc i niedługo ja przeżyje swój pierwszy poród.
        Dziękuje Ci, że opisałaś swoje to tak trudne doświadczenie. Po tym
        co przeczytałam wiem co może się wydarzyć, oczywiście nie musi, ale
        może. Nie rodzę na Karowej, ale nigdy nie ma się pewności co do
        przebiegu porodu. Wiem na co zwracać uwagę, na co się nie godzić.
        Bardzo Ci współczuję.
        • fajnyszkrabek Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 19.06.09, 08:35
          wyobrażam sobie co mogłas przezyć, u mnie też wystapiły komplikacje
          podczas porodu o których do tej pory sie nie dowiedzialam, dziecko
          też urodziło sie niedotlenione, wejdź na formum o temacie
          niedotlenienie okołoporodowe tam załozyłam watek ponad 2 lata temu.
          twoje wspomnienia szybko nie beda dobre ale po pewnym czasie oswoisz
          się z tym, teraz mysl o dziecku, które jest juz sensem twojego życia
          i które ma potężną siłę przebicia i walki, zobaczysz że bedzie
          dobrze, MUSI BYĆ
          • ma_niusia Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 25.06.09, 00:20
            Bardzo dziękuję wszystkim za te ciepłe słowa!
            • to.ja.esmeralda Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 26.06.09, 12:54
              Straszne, straszne, po prostu straszne...Bardzo Ci wspolczuje tak koszmarnego
              porodu. Sama jestem obecnie w 26 tc, pierwsze dziecko i porod coraz blizej.
              Boje sie, ze i mnie moze taka sytuacja spotkac, nigdy nic nie wiadomo, a po
              przeczytaniu tego co napisalas, jestem naprawde zaszokowana. 21 wiek!!! Boze:
              gdzie empatia lekarzy, gdzie ich etyka, gdzie ludzkie traktowanie drugiego
              czlowieka!!!??? Jak mozna bylo dopuscic do takiej sytuacji. Moja mama urodzila
              5-ro dzieci w latach 80-tych, kazdy z jej porodow byl tak samo koszmarny jak
              ten, ktory Ty opisalas, ale to byly dawne czasy. Nie sadzilam, ze takie historie
              powtarzaja sie i obecnie. Ogromnie Ci wspolczuje, zycze, by dobry Bog
              wynagrodzil Ci w zyciu to, co juz przeszlas. Niech synek zdrowo sie chowa i
              bedzie Wasz radoscia i wielkim szczesciem. A Ty - jesli tylko mozesz, masz
              odwage walcz o swoje!!! Wiele kobiet Cie poprze i jesli trzeba bedzie - pomoze!
              pozdrawiam
    • klementyna321 Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 10.07.09, 16:53
      Współczuję Ci bardzo. Jestem w 38 tc i właśnie bardzo boję się powikłań z winy
      ludzi przy porodzie. Swoje pierwsze dziecko w 2007r. też rodziłam na Karowej. W
      tej chwili nie biorę tego szpitala pod uwagę. Poród z uwagi na nadciśnienie,
      białkomocz oraz cholestazę miałam indukowany oksytocyną - 3-krotnie. Dopiero za
      kolejnym razem, po 25. godzinach od podania kroplówki urodziłam synka. Podczas
      jednego z badań również "pękł"? pęcherz płodowy. Bardzo bolesne skurcze zaczęły
      się po 13. godzinach. W międzyczasie położna zlitowała się i podano zzo, więc
      kolejne godziny nie były takie straszne.
      W sumie w szpitalu spędziłam 2 tygodnie i moje obserwacje oraz to jak obchodzono
      się z pacjentkami zwłaszcza po porodach - brak pomocy przy dziecku, powodują, że
      czułam się tam jak w fabryce.
    • w_isienka Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 11.07.09, 20:57
      NO faktycznie czyta sie jak horror...
      brak mi słów...
      dodam tylko, że jak ja rodziłam to razem ze mną miała poród indukowany
      dziewczyna, której szyjka za nic w świecie nie chciała się rozwierać.
      Ja już dawno urodziłam i leżałam z nią razem na sali (w nocy) a ona przysypiała
      pomiędzy skurczami pochrapując (!!!) potem mnie przenieśli na inną salę i
      dowiedziałam sie, że w sumie rodziła 3 doby, a szyjka ani drgnęła... w
      końcu po interwencji męża zrobiono jej cc.
      Ciekawe czy ona miałaby siły w ogóle urodzić dziecko sn po takiej akcji?
      A "najlepszy" :/ był tekst lekarza dyżurującego na pytanie jej męża czy to jest
      aby na pewno normalne i czy aby na pewno wszystko jest ok: "Pierworódki tak
      rodzą" :/
      Normalnie no comment :/
      Aha, "akcja" miała miejsce w prywatnym szpitalu - to tak dla uzupełnienia, że
      nie tylko w państwowych szpitalach dzieją się takie rzeczy...
    • icarium2009 Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 30.12.09, 20:34
      Stary post, ale dopiero teraz na niego trafiłam...
      Strasznie Ci współczuję :(
      U mnie było zagrożenie życia mojego i dziecka (stan przedrzucawkowy), a lekarz
      zachowywał się jakby się na mnie obraził. Znam to straszne uczucie jak tracisz
      przytomność, wiozą Cię na cc i nie wiesz czy Ty i dziecko przeżyjecie :/ Nikomu
      tego nie życzę.

      Ciekawa jestem czy ta trauma już Ci przeszła? Podjęłaś jakieś kroki w tej sprawie?
      Ja przez 5 miesięcy budziłam się co noc, przeżywałam to jeszcze raz i
      zastanawiałam się co mogłam zrobić, co mógł zrobić lekarz i czy to wszystko
      mogło skończyć się inaczej... Teraz, 9 miesięcy po nadal mnie to gnębi, ale na
      szczęście już nie tak bardzo.
      • ezaremba Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 31.12.09, 00:31
        Ja urodziłam we wrześniu, więc nieczytałam również tego wcześniej i
        chyba dobrze, bo z paniki chybabym w domu sama urodziła. To
        przerażające, że coś takiego dzieje się w cywilizowanym kraju gdzie
        medycyna umożliwia złagodzenie bólu, czy też poprostu zrobienie
        cesarki. Strasznie Wam współczuję, ale mam nadzieję, że dzieciaczki
        już zdążyły Wam powielokroć wyngrodzić to co przeszłyście. Te stare
        kobiety na porodówkach mają gdzieś Twój ból i Twoje uczucia - tylko
        przez zęby potrafią powiedzieć żebyś się już zamknęłaś - u mnie
        niestety też takie się trafiły, ale nad ranem jak przyszły 2 młode,
        to urodziłam bez bólu w ciągu godziny i to niekoniecznie na leżąco
        (dopiero same parte, bo wolałam).
    • lilly811 Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 01.01.10, 16:11
      Ja też nie czytałam tego wcześniej- a właściwie mój poród wyglądał
      bardzo podobnie- tyle tylko, że jednak wokół mnie było wiele
      przyjaznych mi osób- przede wszystkim cały czas mąż, umówiona
      położna,lekarz nadzorujący- dostałam full chemii, przebili mi
      pęcherz,ale niby na ktg dziecko cały czas dobrze sobie radziło, jak
      robili mu z główki gazometrię to też niby ok, no i dostał 10 pkt- a
      od razu po wybudzeniu zobaczyłam uśmiechniętego męża i dziecko- może
      dlatego jakoś nie mam traumy i już teraz 2 tyg po porodzie nie
      wykluczam 2 dziecka- tyle, że wiem, że nie mam szans urodzić
      naturalnie- tylko przez cc.
      w moim przypadku chyba nie mogę jednak winić personelu- zrobili co
      mogli abym urodziła naturalnie ale w odp chwili jednak podjęli
      decyzję o cc- dziekuję Bogu, że nie zdecydowali się na kleszcze czy
      próżnociąg. W moim przypadku problemem była zbyt wąska miednica- ale
      podobno wg lekarza nie da się tego zmierzyć, a poza tym czasami
      główka dziecka potrafi się do niej dostosować...nie wiem...
      forum.gazeta.pl/forum/w,548,104798586,104798586,moj_niestety_niezbyt_dobry_porod.html
      • ma_niusia Re: Pierwszy poród - pytania do p. Kasi 01.01.10, 16:21
        Hej! Teraz już synek ma ponad 7 miesięcy, jest moim skarbem i wogóle nie
        pamiętam tych okropnych przeżyć. Wyciągnęłam dokumentację porodu ze szpitala i
        rozmawiałam z lekarką, która wykonywała cc. Niestety Synuś mnie tak pochłonął,
        że nie podjęłam żadnych kroków prawnych. Musiałabym mieć naprawdę dużo czasu i
        siły na "walkę z wiatrakami".
        Dziś Synuś rośnie zdrowo, poza faktem, że ma lekką asymetrię, ale rehabilitujemy
        no i nie ma pewności czy to wynika z niedotlenienia okołoporodowego czy z czego
        innego. Ja się czuję bardzo dobrze i planuję na jesień starania o kolejne
        dziecko :-) A jako prowadzącą ciążę wybrałam już dr Kostro, która robiła
        cesarkę! Tylko nie wiem czy będę znów rodzić w tym samym szpitalu. Co miesiąc,
        kiedy Młody ma swoją kolejną "miesięcznicę", wspominam poród, ale teraz już nie
        pamiętam bólu, nie pamiętam jak było źle, pamiętam tylko, że wszystko się dobrze
        skończyło i że mimo wszystko zdążyli z cc na czas :-)

        Czego i Wam wszystkim życzę! Znaczy takich pozytywnych myśli ;-)
Pełna wersja