o co chodzi z tym zmuszaniem?

08.07.09, 03:29
Witajcie,
od wielu kobiet słyszę (a i czytam w necie), że w wielu szpitalach
pacjentki są przez personel szpitali zmuszane do przyjęcia pozycji
lezącej podczas porodu, albo że "lekarz nie chciał się zgodzić na
pozycję wertykalną". Nie do końca rozumiem jak to się odbywa -
przywiążą mnie siłą do tego łóżka czy jak???? Jakie macie
doświadczenia??? Rodzę za 10 tygodni i nie wyobrażam sobie, żeby
ktokolwiek mnie do czegoś zmuszał, ale może się mylę?
    • clementine_kruczynski Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 08.07.09, 08:58
      Jak rodziłam za pierwszym razem, mimo, że było to w szpitalu nastawionym na
      rodzenie naturalne, gdzie miałam rodzić w pozycji wertykalnej i z ochroną
      krocza, to w momencie gdy pojawiły się oznaki zagrożenia dziecka (nieco słabsze
      tętno), położna zakomunikowała mi, że z pozycji wertykalnej nici, i mam wchodzić
      na fotel, i dać się naciąć, bo trzeba szybko urodzić. Oczywiście nie
      protestowałam, dobro dziecka najważniejsze.

      Dziś wydaje mi się, że nie było to potrzebne - skoro prąc "Pod górkę" córka
      urodziła się po trzech skurczach, to myślę, że w pozycji stojącej mogłaby być
      jeszcze szybciej. Poza tym tętno nie było aż tak niskie, skoro mogli spokojnie
      czekać na pojawienie się skurczy partych.


      No ale moja sytuacja była specyficzna ze względu na oznaki zagrożenia dziecka.

      (A oznaki zagrożenia dziecka wzięły się zapewne ze sztucznej oksytocyny użytej
      do stymulacji porodu - nie daj sobie jej podłączyć, chyba że byłoby to naprawdę
      konieczne).

      pozdrawiam
    • asuzi Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 08.07.09, 13:45
      mi podłączyli oksytocynę, zanim się kroplówka skończyła,minęło ze 2
      godziny, chciałam wstać, położne powiedziały, że jak się skończy
      kroplówka, no i leżałam, po niej dostałam takich bóli że nie mogłam
      się ruszyć, wstałam do łazienki, a potem to już mi wszystko jedno
      było....
    • justamada Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 08.07.09, 14:28
      Nikt Cię nie przywiąże, nie będzie nad Toba stało nastu osiłków i trzymało Cię, a i tak zrobisz co lekarz/położna będą chcieli. Jak?
      Rodziłam niedawno i choć przed porodem wiedziałam czego chcę, to gdybym była bez swojej położnej to by mnie chyba nie ominęła żadna atrakcja szpitalna- po prostu lekarz rozmawiał z położną a nie ze mną! I to on na podstawie tego co usłyszał od niej decydował co zrobić ze mną- gdzie tu miejsce na moje "nie zgadzam się"?- idąc do szpitala zdaję się na wiedzę i doświadczenie personelu, jakoś nie wyobrażam sobie by lekarz się mnie pytał czy uważam ze oni powinni to czy tamto zrobić. to oni powinni być od oceny sytuacji, ale robić to co dobre, a nie to co wygodne, ale to już inna sprawa. i można być nastawionym bojowo, ale jeżeli czy będziesz potrafiła ocenić właściwie sytuację?- łatwo sie wie przed porodem, a w trakcie gdy rodzisz swoje dziecko to nie wiesz czy Twój poród nie mieści się w tym odsetku porodów z komplikacjami i jak Ci lekarz coś takiego zasugeruje, to co?
      Z doświadczeń zasłyszanych:
      po pierwsze: rzucone mimochodem słówko o zagrożeniu dla dziecka- że się coś dzieje i żebys się położyła bo muszą skontrolować- czy wyobrażasz sobie że w przerwach między skurczami pod koniec rozwierania będziesz się wdawać w dyskusje? I analizować czy ryzyko jest czy go nie ma? A jak już się położysz to nikt ci nie będzie oferował pomocy z schodzeniu, z resztą zaraz sie okaże- teraz nie powinnaś się ruszać bo główka idzie.
      po drugie: "chce pani rodzić bez pomocy?" oczywiście że nie, więc "pani" robi co lekarz każe
      po trzecie: w trakcie parcia kolezanka która powiedziała że chce rodzić bez naciecia usłyszała: mogę nie nacinać, ale krocze nie wytrzyma i popękasz mocniej niż gdybym nacięła- kumpela spanikowała na takie słowa powiedziane zatroskanym głosem. Miała kilka szwów, więc może by wcale taaak nie popękała, ale nie chciała ryzykować.

      To tak na szybko co mi przyszło do głowy jak są kobiety zmuszane do czego czego nie chcą. Wystarczy nie znaleźć oparcia dla swojej wizji w kimkolwiek z personelu.

      Absrahując od porodu. Nigdy gdy byłam w szpitalu- nie w związku z ciązą- nie dostawałam np. ulotki leku, który dostawałam, przynosozno mi tabletki, robiono zastrzyki, brano na badania- to taki standard, ze idąc do szpitala, oddajesz siebie w ręce lekarzy i już nie leczysz się sama tylko jesteś leczona- strona bierna.

      Ogólnie to mam smutny obraz, bo można wiedzieć przed porodem, a jak przychodzi co do czego to żeby urodzić naturalnie mózg trzeba wyłączyć- i takie jest to kółeczko- natura każe ci się skupić na porodzie, a lekarze to wykorzystują by interweniowac. A gdy boisz się tych zbędnych interwencji i cały czas jestes czujna, to może się okazać, ze potrzebujesz pomocy by urodzić, bo natura nie zadziała właściwie.
      • lillika Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 08.07.09, 15:24
        justamada napisała:

        > Rodziłam niedawno i choć przed porodem wiedziałam czego chcę, to
        gdybym była be
        > z swojej położnej to by mnie chyba nie ominęła żadna atrakcja
        szpitalna- po pro
        > stu lekarz rozmawiał z położną a nie ze mną! I to on na podstawie
        tego co usłys
        > zał od niej decydował co zrobić ze mną- gdzie tu miejsce na
        moje "nie zgadzam s
        > ię"?
        I uważasz że to normalne i zgodne z prawem????
        Czy uważasz, że stałaś się bezmózgowym przedmiotem?

        idąc do szpitala zdaję się na wiedzę i doświadczenie personelu,
        jakoś ni
        > e wyobrażam sobie by lekarz się mnie pytał czy uważam ze oni
        powinni to czy tam
        > to zrobić. to oni powinni być od oceny sytuacji, ale robić to co
        dobre, a nie t
        > o co wygodne, ale to już inna sprawa.
        Czy znasz swoje prawa? Właśnie że ma obowiązek się pytać i od Ciebie
        uzyskać zgodę! Nawet w przypadku nacięcia. To Twoje ciało! A to, że
        się nikt rodzących nie pyta, to konsekwencja tego, że (prawie)
        wszystkie godzą się na takie traktowanie.

        > po drugie: "chce pani rodzić bez pomocy?" oczywiście że nie,
        więc "pani" robi c
        > o lekarz każe
        nie mówię, że taki tekst nie może paść, bo ja podobny tekst
        usłyszałam w gabinecie gin. jeszcze przed ciążą podczas rozmowy o
        porodzie!
        Autor takiego tekstu "chce pani rodzić bez pomocy?" powinien
        wylecieć na zbity pysk! I to z wielkim hukiem! Nie mówiąc już o tym,
        że powinna się tym zająć prokuratura.
        To kobieta rodzi a nie lekarz. To lekarz jest dla rodzącej a nie na
        odwrót. I tak jak d... jest od sr... tak lekarz jest od tego aby
        pomóc a nie szkodzić. A jak się "lekarzowi" nie chce robić i wymusza
        posłuszeństwo (nie mówimy o sytuacji zagrażającej życiu) odmową
        wykonywania swojej pracy, to powinien natychmiast zmienić zawód!
        Może np. kopać rowy, łopata nie będzie protestować, że wolałaby
        pozycję pionową niż wygodną dla personelu leżącą.


        Nie wszystko da się przewidzieć. Trudno też oczekiwac, że kobieta
        podczas porodu będzie toczyła dyskusje.
        Jednak dla własnego dobra warto poznać własne prawa!!! Dotyczy to
        także osoby towarzyszącej. Mam świadomośc, że dla pewnej części
        personelu medycznego, upominanie się o przestrzeganie prawa to
        postawa roszczeniowa i fanaberie! Mimo to warto punktować łamanie
        prawa a potem pisać skargę do np. dyr. szpitala, a w przypadku
        rażących naruszeń - do sądu.
        • justamada Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 09.07.09, 11:02
          Lilika, niepotrzebnie się gorączkujesz! Autorka wątku chciała wiedziec JAK KOBIETY ZMUSZAJĄ, więc jej odpisałam z własnego i znajomych doświadczenia z czym może się spotkać. Ty natomiast nie napisałaś w temacie ani słowa!


          Zaczepiłaś o mój post więc przybliżę Ci szczegółowiej jak wyglądała sytuacja z porodem u mnie. Pewnie nie wiesz, ale myślenie nie sprzyja naturze podczas porodu, a ja chciałam mieć poród w pełni fizjologiczny. Dlatego znalazłam położną, przy której czułam sie bezpiecznie i mogłam stać sie bezmózgowcem na te kilka godzin, by urodzić tak jak mi się marzyło. Znajomość praw pacjenta owszem jest przydatna, ale nie czyni z nikogo specjalisty w medycynie, dlatego również męża nie brałam na porodówkę z zadaniem obrony mnie- był tam by uczestniczyć w narodzinach dziecka. Może gdybym nie miała tej położnej poszłabym w bojowym nastawieniu i rozmowa o mnie beze mnie by wymusiła moją reakcję, a tak oddałam dbanie o mój poród w ręce położnej, więc pamiętam że takowe rozmowy były, ale mnie zupłnie nie obchodziły. Cieszę się ze właśnie tak wyglądał mój poród, że ani ja ani mąż nie musieliśmy wchodzić w rolę położnej czy lekarza. Gdy położna spytała czy może naciąć to długo mi zajęło pozbieranie myśli. Nie wyobrażam sobie bym miała cały poród kontrolować, zamiast poddać się naturze być stale nastawioną na otoczenie.
          dodam że po urodzeniu byłam w takiej euforii, czułam taką siłę ze mogłabym chyba rodzić z marszu 5 dzieci. Do dziś zresztą ten stan sie utrzymuje i to jest dla mnie najważniejsze- że nikt mi porodu nie odebrał, że go przeżyłam i pozostał we mnie. A fakt że wymagało to stania się bezmógowcem i powierzenia swojego ciała komuś innemu mi zupełnie nie przeszkadza. Tak działa natura, którą w pełni akceptuję :-)

          Dla jasności- wcale nie uważam, że każdy lekarz i każda położna są warci takiego zaufania, a szkoda.

          Pytasz często czy znam swoje prawa- owszem, ale co to ma do rzeczy? czy Ty ze swoją wiedzą odnośnie praw pacjenta czujesz się równie kompetentna do oceny sytuacji i wyboru rozwiązań jak lekarz?
          Ja nie. Przykład czegoś, czego doświadczyłam czyli nacięcia- połozna mi się pytała o zgodę i co z tego? nie miałam kamery między nogami i rzutnika, by połozna mogła mi dokładnie wyjaśnić czemu chce naciąć. mogłam jej tylko uwierzyć, że skoro widzi co sie dzieje z kroczem i chce naciąć to tak będzie dla mnie lepiej.

          BTW czy Ty w ogóle rodziłaś? bo mam wrażenie że o porodzie wiesz tylko tyle ile przeczytałaś- głowa pełna ideałów, ale doświadczeń własnych brak?
          • lillika Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 09.07.09, 16:56
            justamada napisała:

            > Lilika, niepotrzebnie się gorączkujesz! Autorka wątku chciała
            wiedziec JAK KOBI
            > ETY ZMUSZAJĄ, więc jej odpisałam z własnego i znajomych
            doświadczenia z czym mo
            > że się spotkać. Ty natomiast nie napisałaś w temacie ani słowa!
            Wręcz przeciwnie. Napisałam co robic, aby takie sytuacje
            zminimalizować.

            Znajomość praw pacjenta owszem jest p
            > rzydatna, ale nie czyni z nikogo specjalisty w medycynie, dlatego
            również męża
            > nie brałam na porodówkę z zadaniem obrony mnie- był tam by
            uczestniczyć w narod
            > zinach dziecka.
            Wydaje mi się, że źle rozumujesz.
            Taka postawa "znajomość moich praw nie czyni ze mnie specjalisty
            więc potulnie godzę się na wszystko" doprowadziła w tym kraju do
            czasem wręcz bestialskiego traktowania kobiet (np. cc z częsciowym
            tylko znieczuleniem!!!). A najgorsze jest to, że kobiety które
            próbuja się wyłamać są czasem przez inne kobiety piętnowane!!!
            Nie chodzi o to, że miałaś iść z bojowym nastawieniem.

            Wiecz, że w wielu krajach Europy kobiety przed porodem piszą plan
            porodu? I wiesz, że nie dotyczy to tylko kobiet po medycynie. Czy
            uważasz więc że kobiety w Polsce są głupsze niż na Zachodzie Europy?

            Cieszę się, że miałas możliwość mieć własną położną i że jesteś
            zadowolona ze swojego porodu, choć wcześniej po tych słowach "ale
            robić to co dobre, a nie to co wygodne, ale to już inna sprawa"
            sądziłam, że jest inaczwej. Jednak bezdyskusyjnie złamano Twoje
            prawa. Tobie to odpowiada. Ja bym się z tym czuła źle. Większy
            problem w tym, że w tym ogłupiałym społeczeństwie to Twoja postawa
            oceniana byłaby jako normalna a moja nie.

            Nie wyobrażam sobie bym mi
            > ała cały poród kontrolować, zamiast poddać się naturze być stale
            nastawioną na
            > otoczenie.
            Recę opadają. Nikt nie mówi o takiej kontroli.

            > Pytasz często czy znam swoje prawa- owszem, ale co to ma do
            rzeczy? czy Ty ze s
            > woją wiedzą odnośnie praw pacjenta czujesz się równie kompetentna
            do oceny sytu
            > acji i wyboru rozwiązań jak lekarz?
            Gdyby kobiety i ich osoby towarzyszące znali prawa rodzącej,
            wieeeeelu sytuacji nie miałoby miejsca. Szczególnie gdyby doszło do
            wielu procesów.
            Przede wszystkim popadsasz w skrajność. Nie wiem czemu. Znajomość
            swoich praw nie oznacza, że mam za lekarza decydować jakie leki
            otrzymywać.

            > BTW czy Ty w ogóle rodziłaś? bo mam wrażenie że o porodzie wiesz
            tylko tyle ile
            > przeczytałaś- głowa pełna ideałów, ale doświadczeń własnych brak?
            wystarczy, że wrzucisz w wyszukiwarkę mój nick. Zobaczysz, przez co
            musiałam najpierw przejść aby zdecydować się na dziecko. A moje lęki
            po traumatycznych przeżyciach nasilał fakt sadyzmu w polskich
            szpitalach. Rozmowy z lekarzami też robiły swoje: dopóki uważałam
            ich za nieomylnych bogów byli w miarę mili, lecz gdy ośmielałam się
            mieć prawo do własnego zdania (wówczas był jeszcze przymus
            szpitalnej koszuli do pępka!) to przestawali być mili. Do tego
            dochodziły kretyńskie czyli "cenne" porady innych kobiet typu "jak
            nie chcesz przejść przez rzeźnię, to znaczy że nie jesteś gotowa na
            matkę"(!?!?)
            Z tych własnie powodów jestem wyczulona na niektóre zachowania, a
            swoją obecnością na forum staram się choć trochę pomóc kobietom,
            które przeżywają podobne lęki co ja kiedyś, bo wiem, że będą
            wspaniałymi matkami i NIE MUSZĄ przechodzic przez traumę, aby matką
            zostać.
      • sroka75 Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 08.07.09, 15:42
        Absrahując od porodu. Nigdy gdy byłam w szpitalu- nie w związku z ciązą- nie do
        > stawałam np. ulotki leku, który dostawałam, przynosozno mi tabletki, robiono za
        > strzyki, brano na badania- to taki standard, ze idąc do szpitala, oddajesz sieb
        > ie w ręce lekarzy i już nie leczysz się sama tylko jesteś leczona- strona biern
        > a.
        niby abstrahujesz od porodu a jednak stawiasz znak równości między biernym
        chorym a ciężarną
        1)w szpitalu na operację trzeba wyrazić zgodę a o podawanych lekach, skutkach
        terapii itp. lekarze mają OBOWIĄZEK poinformować pacjenta 2) to ciąża i poród
        to w końcu choroba czy nie? i w związku z tym jest stroną bierną?
        Rany skąd się bierze taka pogarda do samej siebie innych ludzipo
        >pro
        > stu lekarz rozmawiał z położną a nie ze mną! i to jest chamstwo i lekceważenie
        a ty traktujesz to jak normalkę...
        Jak mają się odbywać w Polsce godne porody jak wiele samych zainteresowanych ma
        to w d..., a i jeszcze innym wmawiają, że traktowanie rodzących jak
        zidiociałych, bezwolnych przygłupów z którymi nie ma co rozmawiać jest
        ok...przykro się robi, naprawdę...
        • justamada Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 09.07.09, 11:32
          sroka75 napisała:

          > 1)w szpitalu na operację trzeba wyrazić zgodę a o podawanych lekach, skutkach
          > terapii itp. lekarze mają OBOWIĄZEK poinformować pacjenta

          Tak, ale lekarz nie ma obowiązku robic wykładu z medycyny, zawsze twoja wiedza po tych informacjach jest ogólna i zdecydowanie mniejsza niż lekarza. I pytanie o zgode nie jest na zasadzie- "czy uważa pani że powinniśmy zrobić te operację?" " a może pani ma inny pomysł?"

          2) to ciąża i poród
          > to w końcu choroba czy nie? i w związku z tym jest stroną bierną?

          No niby nie jest, a jednak w czasie ciąży chodzisz do lekarza, a na poród jedziesz do szpitala.

          po prostu lekarz rozmawiał z położną a nie ze mną! i to jest chamstwo i lekcewa
          > żenie
          > a ty traktujesz to jak normalkę...

          A gdzie ja napisałam że to normalka? bo nie napisałam że sie wtrącałam do tych rozmów? w moim przypadku mi to odpowiadało, bo nie miałam ochoty w czasie porodu zajmowac się rozmową z kimkolwiek, a połoznej ufałam w 100%

          > Jak mają się odbywać w Polsce godne porody jak wiele samych zainteresowanych ma
          > to w d..., a i jeszcze innym wmawiają, że traktowanie rodzących jak
          > zidiociałych, bezwolnych przygłupów z którymi nie ma co rozmawiać jest
          > ok...przykro się robi, naprawdę...

          Autorka chciała widzieć jak może zostać zmuszona do czegoś czego nie chce- to jej opisałam kilka takich sytuacji, a Ty zareagowałaś agresją, która jest zupełnie nie na miejscu!

          Ile porodów masz za sobą? Ja mam jeden, w którym dzięki wspaniałej położnej, nie musiałam się zajmować analizą sytuacji tylko spokojnie rodzić. I wcale nie uważam, by to oznaczało że mój poród nie był godny, dobry, czy jak kto chce nazywac swój idealny poród. Mój poród był fanastyczny- mogłabym rodzić za wszystkie kobiety, które sie boją i zawsze chciałabym mieć ten komfort wyłączenia myślenia, by nikt nie chciał ze mna rozmawiać, o nic nie pytał, tylko by mi dali spokojnie rodzić zgodnie z moją naturą. Mam takie podejście oparte o własne doświadczenie a że tobie jest przykro że odbiega ono od twojej wizji walczenia na porodówce, to trudno.
          • sroka75 Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 09.07.09, 12:20
            ale lekarz nie ma obowiązku robic wykładu z medycyny, zawsze twoja wiedza
            > po tych informacjach jest ogólna i zdecydowanie mniejsza niż lekarza. I pytanie
            > o zgodę nie jest na zasadzie- "czy uważa pani że powinniśmy zrobić te operację
            > ?" " a może pani ma inny pomysł?"
            nie mówiłam o wykładzie z medycyny...albo pytanie co by pacjent zrobił na jego
            miejscu...bez przesady...nie wyolbrzymiaj, chodzi o podstawową wiedzę o tym co
            w szpitalu z tobą "robią" i dlaczego (nie wiem jak ty ale ja bym wolała wiedzieć
            zwłaszcza jeżeli terapia lub operacja miała by dużo skutków ubocznych lub
            powodowała trwałe zmiany)
            >No niby nie jest, a jednak w czasie ciąży chodzisz do lekarza, a na poród jedzi
            > esz do szpitala.
            to jest właściwie taki nazwijmy "polski" nawyk ciężarnych, do prowadzenia
            prawidłowej , fizjologicznej ciąży wystarczy położna (lekarz przejmuje ciężarną
            w razie zagrożenia czy nieprawidłowości)a porody często odbywają się w domu lub
            w izbach porodowych (ale nie w Polsce oczywiście i stwierdzam to z przykrością)
            - w wielu wątkach ten temat był poruszany
            Co reszty mojej wypowiedzi, to przepraszam trochę mnie poniosło i fajnie, że
            masz dobre wspomnienia z porodu (co jak czytam na forum nie zdarza się każdej)
            Nie jestem osobą, która ma "wizję walki" na porodówce. Ale chciałabym więcej
            nie dowiadywać się o tym, że nadal dziewczyny spotykają się z lekceważeniem,
            rutyną czy arogancją.
    • wakacyjna_iguana Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 08.07.09, 14:56
      W czasie poroidu tak mnie bolało,że żadna pozycja nie wydawała mi się dobra, ja
      po prostu miałam ochotę stamtąd uciec!!! Leżąca wydawała mi się tak samo dobra
      jak wszystkie inne wolałam się nie ruszać z łóżka, nic nie przynosiło ulgi a do
      tego leciała mi Oxy.
    • szampanna Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 09.07.09, 21:57
      ja krótko - z moich obserwacji wynika, że w celu zmuszenia rodzącej
      do czegokolwiek, na co nie ma ona ochoty, a co jest korzystne dla
      presonelu, stosuje się zdanie - wytrych "to dla dobra dziecka" albo
      coś w tym rodzaju. I któż w tym momencie zaprotestuje?
      • korki108 Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 10.07.09, 02:04
        No właśnie na mnie nie działa tekst "to dla dobra dziecka", ponieważ
        na początku ciąży natknęłam się na konowała, który "dla dobra
        dziecka oraz na wszelki wypadek" usiłował mnie naszprycować
        rowamycyną, bo niby miałam toxo. Oraz dla pewności i bezpieczeństwa
        położyć na kilka miesięcy do łóżka. Na pytanie jak długo mam ją brać
        pan doktor otworzył książeczkę z opisem leków i powiedział "tu
        piszą, że do końca ciąży"
        Okazało się, jak już sobie załatwiłam wizytę u zakaźnych i badanie
        na awidność (pan doktor uznał, że nie ma potrzeby dalszych badań i
        konsultacji), że obie jesteśmy zdrowe jak konie.
        Zmieniłam lekarza, mam teraz cudowną panią doktor, której ufam bez
        zastrzeżeń. Czuję się fantastycznie, spaceruję po 20km, na rowerze
        robię dwa razy więcej i mogłabym góry przenosić.
        Ale przez te początkowe doświadczenia jakoś straciłam zaufanie do
        personelu medycznego. Planuję rodzić w domu, ale wiadomo - musi być
        do końca dobrze, dlatego biorę również pod uwagę szpital.
        Zdaję sobie sprawę z tego, że porodówka to nie pole walki i raczej
        nie będę miała siły upominać się o swoje prawa, z drugiej strony mam
        mocno niepokorny charakter, w ciąży w ogóle włączył mi się silny
        instynkt obrony gniazda i cholera wie...
        Z trzeciej strony staram się nie myślec w sposób "na pewno zrobią mi
        krzywdę" bo takie nastawienie też nie ma sensu. Uff!
        Moja lekarka radzi mi przede wszystkim ufać intucji i jak na razie
        moja intuicja zdaje egzamin na 5.
        A propos nacięcia - pytałam moją panią doktor jak to się dzieje, że
        w Polsce jest tak wysoki procent nacinania krocza i wszystkie znane
        mi kobiety słyszały od położnych, że "to niestety jest w pani
        przypadku konieczne", oczywiście "dla dobra dziecka". Czym się wobec
        tego różni nasza budowa anatomiczna od takich na przykład Szwedek?
        Usłyszałam w odpowiedzi, że istotnie, zazwyczaj jest to konieczne,
        ze względu na pozycję - Szwedki rzadko rodzą na leżąco...
        • katarzynaoles Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 10.07.09, 10:13
          No, to właściwie sama sobie Pani odpowiedziała :). Jeśli nie da się
          Pani sterroryzować "dobrem dziecka i matki" to właściwie nie ma na
          Panią mocnych, bo siły nikt nie będzie używał, choć czasem zdarza
          się, że w podobnych sytuacjach nakłania się partnera rodzącej
          żeby "przemówił jej do rozsądku" albo "pomógł żonę opanować". I
          niektórzy na to idą... A to kładzenie kobiet do porodu nie wynika ze
          złej woli personelu, tylko ze strachu i braku odpowiednich
          umiejętności - nas się nadal praktycznie nie uczy, jak przyjąć poród
          inczej niż na leżąco. Często to lekarz, który jest szefem na
          porodówce nie pozwala na "fanaberie" i bez ryzyka konsekwencji
          służobowych nie da się nic zrobić. Rozwiązaniem są tu żądania
          rodziców - w końcu zmienią sposób myślenia, choć pewnie trochę to
          jeszcze potrwa. Pozdrawiam i życzę, wedle życzenia, porodu w domu :)
          • monique76 Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 10.07.09, 12:40
            A ja tylko dodam do wypowiedzi Pani Kasi coś w kwestii nacinania.
            Mam kolezankę, która jest położną, ale w zawodzie chwilowo nie
            pracuje. Ostatnio dyskutowalysmy a propos mojego zblizającego się
            porodu, opłacenia położnej, mojej niechęci do nacinania (z
            poprzedneigo porodu mam fatalne wspomnienia wlaśnie tylko w kwesti
            nacięcia, szycia i gojenia się rany). Koleżanka opowiadała, że aby
            uzyskać dyplom położnej musiała przyjąć ileś tam porodów - w żadnym
            z nich nie nacięła rodzącej. Co istotne - żaden z tych porodów nie
            odbywał się na leżąco..
            • mali-nki Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 10.07.09, 18:18
              pozwole sie tutaj wypowiedziec. to ze personel medyczny nadal
              traktuje kobiete rodzaca jak sztuke miesa to tez kobiet wina.
              Kobiety rodza na zasadzie jakos to bedzie. Wystarczy zeby przed
              porodem zajely sie tym bardziej fachowo czyli czytajac fachowa
              literature to by soba nie pozwolily tak rzadzic. Nie wiem czy mam
              racje ale wydaje mi sie ze kobiety interesuja sie glownie swoimi
              dolegliwosciami i problemami w ciazy co jest naturalne ale brakuje
              podejscia ze to tez moje zadanie przygotowac sie jak najlepiej do
              porodu, czyli miec swiadomosc co sie tam dzieje, jakie sa fazy
              porodu, techniki relaksacyjne i oddechowe i jak mozna w zwiazku z
              tym sobie pomoc i potem dopiero wspolpracowac z polozna czy
              lekarzem. Do wielu to tak wyglada jakby to lekarz za nie rodzil,
              decydowal, myslal. A tu trzeba sluchac siebie i wiedziec ze to jest
              nasz porod a nie personelu. Przyznam sie z wlasnego doswiadczenia ze
              to nie jest latwe nie oddac sie calkowicie na laske lub nie laske
              poloznej czy lekarzy. ale zanim sie calkiem "odleci" to jeszcze mimo
              wszystko pare procentow w mozgu zostaje zeby wiedziec co sie dzieje
              i starac sie nad sytuacja zapanowac mimo wszystko. Czego zycze sobie
              i innym!
          • korki108 Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 10.07.09, 20:34
            A nie, o męża się nie boję - mamy do siebie i do sytuacji totalne
            zaufanie, poza tym on uważa, że "rodzi się głową" w sensie
            intuicyjnie, instynktownie i kobieta najlepiej wie JAK urodzić. Z
            tego też względu akceptuje wszystkie moje ciążowe pomysły:-)
            Dziękuję wszystkim za odpowiedzi i serdecznie pozdrawiam.
    • justcam Re: o co chodzi z tym zmuszaniem? 12.07.09, 14:01
      W Pucku 4 lata temu pani położna, gdy przyszły skórcze parte i
      wiedziała, że za chwilkę urodzę poprostu kazała mi zmienić pozycje
      na leżącą, mimo że protestowałam bo w popszedniej było mi naprawdę
      wygodnie- poprostu kazała i powtarzała swoje życzenie zdecydowanym
      tonem do skutku - nie jest to moment kiedy masz siłę się z kimś
      kłócić, tymbardziej jeśli to Twój pierwszy poród i nie dokońca wiesz
      co sie dzieje...i co cię czeka...
Pełna wersja