Dodaj do ulubionych

Kilka rad od byłego kierownika obozów

10.07.14, 23:18
Kochani opiekunowie ;)
Jako że sezon obozowy w pełni i wielu z Was na pewno właśnie planuje dla swoich dzieciaków takie wyjazdy, chciałabym podrzucić Wam kilka praktycznych uwag. Sama przez ostatnie 4 sezony pracowałam jako wychowawca i kierownik obozowy (niestety poprzedni sezon był moim ostatnim ze względu na pracę :(), więc to o czym pisze wynika w dużej mierze z moich własnych doświadczeń albo doświadczeń kolegów pracujących również dla innych firm. Wiem, że większość z tego co tu napisze wyda Wam się oczywista, plus część z tego co tu napisałam to moje osobiste przekonania ale może któraś z informacji przyda się Wam albo kadrze opiekującej się obozami:
1. Pamiętajcie, że mimo że to Wy wybieracie obóz i za niego płacicie, to młody/młoda ma się na nim dobrze bawić i czegoś nauczyć. Uwaga dotyczy głównie bardzo popularnych obozów tematycznych. Dlatego przed każdym podpisanie umowy zastanawiamy się: czy aby na pewno to jest temat którym interesuje się pociecha? Wyolbrzymiając, ale: jeśli córka nie interesuje się piłką nożną/tańcem/jakąś dziedziną etc. to prawdopodobnie 2 tygodnie obozu tego nie zmienią, wróci niezadowolona, a reszta jej grupy, totalnie "wkręcona" w dane zagadnienie z tego nie skorzysta.
2. Program - jeśli jedziemy na obóz tematyczny, dokładnie czytamy co w nim jest. A więc jeśli kupujemy ofertę przez pośrednika, grzecznie drepczemy na stronę www organizatora i czytamy co też naszykował w programie. Nie kierujemy się tylko nazwą obozu, bo możemy się zdziwić. Z tego co wiem zdarzały się w Polsce "kfiatki" pt obóz konny z 2h jazdy przez 2 tygodnie. To samo tyczy się zakwaterowania - nie ma w ofercie pokojów jednoosobowych=nie dostaniemy takowego.
3. Coś co może Wam wydawać się mało istotne, ale dla mnie było chlebem powszednim i utrudniającym czasem rzeczywistość: karty obozowe i informacje na temat zdrowia.
- uważnie przeglądamy kartę obozową, a zwłaszcza magiczne miejsca w których należy się podpisać ;) Wysyłanie poprawionej karty pocztą/faxem/mailem, bo zapomniało się o podpisie w jednym miejscu, dostarczy nam tylko dodatkowych nerwów.
- informacje o stanie zdrowia/zażywanych lekach. Nie kłamiemy i nie ukrywamy. Naprawdę - napiszcie na co jest dziecko uczulone, na co choruje i co zażywa. Może wielu z Was to zaskoczy, ale dość często w karcie nie było ani słowa na temat, a przyjeżdżało dziecko z małą apteczką, potężną alergią, suplementacją hormonalną, po leczeniu psychiatrycznym (sic!) niemożnością uczestniczenia w zajęciach sportowych itp. Nie tylko nie jest to fair w stosunku do osób które wezmą za Waszą pociechę odpowiedzialność, ale też jest po prostu niebezpieczne - bo choćby z jakiego tytułu, nie mając żadnych zleceń lekarskich albo chociaż słowa informacji mamy podać dziecku zażywane na stałe preparaty? Dlatego jeżeli nasze dziecko zażywa jakieś leki warto by było by pod zaleceniem ich stosowania podbił się lekarz. (małoletni na obozie nie powinien sam sobie wydawać leków - odpowiedzialna kadra zbierze je na początku obozu, będzie pilnować codziennego zażywania i odda dopiero przy powrocie do domu)
4. Uczcie młodych samodzielności - to też jest celem takiego wyjazdu, prawda? ;) tłumacząc wprost i na moim przykładzie: nie oczekujemy od wychowawcy, że rozpakuje walizkę naszej 13letniej córki ;). Druga strona medalu jest taka, że na wyjazdach istnieje regulamin, który będzie obowiązywał Wasza pociechę - np wydawałoby się oczywisty zakaz palenia, obowiązek uczestnictwa w zajęciach obozowych zamiast spania do południa, cisza nocna czy zakaz samowolnego opuszczania terenu ośrodka. Warto więc się z nim zapoznać i nie mieć później pretensji, że w Waszej opinii 15letni syn jest praktycznie dorosły, a ktoś nie pozwolił mu na samodzielną wyprawę na plaże czy do sklepu 500m od ośrodka.
5. Macie jakieś konkretne oczekiwanie - rozmawiamy z biurem/kierownikiem. Raczej nie zgadniemy sami z siebie że dziecko jest wegetarianinem, jedzie z przyjaciółką i musi być koniecznie zakwaterowane w tym samym pokoju itp. itd. Oczywiście że temat da się rozwiązać po przyjeździe na miejsce, ale czasem był źródłem niepotrzebnych nerwów na wstępie. Nie wszystkie pragnienia da się spełnić, ale może lepiej je przedyskutować przed obozem?
6. Tylko jedno z rodziców ma prawo do opieki nad dzieckiem? Dla nas to jest bardzo istotna informacja, zwłaszcza pod kątem np potencjalnego opuszczenia przez młodego terenu obozu z rodzicem.
7. Coś o czym często nie pamiętamy/nie wiemy. Jeśli to nie my osobiście odbieramy dziecko z terenu obozu, po dowiezieniu do naszego miasta z miejsca zbiórki albo chcemy żeby ciocia odwiedziła nawet 17letniego chłopaka i zabrała go na spacer, wystawiamy jej upoważnienie. Zwykła, nawet odręczna kartka, z naszymi danymi osobowymi i nrem jakiegoś dokumentu osobistego, danymi tej drugiej osoby (ponownie dokument którym się będzie legitymować) i naszym podpisem. Bez tego nikt nie powinien nam dziecka "wydać". Bo i chcielibyście, żeby wydano Waszą pociechę jakiejś obcej osobie, która zapewnia nas że zna dziecko od maleńkości i jest jej ukochanym wujaszkiem?
8. Walizka - temat rzeka :D Ale zanim spakujemy dziecko w walizkę większą i cięższą od niego zastanówmy się czy aby na pewno na 10dniowym obozie potrzebuje 6 par butów, prostownicy do włosów, laptopa, 20 par skarpetek, 3 różnych szamponów i dwóch maskotek pocieszaczy. ;) Prawdopodobnie dziecko będzie musiało przenieść swój bagaż np. do swojego pokoju. Za to jeśli w programie jest impreza o jakiejś tematyce albo zajęcia do których przyda się jakiś posiadany przez nas rekwizyt/ciuch i nie waży 10kg - warto zabrać.
9. W tym samym temacie: rzeczy cenne. Warto zastanowić się czy są dziecku niezbędne. Nie chodzi nawet o kradzieże, które na szczęście mi osobiście nigdy się nie przydarzyły, ale "wypadki" obozowe już tak - zakopana w piasku droga lustrzanka która i tak nie była w użytku, nowy super telefon po bliskim kontakcie z chodnikiem drugiego dnia, prawie nie użytkowany laptop (wakacje od internetu też są fajną sprawą ;) ) po spotkaniu z podłogą itp.
10. Dziecko skarży się na dokuczającego w pokoju kolegę/cokolwiek innego? Jeśli wiemy, że samo nie ma odwagi tego zgłosić, bo np. boi się że zostanie "kapusiem" sami dajmy znać wychowawcy czy kierownikowi - takie sytuacje da się rozwiązać, bez robienia zbędnego szumu na obozie, ale najpierw trzeba o nich wiedzieć.
11. Nie oceniajmy kadry po wieku. W każdą stronę. Wiem, że młoda osoba po drugiej stronie może u niektórych budzić obawy, ale dajmy jej chociaż jakiś kredyt zaufania. Osobiście zawsze pracowałam z ludźmi w wieku 22-30 lat i gwarantuje że dawało to niesamowitą przewagę: kontakt z obozowiczem i jego przekonanie, że mówimy tym samym językiem; zaangażowanie, na obozach tematycznych chyba najważniejszą rzecz - prawdziwą pasję którą można się podzielić, energie do tej nierzadko trudnej pracy, dużą ilość empatii i brak poczucia że wie się o danej pracy wszystko, co łatwo pozwala przeoczyć istotne fakty. Z drugiej strony sąsiadując z różnymi obozami, przekonałam się niestety, że wiek nie gwarantuje odpowiedzialności i zwykłego "pomyślunku". oczywiście nie jest to złota zasada.
12. Bądźmy realistami. 2 tygodnie obozu prawdopodobnie nie "wychowają" naszego dziecka, na każdym obozie zdarzają się upadki, kleszcze, komary, przeziębienia, niesmaczny posiłek, awaria prądu, kłótnie w rówieśnikami, "gorszy dzień" dziecka i tysiąc jeden spraw, które na co dzień zdarzają się i w naszym domu. Zanim zadzwonimy do wychowawcy z krzykiem, pretensją i oskarżeniami pomyślmy krótko czy naprawdę ponosi za to winę i co taką rozmową osiągniemy. A z drugiej strony - jeżeli płacimy za obóz na którym mają być konkretne atrakcje, opieka wykwalifikowanej kadry itp - to wszystko ma tam być.

Mam nadzieję, ze po przebrnięciu przez ten przydługi post znajdziecie tam coś przydatnego. Pewnie będę zaglądać tu raz na jakiś czas, gdyby ktoś chciał o coś zapytać ;)
Obserwuj wątek
    • grumpyfemale Re: Kilka rad od byłego kierownika obozów 27.06.16, 15:53
      Bardzo mądre uwagi, ja dodałabym jeszcze przestrzeganie ustalonych godzin, kontaktu z pociechami. Znam osobiście jedną matkę, która mimo zakazu, dzwoniła do dzieciaka od rana do wieczora, co godzinę. Po co? Nie wiem, sprawdzała czy żyje i co robi. W końcu musieli mu odebrać telefon, bo non stop chodził z im przy uchu, a tam się odbywały jakieś wycieczki czy zajęcia sportowe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka