ja.s.i.u
20.11.09, 18:33
Z jednej strony rzeka żalów i ubolewania, jak to źle się stało, że taki
wspaniały prezydent nie ma okazji dalej udowadniać tego, jakiż to on wspaniały.
Z drugiej strony eksplozja euforii, bez zastanowienia się, co dalej.
Fakt, jeśli się przeanalizuje choćby:
czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,99920,6775097,Imprezy_na_srodku_III_Alei_to_nieuprzejmosc.html
to tak naprawdę nic się nie zmieniło w mieście. Po prostu inżyniera zastąpił
lekarz, z legitymacją PO, ale za to z poglądami dokładnie skopiowanymi ze
zbioru poglądów byłego prezydenta.
Czy jest więc sens rozpaczać, skoro komisarzem został człowiek sprawdzony na
niejednym nabożeństwie, człowiek gwarantujący ciągłość poglądów władzy w
Częstochowie?
Z drugiej strony czy jest się z czego cieszyć, że tylko nazwisko się zmieniło?
Że osoba komisarza gwarantuje w mieście status quo? Z góry wiadomo było, że
tak się cały "przewrót" zakończy. Najpierw szuka się alternatyw, a później
wprowadza się je w życie. Ktoś w Częstochowie zapomniał, że bez scenariusza,
to żaden spektakl nie ma sensu. Bańka mydlana pękła? Nowe, okazało się stare?
No to poco się chełpić, czy użalać? Tylko po to, żeby jakieś wątki ciągnąć?
Żeby pisać dla samego pisania?