reac
08.04.10, 15:01
W dniu dzisiejszym (08.04.2010) o godz. 14.41, po kilkudziesięciu próbach,
udało mi się wreszcie dodzwonić do SM. Zgłaszając interwencje - siedzącego,
nieprzytomnego mężczyznę, prawdopodobnie pijanego, na placu zabaw (dz.
1000-lecie). Usłyszałem od PANA DYŻURNEGO: "znooowuu", z głęboką pretensją w
głosie. Zabrzmiało to tak jakbym dzwonił do nich po kilkadziesiąt razy
dziennie. Zapytałem w/w jegomościa: "jak to znowu", a on odpowiedział: "że to
już kolejna tego typu interwencja z rzędu". Na co ja stwierdziłem, że chyba
takie czasy. Zadaje sobie pytanie, po co nam Straż Miejska, w której pracują
tego typu osoby. Chyba nie za bardzo orientują się po co istnieją w takich
strukturach. Być może PAN DYŻURNY był w danej chwili już bardzo zmęczony swoją
trudną, odpowiedzialną i niedocenianą przez ogół pracą? Hmm, być może...