zbych36
17.07.10, 13:04
Wysiadłem z autobusu i spojrzałem na zegarek. No ładnie, mam za pięć minut pociąg. No więc bieg. Obok Merkurego w dół i i na skróty na dworzec PKP.
Już w pociągu zorientowałem się, że wypadł mi po drodze telefon ale niestety pociąg już ruszył.
W głowie burza myśli. No właściwie to ktoś kto znajdzie ten telefon to nie będzie miał żadnego z niego pożytku. Telefon jest zablokowany, karta SIM jest zablokowana i jedyne co może zrobić to odbierać połączenia. Bez znajomości kodu blokady klawiatury nie może nic zrobić. Telefon jest stary, ma już 3 lata więc mam nadzieję, że dodzwonię się do znalazcy i odzyskam kartę SIM wypłacając mu nagrodę - może nawet 100 zł. Telefon mogę mu podarować bo i tak właśnie miałem iść do Ery po nowy telefon.
Po powrocie do domu wykonuję połączenie. Jest dobrze bo jest sygnał połączenia. Czekam chwilę i nic. Ponawiam próby kilka razy lecz bezskutecznie.
Przy kolejnej próbie otrzymuję komunikat, że telefon jest wyłączony.
No to już nie ma szans na odzyskanie karty SIM.
I tak sobie myślę co ten ktoś zyskał a ile ja straciłem.
On znalazł stary zablokowany na wszelkie możliwe sposoby telefon , za który może dostanie 50 zł a ja straciłem kontakty do ponad 60 osób bo resztę (te ok. 100 osób) jakoś odzyskam. Straciłem zdjęcia, notatki, kalendarz i stracę bardzo dużo czasu aby choć część wyprostować.
I tak sobie myślę, czy mieliście kiedyś satysfakcję z tego, że straciliście na przykład 2 godziny aby odnieść komuś np. portfel z dowodem i gotówką w wys. 23 zł.
Czy poczuliście kiedyś taką satysfakcję ???