ja.s.i.u
02.01.11, 15:37
Mam chyba lepszy pomysł na "janosikowe", jakie marzy się obecnym władzom miasta. Chodzi o to, że Częstochowa ma specyficzną budowę geologiczną. W czasach tzw. komunizmu, wybudowano podziemne przejście w ciągu ulic Popiełuszki-Pułaskiego. Nie puszczono tych ulic dołem, bo nie można było pogłębić odpowiednio wykopu. Szkopuł w tym, że wzgórze jasnogórskie ma dziwną budowę geologiczną. Warstwy są ułożone tam skośnie, tak, że podcięcie ich spowodowałoby obsunięcie się całego szczytu. To nie jest żaden wymysł - osoby, które miały do czynienia z geologią wiedzą, że piszę prawdę.
Zastanawiam się, czy tego faktu nie dałoby się użyć do wprowadzenia na obszarze przyległym do klasztoru (powiedzmy o promieniu 10 kilometrów) ograniczenia nośności dróg. Widząc stan nawierzchni częstochowskich jezdni, każdy przyzna (odpowiednia komisja naukowców również), że w tym terenie ruch pojazdów o masie przekraczającej powiedzmy 3,5 tony powinien być zdecydowanie ograniczony. I tutaj jest furtka - chcesz jechać przez miasto, nie chcesz ominąć Częstochowy, płać winietę za przejazd drogami, na których stoi znak B18 (zakaz wjazdu pojazdów o rzeczywistej masie całkowitej ponad 3,5 tony). Taki znak powinien stać praktycznie w obszarze całego miasta - wszak wszędzie nawierzchnia nie dopuszcza ruchu ciężkich pojazdów - bo szybko się w warunkach częstochowskich niszczy.
Oczywiście można byłoby w tym momencie pod znakiem dołożyć - nie dotyczy pojazdów zarejestrowanych w Częstochowie, ale autokary z pielgrzymami, czy nawet samochody wywożące szkło z Guardiana (też ciężkie) niech płacą.
Skoro miasto płaci za remont dróg ma pełne prawo do organizacji ruchu na tych drogach. Moje rozwiązanie jest w stu procentach zgodne z prawem i do momentu odbudowy dróg (czytaj - uzyskania pieniędzy na wymianę podbudowy i nowe nawierzchnie) rozwiązanie może być w mieście stosowane.
Przy okazji można też zarobić inaczej. Można (takie rozwiązanie prawo dopuszcza) wprowadzić ruch ciężkich pojazdów po wyłączonych pasach ulic, a na tych pasach wprowadzić ograniczenie prędkości do powiedzmy 25 km/h. Chce ktoś ciężarówką, czy autokarem przejechać szybciej - trafia na radar i płaci. Znów kolejny sposób na pieniądze do budżetu. Bo nawierzchnia się niszczy!
Problem z pielgrzymem indywidualnym, co to przyjeżdża własnym samochodem, albo przychodzi na nogach. Ale tu też są sposoby na rozwiązanie sytuacji. Pielgrzymka zajmuje pas ruchu, a za to trzeba płacić. Można w całym mieście zrobić płatną strefę parkingową (dla mieszkańców stałe bilety parkingowe, za cenę powiedzmy 5 zł na rok, a inni niech płacą w automatach). Dla skner sposób zawsze się znajdzie. Niech Częstochowa stanie się znów wzorem skąpstwa. Starsze pokolenia pamiętają handel wodą z ogórków, albo rozwodnioną do granic możliwości galaretką (czasem kisielem). Czasy się zmieniają, a tradycja zaniknąć nie powinna. Łupić panowie pielgrzymów, łupić. Wszak to też jedna ze starych częstochowskich tradycji!