Napisaliśmy Opowiadanie

01.05.04, 06:50
Jako, że koniec wieńczy dzieło proponuję zakończyć pierwsze wspólne,
internetowe opowiadanie na tym forum. Nie ustrzegliśmy się oczywiście wielu
błędów stylistycznych i ortograficznych . Najważniejsza była jednak idea.
A idea była integracyjna jak najbardziej. Pomysłodawcę pozdrawiam.
Współautorów jak wyżej. Prawem kaduka objąłem obowiązek wstępnej redakcji
tekstu ;))) A że temat okazał się niewyczerpany, istniejące zakończenia
alternatywne dopisze życie ;)))

Pozdrawiam serdecznie
Refrakcja
    • refrakcja Nasze opowiadanie 01.05.04, 06:52
      --------------------------------------------------------------------------------
      Myśl o kojenym poranku wyjątkowo mnie budowała. Piątek, nareszcie piątek a
      potem juz tylko weekend, do tego dłuuuugi weekend !
      Ten piekny poranek burzy myśl o egzaminie, ktory bede pisal w srode i w
      czwartek, ale co mi tam. Przeciez bede go pisal w zjednoczonej Europie a to
      z pewnością coś co zapamiętam do końca życia. Wieczorem spacerując po
      Alejach widziałem ekipy robotników gorączkowo sprzątajacych teren przy parkach.
      Jest w tym coś z atmosfery jarmarcznej. Czuje się odświętność, fizycznie czuć
      ważność wydarzenia. Tylko czy jutro będzie inny dzień?
      Marzy mi się, by odświętna koszula w którą odziewa się moje Miasto, została na
      dłużej. Marzenia czasem się spełniają.............Kto wie?
      Natłok mysli pograzyl mnie w glebokim snie, z ktorego bestialsko wyrwal mnie
      budzik... oki, 5 rano piatek. Ostatni dzien poza UE. Jutro moze byc juz tylko
      lepiej - oczywiscie jesli nie zamkna sklepow - swieto swietem, ale na zakupy
      trzeba isc, wszak pierwszy, rodzice beda rozrzutni.
      O w .... kto dzwoni o 5.10 ??? .
      Policja - czego może chcieć Policja o godzinie piątej? Oczywiście że mam
      Malucha tylko kto by się chciał do niego włamywać? Okazuje się że jednak
      jakiemuś gówniarzowi spodobały się chorągiewki unijne które kupiłem na
      jutrzejszy dzień. Oczywiście, że nie będę żądał ścigania - niech im idzie na
      zdrowie.
      Nie tylko choragiewki zginely... wlamywacze zabrali jeszcze magiczny
      amulet - wisiorek, ktory zdobil lusterko wsteczne, a także dzieki powloce
      skladajacej sie z fragmentow polamanej plyty CD skutecznie rozpraszal fale
      radarow policyjnych, przez co moglem osiagac zawrotne predkosci. Co ja zrobie?
      Amulet dostalem od starego pielgrzyma, który trase Warszawa Jasna Góra pokonał
      już wielkokrotnie.
      Kiedy rok po otrzymaniu magicznego amuletu próbowałem odnaleźć go wśród
      pielgrzymów dowiedziałem się, że i owszem - był taki człowiek ale zmarł.
      Zmarł 4 lata przed dniem kiedy go spotkałem. A przecież pamiętam zdanie które
      mi powiedział wręczając amulet..."Oj będzie kiedyś Częstochowa zamieniona w
      malenka wioskę gdzie ludzie beda sie zajmowali hodowla kóz i baranow a takze..
      strusiów. Jednak - dodał po chwili- czarny scenariusz sprawdzi się tylko wtedy
      gdy ten amulet trafi w niepowołane rece. Wiedziec musisz bowiem mlody
      czlowieku, ze w amulecie tym zawarta jest wielka moc....
      A także stanie się krainą łagodności" .Patrząc na mój samochód przestałem w
      to wierzyć.Tym bardziej ,ze podszedł policjant i stwierdził,że...ten samochod
      jest kradziony. Ukradli go przebierancy policjanci z Czestochowy, ktorych
      prawdziwi policjanci zlapali w Gdyni gdy wsiadali do taksówki. Byli bardzo
      zaskoczeni.
      Ponieważ glupota ludzka nie zna jednak granic-okazało się,ze nigdzie nie mam
      kluczyków od samochodu.Czyzbym zostawił je w stacyjce?Policjant wskazal na
      mezczyzne stojecego kilka krokkow od samochodu-Pan pozwoli panie
      Zenku, zdaje sie , ze cos panu wiadomo w tej sprawie, co pan przed chwila
      zeznal?-Glupota,tylko, tyle glupota...to wszystko to glupota.-Hm zastanowil sie
      policjant-Moze pan juz odejsc. Amulet, tylko amulet , musze go koniecznie
      odnalezc- pomyslalam,. Ale gdzie?????. Gdzie? Gdzie on może być? Przypomniały
      mi się słowa starego pielgrzyma - zabrzmiały tak jakby stał tuż obok mnie i
      mówił do mojego ucha - synu kiedy będziesz potrzebaował amuletu - zakrakaj 3
      razy jak wrona - odleci mara i amulet znajdzie sie ale nie u znalazcy lecz u
      człowieka który okazując dobroduszny stan swego umysłu tak na prawde był i jest
      zepsuty do cna,podstepnie tylko motajac kryc chciał swe rzadze przywłaszczania
      cudzych rzeczy,"Refrakcio nieładnie" powiedział ktoś z tłumu ,lecz nie ,to nie
      ja to x-x mi wrzucił do kieszeni bedą przeciez odciski palców.
      Młodzież pomyslałam sobie - i to są ludzie którzy dawać chcą przykład i nauki
      prawić,Ci co wdziewają białe szaty na znak przyporzadkowania do struktur
      Europejskiego przepychu...
      Dlaczego tyle kłamstwa na ziemi czestochowskiej płonie za szczelnie zamkniętymi
      w celibacia praworzadności populacji rzadzących...
      Aż tu nagle do młodzieży zza krzaków wybiega.......... rączo jak na swój wiek
      najstarszy mieszkaniec Częstochowy. Dumnie podpierając się dębową laską, wlecze
      za sobą respirator i pociągając co chwilę łyk świeżego tlenu mruczał coś
      gniewnie.
      Ludzieeee ekhm, ueeeekhmm - po zaczerwienionej z wysiłku twarzy widać, że
      dziadzio ledwo się hamuje. Czyście się szaleju najedli?. A nie wstyd Wam
      młodziaki? Za moich czasów eeehheeeeeekm - w oczach staruszka pojawiła się
      mgiełka wspomnień. Zamiklł usiłując przypomnieć sobie swoją młodość. Z trudem
      przysiadł na jedynej, nie zdewastowanej jeszcze parkowej ławce.
      Kiedy odchodziliśmy rzucając na siebie wzajemnie wianuszki obelg i epitetów,
      dziadzio kołysał się delikatnie rozpamiętując swoją młodość. Było w tym coś
      symbolicznego. Przeszłość i Teraźniejszość które zderzyły się w
      podjasnogórskim parku. Bez zrozumienia i bez Przyszłości.
      Stojąc zamyślony na przystanku w pewnym momencie poczułem pacnięcie w ramię.
      Zirytowany tym brutalnym aktem odwróciłem się gwałtownie. Czego?-warknąłem
      przez zaciśnięte zęby. Jak to czego, łobuzie? - odpowiedziała dozorczyni
      sprzątająca chodnik.
      Widzicie go, to ja tu sprzątam od nocy, a ten mi tu peta na chodnik rzuci.!!!!!
      Skaranie boskie z tymi ludźmi. W Unii jesteśmy a kultury za grosz. A do roboty
      się weź darmozjadzie jeden bo teraz to trza robić a nie filozofować!!!!!!
      Widząc dezaprobatę na twarzach patrzących na mnie współoczekujących, ze wstydem
      podniosłem niedopałek i powędrowałem z nim do kosza.
      Odjeżdżając jedenastką nadal gapiłem się z okna na pierwszomajową dozorczynię.
      Czyżby to była Przyszłość?
    • refrakcja Alternatywa wg Filipa 01.05.04, 07:18
      >A że temat okazał się niewyczerpany, istniejące zakończenia alternatywne
      dopisze życie ;)))

      No proszę, proszę. Filipie z konopii podpinaj się, jako internauta równiez masz
      do tego prawo. Podpinaj się pod ten wątek aby było czytelniej.
Pełna wersja