Lowcy mieszkan

11.05.04, 04:07
Częstochowska policja od kilku dni bada, co stało się z mieszkaniami osób,
które w ostatnich latach zaginęły bez wieści. Podejrzewa, że zaginionych
zamordowano, by sprzedać ich mieszkania.Ze strony internetowej komendy
miejskiej w Częstochowie zniknęła lista kilkunastu zaginionych. Pojawiła się
wczoraj w bardzo szczątkowej formie. Policja tłumaczy się kłopotami
technicznymi.Jeszcze przed tygodniem na liście były nazwiska Dariusza S. i
Sylwii M.Dariusz S., 32-letni bezrobotny, zniknął w listopadzie 2000 roku.
Żył sam, policję zawiadomiła jego siostra.27-letnia Sylwia M. po separacji z
mężem mieszkała razem z dzieckiem u matki. Zaginęła w sierpniu 2001 r.
Rodzina podejrzewała, że wyjechała do pracy w Hiszpanii. Od kilku lat
poszukiwano jej za pośrednictwem Fundacji Itaka.Dariusz S. i Sylwia M. raczej
się nie znali. Ich ciała leżały jednak razem na dnie zasypanej studni w
podczęstochowskiej wsi Brzeziny-Kolonia. Policja odkryła je trzy tygodnie
temu.Opuszczone gospodarstwo w pobliżu wysypiska śmieci. Gdy wytyczono strefę
ochronną wokół wysypiska, wysiedlono większość gospodarzy, po zabudowaniach
zostały resztki murów i gruz. By odkopać zawaloną ziemią i kamieniami
studnię, policja ściągnęła koparkę. Po kilku godzinach wydobyto ciało
kobiety, potem skrępowane sznurem zwłoki mężczyzny. Obok leżały widły.
Policjanci nie trafili do studni w Kolonii-Brzezinach przypadkowo.
Doprowadził ich 42-letni były policjant - Zbigniew K.Beznamiętnie
opowiedział, jak zginął Dariusz S. Były policjant ze szwagrem Zbigniewem M.
zaprosił ofiarę na wódkę za miasto. Po kilku głębszych Zbigniew K. ze
szwagrem zaczęli go bić, zarzucili mu pętlę na szyję i udusili. Wrzucili
ciało do studni, bo ziemia była za twarda, żeby kopać dół.Tydzień po
zniknięciu Dariusza S. sprzedano jego mieszkanie za 60 tysięcy zł. Umowę
podpisał właśnie szwagier. Posłużył się dokumentami zamordowanego.
Sylwia M., której ciało znaleziono w studni, była żoną Zbigniewa M.
Prawdopodobnie dowiedziała się o zabójstwie. Być może groziła, że je ujawni.
Policja odkryła zabójstwa, tropiąc gang zmuszający ubogich częstochowian do
sprzedaży mieszkań.Zbigniew K. podsuwał gangsterom nazwiska potencjalnych
ofiar - znał je, bo pracował w spółdzielni mieszkaniowej. Przyznał się do
zamordowania S. i żony szwagra. Twierdzi też, że gang zlecił mu łącznie
kilkanaście zabójstw.Gang mieszkaniowy wyszukiwał w częstochowskich
spółdzielniach zadłużonych lokatorów. Proponował zamianę mieszkanie, brał
zaliczkę i zapominał o umowie. Jeśli ktoś chciał się wycofać, nachodziły go
bandziory z kijami bejsbolowymi.Gdy bicie nie skutkowało, gangsterzy wywozili
ludzi do lasu, straszyli śmiercią. Teraz okazuje się, że gangsterzy nie tylko
straszyli...
    • black_panther cd."Agencja gangsterów " 11.05.04, 04:10
      Agencja gangsterów

      Mózgiem gangu była 61-letnia właścicielka agencji handlu nieruchomościami
      Barbara G.Opowiada Janina A., jedna z oszukanych:- Mieliśmy mieszkanie
      zadłużone na osiem tysięcy. Agentka zaproponowała, że da nam mniejsze, bo ma
      klientów na nasze trzy pokoje. Mieli uregulować dług i jeszcze dopłacić.
      Daliśmy jej z mężem nasze dowody osobiste. Wymeldowała nas i przeprowadziła do
      rozwalającej się rudery na obrzeżach miasta. Za zamianę dostaliśmy tylko 1500
      zł. Sama zarobiła na tej transakcji 10 tys. zł.Do prokuratury zgłosiły się 42
      oszukane w taki sposób osoby. Barbara G. zarobiła na nich ok. 400 tys. zł.
      W 2001 r. agentkę aresztowano. Dziś razem z dziesięcioma pomocnikami siedzi na
      ławie oskarżonych - prokuratura zarzuca jej m.in. kierowanie grupą przestępczą,
      oszustwa i fałszerstwa, nielegalne posiadanie broni i grożenie śmiercią jednemu
      z oszukanych klientów.Wśród pomocników oskarżonych razem z G. nie ma jednak
      Zbigniewa K., który twierdzi, że na zlecenie gangu zabijał.43-letni K. służył w
      policji do 1998 r. Zrzucił mundur, gdy po pijanemu rozbił radiowóz.
      Został windykatorem długów w największej częstochowskiej spółdzielni
      mieszkaniowej Hutnik. Doskonale wiedział, kto i ile zalega z czynszem.
      Dostarczał te informacje gangowi Barbary G.
      - Wiele razy przychodzili do nas lokatorzy ze skargami, że pani G. zna ich
      nazwiska. Kiedy uzyskaliśmy dowody, prezes dyscyplinarnie zwolnił Zbigniewa K.
      z pracy - mówi Urszula Ogrodniczak, wiceprezes Hutnika.Było to w 2000 r. Potem
      były policjant nie miał stałego zajęcia.Trzy tygodnie temu K. został
      zatrzymany. Wpadł też jego szwagier. Policja znalazła dowody na to, że
      posłużyli się dokumentami Dariusza S., by sprzedać jego mieszkanie. Policjantka
      z wydziału kryminalnego skojarzyła, że podejrzani zjawili się u notariusza w
      tydzień po zgłoszeniu zaginięcia właściciela mieszkania. Po wielu godzinach
      przesłuchań K. przyznał się do zabójstwa.Były policjant zeznał, że morderstwo
      zleciła mu Barbara G. Że zabójcy oddali jej jedną trzecią z 60 tys., jakie
      dostali za mieszkanie Dariusza S. Prokuratura postawiła jej już zarzut
      podżegania do zabójstwa. Kobieta nie przyznaje się do winy.
      Jak dowiaduje się "Gazeta", po odkopaniu dwóch ciał w studni w Kolonii-
      Brzezinach K. wskazał miejsce ukrycia kolejnego ciała. W sąsiednim
      gospodarstwie w szambie miał zostać utopiony mężczyzna. Policja nie potwierdza
      tych informacji. Nie wiemy, czy faktycznie znaleziono ciało trzeciego
      zamordowanego.Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się też, że Zbigniew K. zeznaje, że
      Barbara G. zleciła mu kilkanaście innych zabójstw. Prokuratura nie chce
      komentować tych informacji. Policjanci na nowo analizują jednak wszystkie
      przypadki zaginięć w Częstochowie.
Pełna wersja