Alarm częstochowskiego sanepidu: dzieci mają za...

04.06.12, 21:14
Połowę ciężaru tornistra stanowi książka do religii.Ale problemu nie ma ponieważ żaden ksiądz takiej nie nosi.A Cierpienie jest wskazane dla dzieci ponieważ je uświęca.
    • Gość: bonbon Re: Alarm częstochowskiego sanepidu: dzieci mają IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.06.12, 06:29
      Wykazali się refleksem szachisty i od razu alarm ogłaszają, rychło w czas. Nie od dzisiaj o tym wiadomo. A poza tym to przerzucili się teraz z soli wypadowej i innych jadalnych świństw na tornistry?
    • mamakasia_ltd Alarm częstochowskiego sanepidu: dzieci mają za... 05.06.12, 15:49
      Zapraszamy do Sp. 26. Plecak mojej córki też waży koło 5 kg. a czasami ponad. Kiedy przychodzimy ze szkoły, ja niosąc jej plecak naprawdę mam dość i bolą mnie plecy. Sprawdzałam, nie ma w nim nic ponad to co konieczne, niestety :-(
    • cara-mina Alarm częstochowskiego sanepidu: dzieci mają za... 05.06.12, 17:24
      W szkołach ,przynajmniej od dwóch lat, są szafki do dyspozycji uczniów przeznaczone na podręczniki. W każdej pracowni. I świecą pustkami. Pomysł fantasyczny lecz nierealny. Uczeń musiałby mieć dwa komplety książek a na to nie stać ani rodziców ani szkoły.
    • mamakasia_ltd Alarm częstochowskiego sanepidu: dzieci mają za... 05.06.12, 21:31
      U nas ani szafek, ani dobrych chęci. Dzieci mogły zostawić dosłownie jedna książkę - do religii, bo oczywiście pozostałe muszą być również w domu. Więc niech taszczą, bo czemu nie. Paranoja.
    • ige-rna Alarm częstochowskiego sanepidu: dzieci mają za... 05.06.12, 23:42
      Najbardziej porażające jest dla mnie to, że nazywa się tę akcję alarmem dla rodziców. A który normalny rodzic dobrowolnie zmusiłby dziecko do noszenia takich ciężarów? Mam dwójkę dzieci, oboje chodzą do jednej szkoły w Częstochowie. Starsza dziewczynka - klasa V podstawówki. Choćbym chciała jej pomóc w odchudzeniu plecaka - nie mogę. Jestem bezsilna wobec głupoty szkoły. Codziennie jest wf - osobny worek na strój i buty, nie może wisieć w szatni i być zabierany przed lekcją i odwieszany po lekcji wf, po czym zabierany do domu - to co brudne. Trzeba ów worek cały dzień włóczyć ze sobą po korytarzu prócz plecaka z książkami z klasy do klasy, w zależności w jakiej pracowni lekcja. Przychodzenie po worek z butami i strojem niewymownie przeszkadza pani woźnej - "co chciałaś? znowu po worek?" Zastraszone przez woźną dzieciaki wolą nie mieć problemów i włóczą to po korytarzu. Dosłownie. Albowiem klasy zamknięte na przerwie, a całe stosy na korytarzu - ale i tu fajne - "weźcie to spod nóg, bo nie ma jak chodzić" - to już spacerujące po korytarzach panie nauczycielki. Dalej, książki - nie można nie przynieść wszystkich w danym dniu, bo czeka Cię uwaga, jedynka, albo po dłuższym takim zachowaniu opinia niesolidnego ucznia. Powiedzmy 6 lekcji dziennie - wf, jakieś inne przedmioty, do każdego podręcznik, ćwiczenia, zeszyt. Ciężkie jak diabli, sama mam problem z uniesieniem tego. Dlaczego? dlaczego odezwa do rodziców? może wreszcie do nauczycieli? do dyrekcji? Na zebraniach szkolnych z rodzicami pada mnóstwo gładkich słówek, na tym koniec. Po czym przynosi mi dziecko do domu takie kwiatki - po lekcji historii - "mamo, gdzie jest Oliwa? mieliśmy lekcję i było o pokoju w Oliwie". Wyjaśniam szybko, ale standardowe pytanie" to Pani Wam nie powiedziała?" tez pada. " Nie noo, powiedziała, że jakby to nam wytłumaczyć... gdzieś na północy." Dzisiaj, świeże - "dlaczego masz dziecko takie kolczyki?" szybko spoglądam na kolczyki córki, czyżby zaczęła przesadzać z doborem gadżetów do szkoły? Nie, małe pacyfki. Wyjaśniam sprawę z dzieckiem i słyszę cytat z pani nauczycielki" ty wiesz w czym chodzisz? - tak, proszę pani, to pacyfki" - to wiesz i mimo to chodzisz?" tak. "Nooo, niedobrze"...i w domu ; ale mamo, to o co chodzi z tymi pacyfkami? mówiłaś, że to nie złe znaki? i co mam odrzec, żeby ratować autorytet nauczycielki? że była na Jasnej Górze i poczytała sobie na bilboardzie o teoriach spiskowych w sprawie różnych symboli?.... ratunkuuuuu....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja