Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53-le...

14.10.13, 10:10
Przepisowa odległość z jaką należy wyprzedzać rowerzystę wynosi minimum 1 m.
    • angrusz1 Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53-le... 14.10.13, 10:23
      O 5.25 jest jeszcze ciemno i lepiej , aby rowerzyści wtedy byli lepiej rozpoznawalni np poprzez noszenie kamizelki odblaskowej a rower miał światła .

      A jak tutaj było ?
      Może dowiemy się .
      • speleus Re: Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53- 14.10.13, 11:31
        Angrusz . 100 lat Ci życzę przepracowania w szkole z okazji DEN. A jeszcze do tego nagrody dyra , medalu KEN, i nagrody miasta. Poważnie mówię. Jak patrzę na ten jeden wielki burdel, to mi się scyzor w kieszeni otwiera i wątroba przewraca na drugą stronę. Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam.
    • stan.france Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53-le... 14.10.13, 10:52
      Zasada jest prosta.Przy wyprzedzaniu rowerzysty nalezy zachowac minimum 1m odleglosci miedzy samochodem a rowerzysta. A wiec koniecznie nalezy wozic w samochodzie metrowke.Zblizajac sie do rowerzysty kierowca samochodu otwiera okno od strony pasazera,maksymalnie zwalnia, bierze do reki metrowke i mierzy odleglosc miedzy samochodem i rowerem. Odmierza 1m i smialo przystepuje do wyprzedzania. Jakiez to proste. Podobnie jest z przjsciem przez jezdnie poza wyznaczonymi przejsciami na pasach do tego wyznaczonych. Zasada mowi,ze przejscie mozna wykonac jesli odleglosc od pasow wynosi nie mniej niz 100m. Kazdy pieszy obowiazkowo powinien nosic przy sobie tasme o minimalnej dlugosci 100-tu metrow. Nastepnie udac sie w miejsce wyznaczonego przejscia dla pieszych i porosic kogos,najlepiej policjanta,o pomoc w zmierzeniu odleglosci od zebry dla pieszych do planowanego wczesnie przejscia przez jezdnie. Jesli odleglosc wynosi minimum 100m smialo dokonuje tego manewru. Rowniez bardzo proste,a co najwazniesze zgodne z przepisami.
      • Gość: Tomek_Czwa Re: Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53- IP: 212.160.172.* 14.10.13, 11:39
        Mam dla kolegi powyżej takie małe ćwiczonko, wstań od komputera, nogi rozstaw szeroko, ugnij lekko kolana a następnie wetknij sobie swój cały sarkazm prosto w d00pę.

        Świat będzie lepszy a może i ty wyciągniesz z tego jakąś lekcję, prawda jest taka że nawet świetnie oznakowany rowerzysta bywa spychany z drogi. Jeżdżę dużo na dwóch kółkach i jeszcze więcej na czterech, to co się dzieje na drogach to wolna amerykanka. Kierowcom nie chce się wytracać prędkości więc mijając się z pojazdami z naprzeciwka niejednokrotnie wyprzedzają rowerzystę na tzw "żyletkę". Bardzo groźna sytuacja i niestety często tragiczna w skutkach, ten 1m czy nie określona bliżej w KRD odległość bezpieczna to kwestia zdroworozsądkowego podejścia wszystkich kierowców do zagadnienia. Osobiście rower wyprzedzam niemal jak pojazd czterokołowy zjeżdżając na drugi pas i zachowując przy tym szczególną ostrożność, nie mieszkamy w Holandii i ilość rowerzystów nie jest aż tak duża abyśmy nie mogli sobie pozwolić na wyprzedzanie ich z nogą zdjętą z gazu.

        Pozdrawiam
      • mateusz_czwa Re: Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53- 14.10.13, 18:33
        Jeżeli masz problem z szacunkowym ocenieniem odległości na drodze to nie powinieneś wsiadać za kierownicę, bo stanowisz potencjalne zagrożenie dla innych.
        • Gość: ozon Re: Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53- IP: 93.154.170.* 14.10.13, 23:00
          To samo właśnie chciałem napisać, jeśli ma gościu problem z oceną odległości to od samochodu niech się trzyma z daleka. Metr to absolutne minimum, na rdodze są dziury, rowerzysta nie zawsze jest w stanie jechac jak po sznurku, widząc rowerzystę zawsze zwalniami zachowuję bezpieczny odstęp, może dlatego, że sam często jeżdżę rowerem i wielokrotnie byłem niemal spychany z drogi przez samochody.
    • Gość: cmd Śmiertelny wypadek w Zajączkach. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.13, 13:08
      "Policjanci z Kłobucka wyjaśniają okoliczności wypadku..."
      _____________

      A ci z Krzepic nie mogą?
      A prawda, oni zawsze zajęci ważniejszymi sprawami - szukanie pijaczków po okolicy, to poważna rzecz...
      • Gość: gosc Re: Śmiertelny wypadek w Zajączkach. IP: *.adsl.inetia.pl 14.10.13, 16:06
        www.youtube.com/watch?v=Z3rL95tHWk8

        a czy tak przeprowadzaja swe interwencje??
    • Gość: Gienek emeryt Re: Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53- IP: *.net.stream.pl 14.10.13, 20:47
      Na Rakowie też tak jeżdżą gady i ich pobratymcy...na furmankach powinni wszak tylko...ale jeszcze żeby lejcami komuś krzywdy nie zrobili i batem...a zakazać na tym Rakowie jakiejkolwiek jazdy i znaki postawić o zakazie wjazdu i ruchu...
      • Gość: kicha A Tobie Gienek..... IP: *.dynamic.chello.pl 14.10.13, 21:04
        też ktoś powinien w tyłku zaparkować kopa.
        • Gość: jadwi1 Re: [i] IP: *.prenet.pl 15.10.13, 14:53
          Wyrazy współczucia dla rodziny [I], obaj kierujący jechali do pracy, do tego samego tartaku, nieszczęście się stało, więc troche powagi i kultury zachowajcie
    • Gość: Gienek emeryt Re: Śmiertelny wypadek w Zajączkach. Nie żyje 53- IP: *.net.stream.pl 15.10.13, 19:22
      Całe moje życie zawaliło się na wstępie, odkąd od urodzenia zamieszkałem w tej gadowskiej dzielnicy RAKÓW, gdzie rządzą tam gady i ich pobratymcy. Byłem uważany za dziwaka, bo się izolowałem w liceum. Ale, dlaczego to robiłem, to już nikt nie wiedział. A w codziennym życiu nigdy nie miałem koleżanek, kolegów, przyjaciół…NIKOGO!!!. Teraz mam 58 lat. Za 3 miesiące kończę 59. Mieszkam sam, nie mam nikogo. Mam problemy z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi, nie umiem z nikim rozmawiać, mam problemy przez te gady z Rakowa.
      Mam problemy seksualne, dziewczyny mnie zostawiały, wyśmiewały, mówiły, że mam małego i teraz jestem wrakiem człowieka. Nie nadaję się kompletnie do niczego. Życia seksualnego nie mam w ogóle, a jeśli się trafi jakaś dziewczyna, to z nerwów mi nie staje. Czyli czuję, że staję się impotentem.. Ale to wszystko z nerwów, przez te gady i ich pobratymcy żyjące na Rakowie, przez moją psychikę całkowicie zrąbaną. Ja już nie mam w ogóle żadnej psychiki. Zostałem bardzo skrzywdzony przez życie, przez ludzi, przez rówieśników, jak byłem jeszcze dzieckiem, a potem nastolatkiem i to się odbiło na moim teraźniejszym życiu. Siedzę w domu sam, unikam ludzi, nie wychodzę z domu w ogóle, tylko jak muszę iść do sklepu, czy do pracy tylko w weekendy. Z nikim nie rozmawiam, nikt mnie nie lubi, wszyscy uważają mnie za dziwaka. Nie potrafię rozmawiać z nikim, a szczególnie z dziewczynami, od razu się mocno jąkam, nie umiem wydobyć z siebie głosu. Mam myśli samobójcze – kilka prób za sobą ( tabletki i alkohol). Nienawidzę samego siebie, nienawidzę swojego wyglądu, nienawidzę swojego ciała, nienawidzę wszystkiego, co jest ze mną związane. Nienawidzę patrzeć na swoją pryszczatą twarz w lustrze. Sam siebie poniżam, nawet przy ludziach.
      Tatko mój był drwalem na Syberii, a potem z manatkami przeniósł się do Częstochowy i postanowił, że będę hutnikiem. Zapisał mnie do szkoły. W zawodówce byłem bity, kopany, poniżany, wytykany palcami, na korytarzy nawet nie stałem sam, tylko uciekałem, bo nie dawali mi spokoju, musiałem chować się gdzieś po kątach, tam gdzie nikogo nie było (najczęściej w ubikacji) i czekałem aż do dzwonka na lekcję. Cała szkoła się ze mnie śmiała, jeden drugiemu na mnie gadał głupoty. Jak zdarzyło się, że stałem na korytarzu i sobie rozmawiałem z uczniem z innej klasy, to zaraz ktoś ode mnie z klasy podchodził i zaczynał mnie poniżać. Aż w końcu zostawałem sam, a inni się wtedy śmiali i mieli zabawę. Byłem bity na przerwach, pięściami po plecach i brzuchu, byłem kopany i wyzywany itd.. To trwało przez 3 lata ( non stop dzień w dzień). Nawet na lekcjach, przy nauczycielce uczniowie, którzy siedzieli za mną bili mnie pięściami po plecach , rzucali we mnie papierkami itd. A nauczycielka tylko spojrzała, powiedziała żeby się uspokoili i to wszystko. Byłem wyzywany od brudasów, czarnuchów ( mam ciemną karnację skóry bo pochodzi mój dziadzio z Gabonu i walczył w Polskim Dywizjonie w Anglii) – ale jestem w połowie Polakiem, a w połowie Mandinko. Mówili do mnie: pedał, ciota, dziewczyny mówiły, że jestem brzydki „ masz obrzydliwego ryja” itd. Ja już się bałem nawet do szkoły chodzić. Osiem godzin w szkole było dla mnie wiecznością. Wychodziłem do szkoły i zaraz modliłem się, żeby już się lekcje skończyły. W zawodówce zacząłem się jąkać, wpadłem w kompleksy, zacząłem się sam poniżać, zacząłem źle o sobie myśleć.
      A potem, jak już byłem w liceum wieczorowym dla dorosłych, to tam już byli ludzie dorośli i poważni, także problemów już nie miałem, ale miałem problemy z psychiką i już sam się izolowałem, bo się po prostu bałem, że spotka mnie to, co w podstawówce i potem w zawodówce.
      Krótko mówiąc - Raków to gady i ich pobratymcy, bo mnie bardzo skrzywdzili i krzywdzą dalej innych.
Pełna wersja