mateusz572
18.01.14, 17:51
– Wie pani, co to jest kartel? – pyta dr Bronisław Morawiecki, pediatra i były wicedyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. I tłumaczy: kartel jest wtedy, gdy 182 z 284 zatrudnionych w placówce lekarzy podpisuje tajną umowę. Tak było pod koniec 2012 r. Wcześniej dzięki strajkom udaje im się wynegocjować lukratywne stawki za dyżury – do 2,5 tys. za dobę. Tajna umowa przeciekła do prasy rok później. Tuż po tym, jak 140 lekarzy zaczęło głośno krytykować „postępującą zapaść szpitala”.– Chodziło im wyłącznie o kasę, dobro pacjenta nie miało dla nich znaczenia – mówi Małgorzata Ochęduszko-Ludwik, przewodnicząca komisji społecznej i ochrony zdrowia Sejmiku Województwa Śląskiego, który jest organem założycielskim szpitala.
Pod koniec września zeszłego roku 140 lekarzy wypowiedziało umowę o pracę, mieli gromadnie odejść 31 grudnia. Szpitalowi groził paraliż, bo chętnych na miejsca obrażonych medyków nie było.
– I trudno się temu dziwić. Kto, na Boga, z dnia na dzień spakuje do walizki całe swoje życie i przeprowadzi się do Częstochowy? – wzdycha dr Morawiecki.
Ostatecznie lekarze porozumieli się ze szpitalem. Wcześniej dyrektorzy próbowali dać ogłoszenie o pracę dla nowych lekarzy za pośrednictwem izby lekarskiej. Ta jednak odmówiła. Prof. Jan Hartman, filozof i bioetyk z UJ, postawę organizacji przyrównał wówczas do sułtanatu na usługach korporacji.
Co na to Maverick ?