Gość: redakcja IP: *.czes.gazeta.pl 30.11.04, 11:14 W kolejnym odcinku naszego cyklu, 14 grudnia, portret ul. Józefa Piłsudskiego Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: Beata Re: Portret ulicy Kilińskiego IP: *.its.monash.edu.au / *.its.monash.edu.au 02.12.04, 03:08 Na Kilinskiego sa jeszcze stadiony sportowe, a jak sie jedzie od strony miasta w tzw "gorke", juz od Lic. Traugutta,szczegolnie latem gdy liscie sa na drzewach, to ma sie wrazenie, ze nie ma lepszego widoku niz ten TUNEL Z DRZEW. Super seria- Dziekuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej Wolkenberg Re: Portret ulicy Kilińskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 17:34 Podczas okupacji i później mieszkałem z matką przy ul. Czarnieckiego 5 m.1 i Mama znajomiła się z pp. Reimschuesselami. Żadnej reichslisty nie podpisywali i byli znakomitą patriotyczną polską rodziną. Ich córka a żona por.Więckowskiego brała udział w powstaniu w Warszawie i ledwo uszła z życiem przed bandytami Kamińskiego z urodzoną w sierpniu 44 córeczką na ręku. Pani Reimschuessel była znakomitą filatelistką z którą jako młody chłopak wymieniałem się znaczkami. Andrzej Wolkenberg, wolkenberg@neostrada.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomasz78@o2.pl Re: Portret ulicy Kilińskiego IP: *.artcom.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.12.04, 22:58 Znam te ulice bardzo dobrze z okresu studiów na pcz (najpiekniejsze czasy). Byłem mieszkańcem DS 7 Herkules i codziennie tamtędy przechodzilem. Dwa razy w tygodniu korzystałem z możliwości uprawiania sportu na stadionie Budowlanych. Zdarzyło mi się odwiedzić kawiarnie prasową. Tą ulica wracał co roku w kierunku akademików pochód studentów z kluczem do bram miasta otrzymanym w czasie juwenaliów. Dziś pozostały mi wspomnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan Wieckowski Re: Portret ulicy Kilin´skiego IP: *.buf.adelphia.net 28.12.04, 03:37 Re: Portret Ulicy Kilinskiego Ponad 30 lat mieszkam w Stanach Zjednoczonych w poblizu Buffalo NY, i pare dni temy wpadl mi w rece ?Portret Ulicy Kilinskiego? W 1941 urodzilem sie i spedzilem wiekszosc swoich szakolnych lat pod numerem 37 na ulicy Kilinskiego. Babcia moja Maria urodzila sie w Wiedniu, jej panienskie nazwisko brzmialo Bartoschek. Dziwnym zbiegiem okolicznosci wyszla za maz za stuprocentowego Polaka o nazwisku Edmund Reimschussel. Przybrala obywatelstwo polskie i pomimo ze nigdy nie stracila lekkiego austriackiego akcentu uwazala sie za Polke. Byla polska patriotka. Kiedys jako jeszcze mlody chlopiec pytalem sie jej czy nie zamierza sie kiedys wybrac do Wiednia. Odpowiedziala mi, ze pamietajac entuzjazm z jakim wiedenczycy witali wchodzacego do Wiednia Hitlera, jej noga tam nigdy nie postanie. Slowa tego dotrzymala. Babcia zmarla w roku 1974 i jest pochowana w Zywcu wraz ze swoim mezem Edmundem. Po jej smierci rózne stare papiery i dokumenty zostaly spakowane i przewiezione do Warszawy, gdzie mieszka moja siostra Anna. Pare lat temu, odwiedzajac ja w Warszawie zabralem ze soba do USA czesc tych dokumentów i fotografii by miec dla siebie troche pamiatek po Babci. Nikt z nas nie wiedzial, ze ona (chyba w latach szescdziesiatych) zdecydowala sie pisac pamietnik, który ja powoli zaczalem tlumaczyc na jezyk Angielski, by moje dzieci mialy jakas wiedze o ich Polskim pochodzeniu. Wieksza czesc tego pamietnika dotyczy domu na Kilinskiego 37. Ani Babcia, ani jej maz Edmund nigdy nie podpisali reichslisty. Dziadek siedzial przez pewien czas w niemieckim wiezieniu, a Babcia byla skazana na trzy miesiace aresztu. Ich umiejetnosc poslugiwania sie jezykiem niemieckim i sklonnosc Niemców do pobierania lapówek wybawily moich przodków z wiekszych klopotów. Babcia w koncu uniknela wiezienia uciekajac z cala rodzina (wlacznie ze mna) do Warszawy, gdzie wkrótce znalezlismy sie w Powstaniu Warszawskim. Dom na Kilinskiego byl powaznym osrodkiem ruchu oporu. Mój ojciec Tadeusz Wieckowski odbieral nocne zrzuty lotnicze. Zawartosc tych zrzutów byla niejednokrotnie przechowywana pod naszym adresem, czesto zakopana w ogrodzie, który teraz juz zostal zabudowany. Dziadek, pracujac w magazynie odziezy dostarczal dla ruchu oporu niemieckie mundury, pasy i epolety, które byly schowane w naszej piwnicy. Polacy, dzieki temu przebrani za Niemców lub gestapowców, byli w stanie zorganizowac kilka odbic rannych jenców ze szpitali. Tak na przyklad byl uratowany porucznik Butrym. Mój ojciec bral w tym wydarzeniu udzial osobiscie. Niemcy czesto przejmowali pokoje na Kilinskiego 37 umieszczajac tam tymczasowo swoich wyzszej rangi oficerów. Babcia opisuje w swoim pamietniku szczególowo, jak to na górze mieszkali oficerowie, a na dole w piwnicy "chlopcy" przygotowywali sie do "akcji". Jej znajomosc jezyka niemieckiego byla zawsze pomocna i poniewaz zachowywala sie jak dama, Niemcy byli troche zdezorientowani, nie wiedzieli jak ja traktowac i byli w stosunku do niej raczej uprzejmi. Moje personalne wspomnienia z Kilinskiego 37 sa oczywiscie powojenne i z powodu mojej mlodosci wtedy, bardzo "sloneczne". Jan M. Wieckowski, M.D. Odpowiedz Link Zgłoś