Gość: Konrad Pruciak
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
11.12.04, 18:32
O planie sprowadzenia używanych autobusów do Częstochowy wiedziałem już od
dosyć dawna i od początku byłem zwolennikiem tegoż planu. Teraz, kiedy cztery
MAN-y NL202 stoją sobie w zajezdni na ul. Źródlanej, mogę tylko pogratulować
Zarządowi MPK podjęcia takiej decyzji. Oczywiście najbardziej cieszy mnie to,
że nareszcie na ulice Częstochowy wyjadą autobusy niskoprzegubowe, co do tej
pory miało miejsce tylko w czasie testów w 2000 roku. Wiadomo, że obecne
posunięcie zawdzięczamy wprowadzeniu zasady wsiadania pierwszymi drzwiami.
Już zdążyliśmy się do niej przyzwyczaić, a zyski ze sprzedaży biletów są
zauważalnie większe, niż np. 1,5 roku temu. Oczywiście nie zamierzam
umoralniać społeczeństwa, ale naprawdę radzę się przyjrzeć kwestii jazdy "na
gapę" przez grupę pasażerów. Czy nikt nie rozumie, że MPK nie walczy o te
zyski po to, by mieć kasę dla siebie, a po to, byśmy mieli czym podróżować po
mieście? Obecny zakup używanych autobusów powinien nam unaocznić fakt, że te
pieniądze zarobione z "pierwszych drzwi" są bardzo dobrze wykorzystywane.
Zapewne znajdą się ludzie, którzy mają wątpliwości co do jakości tych
pojazdów, zwłaszcza, że jeszcze nie możemy nimi jeździć (Każdy autobus musi
mieć wykonany "lifting" - przemalowanie na barwy MPK, naniesienie numeru
taborowego, instalacja częstochowskich kasowników czy wgranie do komputera
napisów dotyczących naszych tras autobusowych na ekspozytory pikselowe),
jednakże na pierwszy rzut oka niczym się nie różnią od jeżdżących po
Częstochowie MANów NL222 (z wielgachnymi i czytelnymi wyświetlaczami). Jedyną
zauważalną różnicą będzie tylko brak ostatnich drzwi.
Natomiast wracając do funduszy eMPeKowskich, to prawdą jest, że za przejazdy
po mieście tak czy inaczej płacą pasażerowie i to niezależnie od tego, czy
jadą na bilecie normalnym, ulgowym, "na gapę" czy z uprawnieniami do ulg i
zwolnień. W rzeczywistości przez tych złodziei, których
nazywamy "gapowiczami", bilety u nas kosztują tyle ile kosztują, a nie
taniej. Gdyby wszyscy byli uczciwi, za bilet normalny nie płacilibyśmy 2
złotych, tylko dajmy na to 1,70 zł albo 1,80 zł, podobnie miesięczna
sieciówka zamiast 72 złotych mogłaby kosztować np. 64 złote. Ale tak nie jest
i nie będzie, bo społeczeństwa się nie da zreformować. Chcę tu jedynie
uświadomić Państwu, że jazdę "na gapę" należy potępiać, bo w rzeczywistości
my, kasujący bilety, częścią ceny tego biletu właśnie pokrywamy przejazdy
tych złodziei. I to ma być w porządku? Ile rocznie pieniędzy wydajemy
niepotrzebnie właśnie z tego powodu? Można to sobie łatwo policzyć. Gdyby
kiedyś zaistniała wyimaginowana komunikacja miejska bez "gapowiczów", MPK
może nie opuściłoby cen biletów, ale dzięki zyskom miałoby za co kupować nowe
autobusy, czy, tak jak teraz, używane - "z dość wysokiej półki". Wtedy nasze
pieniądze zamieniałyby się w coraz bardziej komfortowe autobusy (i tramwaje),
co dawałoby nam niewątpliwie większe powody do zadowolenia, niż tracenie kasy
na przestępców bez biletu.
Obecny tytułowy "Mistrzowski ruch Zarządu MPK" wzbudza mój szczery szacunek,
ponieważ jest to w obecnej sytuacji jedyne racjonalne poprawienie kondycji
taborowej MPK, która - przy braku dużych zakupów pojazdów - będzie stawała
się coraz gorsza. Gdyby kupowano wyłącznie fabrycznie nowe autobusy, to
żebyśmy mieli czym jeździć po mieście, do 2010 roku należałoby na nie
przeznaczyć około 70 milionów złotych (to są moje szacunki), a przy nich
nawet ten 1 mln zysku MPK wygląda mało oszałamiająco... Tymczasem
teoretyzując, że Zarząd Spółki postanowi "pójść za ciosem" i co roku
powtarzać takie inwestycje jak obecna, już bez dodatkowych funduszy
zewnętrznych może znaleźć się w całkiem niezłej sytuacji. Martwi mnie w tym
wszystkim tylko jedna rzecz: zledwie 2 kupowane autobusy przegubowe. To moim
zdaniem zdecydowanie za mało, mając na uwadze ilostan tego typu taboru.
Niedawno do "Krainy Wiecznych Odjazdów" udał się przegubowiec nr 342, a teraz
na wykonanie egzekucji czeka nr 336. Kto następny? - obawiam się, że nr 327.
I niestety to jest początek masowej rzezi częstochowskich Ikarusów 280, które
dzielnie towarzyszom nam od 1982 roku. Zapewne w kolejnych latach prawie
wszystkie zostaną zezłomowane, a chyba nikt z nas nie wyobraża sobie jazdy
zatłoczonymi do granic możliwości krótkimi 12, 24, 27 albo 11. Do tego
dochodzi epidemia kasacji Jelczy M11, która właściwie już trwa i będzie
szybko postępować, gdyż według mnie za 4 lata nie powinno być ani jednego
Jelcza w ruchu liniowym. Tak więc gratulując MPK doskonałego wyboru, mam
nadzieję, że firma w tego typu przedsięwzięciach nie poprzestanie na
tegorocznym zakupie i za rok zobaczymy kolejne używane pojazdy. Może ich być
nawet mniej, np. 5 lub 6, ale ważne, by były to już same niskoprzegubowce.
Pozdrawiam Zarząd MPK i wszystkich uczciwych pasażerów.