Gość: jasiu...
IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl
20.08.05, 22:51
Po raz kolejny okazało się, ze tym, co potrafi rzeczywiście wzbudzić zachwyt
są fajerwerki. Ktoś by pomyślał, że cóż takiego, trochę spalonych związków
chemicznych. Ale za to jak spalonych. Właśnie wróciłem z Olsztyna i takie
zapalenie nieba, jakie mogliśmy tam oglądać to rzeczywiście sztuka. Nie wiem
jeszcze do jakiego gatunku ją zaliczyć, ale pokaz był pokazem sztuki.
Wspaniała synchronizacja z muzyką i przepiękne, godne malarskiego oka
rozbłyski nad zamkiem.
I nawet usiłujący dać koncert zespół nie zepsuł tego wrażenia. Bo zespół
rzeczywiście robił co mógł. I Bluesa próbował grać, i Brathanków, nawet Jazzu
trochę było słychać w jego utworach. Niestety - tak razem swiadczyło to o
zupełnym braku stylu i rzeczywiście, jeśli grają dopiero cztery miesiące to
niech jeszcze może ze cztery lata pocwiczą.
A co do solistki, to ja rozumiem, ze jej Tatuś wozi ich swoim busem na
koncerty i jeśli ją zwolnią to wozić przestanie. Niestety, jeśli nie
zrezygnują z niej, to efekt będzie taki, ze nikt na te koncerty nie przyjdzie
i cóż im przyjdzie z wożenia.
Ale co tam, jeszcze jedna wspaniała rzecz w Olsztynie. Prawdziwa, duża
karuzela łańcuchowa. Mówcie co chcecie, ale to jest dopiero prawdziwa
adrenalina. Nie jakiśtam quad, czy szybka fura. Spróbuj się przejechać cztery
kolejki pod rząd i udawaj chojraka! O łańcuchówce trzeba wspomnieć.
A wam co się podobało?