Jak traktuje się dzieci, które w gimnazjum nie cho

13.02.06, 20:24
Jak traktuje się dzieci, które w gimnazjum nie chodzą na religię?
    • Gość: ryba Re: Jak traktuje się dzieci, które w gimnazjum ni IP: *.masterkom.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.06, 20:31
      No a po co pytasz skoro pewnie zdajesz sobie z tego sprawę. Osobiście uważam że
      każdy ma prawo wyboru - niestety u nas w kraju ludzie do tego jeszcze nie
      dorośli i dłuuuuuuugo poczekamy na tolerancyjne społeczeństwo.
      Sama bym się zastanawiała czy wysłać dziecko wbrew sobie. Z jednej strony chyba
      tak - bo to lepsza opcja dla niego, z drugiej nie - chcąc bronić własnych poglądów.
      Może najlepiej pogadaj ze swoim dzieckiem i niech ono zdecyduje - bo to ono
      poniesie konsekwencje którejkolwiek decyzji.
      Pozdrawiam serdecznie i powodzenia życzę :)
      • Gość: xyl Re: Jak traktuje się dzieci, które w gimnazjum ni IP: *.plaap.power.alstom.com / 213.77.49.* 14.02.06, 11:23
        A ja pracuję z panem, który wyznaje religię mojżeszową - tak samo jego żona i
        dzieci. Jego wnuk chodzi na religię w gimnazjum, prowadzoną przez księdza
        katolickiego - tak jak inne dzieci (katolickie). Zapytany kiedyś o powód (i jak
        to pogodzić z jego wiarą) odpowiedział w prosty sposób: zaszkodzić nie
        zaszkodzi, a pomóc może...
        • harry1983 Re: Jak traktuje się dzieci, które w gimnazjum ni 14.02.06, 17:29
          > odpowiedział w prosty sposób: zaszkodzić nie
          > zaszkodzi, a pomóc może...

          Właśnie dlatego w Izraelu jest jaki taki porządek, a w Polsce burdel - Żydzi sobie od wieków potrafili radzić, mimo, że nie mieli swojego państwa, bo trzymali się razem - a nasi - tylko sobie skaczą do gardła i mamy jak mamy.
          • Gość: Skóra i kość To wcale nie jest tak. IP: *.gprspla.plusgsm.pl 14.02.06, 18:43
            Pracowałem w jednym z gimnazjow na Rakowie. Kilkoro uczniów nie chodzilo na
            religię z rózznych powodów. jedni, bo byli np. wyznania adwentystycznego, inni
            bo nie podobal im się ksiądz. Nigdy nie zauważyłem, żeby choć raz mieli
            przykrości z tego powodu. Wprost przeciwnie-wielu uczniow tej samej klasy
            traktowało ich jak swego rodzaju bohaterow.Uwazam, ze sprawa z religia w szkole
            jest postawiona do góry nogami. Jest to wzajemne dreczenie się uczniow i
            katechety.Widzę dwa rozwiazania: powrót religii d kościołów, albo traktowanie
            jej na rowni z innymi przedmiotami. To, co jest teraz, to STRATA CZASU.
            Katecheta sie męczy, bo jaśnie państwo uczniowie przychodzą na religię
            dobrowolnie i nie można ich z tej lekcji usunąć, bo szanowni rodzice zyczą
            sobie aby chodzili. Ale szanowni rodzice nie reaguja, kiedy wielmożni uczniowie
            mówia do katechetki "ty koorvo", bo wiedzą, że nic im ona nie moze zrobić.Tak
            więc jest to godzina rozrywki dla uczniów i mąk dla katechetów. Oczywiście,
            dostają pieniadze. Ale przeciez nie za to, żeby sie nad nimi znęcano i ich
            ignorowano, tylko za to, żeby uczyli. A uczyć sie w polskich szkolach religii
            nie da.A zatem, uczeń powinien zdecydować, czy chce chodzić na religię , nie
            rodzice.Jezeli nie chce, szkoła MA OBOWIąZEK prowadzić lekcje etyki
            świeckiej.Jeżeli sie to nie zmieni, państwo wyda tgylko masę pieniędzy na
            nikomu niepotrzebne lekcje.
Pełna wersja