Gość: Darek
IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl
21.01.03, 11:27
moja teoria jest taka:
jak komuś w życiu nie wychodzi - np. jest nieudacznikiem, impotentem, starym
kawalerem, bankrutem, to szuka się teorii która polepszy nasze postrzeganie
samych siebie. Najczęściej szuka się grupy o której można powiedzieć 'my', np
my kibice rakowa, my z zawodzia, my hip-hopowcy itp. Ale ponieważ niewszyscy
lubią raków, zawodzie, czy hip-hop, to bezpieczniej jest mówić my katolicy,
my polacy, my patrioci. W domyśle jest - katolicy lepsi niż innowiercy,
polacy lepsi niż żydzi, patrioci lepsi niż liberałowie. Ale ponieważ w Polsce
są prawie tylko polacy, katolicy i patrioci, to automatycznie pojawia się
potrzeba wyróżnienia się - ja jestem prawdziwym polakiem, prawdziwym
katolikiem, gorliwym patriotą. Oni myślą że mają monopol na bycie
tymi 'prawdziwymi'. A tak naprawdę pod płaszczykiem patriotyzmu, kryje się to
co na początku tego wywodu - zawód, rezygnacja, a w końcu nienawiść do tych
którym się udało, a także do tych którym nie wychodzi najlepiej, ale nie
narzekają.
Dlatego zawsze dostaję wysypki słysząc: Polak, katolik, patriota odmieniane
przez przypadki, osoby, rodzaje i tp. Ostatnio słowo 'patriota' staje się dla
mnie jednoznaczne z 'faszysta'.
Ja jestem Darek. wierzę w boga ale nie noszę krzyża na szyi. Nie wystawiam
ostentacyjnie portretu papieża na parapet. Na ciepłe słowa o Polsce zawsze
czuję miłe mrowienie, ale nie noszę koszulki z orłem w koronie. Za to dumnie
nazywam siebie częstochowianinem. Jak ktoś mówi na mnie 'medalikarz', nie
obrażam się, ale staram swoim zachowaniem, kulturą osobistą udowodnić, że nie
mam kompleksów wobec 'metropolitan' z Warszawy.
nie słucham oszołomów zza wielkiej wody..
Czy jest to Waszym zdaniem ciekawy zaczątek dyskusji?