Głupiś ty Maryś, oj głupiś

IP: 213.17.234.* 11.03.03, 15:58
www.katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/254341.html

Rodzinny majątek wicepremiera popadł w ruinę

Wtorek, 11 marca 2003r.

Ulica Siedmiu Kamienic w Częstochowie jest jedną z atrakcji turystycznych
miasta. Przylega do placu jasnogórskiego i to nią pielgrzymi najczęściej
zmierzają do klasztoru. Niemal wszystkie kamieniczki przy tej ulicy wpisane
są do rejestru zabytków. Jeden wyjątek - wybudowana w 1847 r. kamienica pod
numerem 11. Jej lokatorzy pół żartem, pół serio twierdzą, że mieszkają u
wicepremiera. I choć teraz niezupełnie mają rację, to być może w przyszłości
naprawdę zamieszkają w kamienicy należącej do wicepremiera i ministra
infrastruktury Marka Pola. Jego ojciec bowiem jest właścicielem 45 procent
udziałów w kamienicy. Drugie 45 proc. należy do siostry Jerzego Pola, czyli
ciotki wicepremiera (pozostałe 10 procent należy do osoby nie związanej z
rodziną Polów). Starsza pani mieszka w tej kamienicy do dziś, jednak ze
względu na stan zdrowia nie wychodzi z domu, z nikim nie rozmawia i nikogo
nie wpuszcza.



Stan należącego do rodziny premiera majątku nie najlepiej świadczy o
gospodarskiej zapobiegliwości właścicieli. Wprawdzie elewacja kamienicy od
strony ulicy zbytnio nie przeraża, to jednak wystarczy wejść na podwórko, by
poczuć się jak w slumsach. Kocie łby walczą o lepsze z bajorami błota, ściany
zbudowane z wapienia już dawno zapomniały, że kiedyś pokryte były tynkiem.
Niewielki balkon na piętrze grozi zawaleniem, więc od lat nikt na niego nie
wychodzi. Zresztą po co? Widok na obskurne komórki i wspólną ubikację nie
należy do przyjemnych.

- Tu jest najgorsze dziadostwo w całej okolicy - twierdzi mieszkający "pod
jedenastką" Marian Siudeja. - Kiedyś obiecywali remonty, ale teraz to
pozostaje tylko bombę podłożyć, wyburzyć wszystko i wybudować coś nowego.

- Mieszkam tu od 1949 r. i widywałem premiera, jak przyjeżdżał jeszcze jako
chłopiec - opowiada inny lokator, zastrzegając jednocześnie, by "absolutnie
nazwiska nie podawać". - Jednak od wielu lat żaden z Polów się tu nie
pojawia. I dobrze, bo ludzie tak by im wygarnęli, że nie wiedzieliby, gdzie
oczy podziać.

Pretensje lokatorów nie są bezzasadne. Nie tylko podwórko straszy swym
wyglądem. Klatka schodowa w głównej kamienicy nie jest w lepszym stanie.
Wypaczone drewniane podesty i schody, brudne, poznaczone plamami wilgoci i
grzybem ściany, zwisające kable elektryczne przygotowują na to, co można
zobaczyć w mieszkaniach. Pierwszym wrażeniem po przekroczeniu progu jest odór
stęchlizny - efekt panującej wszędzie wilgoci. Nie pomaga nawet pracujący "na
okrągło" grzejnik elektryczny.

- Piece węglowe musieliśmy zlikwidować, bo kilka lat temu o mało wszyscy się
nie zaczadziliśmy - tłumaczy prosząca o anonimowość kobieta. - Wentylacja
jest do niczego.

Okna już dawno powinny być wymienione, a ogromną szparę pod drzwiami
balkonowymi trzeba zatykać zrolowanymi ręcznikami. Krzywizna podłogi jest tak
wyraźna, że aż trudno wytłumaczyć, jakim cudem meble się po niej nie zsuwają.

W podobnych warunkach mieszka pozostałych 10 rodzin. Ci, których nie stać
było na sfinansowanie remontu, w jeszcze gorszych.

- Wodę biorę z kranu w podwórku, a dzieci korzystają z ubikacji u sąsiadki -
opowiada Elżbieta S. - Te na podwórku są w takim stanie, że aż strach. Ponad
20 lat tak się męczymy. Teraz czekam na komisję z Urzędu Miasta. Niech
przyjdą i zobaczą, w jakich warunkach mieszkamy. Gorzej już być nie może.

A co na to właściciele?
- Ja mieszkam w Poznaniu, więc w moim i mojej chorej siostry imieniu
budynkiem administruje mój siostrzeniec - tłumaczy Jerzy Pol. - Od niego
wiem, że 80 proc. lokatorów nie płaci czynszu. Dlaczego? Bo ustawa im na to
pozwala. Wyeksmitować ich nie można, bo są albo emerytami, albo mają małe
dzieci. Nawet pytałem syna, który jest wicepremierem, dlaczego państwo
pozwala na niszczenie budynków. Odpowiedział, że nic na to nie może poradzić.
Jest taka ustawa i koniec. A zarówno ja, jak i moja siostra, jesteśmy
emerytami i nie mamy pieniędzy, by dokładać do remontu. I co z tego, że syn
to kiedyś odziedziczy? Teraz nie jest właścicielem i nie mogę go namawiać, by
finansował remont. Od wielu lat z tej kamienicy nie dostałem ani grosza, a
mimo to podstawowe rzeczy lokatorzy mają zabezpieczone. Jest woda,
kanalizacja, energia elektryczna, dach nie przecieka, śmieci są wywożone...
Na więcej mnie po prostu nie stać.

Próbowaliśmy skontaktować się z przyszłym spadkobiercą, czyli z wicepremierem
Markiem Polem. Niestety, wczoraj przebywał poza Warszawą i był dla
dziennikarzy nieuchwytny.

- Proszę napisać list do pana premiera - poradził nam szef zespołu
komunikacji społecznej w Ministerstwie Infrastruktury Ryszard Nałęcz. - Na
pewno trafi na biurko pana premiera i pan premier zadecyduje, co ze sprawą
zrobić.

Pełna wersja