nawia
25.03.03, 23:33
Prowadzę działalność gospodarczą, więc niejako moim pracodawcą jest urząd
skarbowy. Ponieważ niewiele banków jest przyjaznych małym firmom, oferta
kredytowa jest ograniczona. Znalazłam jednak bank, który wymaga jedynie
zaświadczenia o wysokości dochodów brutto za ostatnie 6 miesięcy (od września
2002 r. do lutego 2003 r.). Raiffeisen Bank bowiem ma orientację, że dochody
małych firm kształtują się różnie na przestrzeni całego roku kalendarzowego,
mnie zaś potrzebne są pieniądze na zakup narzędzi potrzebnych do działalności
mojej firmy na określonym poziomie. Zlecenia, jakie otrzymała moja firma, są
wskazane dla jej rozwoju, a nawet jej dalszej egzystencji. Może być to szansa
na rozkwit firmy, zatrudnienie pracowników, wybicie się na rynku firm
działających w sektorze budownictwa wykończeniowego, a także na
przekształcenie z firmy rodzinnej, egzystującej na granicy opłacalności, w
przedsiębiorstwo z perspektywami wzrostowymi. Tylko że do tego są mi
niezbędne specjalistyczne narzędzia, których nie kupię, jeśli nie otrzymam
kredytu, do czego jest mi niezbędne zaświadczenie z Urzędu Skarbowego o
dochodach brutto za ostatnie 6 miesięcy, a raczej 2 zaświadczenia – za 4
miesiące ubiegłego roku i dwa miesiące tego roku.
I tu zaczynają się schody. Trzy tygodnie temu złożyłam wniosek do urzędu
skarbowego o wydanie zaświadczeń, a po tygodniu otrzymałam zaświadczenia...
za styczeń-luty 2003 r. i cały 2002 (co jest dla mnie mniej korzystne). Kiedy
przekazałam tę informację pani z banku, ta postanowiła mi pomóc. Na druku
bankowym oficjalnie wnioskowałyśmy o niezbędne zaświadczenie za 6 miesięcy.
Urząd przyjął ten wniosek bez problemów. Kiedy jednak wczoraj poszłam po
zaświadczenie, ku mojemu zaskoczeniu otrzymałam identyczne zaświadczenia jak
wcześniej. Poszłam dzisiaj do drugiego urzędu, konkretnie do urzędniczek
zajmujących się podatkiem dochodowym (pokój 220), z prośbą o wyjaśnienie,
dlaczego nie mogę takiego zaświadczenia za 4 miesiące zeszłego roku otrzymać.
Okazało się, że urząd takich zaświadczeń nie wydaje, bo... nie wydaje. I
kropka. Kiedy naciskałam, jaka jest podstawa prawna takiego stanowiska,
usłyszałam, że są jakieś wytyczne ministerstwa finansów, jak należy
zaświadczenie wypełniać. Nie pokazano mi jednak tych wytycznych, bo pani nie
mogła znaleźć. Poza tym pani mi powiedziała, że gdyby każdy PIT-5 wystawiany
był za konkretny miesiąc, można by było to zsumować, a ponieważ rozliczamy
się PIT-5 narastająco, ona tego nie może liczyć. Jeśli to jest za trudne dla
urzędników skarbowych, może powinniśmy zamienić się na miejsca? Bo cóż za
problem, wziąć skrajne dane, czyli pomniejszyć przychód z grudnia o przychód
z sierpnia, potem koszty z grudnia o koszty z sierpnia i te dwa wyniki od
siebie odjąć. No i mamy dochód brutto za 4 ostatnie miesiące ubiegłego roku,
czyli od września do grudnia. Można też sumować każdy miesiąc, ale tak jest
dłużej. Urzędniczka „z dobroci serca”, a raczej żeby mnie zbyć, zaproponowała
mi, że urząd może mi wydać kserokopie PITów za wymagane miesiące,
poświadczone za zgodność z oryginałem, z tym, że każda strona kserokopii
kosztowałaby mnie 3 zł. Szybko obliczyłam, że wydałabym ponad 60 zł, a już na
te feralne zaświadczenia wydałam prawie tyle samo. Może bym się na to
zdecydowała, ale dowiedziałam się, że, niestety, bank tych kserówek i tak by
nie przyjął.
W sekretariacie urzędu, przez który chyba przechodzą wszystkie pisma
zewnętrzne, pani nie spotkała się z wytycznymi, które zabraniałyby wystawiać
zaświadczeń o dochodach za konkretne okresy. Odesłano mnie jednak do
kierowniczki wydziału podatku dochodowego, jednak jej telefon nie odpowiada.
Kiedy całą sprawę opisałam pani z Raiffeisena, ta, zdziwiona i oburzona,
stwierdziła, że rzeczywiście spotkała się z przypadkami oporu urzędów
skarbowych przed wykazaniem odrobiny zaangażowania, i jeśli ktoś nie jest
zaradny, przynosi jej zaświadczenie za cały zeszły rok, a osoby, które
potrafią pokonać przeszkody (mają wejścia?), przynoszą zaświadczenia za
wybrany okres. Oświadczyła mi, że obowiązkiem urzędu jest takie zaświadczenie
wydać, nawet jeśli potrzebne by było zaświadczenie o dochodach z 1, 2 czy 3
konkretnych miesięcy, i że nie może tak być, że urząd odmawia wydania
zaświadczenia dotyczącego faktów, które rzeczywiście są udokumentowane.
Czy naprawdę nie można wydać wymaganego przez bank zaświadczenia? To żadna
filozofia spisać wysokość dochodu z PIT-36 i PIT-5, jak to praktykuje urząd!
Też chciałabym taką pracę. W moim przypadku trzeba posłużyć się kalkulatorem,
co po prostu trzeba chcieć zrobić. Najłatwiej powiedzieć, że się nie da.
To niewyobrażalne, że na drodze rozwoju mojej firmy stoi niechęć urzędników
Urzędu Skarbowego do wykazania się odrobiną zaangażowania!
Nie może być tak, że urząd przeszkadza małej przedsiębiorczości, której
naprawdę trudno jest egzystować na rynku w obecnej sytuacji ekonomicznej,
gdzie właściwie małe firmy muszą sobie radzić same, nie mając wsparcia z
żadnej strony.
Zastanawiam się, czy nie złożyć oficjalnego podania do naczelnika Drugiego
Urzędu Skarbowego, ale wiem, że rozpatrzenie takich pism trwa co najmniej 2-4
tygodnie, a mnie zależy na czasie, bo nie wiem, jak długo jeszcze będzie ten
korzystny dla małych firm produkt kredytowy. Chciałam nawet zadzwonić do
ministerstwa finansów lub zamieścić pytanie na ich stronie internetowej, ale
znajoma z Izby Skarbowej wyjaśniła mi, że na odpowiedź czekałabym równie
długo.
Czy redakcja "Gazety w Częstochowie" może pomóc nam, drobnym przedsiębiorcom,
bo wiem, że nie jestem jedyna, i dowiedzieć się, z kim i jak rozmawiać, czy
pisać podania, prośby czy raczej protesty i skargi, i czy faktycznie urzędowi
nie wolno wystawiać takich zaświadczeń? Gdybym była gdzieś zatrudniona na
umowę o pracę, bez problemu otrzymałabym takie zaświadczenie. Ale wtedy
kredyt na zakup narzędzi nie byłby mi potrzebny, a tak... same schody.
Proszę, dajcie szybko znać, co robić.
Wesprzyjcie dobrą radą drobną częstochowską przedsiębiorczość...
P.S. Przyjrzałam się drukowi zaświadczenia, niby temu nowemu, wydanemu wraz z
wytycznymi - jest tan następujący tekst, że zaświadcza się, zę Wnioskodawca
jest podatkiem podatku dochodowego (...) oraz w OKRESIE WSKAZANYM przez
Wnioskodawcę..." - a więc w okresie, a nie w roku!
Świadczy to zatem, że urzędniczce po prostu nie chce się liczyć...
Oj, chyba jutro zrobię tam awanturę, aż pióra polecą...